Zobacz temat
 Drukuj temat
[Kitty222] Miłość w Mroku
catchupthedreams
#21 Drukuj posta
Dodany dnia 03-08-2013 00:53
Awatar

Ugryziony


Postów: 109
Data rejestracji: 16.08.11

Liczba ofiar: 106
Poziom: Człowiek

noooo Ika nareszcie!! Coś Ty z Emilią się umówiła?! w sumie to przynajmniej miałam co czytać, a czytałam z zapartym tchem i ogromnym bananem na ustach. No nie powiem nie powiem zarąbiaście Ci to wyszło. Tylko za szybko się to czyta. ;D
ach ten Nick. chyba kocham dwa wampiry ;D ja na miejscu Rose nie powstrzymałabym się ;D ale to tylko ja ;D
nie mogę się doczekać ich dalszej podróży i tego co się wydarzy. Młoda pisz szybciej bo ja już nie wytrzymuję. Jeszcze raz powiessz, że beznadziejnie piszesz a przyjadę i skopie Ci tyłek!! To jest świetne!! Kocham Cię młoda, więc nie nadużywaj mojej cierpliwości i pospiesz się z rozdzialikiem <3
duuuuużo weny życzę :*
i1004.photobucket.com/albums/af168/MaddieAvaBieber/kisssing.gif
Always longing to have you near
Feel the power and the passion
 
kitty222
#22 Drukuj posta
Dodany dnia 04-08-2013 17:21
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Moje drogie Panie Wink
Tak, trudno się nie zgodzić, że między naszymi bohaterami iskrzy.
Fakt faktem Nick jest mega sweet, ale jest też bezwzględnym drapieżnikiem, który może wkrótce pokaże co potrafi wampir z krwi (nie koniecznie swojej) i kości.
Rose może i czuje coś do naszego wampirka, ale ona jest zawodowcem w tym co robi, a jak każdy zawodowiec nie może sobie pozwolić na nieprofesjonalizm. A po za tym nasza Pogromczyni nie zna innego życia poza PW, to oni ją wychowali, ale na poznanie sekretów tej organizacji przyjdzie jeszcze czas, tak ja na odkrywanie przeszłości pewnych osób smile
Postaram się zamieścić kolejny rozdział w tym tygodniu do obu opowiadań Wink
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
#23 Drukuj posta
Dodany dnia 17-08-2013 20:52
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Postaram się zamieścić kolejny rozdział w tym tygodniu do obu opowiadań


Wink Bardzo mnie cieszy ta obietnica, już nie mogę się doczekać następnego rozdziału jezorek I Nick'a love
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
#24 Drukuj posta
Dodany dnia 23-11-2013 23:49
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Musicie mi wybaczyć tak długą przerwę, ale ostatnio nie miałam czasu na pisanie smile

Nagroda za cierpliwość:



Rozdział V
Tej nocy spałam dwie może trzy godziny. Głowę zaprzątał mi Nick. Nigdy nie miałam takich odczuć. Nie wiem co to miłość, bo nigdy tego nie doświadczyłam. Czy ja go...
Nie, Rose nie wolno ci tak o nim myśleć. To twój wróg. To potwór. Rany, co mam robić?
Wstałam z łóżka, sprawdziłam czy Nick śpi i wyszłam na korytarz. Chodziłam spod okna do schodów i z powrotem. Lepiej mi się wtedy myśli.
Wychowało mnie PW. To moje życie i przeznaczenie. Nie po to szkoliłam się 15 lat, żeby teraz zniszczył to jakiś wampir i absurdalne uczucia.
Przypomniałam sobie słowa, które nam w kółko powtarzali w akademii: „Wampiry to potwory bez serca, zagrożenie dla świata. I jak każde niebezpieczeństwo trzeba je likwidować”. Muszę myśleć w ten sposób. Muszę, bo inaczej zapłacę życiem.
Ale z drugiej strony to łaskotanie w brzuchu jest bardzo przyjemne. Nick był kiedyś człowiekiem i na pewno ma jakieś ludzkie odruchu. No i zabija,y wampiry strzałem w serce co świadczy, że na pewno je ma. Tylko czy go używa?
Usiadłam bezradnie pod ścianą i oparłam głowę na kolanach.
To wszystko mnie przerasta. Nie dam rady. Zadzwonię do PW i powiem, że nie wykonam zlecenia. Po proszę, żeby ktoś inny się tym zajął.
Podniosłam głowę i oparłam o ścianę. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze.
Nie, tego nie mogę zrobić. Po pierwsze, dlatego że mnie ukarzą i wyślą z powrotem do akademii, którą skończę w dniu osiemnastych urodzin, a po drugie – Nick jest moim setnym zleceniem. Jeśli sprowadzę go do Nowego Jorku i tam zabiję, to zostanę wpisana do Złotej Księgi Pogromców Wampirów, jako ta która zabiła sto wampirów przed ukończeniem osiemnastego roku życia, a to wielkie wyróżnienie. Nie poświęcę tego dla jakiegoś głupiego i irracjonalnego uczucia.
Wstałam z podłogi i weszłam z powrotem do pokoju. Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie. Było ciemno i pusto. Z zegarka na komodzie migała czwarta nad ranem. Nie mogłam już zasnąć, za bardzo się rozbudziłam, więc usiadłam na podłodze i zaczęłam robić brzuszki.
Jakieś pięćset brzuszków później sprawdziłam czy Nick dalej śpi, po czym wzięłam torbę i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Posiedziałam jeszcze pięć minut, żeby otrzeźwić umysł i dopiero wtedy wyszłam.
Odstawiłam torbę pod ścianę i schowałam broń do wewnętrznej kieszeni kurtki. Nick dalej spał, a ja musiałam jakoś zabić czas. Usiadłam po turecku, położyłam ręce na kolanach, zamknęłam oczy i oczyściłam umysł ze wszystkich myśli i emocji. W wyobraźnie przeniosłam się na ogrzaną słońcem pustynię, gdzie nie gdzie rosły kaktusy, kawałek dalej bujała się jakaś kępka suchej trawy. Ciepły wiatr owiewał mi twarz i rozwiewał włosy. Serce zwolniło tempo, a umysł wyhamował. Poczułam się jak w domu. Poczułam się jak w domu. To nie była zwykła pustynia, tylko pustynia w Meksyku, ojczyźnie mojej mamy. Mimo, że urodziłam się w Stanach, uwielbiałam podzwrotnikowy klimat, dlatego najczęściej podróżuję na południu.
Wyobrażanie sobie rodzinnego domu mamy mnie uspakajało, zatracałam się w tym.
Nagle coś się zmieniło. Wiatr ustał, było cicho, za cicho. Rozejrzałam się dookoła i z daleka zobaczyłam dwie sylwetki zbliżające się ku mnie. Kiedy podeszli bliżej wpadłam w panikę, ponieważ to byli moi rodzice.
- Rose, wycofaj się puki możesz - odezwała się mama.
Chciałam jej odpowiedzieć, ale głos ugrzązł mi w gardle. Momentalnie otworzyłam oczy.
Leżałam na podłodze w pokoju motelowym. Starałam się uspokoić oddech, który przyspieszył mi nie wiadomo kiedy.
Dobra, Rose, już jest okej, oddychaj powoli – mówiłam do siebie w myślach.
Kiedy już byłam spokojna, zaczęłam zastanawiać się nad tym wszystkim. Śniłam w czasie medytacji, a może to była wizja. Pierwszy raz w życiu przydarzyło mi się coś takiego. Jeszcze nigdy nie przyśnili mi się rodzice. Wyglądali tak jak na zdjęciu, które wożę ze sobą w schowku samochodowym.
Kobieta miała długie, czarne loki, piwne oczy i piękną śniadą karnacje, po prostu nienaganna meksykanka. Obok niej stał wysoki szatyn ścięty na jeża, miał błyszczące ciemno niebieskie oczy. Na jej rękach było niemowlę, które urodziło się tydzień wcześniej. Dziewczynka była mała i bezbronna, ale czuła się bezpiecznie. Miała błyszczące, piwne oczka i brązowe włoski, a jej skóra była o kilka tonacji jaśniejsza niż skóra mamy.
Byli szczęśliwi, cała trójka. Tydzień później ten obrazek zniknął. Dziewczynka została sama. Od tamtej pory wychowuje mnie PW. Już nie jestem bezbronną dziewczynką, ale wyszkoloną pogromczynią wampirów, tak jak moi rodzice.
Tylko co właściwie znaczą słowa mamy? Z czego mam się wycofać?
Podniosłam się z podłogi i zaczęłam krążyć po pokoju.
Cholera, więcej pytań niż odpowiedzi. Sprawa z Nickiem, rodzice, PW. Wszystko było łatwiejsze za nim dostałam to głupie zlecenie.
Z zadumy wyrwał mnie głos Nicka.
- Dzień dobry Kwiatuszku - powiedział zachrypnięty.
Podeszłam bliżej i to co zobaczyłam nie spodobało mi się. Nick był blady i miał podkrążone, sine oczy, a czekoladowe tęczówki straciły blask.
- Kiedy ostatni raz się żywiłeś? - spytałam.
- Zaraz po tym jak mnie postrzeliłaś w klubie - odpowiedział słabo.
Świetnie, przyczyniłam się do śmierci jakiegoś niewinnego człowieka. Zaraz, to było trzy dni temu.
- Niemożliwe, to było parę dni temu.
- I przez te kilka dni faszerowałaś mnie żywicą, więc teraz się nie dziw, ze jestem taki słaby.
Ma rację.
Podeszłam do niego i go rozkułam.
- Ubieraj się. Musimy jechać dalej - poleciłam mu.
- Oj, Kwiatuszku, tak bardzo Ci się spieszy? Jakby nie patrzeć jesteśmy sami.
Wyjęłam broń i wycelowałam w niego.
- Nie każ mi strzelać - odpowiedziałam.
Posłusznie wstał i podniósł z podłogi spodnie, które na siebie naciągnął.
- A co ze śniadaniem? - zapytał, kiedy zapiął rozporek spodni.
- Zorganizuję coś na mieście.
Ubrał na siebie T-shirt, a potem kurtkę.
- To nie dasz mi skosztować swojej krwi? - zapytał, kiedy wiązał buty.
- Prędzej Cię zabiję niż pozwolę spróbować nawet kropli mojej krwi.
- Dobra, tylko żartowałem.
Bez słowa podeszłam do niego i skułam go. Ukryłam kajdanki pod starą bluzą, wręczyłam mu torbę i wyszliśmy z pokoju. Zeszliśmy po schodach do holu i podeszliśmy do recepcji. Cycata recepcjonistka od razu zmierzyła nas wzrokiem i tak wczoraj zatrzymała spojrzenie dłużej na Nicku. Od razu wezbrała we mnie wściekłość.
- Przepraszam, chcieliśmy się wymeldować.
- Dobrze - rzuciła.
Załatwiłam wszystko co trzeba i szybkim krokiem poszliśmy do samochodu.
- Wyglądała całkiem apetycznie - skomentował recepcjonistkę Nick.
Od razy zgromiłam go wzrokiem.
- Nie gadaj tylko wsiadaj - powiedziałam zabierając od niego rzeczy.
- Co masz taki zły humor, Kwiatuszku? - zapytał otwierając drzwi samochodu.
Cycata recepcjonistka, głupie kołatanie serca, wizja moich rodziców, dużo tego było, ale postanowiłam nic mu nie zdradzać.
Schowałam torby do bagażnika i zajęłam miejsce kierowcy. Wyjeżdżając z parkingu po raz ostatni obejrzałam się na obskurny budynek motelu. Cieszyłam się, że więcej tu nie wrócę.
Jechaliśmy w stronę centrum miasta Savannah. Szukałam jakiegoś baru, ponieważ umierałam z głodu, a Nick rozglądał się za potencjalną przekąską. Po jakiejś półtorej godzinie krążenia po mieście wypatrzyłam bar, który wyglądał w miarę przyzwoicie. Wjechałam na parking i zgasiłam samochód.
Budynek baru był zrobiony z zewnątrz z białej cegły. Sądząc po ilości ludzi w środku wyglądał na całkiem porządna knajpkę.
- Rozkuję cię, ale jak zaczniesz kombinować, to wywlokę cię stamtąd i do końca podróży będziesz leżał z litrem żywicy w bagażniku, rozumiesz? - zagroziła Nickowi.
- Ależ oczywiście Kwiatuszku - wyszczerzył się.
Przewróciłam oczami i związałam włosy w luźny warkocz. Potem sprawdziłam broń i rozkułam Nicka. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do baru.
W środku było całkiem przytulnie: beżowa tapeta, drewniane stoły, miękkie siedziska. Usiedliśmy najbliżej drzwi.
- Mogę sobie zamówić kawę? - zapytał z Nienacka Nick.
Spojrzałam na niego pytająco.
- Kofeina pomaga kontrolować pragnienie i jednocześnie łagodzi palenie w gardle - wyjaśnił.
- Aha, no dobra - zgodziłam się.
Dwie minuty później podeszła do nas kelnerka. Nie była najładniejsza, ale biło od niej ciepło.
- Dzień dobry, mogę przyjąć zamówienie? - uśmiechnęła się.
Pospiesznie przejrzałam kartę.
- Proszę naleśniki z syropem klonowym i kawę z mlekiem - powiedziałam.
Zanotowała to, ale cały czas przyglądała się Nickowi.
- A dla pana? - zwróciła się do niego.
- Ja proszę tylko kawę, czarną - uśmiechnął się do niej.
- Dobrze zaraz przyniosę państwa zamówienie - powiedziała na odchodnym chichocząc.
Nachyliłam się do Nicka.
- Czy wszystkie dziewczyny muszą tak na Ciebie reagować? - zapytałam się poirytowana.
- Jestem wampirem, nie dziw się. Mam naturalny urok osobisty. Dziwię się, że na Ciebie to nie działa, albo działa tylko tak świetnie udajesz.
- Nie naturalny, tylko nabyty. I nie działa na mnie ani trochę - powiedziałam, po czym szybko się od niego odsunęłam.
Coś powiedział, ale nie zrozumiałam co.
Po chwili przyszła kelnerka z zamówieniem.
- Proszę bardzo, życzę smacznego - powiedziała o odeszła.
Zajęłam się swoim śniadaniem, a Nick swoją kawą. Nie rozmawialiśmy.
Kiedy jadłam podchwytywałam spojrzenia innych mężczyzn w knajpie. Trochę mnie to krępowało, ale starałam się nie rozproszyć. Ukradkiem zerknęłam na Nicka. Było w jego oczach, coś czego nie mogłam zrozumieć, jakby się złościł tylko nie wiem dlaczego, wcześniej tego nie zauważyłam.
Pomyśl Rosę, wieziesz go na śmierć, ma się cieszyć z tego powodu? Powiedziałam sobie w myślach. Na pewno jest na to zły. Nie mogę zaprzątać sobie tym głowy.
Kiedy skończyliśmy, zapłaciłam rachunek i poszliśmy do samochodu. Tam go skułam i pojechaliśmy na obrzeża miasta.
- Czemu nie jedziemy na szosę? - zapytał mnie.
- Bo musze skombinować ci śniadanie - odpowiedziałam.
Był zdziwiony.
Jechaliśmy obrzeżami miasta, gdzie znajdowała się cała masa magazynów, kiedy usłyszeliśmy krzyki. Ktoś potrzebował pomocy. Natychmiast pojechałam za głosem, który doprowadził nas do zaułka. W pobliżu nie było innych ludzi. Wysiedliśmy z samochodu poszliśmy w głąb ślepej uliczki. Krzyki były wyraźne.
- Zostaw mnie! Proszę, nie krzywdź mnie, proszę! - krzyczała jakaś młoda kobieta.
- Już za późno, jesteś teraz moja - powiedział mężczyzna.
Przybiegliśmy na miejsce i nie miałam wątpliwości, że mężczyzna usiłował ją zgwałcić.
- Zostaw ją! - krzyknęłam.
- Bo co mi zrobicie?! - spytał kpiarsko mężczyzna kiedy wstał.
Podbiegłam do niego i powaliłam go na ziemię jednym chwytem.
- Szybko, uciekaj stąd! - zawołałam do dziewczyny.
Posłuchała mnie bez wahania.
- Żałujesz tego co chciałeś zrobić?! - zapytałam gwałciciela.
- Nie, a Ty jesteś następna.
Uderzyłam go dwa razy pięścią w twarz, aż pociekła mu krew.
- Masz, zajmij się nim - zwróciłam się do Nicka - nie wiadomo kiedy znowu będziesz mógł się napić krwi.
Nick podszedł do niego, a ja odeszłam spory kawałek. Nie chciałam na to patrzeć, ale wszystko słyszałam.
- Teraz pożałujesz swoich czynów - powiedziała Nick do niego i wgryzł mu się w szyję.
Mężczyzna krzyknął z bólu, ale potem ucichł. Słychać było tylko cichutkie ssanie krwi i słabnący oddech bandyty.
Kiedy Nick skończył podszedł do mnie. Nie zawahałam się i skręciłam mu kark. Podeszłam do ciała gwałciciela. Usłyszałam jego płytki oddech i słabe bicie serca.
Czyli Nick go nie zabił, ale gościowi dużo czasu nie zostało, umrze tu tak czy siak.
Poszłam po ciało Nicka i zaciągnęłam go do samochodu. Na wszelki wypadek wstrzyknęłam mu trochę żywicy
Zajęłam miejsce koło kierowcy i pojechałam w stronę szosy.
Miałam wyrzuty sumienia. Nawet jeśli nie żałował swoich czynów nie powinien tak zginąć. Był człowiekiem, a ja mam chronić ludzi. Ale nie mogłam nic zrobić. Musze dowieść Nicka żywego, a nie wysuszonego.
Poczułam lekką ulgę kiedy minęłam granice miasta. Przede mną rozciągała szosa między stanowa. Następny przystanek - Fayetteville w Karolinie Północnej.

static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
catchupthedreams
#25 Drukuj posta
Dodany dnia 24-11-2013 00:20
Awatar

Ugryziony


Postów: 109
Data rejestracji: 16.08.11

Liczba ofiar: 106
Poziom: Człowiek

No dobra groźby nie spełniłam ale jak następnym razem każesz mi tyle czekać na rozdział to pożałujesz!! Taką tyradę Ci wygłoszę, że zobaczysz!!
A teraz co do rozdziału. Świetny, fantastyczny, genialny. Jak na razie tylko tyle potrafię powiedzieć o nim xD żeby coś więcej napisać muszę jeszcze raz go przeczytać xD ale Ika w sumie możesz poprawić błędy xD haha

W sumie to czy przypadkiem Nick też się nie zakochał w naszej pogromczyni? ;> może on był zły o to, że faceci się na nią gapili, a nie dlatego że jedzie na "śmierć" ;D dobra pisz następny rozdział bo ja się już nie mogę doczekać, a doskonale wiesz że nie zawsze potrafię być cierpliwa :*
i1004.photobucket.com/albums/af168/MaddieAvaBieber/kisssing.gif
Always longing to have you near
Feel the power and the passion
 
vampireheart_cherry
#26 Drukuj posta
Dodany dnia 23-12-2013 19:44
Awatar

Martwy


Postów: 2848
Data rejestracji: 10.08.12

Liczba ofiar: 2821
Poziom: Wampir

Hej. Z wdzięczności zajrzałam tutaj i powiem ci, że nie żałuję smile
Prolog - no proszę cię, ZA KRÓTKI! Ale pewnie to już wiesz. Co nie oznacza, że nie jest ciekawy. Akurat wiadomo czym się zajmuje główna bohaterka.

Rozdziały - Już myślałam, że nie opiszesz tego przystojniaka do zabicia. Jednak dotrwałam i przeczytałam. Niezły, przypomina mi Damona, haha Grin
Rose go nie zabiła, bo wtedy nie byłoby opowiadania jezorek Ale ja jestem mądra... ale do rzeczy.

Nie boisz się, że nie przeżyjesz najbliższych 10 sekund?

Bardzo trafne i niebezpieczne posunięcie Rose Grin
Coś mi tu nie pasi, bo ten Nick, on jest taki posłuszny, aż nazbyt posłuszny.
Dlaczego Rose najpierw pozwoliła mu się pożywić, a później go zabiła skręcając mu kark? W każdym razie, kończąc moje wywody, nie mam nic więcej do dodania, poza tym, że rozdziały ogólnie mi się podobają.
Czekam na rozdział, mam nadzieję, że niedługo się pojawi. smile Będę wpadać. Wenki i wesołych świąt Grin
31.media.tumblr.com/b2d7a3ce6606b284f0c9e1fb6e19397d/tumblr_ncvi1irYVp1qik2bvo1_500.gif
 
alime19
#27 Drukuj posta
Dodany dnia 02-02-2014 14:04
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Jak zaległości to wszędzie Grin

Ale dotarłam i do Rose jezorek Skoro dziewczyna ma mętlik w głowie, to znaczy, że coś dzieje się w jej sercu i umyśle xD Nie dziwię jej się, że budzące się w niej uczucia względem Nica, przerażają ją i woli je wypierać, niż im się poddać. W końcu Nick to wampir - czyli wróg xD
Ale... miłość też ma swoją siłę i wątpię, czy pogromczyni wykona swoje zadanie xD
A Nick powinien jak najwięcej rozmawiać z Rose, aby przekonała się, że nie jest tylko krwiożerczą bestią. xD

No i mała prośba do Rose - niech Nicka nie szprycuje tak tą żywicą Angry Znacznie bardziej wolę, kiedy przystojny wampir jest przytomny Grin

Także nie pozostaje mi nic innego jak... czekać na ciąg dalszy podróży tej dwójki smile
Weny życzę smile
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
#28 Drukuj posta
Dodany dnia 26-06-2014 01:01
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Po długim czasie kolejny rozdział smile Miłego czytania smile


Rozdział VI

Ponad trzy godziny później byłam w Fayetteville. Nick obudził się tuż przed tym jak wjechaliśmy do miasta, ale moja mina zniechęciła go do rozmów.
Cały czas myślałam o tym co się stało w uliczce, żaden człowiek nie zasłużył na śmierć, ale nie mogłam zagłodzić Nicka. Muszę go dowieźć żywego. Do Nowego Jorku zostało już tylko kilka godzin, także postanowiłam jechać bez postojów na kawę czy odpoczynek. W Fayetteville zatankowałam tylko samochód i od razu ruszyłam w dalszą drogę.
Przez kolejne dwie godziny jedynym źródłem dźwięku było radio z latynoską muzyką.
- On żyje - odezwał się Nick.
- Co? - wyrwał mnie z zadumy.
- Ten facet. On żyje. Ledwo, ale jednak. Więc nie masz się co obwiniać o śmierć człowieka. Chociaż gorszy z niego potwór niż ze mnie.
- Ale on żyje, jego serce bije, więc jest człowiekiem.
- To nie jest definicja człowieczeństwa.
- I mówi to ktoś kto nie jest człowiekiem. Nie musisz udzielać mi lekcji.
- Ty też nie jesteś do końca człowiekiem - stwierdził Nick.
- Jestem! - krzyknęłam oburzona.
Wampir spojrzał na mnie ze śmiertelnie poważną miną.
- Powiedz mi, który człowiek jest na tyle silny żeby zabijać wampiry? Który człowiek ma porównywalny wzrok do wampirów, albo do innej istoty nadnaturalnej? To że się urodziłaś jak człowiek nie oznacza że nim jesteś.
Nigdy nie spodziewałabym się od niego czegoś tak... Inteligentnego i niestety prawdziwego. Pogromcy nie są do końca ludźmi, ale kiedyś byliśmy. Dawno temu, kiedy powstały tzw. Dzieci Nocy, powstaliśmy również i my. W akademii uczono nas, że jesteśmy po to, aby utrzymać równowagę.
- Skąd tyle wiesz o PW? Dalej mi nie odpowiedziałeś.
- Oj, Kwiatuszku, widzę że Agent Główny nie podał ci żadnych szczegółów. Pozwól, że nie odbiorę mu tej przyjemności - powiedział z uśmiechem na twarzy.
Wrócił mu nastrój na dowcipkowanie. Nie odezwałam się już tylko skupiłam się na drodze. Jeszcze około 6 godzin i uwolnię się od niego. Tylko dalej nie wiem o co chodzi? Ten sen z rodzicami? Czemu mam dostarczyć Nicka aż do bazy głównej? I skąd on tyle wie o pogromcach? Żaden, którego spotkałam nie wie tyle co on. To wszystko jest jakieś dziwne.
Słońce było w zenicie, ale im dalej na północ tym zimniej. W końcu mamy grudzień. Do świąt pozostało tylko kilkanaście dni. Domy w wioskach przez które przejeżdżaliśmy były pięknie udekorowane. Może gdyby rodzice żyli też byśmy mieli taki domek. Lampki zwisające z dachu, skarpety przyczepione do kominka, wielka choinka, na której ślicznie zwisałyby bombki, na jej szczycie wielka i świecąca gwiazda, a pod nią tona prezentów. Mama krzątając się w kuchni, podobno była świetną kucharką. I tata rozpalający ogień w kominku. Ale tego nigdy nie będzie. Pogodziłam się z tym, ale kiedy byłam dzieckiem lubiłam marzyć o idealnych i zwykłych świętach z rodziną. W akademii obchodziliśmy święta, ale to nie było to samo. Dostawałam prezenty, ale to z litości. Byłam jedynym dzieckiem bez jakiejkolwiek rodziny w akademii. Dlatego stałam się najlepszym zabójcą wampirów. Nie było nikogo na kim by mi zależało, więc nie zaprzątał mi głowy w czasie misji i tej myśli się trzymam.
Kiedy tak myślałam o świętach Nick wyglądał przez okno i przyglądał się horyzontowi. Zastanawiałam się o czym myśli. Ale mimo ciekawości postanowiłam nie pytać.

Wjeżdżaliśmy właśnie do Richmond w stanie Wirginia. Przed nami jeszcze 340 mil. Późnym wieczorem powinniśmy dojechać do Nowego Jorku, a koło północy w bazie głównej. Im bliżej celu podróży tym gorzej było ze mną, Czułam coś w sercu, czego nie powinnam czuć. Nick siedział tuż koło mnie i za każdym razem jak na mnie spojrzał przechodził mnie dreszcz. Kiedy patrzyłam w jego czekoladowe oczy serce waliło mi jak młotem.
Rose! -skarciłam się w myślach, nie wolno ci. Nie możesz nic do niego czuć, to potwór.
Ale nie nawet to mi nie pomagało. Z każdą kolejna milą czułam narastający niepokój.
Przez resztę drogi byłam pogrążona w myślach.

Słońce już dawno zaszło. Po długiej podróży przez: Washington, Baltimore, Wilmington, Philadephia i Trenton w końcu było widać światła miasta które nigdy nie śpi.
Miasto jak zwykle było zakorkowane. Baza główna znajduje się od północnej strony Nowego Jorku. Czekała nas długa noc. Środek nocy a metropolia tętniła życiem: imprezy w klubach, musicale, cało nocne spektakle w teatrach. Nie było mnie w tym mieście od prawie roku, a jedyne co się w nim zmieniło to ludzie na ulicach.
- Nowy Jork, ciągle tak samo ruchliwy jak pamiętam a mimo wszystko taki inny - odezwał się zadumany Nick.
- Jaki był kiedyś? - zapytałam za nim gryzłam się w język.
- Mniej nowoczesny - odpowiedział odwracając się do mnie i uśmiechając.
- Aha - odpowiedziałam.
Wampir odwrócił się z powrotem do szyby i podziwiał miasto za oknem.
Nagle usłyszałam głos mamy, tak głośno i wyraźnie jakby stała koło mnie:
- Posłuchaj głosu serca Córeczko.
Byłam w takim szoku, że nie zdążyłam zahamować na czerwonym świetle. Następne co zobaczyłam to jak Nick łapie za kierownicę i zaczyna nią manewrować. Szybko się otrząsnęłam i wcisnęłam gaz do dechy żeby jak najszybciej wydostać się ze skrzyżowania. Nick puścił kierownicę i pognaliśmy siedemdziesiątą pierwszą aleją w stronę Central Parku.
- Rose, zaparkuj - powiedział stanowczo Nick.
- Słyszałeś to? - spytałam piskliwym głosem.
- Zaparkuj - powtórzył.
Kiwnęłam tylko głową i pojechałam na pierwsze wolne miejsce przy wejściu do parku. Zaparkowałam, zgasiłam silnik samochodu i patrzyłam w przednią szybę. W głowie miałam mętlik.
- Oddychaj powoli i głęboko - gdzieś tam przebił się głos Nicka.
Posłuchałam go.
Mama, mama, mama... O co jej chodziło? Posłuchaj głosu serca? Dlaczego? I czemu teraz nagle usłyszałam jej głos? Po tylu latach, na jawie? Nic z tego nie rozumiałam.
- Nic nie słyszałeś? - zapytałam wampira nie patrząc na niego.
- A co miałem słyszeć? - był kompletnie zdezorientowany.
- Ten głos - powiedziałam znowu piskliwym głosem.
- Rose, musisz ochłonąć - powiedział pewnie i spokojnie.
Miał rację, musiałam ochłonąć.
Popatrzyłam na szybę za nim, gdzie widać było drzewa parku.
- Dobra, idziemy na spacer - zdecydowałam. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył bo już wysiadłam.
Posłuchałam głosu serca, a ono kazało mi iść na spacer, jeśli coś złego z tego wyniknie to będzie Twoja wina mamusiu, powiedziałam sobie w myślach.
Otworzyłam drzwi pasażera, żeby Nick mógł wysiąść. Był bardzo zdziwiony.
- Nie patrz tak. Idziemy się przejść, ale nie próbuj żadnych sztuczek, dalej będziesz skuty, a ja dalej mam przy sobie broń - powiedziałam mu.
Nic mi nie odpowiedział,
Ukryłam kajdanki kurtka jak przedtem i ruszyliśmy do parku. Było zimno i biało. Szliśmy uklepaną aljką. Drzewa były pokryte śnieżnym puchem. W świetle księżyca park wyglądał jak z bajki, ciężko było uwierzyć, że znajdujemy się w centrum Manhattanu.
- Co się wydarzyło na tamtym skrzyżowaniu? Jaki głos słyszałaś? - zapytał Nick przerywając ciszę.
- Szczerze to nie mam ochoty o tym rozmawiać - odpowiedziałam.
- No dobra, jak chcesz.
Dziwne, nie drążył tematu.
Spacerowaliśmy w ciszy, ale tak naprawdę w środku cała krzyczałam. Serce mi waliło jak młotem, zerkałam na niego co jakiś czas. Podziwiałam go: jego cudne ciemne włosy, czekoladowe oczy, idealne usta - tak kuszące...
ROSE!!! PRZESTAŃ!!!, skarciłam się w myślach.
Przez kolejną godzinę spaceru walczyłam sama ze sobą. Kiedy go tak ukradkiem obserwowałam miał dziwny, nie obecny wyraz twarzy, ale w oczach widziałam jakby podejmował jakąś bardzo ważną decyzję. Wolałam nie pytać.
Kiedy wróciliśmy do samochodu, postanowiłam, że pojedziemy do jakiegoś hotelu. Byłam zmęczona, ale za tym krył się fakt, że chcę spędzić z Nickiem jeszcze jedną noc, za nim odwiozę go Bazy. Wyjechaliśmy z Manhattanu i pojechaliśmy w kierunku Queens. Zatrzymaliśmy się pod jednym z tamtejszych małych hoteli, wzięliśmy bagaże i zameldowaliśmy się w jednym z pokoi.
Kiedy zamknęły się za nami drzwi, położyłam torby pod ścianą, sprawdziłam zasuwę, przekręciłam klucz w zamku i podeszłam do Nicka. W jego oczach dalej było niezdecydowanie.
- Idź weź prysznic - powiedziałam rozkuwając go.
Kiwnął głową i ruszył w stronę łazienki. Patrzyłam jak odchodzi, kiedy nagle zatrzymał się, spojrzał na mnie i to wystarczyło, żeby coś we mnie pękło.
- Pieprzyć zasady - powiedziałam rzucając się na niego i mocno całując.
Nie zawahał się, od razu złapał mnie mocno i odwzajemnił pocałunek. Całował mnie gorąco i namiętnie. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Zdarliśmy z siebie ubrania. Dotykał mojej nagiej skóry, jakby to była najcenniejsza rzecz na świecie. Jego pocałunki były delikatne, ale jednocześnie gorące i stanowcze, czułam je wszędzie. Odwdzięczałam się mu tym samym.

Rano obudziło mnie słońce. Ta noc pozostanie mi pamięci, chociaż w ogóle nie powinno jej być. Nick jeszcze spał. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i poszłam wziąć prysznic. Kiedy spod niego wyszłam uświadomiłam sobie, że nie wzięłam ubrań, a te wczorajsze leżały w strzępach na podłodze pokoju. Owinęłam się ciasno ręcznikiem, wyszłam z łazienki i podeszłam do jednej z toreb, żeby wyjąć czyste ubrania. I wtedy Nick zaszedł mnie od tyłu i zaczął całować po szyi. Instynkt kazał mi się bronić, więc chciałam wymanewrować, ale wampir przewidział mój ruch i stało się tak że wylądowałam przodem do niego bez ręcznika.
- Jesteś taka piękna - wyszeptał i zaczął całować mnie po nagim ciele.
Znowu wróciliśmy do łóżka.

Dochodziło południe. Siedzieliśmy w samochodzie na parkingu przed hotelem. Już mieliśmy ruszać, ale coś mnie powstrzymywało. Znowu walczyłam ze sobą, ale tym razem walka była trudniejsza. Ostatecznie podjęłam decyzję. Odwróciłam się do Nicka i go pocałowałam.
- Przepraszam - powiedziałam w jego usta i wbiłam mu strzykawkę z żywicą w szyję.
Zasnął od razu, a ja ruszyłam z parkingu.
Pędziłam przez Nowy Jork. Posłuchałam głosu serca, a teraz życie mnie za to ukarze. Mimo wszystko nie żałuję niczego z ostatniej nocy i dzisiejszego ranka. Ale im bliżej Bazy tym czułam coraz większą rozpacz. Tylko nie wiedziałam czemu.
Dojechałam na północne krańce miasta, a potem do wielkiego muru oddzielającego akademię i Bazę od reszty świata.
- Witaj z powrotem Rose - powiedział strażnik przy bramie.
Uśmiechnęłam się tylko, ale on był już zajęty zgłoszeniem mojego przyjazdu przez krótkofalówkę. Podjechałam pod budynek główny tzw. Budynek Administracyjny gdzie już czekali strażnicy, żeby zabrać Nicka. Od razu się obudził kiedy otwarły się drzwi. Na początku wyglądał na zaskoczonego, a potem dotarło do niego się dzieje i już nie pokazywał żadnych emocji.
- Dobra robota Rose - usłyszałam jedynie od kilku strażników.
Nie dopowiadałam im bo byłam zajęta odprowadzaniem wzrokiem Nicka. Spojrzał na mnie przez krótki moment, ale w jego oczach nie widziałam gniewu czy złości, tylko troskę i zrozumienie i wtedy dotarło do mnie coś ważnego:
zakochałam się w wampirze.

Edytowane przez kitty222 dnia 16-10-2014 16:18
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
#29 Drukuj posta
Dodany dnia 06-07-2014 19:53
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Cieszę się, że pojawił się kolejny rozdział o Nicku i Rose Wink

Rose przekonała się, że życie bardzo często zmusza nas do podejmowania trudnych decyzji, których konsekwencje nierzadko są bolesne.
Moje serducho wywijało salta, kiedy wreszcie poszła za głosem swojego sercaGrin

- Pieprzyć zasady - powiedziałam rzucając się na niego i mocno całując.
Nie zawahał się, od razu złapał mnie mocno i odwzajemnił pocałunek. Całował mnie gorąco i namiętnie. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.


Kocham ten fragment love Nick jest jednym słowem słitaśny love

Ale tradycyjnie po wzniesieniu się na wyżyny, trzeba spaść z hukiem na dół. Nie spodziewałam się, że Rose dowiezie wampira do Bazy [zwłaszcza po takiej nocy xD] Angry

Oczywiście zakończenie sprawiło, że nie mogę doczekać się następnego rozdziałuWink
A swoją drogą podejrzane, skąd Nick ma tyle wiadomości o PW?

Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i życzę wenyjezorek
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
#30 Drukuj posta
Dodany dnia 16-10-2014 16:18
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Kolejny rozdział smile


Rozdział VII

Powolnym krokiem szłam do gabinetu Agenta Głównego, który mieścił się na piątym piętrze Budynku Administracyjnego. Korytarze były nowocześnie udekorowane: beżowe ściany, okrągłe lampy w suficie i co ileś tam metrów wisiały na ścianie paprotki. Podeszłam do drzwi gabinetu, które znajdowały się dokładnie w połowie korytarza. Zapukałam dwa razy i weszłam do środka. Agent Główny stał przodem do wielkiego okna, które wychodziło na główny podjazd do budynku.
- Usiądź Rose - powiedział niskim głosem.
Powoli podeszłam do krzesła i usiadłam. Zapomniałam już jakie było wygodne.
Gabinet był duży, ściany były śnieżnobiałe, po prawej stronie znajdowała się biblioteczka z książkami i dokumentami, w jej centrum znajdowała się szklana gablota w której swoje miejsce miała Księga Pogromców Wampirów - oryginał, kopia znajdowała się w bibliotece. Po lewej stronie stał kredens z alkoholem, gdzie nie gdzie wisiały paprotki. Przed oknem na środku gabinetu stało wielkie dębowe biurko obładowane papierami. Krzesło Agenta było duże, skórzane i bardzo wygodne, jak byłam dzieckiem lubiłam się na nim kręcić.
- Dobra robota - powiedział odwracając się.
Był wysoki, szczupły, ale umięśniony po latach treningów. Miał siwe włosy zaczesane do tyłu, ale żadnych zmarszczek mimo swojego wieku. Zawsze chodził w garniturze, dzisiaj miał popielaty z czerwonym krawatem. Na szyi miał zwieszony mały krwistoczerwony rubin na złotym łańcuszku. Nosił go odkąd pamiętam. Kiedyś go zapytałam dlaczego to mi odpowiedział, że to prezent od moich rodziców, dlatego nigdy go nie zdejmuje.
- Dziękuję - odpowiedziałam.
Podszedł do krzesła i usiadł na nim.
- I go nie zabiłaś, jestem pod wrażeniem - dodał.
- Starałam się, chociaż były momenty, w których chciałam odpalić mu kulkę.
- Ale nie zrobiłaś tego.
- Dlaczego miałam go tutaj dostarczyć? - zapytałam.
- Widzisz, popełnił wielki błąd.
- To znaczy?
Agent główny wstał i zaczął się przechadzać w tę i z powrotem. Śledziłam go wzrokiem.
- Teraz możesz się dowiedzieć. Pięćdziesiąt lat temu Nickolas był jednym z Nas. Był nawet jednym z najlepszych pogromców. Zabił dziewięćdziesiąt dziewięć wampirów przed 18 rokiem życia. Został wpisany do Księgi i na tej podstawie ukończył szkolenie w wieku 16 lat. Przez kolejne trzy lata spisywał się świetnie. Zbijał wampiry szybko i sprawnie. Był wzorem do naśladowania dla szkolących się pogromców, ale to było dla niego za mało. Chciał więcej i w końcu zapragnął daru nieśmiertelności, więc stał się tym kim jest. Zdradził nas i za to zostanie ukarany.
- Należał do PW? - spytałam.
Agent Główny pokiwał tylko głową.
Byłam w szoku. Zdradził Nas. Oszukał mnie. Serce mi pękało. Podejrzewałam go o to, ale nie przypuszczałam że to prawda. Nie chciałam w to wierzyć.
- To stąd tyle wiedział o PW - wyszeptałam.
- Tak. Musisz też wiedzieć, że Sąd to tylko formalność. I tak zostanie skazany na śmierć. Rose - zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy - to Ty wykonasz wyrok.
- Ja? - zdziwiłam się. Agent patrzył mi głęboko w oczy. Nie kłamał, ani nie żartował, mówił śmiertelnie poważnie.
- Tak. Zasłużyłaś na to. Brakuje Ci jednego wampira do pełnej setki. Tylko tyle dzieli Cię od wpisu do Księgi, dlatego Ty go zabijesz.
- Wow, dziękuję, aż nie wiem co powiedzieć.
- Nic nie musisz mówić. Lepiej idź odpocząć, pewnie jesteś zmęczona - powiedział uśmiechając się.
Wstałam i poszłam do drzwi.
- Rose, cieszę się, że znowu Cię widzę - powiedział za nim wyszłam.
- Ja też się cieszę wujku - odpowiedziałam za nim zamknęłam za sobą drzwi.
Zjeżdżając windą myślałam o tym co zrobił Nick 50 lat temu i co ja z nim zrobiłam ostatniej nocy. To wszystko było zbyt skomplikowane. Dopuściłam do głosu emocje i teraz za to płacę.
Gdy wyszłam z budynku było już ciemno. Poszłam odwieźć samochód do garażu. Stało tam dużo aut: służbowych i prywatnych. Zaparkowałam pomiędzy czerwonym Mercedesem, a granatowym Suzuki. Mój samochód był prywatny, dostałam go w prezencie o Agenta Głównego. Opuściłam garaż i szłam powoli w stronę budynku mieszkaniowego Pogromców. Mieszkali tam wszyscy Pogromcy, którzy byli po szkoleniu, a nie mieli gdzie zamieszkać, albo pracują na terenie Bazy. Kiedy tak szłam, coś przykuło moją uwagę. Kawałek dalej mieściła się Wieża Alchemiczna. Tam urzędują czarownice i czarownicy, którzy pracują dla PW. Ich zadaniem jest tworzenie magicznej broni i rzucanie czarów i zaklęć. Nie zastanawiając się pobiegłam tam.
Budynek był naprawdę wysoki i szeroki. W końcu mieściło się w nim trzy duże laboratoria, dwa pokoje służbowe i dziesięć sypialni z łazienkami. Weszłam do środka i nie zważając na recepcjonistę wbiegłam od razu do windy, wjechałam na trzecie piętro i natychmiast ruszyłam korytarzem. Pomimo staroświeckiej budowli wnętrze było całkiem nowocześnie urządzone, jak w Administracji. Poszłam na koniec korytarza i zapukałam w drzwi. Otworzyła je wysoka dziewczyna o długich blond włosach i rzadkich bardzo jasnobłękitnych oczach. Miała niesamowitą słowiańską urodę.
- Rose, a niech mnie - mówiąc to rzuciła mi się na szyję. Była wyższa ode mnie więc musiała się trochę schylić. Również ją objęłam.
- Też się cieszę, że Cię widzę Cassie - odpowiedziałam.
Cassie była czarownicą. Mieszkała ze swoją ciotką na terenie Bazy i pracowała tu.
- Wejdź, nie będziemy stały na korytarzu.
Weszłyśmy do jej pokoju. Był naprawdę duży: w małym saloniku znajdowało się wejście do sypialni gdzie mieściło się duże okrągłe łóżko z baldachimem i wnęka z garderobą, a łazienka znajdowała się po przeciwległej stronie pokoju. Ściana która oddzielała salon od sypialni była drewnianą dobudówką, zawsze można było ją zdemontować. Cały pokój był liliowy, a meble były białe.
- Rany, nareszcie wróciłaś. Minęło tyle czasu - powiedziała siadając na kanapie.
- Tak, nie było mnie tu rok. Nie sądziłam że wrócę.
- Nie chciałaś? - spytała.
- Nie.
- Aha - westchnęła smutno.
- Ale stęskniłam się za Tobą - powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Ja za Tobą też - odwzajemniła uśmiech - opowiadaj, co robiłaś przez ten czas.
Oczy jej się zaświeciły. Cassie miała bardzo ciekawską naturę.
- No więc... - zaczęłam jej opowiadać gdzie byłam, co widziałam, ostatnią misję i drogę do Nowego Jorku. Oczywiście pominęłam kilka szczegółów. Lubiłam Cassie, ale nie mogłam się jej zwierzyć ze wszystkiego, według niej byłam zimna niczym lód.
- Rany, Rose, byłaś sam na sam z nieziemsko przystojnym wampirem nic. Nie czułaś żadnego pociągu, kompletnie nic?
Gdybyś wiedziała co czułam, pomyślałam.
- Jestem Pogromcą, zabijam wampiry.
- Ale to nie znaczy, że nie możesz się zakochać.
- Właśnie nie mogę się zakochać. Nie wolno mi ponieść się się emocjom.
- A jak zapewnisz ciągłość rasy?
Ok, lekko się zarumieniłam i zdziwiłam. Cassie nigdy schodziła na takie tematy.
- Nie myślałam o tym, Mam dopiero 17 lat.
- A już skończyłaś trening i brakuje ci jednego wampira do wpisu do Złotej Księgi.
- I co z tego? Nie potrzebuję tego wpisu. I nie mam potrzeby zakładania rodziny. Miłość rozprasza.
- Rose, dobrze wiesz, że dzięki miłości...
- Zginęli moi rodzice - przerwałam jej - to właśnie miłość ich zabiła, wzajemna troska. Nie potrafili się wystarczająco skupić i zapłacili za to najwyższą cenę.
- I myślisz, że chcieliby dla Ciebie takiego życia? Życia bez miłości?
- Decyduję sama za siebie. Życie to nie bajka Cassie. Jestem wojownikiem, a wojownik odkłada uczucia na dalszy plan - podeszłam do drzwi.
- Rose. Życie bez miłości to nie życie.
- Daruj sobie Cassie - przekręciłam klamkę i otworzyłam je - i jeszcze jedno, On jest zdrajcom - wyszłam z pokoju.
Wyszłam z wieży i pobiegłam do budynku mieszkalnego pogromców. Nie różnił się niczym szczególnym od pozostałych budynków na terenie Bazy. Miał 10 pięter i był dosyć szeroki. Weszłam do holu głównego, wzięłam klucz z recepcji i poszłam do windy. Wcisnęłam guzik z liczbą 10 i pojechałam na górę. Korytarze były urządzone tak samo jak w budynku administracji i w wieży. Przeszłam przez korytarz do ostatnich drzwi bez żadnego numerka tuż przy wielkim oknie. Włożyłam klucz do zamka i otworzyłam je. Za nimi znajdowały się schody. Weszłam po nich do wielkiego ciemnego apartamentu. Ponieważ miałam bardzo dobry wzrok bez wahania podeszłam do okna i odsunęłam wielkie zasłony wpuszczając światła Nowego Jorku do pokoju. Nie zwracając uwagi na łazienkę, podeszłam do łóżka i rzuciłam się na nie, po policzkach pociekły mi łzy. Pochłonęłam mnie rozpacz...

Edytowane przez kitty222 dnia 16-10-2014 16:20
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
#31 Drukuj posta
Dodany dnia 16-10-2014 20:27
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Nareszcie doczekałam się nowego rozdziału, YUPI !!! Grin
Lubię Twój styl pisania, bo zawsze pojawiają się tak nieoczekiwane zwroty akcji, że czytając to opowiadania, gapię się z niedowierzaniem w monitor jezorek
Nie podoba mi się powiązanie Rose z Agentem Głównym. Niby troskliwy wujaszek, ale nie ufam mu ani odrobinę! Nic a nic! Angry
Nicolas był w PW??? SZOK Angry Rose ma wykonać na nim wyrok?! Beczy
Nie, nie, nie zgadzam się! Nie po tym, co miedzy nimi zaszło. Nie po tym, co Rose poczuła do naszego wampirka love

Pozostaje mi tylko prosić Cię o jak najszybsze napisanie i wstawienie kolejnego rozdziału jezorek
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
#32 Drukuj posta
Dodany dnia 04-01-2015 22:53
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Miłego czytania smile

Rozdział VIII

Biel, widziałam ją za każdym razem gdy opuszczałam Budynek Mieszkalny. Śnieg okalał trawnik, drzewa, krzewy, wszystko dookoła mnie. Pogoda typowa dla stycznia. Święta minęły, Nowy Rok też. Była 7 rano i jak zwykle o tej porze biegałam. To był mój stały punkt w programie dnia za każdym razem jak przebywałam w Bazie. Musiałam jakoś utrzymać dobrą formę, a po za tym bieganie pozwala pomyśleć. Dzisiaj ma się odbyć Sąd, a potem egzekucja na Nickolasie Darku, i to ja miałam wykonać wyrok, wbić osikowy kołek prosto w jego serce. Serce, które ja...
Nie - skarciłam się - Nie wolno Ci Rose.
Nie mogę go kochać. To jest mój wróg i do tego zdrajca. Jak mogę zakochać się w zdrajcy? Pogodziłam się z faktem, że miłość mnie dopadła, ale czemu akurat to musiał być Nick? Kompletnie tego nie rozumiałam. Cassie miała racje, miłość rządzi się swoimi prawami. Nie dam rady tego zrobić, nie mogę go zabić.
Zamyślona wróciłam do swojego apartamentu i od razu skierowałam się do łazienki. Ściągnęłam zapocone ubrania i weszłam pod gorący prysznic, ale nawet gorący strumień wody nie był w stanie zmyć moich zmartwień. Po pół godzinie wyszłam z pod prysznica, owinęłam się puszystym ręcznikiem i opuściłam zaparowaną łazienkę. Podeszłam do wielkiego lustra i przyjrzałam się sobie. Moje włosy sięgające łopatek opadały mokrymi strąkami na plecy, moje piwne oczy jak zwykle błyszczały, ale czaił się w nich smutek i żal. Lekko ciemna skóra była idealna, bez skazy, ale teraz pozbawiona blasku. Przed oczami stanęła mi noc z Nickiem. Każda komórka mojego ciała go kochała i pragnęła. W jego ciemnoczekoladowych oczach była miłość i pożądanie. Jego pocałunki były namiętne i gorące. Odkąd wróciłam do Bazy każdej nocy pragnę znowu znaleźć się w jego objęciach. Tak bardzo tego chciała, ale niestety było to nie możliwe...
Budząc się z zadumy otworzyłam szafę i wyjęłam ubrania. Założyłam czerwoną bluzkę, czarne spodnie, czarną skórzaną kurtkę i ciepłe buty sportowe za kostkę. Mokre włosy rozczesałam, wysuszyłam i zaplotłam warkocza i znowu się sobie przyjrzałam w lustrze. W moich oczach dalej był smutek i żal.
Szybko odwróciłam się od swojego odbicia, założyłam zimowy płaszcz i wybiegłam z pokoju. Nie czekając na windę zbiegłam po schodach, szybko wyszłam z Budynku Mieszkalnego i nie wiele myśląc skierowałam się do Budynku Administracyjnego. Weszłam do hallu i szybko poszłam do drzwi prowadzących do działu ochrony. Tam mieścił się też areszt. Ochroniarz dyżurujący natychmiast zerwał się z krzesła kiedy wparowałam do pomieszczenia.
- Co Ty tu... - zaczął.
- Chcę się zobaczyć z więźniem, którego przywiozłam - przerwałam mu.
- Nie możesz tam wejść.
- Muszę tam wejść. Chcę zobaczyć czy żałuje tego co zrobił - szybko wymyśliłam.
- Ale... Poczekaj, skontaktuję się z Agentem Głównym - powiedział i chciał już podnieść słuchawkę, kiedy ktoś otworzył drzwi prowadzące wgłąb działu ochrony.
- Wpuść ją - rozkazał chłopak, który pojawił się w drzwiach.
- Ale Mike, ona... - chciał coś powiedzieć ochroniarz.
- Ona to Rosalie Parker. Pewnie o niej słyszałeś. Jeśli chce może zobaczyć więźnia. W końcu to ona wykona wyrok.
Ochroniarz opadł bezradnie na fotel.
- Dobra, niech wejdzie. Zaprowadź ją.
Chłopak uśmiechnął się do mnie i skinął, żebym poszła za nim.
Przyjrzałam się chłopakowi dokładniej. Był wyższy ode mnie, miał blond czuprynę i ciemnoniebieskie oczy, tak dobrze mi znane.
- Mike Nilson? Ten Mike Nilson? - zapytałam.
Chłopak zatrzymał się i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Wiesz Rose, trochę mnie zabolało, kiedy mnie nie poznałaś - powiedział uśmiechając się.
- Przepraszam, ja.., Po prostu wyrosłeś i ściąłeś włosy.
- Tak, po szkoleniu musiałem to zrobić. Ale nie żałuję, teraz jestem bardziej dostrzegany, przez płeć piękną - wyszczerzył białe zęby.
Mimo woli zachichotałam.
Znałam Mike'a od dziecka, chociaż jest ode mnie starszy o dwa lata. Jak mieliśmy kilkanaście postanowił zapuścić włosy, ostatecznie miał dłuższe ode mnie. Nie przywiązywałam się do ludzi, ale Mike lubił ze mną trenować i tak o to ja polubiłam jego. Nie widziałam go odkąd przedwcześnie skończyłam szkolenie.
- Ja lubiłam Twoje włosy - uśmiechnęłam się.
Popatrzył jeszcze chwilę na mnie po czym skierowaliśmy się w głąb korytarza, którego ściany były szare, a po obu stronach mijaliśmy drzwi. Szczerze to nie wiedziałam co jest za nimi.
- Czyli robisz w ochronie. Czemu nie w terenie? - spytałam.
- Wolę pilnować niż uganiać się za wampirami. Po za tym ma wszystko w zasięgu ręki, własne łóżko, dobre jedzenie. Jak dla mnie może być - odpowiedział.
- Jak dobrze się tu czujesz to fajnie - stwierdziłam.
- A Ty? Dobrze Ci w terenie? Nie chciałabyś tu wrócić? - zapytał.
- Nie. Dobrze mi w świecie. Nie mogłabym siedzieć na miejscu, a zwłaszcza w Bazie.
- No cóż, kto co lubi.
Doszliśmy do końca korytarza, za którymi jak się okazało jest wielka sala z monitoringiem. Mnóstwo ekranów, na których widniał każdy centymetr kwadratowy publicznej przestrzeni na terenie Bazy. W pomieszczeniu było kilkanaście osób, każdy siedział przy swoim stanowisku.
Poszłam za Mike'iem do wielkich ciężkich drzwi, które otworzył wpisując kilkanaście cyfr. za nimi znajdowały się schody. Zeszliśmy po nich na najniższy poziom. Minęliśmy kilkanaście stalowych drzwi, aż dotarliśmy do tych właściwych. Tym razem włożył klucz i przekręcił zamek. Stalowe wrota otworzyły się z hukiem uderzając o betonową ścianę. Od celi dzieliła mnie kratownica. W rogu małego pomieszczenia na pryczy siedziała skulona postać. Byłam przerażona tym widokiem.
- Mike, mógłbyś mnie zostawić? - spojrzałam na niego. Wahał się. - Proszę.
- No dobrze, czekam na schodach - złamał się i poszedł.
Kiedy jego kroki ucichły natychmiast zbliżyłam się do krat ze łzami w oczach.
- Nick? - spytałam szeptem - Nick, proszę podejdź tu. To ja Rose.
Wampir wstał i podszedł powolnym krokiem, to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Włosy i oczy nie lśniły. Skóra wisiała na kościach, oczy miał podkrążone i sine, gdzie, nie gdzie widniały rany, z których płynęła krew. Nadgarstki miał posiniaczone pod złotymi kajdanami. Ubranie miał podarte. Ukląkł po drugiej stronie krat.
- Rany, Nick, co oni Ci zrobili? - byłam w szoku.
- To co Pogromcy robią z wampirami w niewoli - powiedział słabym głosem.
- Nie wiedziałam - po policzku popłynęła mi pierwsza łza.
- No bo skąd? Nie uczą tego. Tortury to rozrywka. Agent Główny świetnie się bawił - stwierdził.
Chciałam sięgnąć jego reki, ale odsunął ją.
- Rose, obserwują nas - upomniał mnie.
- Nick... - chciałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
- Nie Rose. Posłuchaj mnie uważnie. Nie mamy wiele czasu. Chcę żebyś wiedziała, że nie mam Ci tego za złe. Zrobiłaś to co musiałaś. Nie miałaś wyjścia, ale muszę Ci coś wyjaśnić. Nigdy nie zdradziłem PW, zostałem przemieniony wbrew własnej woli. To co Ci naopowiadał Agent Główny to kłamstwa. Nie ufaj mu.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
- A dlaczego Tobie miałabym ufać? - spytałam, przełykając łzy.
- Bo Cię kocham i nie mógłbym Cię okłamać - nie kłamał. Widziałam jego miłość w oczach.
- Nicka ja też...
- Wiem - przerwał mi - i dlatego zrobisz to, dlatego wykonasz wyrok - powiedział.
- Co? - nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.
- Zabijesz mnie.
- Skąd wiesz, że to ja mam wykonać wyrok? - spytałam, może trochę nie na miejscu.
- Strażnicy plotkują.
- Nick, nie mogę tego zrobić.
- Ale musisz i to zrobisz.
Chciałam coś powiedzieć, ale mi nie pozwolił.
- To będzie najlepsze wyjście dla nas. Rose idź już. Lepiej idź.
Wstałam powoli. Wampir zrobił to samo.
- Otrzyj łzy - rozkazał.
Wytarłam twarz rękawem płaszcza.
- Idź już. Rose, pamiętaj kocham Cię.
Zacisnęłam usta i zatrzasnęłam stalowe wrota.
Szybkim krokiem poszłam do schodów.
- Rose, wszystko dobrze? - zapytał Mike, kiedy go minęłam.
- Nie - stanęłam na schodach - wiedziałeś o tym? Wiedziałeś, że był torturowany?
- Tak. Rose, tak postępujemy ze zdrajcami.
- Od kiedy?! - krzyknęłam.
- Od zawsze. To jest wampir, Nie czuje nic.
Byłam w szoku. Pobiegłam w stronę wyjścia, by jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Głowa mi pulsowała. Minęłam ochroniarzy, recepcje i wyszłam na ośnieżony trawnik przed budynkiem. Dochodziło południe. Było kilka stopni poniżej zera. Dzięki chłodnemu powietrzu, ból głowy ustępował, ale po głowie chodziło mi tylko jedno. Muszę jakoś wydostać Nicka, ale sama nie dam rady.
Rozejrzałam się, żeby sprawdzić czy Mike za mnę nie biegnie i mój wzrok zatrzymał się na Wieży Alchemicznej. Nie zastanawiając się długo ruszyłam w jej stronę. Jedyną osobą, której tutaj ufałam była Cassie. Moi rodzice przyjaźnili się z jej ciotką. Tylko one mogły mi pomóc.
Wbiegłam do hallu i skierowałam się od razu do laboratorium, o tej porze wszyscy czarownicy tam są. W tłumie odszukałam Cassie i szybko do niej podeszłam.
- Cassie - odwróciła się i spojrzała na mnie.
- O, to Ty. Czego chcesz? - zapytała mnie chłodno.
- Chciałam porozmawiać.
- Teraz, chcesz rozmawiać, to masz pecha, bo ja nie chcę.
- Cassie, proszę. Potrzebuję Cię.
Odwróciła się nie odzywając.
- Cassie, przepraszam. Szczerze żałuję. Wszystkiego. Nie miałam racji. Proszę, jesteś moja przyjaciółką. Proszę, wybacz mi - mówiąc to popłynęły mi łzy.
Cassie spojrzała na mnie, zdziwiona. Łamała się.
- Nigdy nie widziałam jak płaczesz - stwierdziła.
- Dzisiaj wyjątkowo dużo płaczę - starłam łzy z policzków.
- No dobrze, wybaczam Ci - przytuliła mnie. Odwzajemniłam uścisk. - To o czym chciałaś ze mną porozmawiać? - spytała.
- To sprawa życia i śmierci, ale nie tutaj. Chodźmy do Twojego pokoju - zaproponowałam.
- Dobrze - poszłyśmy szybkim krokiem do windy, a potem zamknęłyśmy się w pokoju Cassie.
- Lepiej usiądź, bo to może potrwać - poradziłam jej.
Opowiedziałam jej ze szczegółami całą podróż od Miami do Bazy, a potem o tym co się działo dzisiaj.
Cassie patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami. Była w szoku.
- Powiedz coś - poprosiłam.
- Nie wiem co - odezwała się w końcu.
- Cas, proszę, pomóż mi. Muszę wydostać stąd Nicka. Nie jestem w stanie go zabić.
- Rozumie, ale co zamierzasz zrobić?
- Nie martw się Rose, pomożemy Ci - odezwał się kobiecy głos z rosyjskim akcentem. W drzwiach stała ciotka Cassie. Średniego wzrostu i średniego wieku kobieta. Miała włosy koloru ciemny blond związane w kok. Patrzyła na mnie błękitnymi oczami.
- Słucham? Słyszała Pani wszystko? - spytałam zaskoczona.
- Tak, słyszałam wszystko i pomożemy Ci z Cassie - spojrzała na siostrzenice - Skarbie, spakuj się, tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
- Co? Czemu? - zapytała zaskoczona.
- Będziemy musiały stąd zniknąć. Dzisiaj, po egzekucji.
- Ale... - zaczęła Cassie.
- Żadnych ale. Muszę wyjaśnić coś Rose. Spakuj się za ten czas.
Cassie chciała coś powiedzieć, ale pod ciężarem spojrzenia ciotki kiwnęła tylko głową i poszła do sypialni.
- Co wyjaśnić? - zapytałam.
- Rose, Twoi rodzice nie zginęli przez nie uwagę. Byli celem.
Chciałam coś powiedzieć, ale Natasha uciszyła mnie gestem.
- Musisz poznać prawdę. Na świecie istnieją złe i dobre wampiry. Te dobre chcą pokoju z łowcami, z ludźmi i z innymi stworzeniami. Te złe nietrudno się domyślić czego pragną. Istnieje stowarzyszenie, które walczy z tymi złymi, a do którego należę ja i należeli Twoi rodzice. Strażnicy Mroku to stowarzyszenie, do którego należą wampiry, wilkołaki, pogromcy, czarownicy, czy strażnicy leśni. Zastanawiasz się pewnie z kim walczymy. Walczymy z Agentem Głównym. On stoi za wszystkim. Zrobił z pogromców żołnierzy na własne rozkazy. Pogromcy pierwotnie mieli chronić ludzi, a nie zabijać bez powodu. Musisz wiedzieć Rose, ze Twoi rodzice chcieli odejść z PW, ale nie zdążyli. Agent Główny dowiedział się o ich zamiarach i postanowił ich zgładzić, a Ciebie wychować na wojownika, wmawiając te bzdury o tym, że wszystkie wampiry są złe. Musisz też wiedzieć, że Agent Główny nie zmienił się od dobry kilkudziesięciu lat. Dosłownie. Nick jest jednym z tych dobrych, dlatego Agent Główny zlecił jego zabójstwo. Twoimi celami były dobre wampiry, bez wyjątku. Dlatego pomożemy Ci uwolnić Nicka i uciec stąd.
- Jak? - spytała Cassie. Ja nie byłam w stanie się odezwać.
- Mam pewien plan -powiedziała Natasha - Rose teraz pójdziesz się spakować, ja pójdę zdjąć nadajnik GPS z Twojego samochodu.
- Jaki nadajnik? - spytałam odzyskując głos.
- W podwoziu i w silniku został podłączony nadajnik, jakby coś miało Ci się stać, żeby można było Cię namierzyć, ale kontynuując, spotkamy się w garażu. Spakuję Ci zapas krwi dla Nicka, po takich przeżyciach będzie musiał odzyskać siły. Potem z Cassie pójdziemy przygotować sale sądową. W podłodze ukryję magiczne bomby dymne, które odpalą punktualnie o 18:15. Masz tu specjalne okulary, żebyś mogła cokolwiek zobaczyć, bo będą na tyle silne, że nawet wampirzy wzrok się przez nie przedrze. Zablokują także łączność między ochroniarzami. Utoruję Ci drogę do garażu, a potem do tunelu którym wyjdziesz do centrum miasta. Uciekniesz jak najdalej z miasta. Rozumiecie?
Razem z Cassie pokiwałyśmy głową.
- A co z wami? - spytałam.
- Spokojnie, nic nam nie będzie. Jak się zorientują czyja to sprawka, my już będziemy daleko - uspokoiła mnie Natasha.
- Dobra, skoro wszystko jasne to uciekaj już lepiej Rose i spakuj się. Mamy mało czasu.
Wstałam z kanapy i poszłam w stronę drzwi.
- A i jeszcze jedno - ciotka Cassie podeszła do mnie z kopertą w ręce - przysięgnij, ze otworzysz ją kiedy będziesz już daleko od Nowego Jorku i bezpieczna.
- Przysięgam - wzięłam kopertę i wyszłam z pokoju Cassie.
W ciągu kilku minut znalazłam się w swoim apartamencie. Wzięłam torbę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze i najwygodniejsze ubrania, a do drugiej torby spakowałam broń i amunicję. Pakownie bagażu zajęło mi pół godziny. Pod skórzaną kurtkę schowałam nabite pistolety, co prawda drewnianymi pociskami, ale pogromce też zranią.Wzięłam ciepłą kurtkę pod rękę, a płaszcz ceremonialny, który zawsze się zakłada na tego typu sprawy przerzuciłam przez ramię. Po raz ostatni spojrzałam na swój apartament i wyszłam. Była 16:30, miałam jeszcze pół godziny do rozpoczęcia rozprawy i ponad godzinę do ucieczki. Zeszłam do recepcji, oddałam klucze tłumacząc, że po egzekucji wyjeżdżam w trasę. Opuściłam Budynek Mieszkalny i skierowałam się do garażu. Było pusto, bo wszyscy siedzieli w sali sądowej i nie mogli się już doczekać śmierci Nicka. Weszłam do garażu i bez trudu znalazłam swój samochód. Stał tam gdzie go zostawiłam w grudniu, kiedy tu przyjechałam.
- Jesteś. Spakowałam Ci też kilka rzeczy dla wampira, pewnie będzie się chciał przebrać, kiedy będzie mógł. Masz tam jeszcze trochę normalnej broni, nie przeciw wampirom - powiedziała Natasha.
Wrzuciłam swoje torby do bagażnika.
- Jestem gotowa - powiedziałam narzucając na siebie pelerynę ceremonialną.
- My też - powiedziała Cassie. Czarownice były gotowe do ucieczki po akcji ratunkowej.
- Powodzenia Rose, jeszcze się spotkamy - uściskała mnie Natasha.
- I wzajemnie - odpowiedziałam.
- Do zobaczenia Rose - Cassie, mocno mnie przytuliła.
- Do zobaczenia - wyszeptałam.
Kiedy Cassie mnie puściła nie czekałam ani chwili tylko pobiegłam do sali sądowej. Zebrali się pogromcy z całej Bazy. A ja miałam im uciec z ledwo żyjącym wampirem u boku. Zadanie wydaje się nie wykonalne, ale nie niemożliwe.
Śmiałym krokiem przeszłam przez wielką okrągłą salę sądową, która znajdowała się na tyłach Budynku Administracyjnego. Podeszłam do podestu na którym stał sędzia, dzisiaj miał to być Agent Głównym. Tuż obok na piedestale leżał pięknie zdobiony osikowy kołek, którym miałam dokonać egzekucji. Ciężko mi było w to wszystko uwierzyć, ale nie miałam teraz czasu myśleć o tym. Najważniejszy był Nick i nasza wolność.
Pogromcy już zajęli miejsca, niektórzy stali bo brakło krzeseł. tak wielu chce zobaczyć śmierć wampira. W chwili kiedy wybiła 17 sala zamilkła. Stanęłam obok piedestału i obserwowałam, jak wzrok wszystkich zgromadzonych kieruje się na podest, na który właśnie wchodził Agent Główny. Też na niego spojrzałam. Był odziany tak jak wszyscy w pelerynę ceremonialną.
- Witam wszystkich zgromadzonych. Zebraliśmy się tutaj bu osądzić jednego z naszych byłych członków Nickolasa Dark'a. Proszę wprowadzić oskarżonego.
Na salę weszło dwóch ochroniarzy, jednym z nich był Mike. Nie wprowadzili tylko przywlekli Nicka. Rozejrzał się po sali i nasze oczy się spotkały, ale wyraz mojej twarzy pozostawał nie wzruszony. Ochroniarze posadzili wampira na krześle i przywiązali linami nasiąkniętymi żywicą. Ułatwili mi zadanie.
Rozprawa trwała dalej a czas mi się dłużył. Agent Główny przez pół godziny wymieniał oskarżenia przeciwko Nickowi do dają swoje pięć groszy do każdego. Potem przemawiał do pogromców, co trwało 25 minut, aż przeszedł do udawanej narady z Wielką Ławą, co trwało około 10 minut, aż w końcu przeszedł do wyroku.
- Nickolasie Dark, za wymienione przestępstwa uznaję Cię za winnego i skazuję na śmierć. Wyrok wykona Rosalie Parker, co będzie uhonorowaniem jej wpisu do Złotej Księgi Pogromców Wampirów. Rosalie, wykonaj wyrok.
Skinęłam głową, podeszłam bliżej piedestału, ostrożnie podniosłam kołek i najwolniej jak tylko mogłam zmierzałam do Nicka. Jeszcze 30 sekund pomyślałam patrząc na wielki zegar. Robiłam krok po korku, jeszcze 20 sekund, powoli zbliżałam się do Nicka, już za chwilę mieliśmy uciekać, jeszcze 10 sekund, podeszłam do Nicka, spojrzał na mnie, jeszcze 5... 4... uniosłam ręce z kołkiem, 3... 2...
BUUM
Cała sala wypełniła się dymem bardziej gęstym niż najgęstsza mgła. Kołkiem rzuciłam do tyłu na oślep, założyłam szybko magiczne okulary, wyjęłam sztylet i zaczęłam rozcinać więzy Nicka.
- Rose, co Ty...
- Spokojnie, wiem co robię, chodź.
Nick wstał i oparł się o mnie, i razem ja najszybciej wyszliśmy z sali sądowej. Na zewnątrz, nikogo nie było, szybkim krokiem ruszyliśmy do garażu. Gdy tam dotarliśmy przed moim samochodem nie było ściany tylko tunel, a obok stała Natasha.
- Szybko, nie ma czasu - podbiegła do mnie i pomogła mi posadzić Nicka na siedzeniu pasażera.
Zasiadłam za kierownicą i szybko ruszyłam w głąb tunelu, który zaraz mną się zamknął. Chwilę później wyjechaliśmy z niego na jakiś podziemny parking, z którego łatwo było się wydostać z miasta. Kiedy wyjechałam na ulice Nowego Jorku, skierowałam się na południowy zachód, by jak najszybciej opuścić miasto.

static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
#33 Drukuj posta
Dodany dnia 05-01-2015 18:24
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Co za emocjonujący rozdział! Grin
Rose nareszcie przyznała się przed samą sobą, że kocha Nick'a jezorek
I okazuje się, że wampirowi również nie jest obojętna xD love
Poznaliśmy też całą prawdę o domniemanej zdradzie Nicolasa, kiedy był PW io tym, co spotkało rodziców Rose. Cool
Na szczęście udało się uniknąć egzekucji, a raczej uciec z sali sadowej Angry
Już nie mogę się doczekać, kolejnego rozdziału. Mam nadzieję, że Rose i Nick znajdą jakąś bezpieczną kryjówkę i będą mogli nadrobić zaległy czas Grin
Życzę weny i czekam na ciąg dalszy jezorek
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
#34 Drukuj posta
Dodany dnia 27-10-2017 12:03
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Moi Drodzy,
Oficjalnie kończę pisanie opowiadań na forum. Ale nie płaczcie. Odświeżona i trochę zmieniona wersja opowiadania Zew Przeznaczenia będzie pojawiać się https://www.wattp...ser/EJ4071
Jeśli chodzi o Miłość w mroku, nie wiem kiedy do niego wrócę, ale wrócę na pewno smile

Miłego czytania smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
Przeskocz do forum:
CMS: PHP Fusion v.7 (Easy) | Licencja: GNU Affero GPL | Online: | Reklama: Kontakt40,783,054 Unikalnych wizyt