Zobacz temat
 Drukuj temat
[kitty222] Zew Przeznaczenia
kitty222
Dodany dnia 02-06-2013 20:12
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Emilko,
Wydaję się, że nasi bohaterowie znaleźli dobrą kryjówkę na zaklęcie, jeśli faktycznie jakaś moc czuwa nad tą kapliczką, jest szansa, że Lilith nie odnajdzie szkatułki.

Wydaje się - dobrze powiedziane Grin Otóż Lilith zrobi wszystko, by zdobyć zaklęcie i przemienić swoją córkę w 100% sukkuba. Faktycznie, jakaś boska moc czuwa nad kapliczką, ale pamiętajmy, że tylko demon nie może do niej wejść, nie ma tu nic o kambionach czy wampirach Wink
Tak, silne ramiona przystojnego wampira są w stanie ukoić każdy ból

W tej kwestii chętnie bym się zamieniła z moją bohaterką Grin

ewkaa88
no, to zacznijmy od tego, że cieszę się, iż sielanka Mel i Jake'a trwa widać, że są bardzo szczęśliwi

Puki co sielanka trwa, ale już kiedyś to powiedziałam, nic nie trwa wiecznie jezorek


Ostatnio zaczęłam przeglądać opowiadanie od początku i trochę za smucił mnie fakt, że czytelników tak ubyło, ale pociesza mnie fakt, że Ci najwierniejsi zostali smile
Edytowane przez kitty222 dnia 02-06-2013 20:12
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
Dodany dnia 03-06-2013 14:52
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Ostatnio zaczęłam przeglądać opowiadanie od początku i trochę za smucił mnie fakt, że czytelników tak ubyło, ale pociesza mnie fakt, że Ci najwierniejsi zostali

Tak, zostały te najwierniejsze, najlepsze i najładniejsze Czytelniczki GrinGrinGrin
A tak poważnie... wydaje mi się, że są osoby które czytają, a nie komentują, bo im się po prostu nie chce Shock
Dlatego w tym miejscu APEL do wszystkich tajnych konspiracyjnych czytelników:
Jak już dojdziecie do ostatniej linijki i ostatniego słowa, pozostawcie po sobie jakiś ślad. Napisanie 2-3 zdań zajmuje tylko chwilę, a daje autorowi ogromną satysfakcję Wink


P.S
A co z Twoim drugim opowiadaniem? Niech sobie przypomnę... czy nasz przystojny Nick nadal jest nieprzytomny, skuty kajdankami i wieziony przz Łowczynię do NY? Chętnie dowiem się, co u niego xD Poza tym...publikujesz gdzieś jeszcze poza forum?
Edytowane przez alime19 dnia 03-06-2013 14:57
 
kitty222
Dodany dnia 04-06-2013 15:06
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Dziękuje wszystkim najwierniejszym czytelnikom smile
Emilko, dziękuję za apel Wink
A propo naszej Łowczyni, nie wiem kiedy będzie kolejny rozzdział. Zaczęłam go pisać, ale nie mogę go skończyć. Brak weny i czasu...
Tak, publikuję to jeszcze na blogach. smile
http://www.milosc...gspot.com/
http://www.zew-pr...gspot.com/
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
catchupthedreams
Dodany dnia 04-06-2013 15:13
Awatar

Ugryziony


Postów: 109
Data rejestracji: 16.08.11

Liczba ofiar: 106
Poziom: Człowiek

no no no młoda opowiadanie nabiera tempa xD ja nie wiem, weź pogadaj ze swoją weną niech się odblokuje xD a potem porozmawiaj z tymi co Ci czas zabierają ale mnie nie licz bo ja mogę xD ale nie zapomnij też o drugim opowiadaniu bo ono musi się pojawić jak najszybciej bo inaczej się nie pojawię na osiemnastce xD Grin :* <3
i1004.photobucket.com/albums/af168/MaddieAvaBieber/kisssing.gif
Always longing to have you near
Feel the power and the passion
 
catchupthedreams
Dodany dnia 18-07-2013 00:53
Awatar

Ugryziony


Postów: 109
Data rejestracji: 16.08.11

Liczba ofiar: 106
Poziom: Człowiek

Ikaaa bo ja w dalszym ciągu czekam na kolejne rozdziały obu opowiadań!! Jeszcze jestem cierpliwa ale znasz mnie na tyle, iż wiesz że nie za długo smile
i1004.photobucket.com/albums/af168/MaddieAvaBieber/kisssing.gif
Always longing to have you near
Feel the power and the passion
 
kitty222
Dodany dnia 11-08-2013 17:34
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Moi drodzy. Prezentuję wam kolejny rozdział. Miłego czytania Wink

Rozdział XXXIX

Mijały dni i tygodnie, a ja sięgałam dna. Chodziłam z domu do szkoły i z powrotem. Za dnia przychodziła do mnie Nikke, a w nocy Jake. Z początku próbowali mnie wciągnąć w rozmowy, ale widząc moją niechęć odpuścili. Jedynie ciocia dała mi spokój. W takim stanie zastała mnie prawie rok temu, kiedy przejęła opiekę nade mną. Z tą różnicą, że wtedy miałam spotkania z psychologiem.
W którąś sobotę z pokoju wywabił mnie zapach ciepłej czekolady i orzechów laskowych. Owinęłam się ciaśniej szlafrokiem i zeszłam na dół do kuchni. Ciocia Caroline przekładała właśnie ciastka z blachy na talerz.
- Witaj Słońce - przywitała się ze mną ciocia.
- Cześć, co tam pieczesz? - spytałam.
- Ciasteczka, przecież wiesz jaki dzisiaj dzień - po mojej minie wywnioskowała, że nie wiem - drugi luty, dzień świstaka.
Przyjrzałam się ciastkom. Na ozdobnym talerzu leżały małe, czekoladowo - orzechowe świstaki.
Od razu cofnęłam się w pamięci o dwanaście miesięcy.
Zbiegłam po schodach i natychmiast podbiegłam do mamy, która krzątała się w kuchni. Miała na sobie ulubioną fioletową sukienkę z długim rękawem. Długie blond włosy zakręciła na lokówce co dało efekt sprężynek. Wyglądała pięknie.
Wyjmowała właśnie z pieca tacę pełną małych czekoladowo - orzechowych świstaków. Nie przejmując się ich temperaturą porwałam jedno ciastko, czego oczywiście pożałowałam.
- Kochanie, co Ci mówiłam o ciasteczkach prosto z pieca - spojrzała na mnie karcąco.
Uśmiechnęłam się wymownie i wzruszyłam ramionami.
Mama nalała mi zimnego mleka do szklanki i podała. Od razu wypiłam kilka sporych łyków, co przyniosło ulgę mojemu poparzonemu językowi.
- Od razu lepiej - westchnęłam, kiedy opróżniłam szklankę.
- Tak to jest, kiedy jest się łapczywym na słodycze - powiedział Jerry.
Spojrzała na niego. Siedział na kanapie zapatrzony w telewizor.
- Oglądasz, to oglądaj - odpowiedziałam i pokazałam mu język.
- Powinnaś zmienić nawyki żywieniowe siostrzyczko.
- Moje nawyki to moja sprawa.
- Oj, Meli, uważaj, bo te ciasteczka pójdą Ci w biodra i wtedy co? Peter z Tobą zerwie - uśmiechnął się głupkowato.
Mina mi zrzedła. Od jakiegoś czasu nam się nie układało.
Mama zauważyła moją zmianę.
- Jerry, nie przesadzaj. Mel wygląda ślicznie - mówiąc to mama podeszła do mnie i poprawiła kucyka na czubku mojej głowy, a także dwa loczki opadające po bokach mojej twarzy - a w tej sukience wygląda jak anioł.
Miałam na sobie białą, koronkową sukienkę z rękawem trzy czwarte. Była przed kolano i rozkloszowana.
- Dziękuję mamusiu - powiedziałam przytulając ją.
- Nie martw się Skarbie, wszystko się ułoży - szepnęła mi do ucha.
- Mam nadzieję - westchnęłam.
Kiedy się odsunęła spojrzała na mnie swoimi błękitnymi oczami, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku, po czym jej wzrok spoczął na moim bracie.
- Dobra, synu marnotrawny - zażartowała - idź się przebrać. Za niedługo przyjedzie ciocia Caroline.
- Kobiety, nigdy nie zrozumiem tej waszej mody - mówiąc to wstał z kanapy.
- Braciszku, to nie jest skomplikowane, chodzi o to, żeby nie wyglądać jak menel.
- Melody - skarciła mnie mama, ale ją zignorowałam.
- A widziałaś w Fernis jakiegoś? To miasto jest tak małe, że jego spokój zakłócają jedynie rodzinne dramaty - powiedział mój brat mijając mnie.
- Jerry - rzuciła mama, ale również ją zignorował.
- Tutaj nigdy nic się nie dzieje - powiedziałam za nim Jerry zniknął na schodach.
- Oj, dzieci, co ja z wami mam? - zapytała retorycznie mama - Mel, nakryj stół.
- Dobrze - podeszłam do kredensu ze świąteczną zastawą - ile będzie osób?
- Jedenaście, o ile dobrze policzyłam - odpowiedziała.
Wyjęłam potrzebną ilość talerzy i rozstawiłam je na stole, potem sięgnęłam po srebrne sztućce mamy i ułożyłam je przy każdym nakryciu. Kiedy poszłam po szklanki Jerry wszedł do salonu. Doznałam szoku.
- Czemu akurat tą koszulę? - zapytałam gdy go zobaczyłam.
- Bo wiem jak bardzo jej nie lubisz.
Miał na sobie śliwkową koszulę. Nie wiem czemu, ale nienawidziłam jej.
- Nosisz ją w inne święta. Czy dzisiaj nie możesz ubrać innej? Mamy dzień świstaka, a ten obiad to jedna z tych fajniejszych rodzinnych tradycji. Nie psuj tego... - żaliłam się.
- Och Mel, daj spokój. Niech włoży co chce - broniła go mama.
- Właśnie, ładnemu we wszystkim ładnie - wyszczerzył się Jerry.
- Nie schlebiaj sobie - rzuciłam i dokończyłam nakrywać stół.
Po jakiejś dziesięciominutowej kłótni z moim bratem o to gdzie kto siedzi zadzwonił dzwonek do drzwi. Okazało się, że to ciocia, która skończyła dyżur wcześniej.
Potem goście schodzili się po kolei: Carly z rodzicami, Nikke z tatą i przyjaciel mojej mamy - pan Peens. Oczywiście przy stole zabrakło Petera, który napisał mi sms-a, że nie przyjdzie, bo coś mu wypadło i że spotkamy się wieczorem. Ta wiadomość mnie nie dziwiła, ostatnimi czasy dostawałam ich sporo.
Jedliśmy, śmialiśmy się, rozmawialiśmy i wspólnie oglądaliśmy świstaka Phila, który przepowiedział, że wiosna niedługo przyjdzie.
To był udany dzień, aż nadszedł wieczór. Zostawiłam rodzinę z gośćmi, wzięłam kurkę i kluczyki do samochodu i wyszłam z domu. Pojechałam do parku, który był miejscem moich wieczornych spotkań z Peterem.
Kiedy dojechałam na miejsce, wysiadłam z auta i skierowałam się w stronę fontanny w centrum parku. Już tam na mnie czekał.
- Witaj Skarbie - chciał mnie pocałować, ale się cofnęłam - co się stało? - zapytał zdezorientowany.
- Ty się jeszcze pytasz? Olałeś mnie i obiad z sąsiadami - byłam wściekła i rozczarowana.
- Nie mogłem przyjść, coś mi wypadło - tłumaczył się.
- Kiedy to usłyszałam za pierwszym razem, to ok, nic się nie stało, za drugim razem też spoko, ale po raz trzeci to już lekka przesada. A to? To już któryś raz z rzędu. Po za szkołą w ogóle się nie widujemy - wyrzuciłam z siebie.
- No wybacz, że staram się o miejsce na studiach - rzucił.
- Co?! Został nam jeszcze rok. Mamy czas na podejmowanie takich decyzji.
- Co raz mniej czasu, a ja staram się o stypendium sportowe.
- Czyli stypendium sportowe jest ważniejsze ode mnie? Wiesz, nie mam ochoty już dłużej tego słuchać - powiedziałam po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę parkingu.
- Mel, daj spokój, nie skorzystałabyś z takiej szansy?
Nie odpowiedziałam mu.
Pobiegłam do samochodu i pojechałam do domu. Płakałam prawie cały wieczór. Zamknęłam się w pokoju, więc nikt do mnie nie przyszedł, tylko kilka razy mama, ciocia i Jerry dobijali się do mnie na zmianę.
W nocy przemyślałam całą rozmowę z Peterem i na następny dzień mu wybaczyłam.
Gdybym wtedy wiedziała, co się wydarzy parę miesięcy później...
Z zadumy wyrwał mnie głos Caroline.
- Mel, tu Ziemia.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłaś?
- Że popołudniu przyjdą goście.
- Musimy? Nie chcę tego obiadu.
- Kochanie, to już tradycja - tłumaczyła ciocia.
- Tradycja, którą zapoczątkowała mama. A jej już nie ma.
Caroline spojrzała na mnie. Miała świeczki w oczach. Ja nie miałam już czym płakać.
- Skarbie, to że nasi bliscy odchodzą nie znaczy, że tradycje także przepadają.
Po policzku spłynęły jej łzy.
- Ciociu, ja też tęsknię... - powiedziałam i przytuliłam ją.
Stałyśmy tak przez chwilę w milczeniu.
- Dobra, idź się przebrać. Przydałoby się jeszcze skoczyć do sklepu - powiedziała, kiedy się odsunęła.
- Czyli ten obiad i tak się odbędzie?
- Tak, z resztą i tak już za późno, żeby to wszystko odwołać.
- Już trudno - westchnęłam.
Caroline otarła łzy i wróciła do gotowania, a ja poszłam wspiąć się po schodach do swojego pokoju. Trochę czasu mi to zajęło, bo straciłam chęci do życia.
Kiedy dotarłam na szczyt powoli weszłam do swojej sypialni, ostrożnie zamknęłam drzwi i delikatnie przekręciłam klucz. Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów.
Muszę przetrwać tylko dzisiejszy dzień, a jutro znowu będę mogła się załamywać.
Podeszłam do garderoby (była to wnęka w ścianie wielkości dużej szafy) i otworzyłam ją na oścież. Przeglądałam wieszaki, ale wszystko co miałam wydawało się nie odpowiednie. Usiadłam bezradnie pod ścianą i schowałam twarz w dłoniach. Przed oczami stanęła mi mama w ulubionej sukience.
Podczołgałam się na czworaka do kufra, który stał na podłodze garderoby i przyklękłam przy nim. Stara, ręcznie zdobiona skrzynia była pamiątką po mojej babci. Siedemdziesiąt ręcznie malowanych kwiatów - tyle ile żyła babcia. Przekręciłam kluczyk, który wystawał z kłódki i podniosłam wieko kufra. W środku znajdowały się ulubione sukienki mamy, a wśród nich, śliczna fioletowa. Wyjęłam ją i przyłożyłam do twarzy. Pachniała lawendowymi perfumami mamy. Po roku zapach jeszcze nie zszedł. Wstałam i ostrożnie położyłam sukienkę na łóżku. Zamknęłam kufer i szafę i poszłam do łazienki.Wzięłam długi, gorący, kojący prysznic. Potem podeszłam do lustra i przyjrzałam się sobie. Nie wyglądałam najgorzej, ale w szczytowej formie też nie byłam. Nałożyłam lekki puder na twarz, żeby wyrównać koloryt skóry, pomalowałam powieki różnymi odcieniami fioletu i podkreśliłam je czarną kredką do oczu i tuszem do rzęs. Mokre włosy wysuszyłam (co zajęło mi trochę czasu ze względu na ich długość) i zaplotłam w warkocz na bok. Kiedy upewniłam się, że wyglądam jak człowiek, a nie jak żywy trup wyszłam z łazienki podeszłam do łóżka i jeszcze raz przyjrzałam się sukience. Była w kolorze jasnego fioletu, miała doszyte koronkowe mankiety i kołnierzyk, a także koronkową falbankę na dole. Nie była obcisła tylko lekko rozkloszowana. Rozpięłam zamek, który znajdował się z boku i ostrożnie ją włożyłam, po czym zapięłam suwak. Postanowiłam nie zakładać biżuterii, żeby cała uwaga skupiła się na sukience. Włożyłam czarne, satynowe szpilki (dostałam je od cioci na Gwiazdkę) i podeszłam do lustra, żeby zobaczyć cały efekt. Według mnie było idealnie.
Podeszłam do drzwi, otworzyłam je i wyszłam z sypialni. Kiedy zeszłam do kuchni cioci zaprało dech w piersiach.
- Wyglądasz zupełnie jak mama - powiedziała, kiedy mogła już oddychać normalnie.
- Dziękuję. Wszystko dobrze? - podeszłam do niej, bo oparła się o blat i bardzo zbladła.
- Tak, tylko... Jakbym znowu ujrzała Annie.
- Och, ciociu - objęłam ją.
- Dobrze, a teraz masz tu listę tego co mi brakuje i jedź do sklepu - pozbierała się Caroline.
- Ok.
- Tylko ubierz się ciepło.
- Dobra - rzuciłam. Poszłam do holu i wzięłam kremowy płaszcz sięgający kolan. Zgarnęłam kluczyki i torebkę, a listę zakupów schowałam do kieszeni. Wyszłam z domu i natychmiast poczułam jak zimno jest na zewnątrz. Szybko wsiadłam do samochodu i włączyłam ogrzewanie.
Chwilę posiedziałam w cieple po czym ruszyłam do jedynego supermarketu w mieście.
Był duży ruch jak na sobotę, ponieważ ciężko było znaleźć miejsce na parkingu. Kiedy już zaparkowałam szybko ruszyłam do sklepu, żeby nie zmarznąć.
Chodziłam po markecie z listą w ręku i po kolei wrzucałam różne produkty do koszyka. Całkiem sporo jej brakło. Byłam w dziale z nabiałem, kiedy usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Mel, poczekaj!
Odwróciłam się i ku mnie biegł Peter.


Moi czytelnicy. Postaram się aby w najbliższym czasie pojawił się kolejny rozdział Miłości w Mroki smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
ewkaa88
Dodany dnia 16-08-2013 16:32
Awatar

Przemieniony


Postów: 6529
Data rejestracji: 07.11.10

Liczba ofiar: 3701
Poziom: Wampir

Retrospekcje są świetne, ale szkoda, że Mel przypomina sobie dość nieprzyjemne rzeczy - w sensie wspomnienia o dawnym życiu i w ogóle Frown
ciekawi mnie, co wyniknie ze spotkania z Peterem xD jak mniemam nic dobrego jezorek
i w sumie zastanawiam się, co na to Jake Angry tak przy okazji chciałam nadmienić, że brakowało mi go w tym rozdziale Beczy

spotkanie dawnej pary zapowiada się elektryzująca, tak coś czuję Grin dlatego czekam z niecierpliwością na kolejny rozdzialik :***
i1239.photobucket.com/albums/ff508/ewkaa88/My%20works/Others/Animations/minionki_zps25695f33.gif
♥ I’ve got a thick skin and an elastic heart ♥
 
alime19
Dodany dnia 17-08-2013 20:20
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Czasami są takie chwile w życiu, że wystarczy jakiś drobny impuls - zapach, dźwięk - i czas się zatrzymuje, a my cofamy się pamięcią do jakiegoś wydarzenia z przeszłości.
Święta to szczególna pora, kiedy wspominamy bliskich i ich brak, boli bardziej niż zwykle.
Mel bardzo tęskni za mamą i jej się ie dziwie, tej pustki nie zapełni czas
Beczy
Jestem pewna, że wyglądała przepięknie w tej sukni.... jednak spotkanie Petera mnie niepokoi. Wg mnie, razem z nim pojawią się nowe kłopoty. Frown
Także z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i na Jake'a jezorek
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 05-01-2014 16:04
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Po długiej przerwie Wink


Rozdział XL

- Peter? Co Ty tu robisz? - zapytałam kiedy już do mnie podbiegł.
- Nie widać? Zakupy dla mamy - powiedział wskazując na koszyk - Widzę, że Ty też. Twoja ciocia znowu czegoś zapomniała na obiad?
- No, niestety tak. Wiesz Pet, trochę mi się spieszy.
- A no tak, goście.
- Coś się stało, czy tak po prostu chciałeś się przywitać? - zapytałam podejrzliwie.
- Tak po prostu chciałem się przywitać. Miłego dnia Mel - powiedział na odchodnym.
- Pa - odpowiedziałam.
Nie wiem o co mu chodziło tak naprawdę i chyba się tego nie dowiem.
Wzięłam mleko i poszłam do kasy. Jakiś czas później byłam już w domu.
- Kupiłaś wszystko? - zapytała ciocia z kuchni.
- Tak. Całkiem sporo tego było - powiedziałam odkładając zakupy na blat.
- Skleroza - zaśmiała się.
- Zgadnij kogo spotkałam - powiedziałam zdejmując płaszcz.
- Kogo?
- Petera.
Opowiedziałam jej całą historię.
- Chłopak chciał się po prostu przywitać, zawsze był bardzo grzeczny i ułożony - rzekła.
- Chcę Ci przypomnieć, że to on ze mną zerwał.
- Ale przyjaźnić się możecie.
- Nie jestem tego taka pewna.
- Dlaczego?
- Widziałam w jego oczach, że chciał mi coś powiedzieć, ale się powstrzymał.
- Może on... - zaczęła.
Dobrze wiedziałam o co jej chodzi.
- Nie. Jestem teraz z Jake'iem i jestem szczęśliwa.
- Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje.
- Nigdy nie kochałam Peta. Jake jest mi przeznaczony.
- Niech Ci będzie. Nakryj do stołu.
Wzięłam talerze z blatu.
- Ciociu, wiem co mówię i co czuję - powiedziałam na koniec rozmowy.

Godzinę później wszystko było już gotowe. Naczynia rozłożone, potrawy pachniały. Było tak jak dawniej, tylko talerzy mniej. Dzisiaj na obiedzie ma być tylko sześć osób: ciocia Caroline, Jake, Danny, Nikki z tatą i ja.
Stałam w salonie i przeglądałam się lustrze. Może byłam podobna do mamy, ale tylko trochę. Wszystko jest teraz inaczej, ale to nie świat się zmienił tylko ja. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Mel, otworzysz? Muszę się przebrać - zawołała Caroline z piętra.
- Jasne - odpowiedziałam idąc do holu.
Gdy otworzyłam drzwi Jake od razu wziął mnie w ramiona i namiętnie pocałował.
- Wyglądasz ślicznie Księżniczko - powiedział kiedy się ode mnie odsunął.
- Dziękuję, Ty też świetnie wyglądasz - odpowiedziałam.
Tuż za Jake'iem stał Danny.
- Cześć, dzięki za zaproszenie - powiedział wchodząc do środka.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się do niego.
Chłopcy weszli, zdjęli kurtki i rozsiedli się wygodnie na kanapie w salonie.
- Chyba pominę tekst "czujcie się jak u siebie", jak już to zrobiliście - zaśmiałam się.
Jake zaczął śmiać się razem ze mną, natomiast Danny siedział w milczeniu.
- Co mu jest? - zapytała Rebecca nagle się zjawiając.
- Nie wiem, chodzi tak już od jakiegoś czasu - odpowiedział Jake.
- Ja tu jestem. I nic mi nie jest - powiedział Danny.
- Właśnie widać - rzuciła Rebecca.
- Zaraz zjawi się reszta, a nie wszyscy wiedzą o duchach.
- Dobra, będę obserwować wszystko z ukrycia - rzuciła i zniknęła.
- Danny, widać że coś cię gryzie - powiedziałam.
- Mel, odpuść... - odrzekł Danny.
Ktoś zadzwonił do drzwi.
- To pewnie Nikki z tatą, otworzę - powiedziała ciocia schodząc po schodach.
Miała na sobie czarne rurki, niebieskie szpilki i niebieską bluzkę. Włosy upięła w mały koczek, a całość uzupełniał delikatny makijaż.
- Cześć chłopcy - rzuciła mijając salon.
- Dzień dobry - odpowiedzieli jednocześnie.
Z holu słychać było dźwięki rozmowy.
- Proszę, rozgośćcie się - powiedziała ciocia do nowych gości.
Pierwsza weszła Nikki. Ścięła włosy, ciemne, brązowe loczki sięgały jej teraz do ramion, do twarzy jej było w takiej fryzurze. Miała na sobie granatową sukienkę do kolan, rozkloszowaną na dole, szeroki pasek podkreślił jej szczupłą sylwetkę, a czarny sweterek dodał jej niewinności. Miała tylko lekko podkreślone oczy tuszem do rzęs, ale i bez tego wyglądałaby równie olśniewająco. W końcu była kambionem.
Zaraz po niej wszedł jej tata. Był on wysokim brunetem o oczach tak niebieskich, że aż lodowatych, ale miał bardzo ciepły i pogodny uśmiech. Miał na sobie zieloną koszulę i czarne, eleganckie spodnie. Ciocia zawsze mówiła o nim bardzo dobrze, ja też go bardzo lubiłam. W pewnym sensie zastąpił mi ojca.
Wszyscy się ze sobą przywitali i zasiedliśmy do stołu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Potem oglądaliśmy w telewizji śwista Phila, który przepowiedział, że wiosna szybko powinna przyjść. Popołudnie upłynęło w gwarze rozmów. Wieczorem zostawiliśmy tatę Nikki i moją ciocię w salonie i poszliśmy do mojego pokoju. Nikki i ja usiadłyśmy na łóżku, Jake obok na podłodze, a Danny przy biurku, widać że trzymał się na dystans.
- Dobra, mów co się stało - powiedziałam do Danny'ego.
- Nic.
- Stary, wiem że kłamiesz - rzekł Jake.
- Przestańcie, nic mi nie jest.
- Rany, Danny. Chyba nie muszę ci przypominać jaki mam dar - powiedział lekko zdenerwowana.
Nagle pojawiła się Rebecca.
- Danny, odpuść sobie. Lepiej powiedz i miej to z głowy.
- Danny, powiedz, proszę - odezwała się Nikki.
Coś w Danny'm pękło. Czułam to. Przez cały czas walczył ze sobą, ale w końcu się poddał. Czuł...
O, nie, pomyślałam.
- Chodzi o to, że... - zaczął i spojrzał na mnie błagalnie.
- Czujesz coś do kogoś - dokończyłam.
- Właśnie, tylko że, nie wolno mi.
- Dlaczego? - zapytała Nikki.
- Straci skrzydła i wyląduje w Czyśćcu - wyjaśniła Rebecca.
Czułam, że był jeszcze jeden powód, ale nie chciałam się w niego zagłębiać.
- Nie możesz stać z powrotem człowiekiem? - spytała Nikki.
- To nie zależy ode mnie - odpowiedział Danny.
- To co zrobisz? - zapytałam.
- Wyjadę, jeśli będzie trzeba.
- Coś wymyślimy - powiedział Jake.
Żadne z nas nie chciało żeby Danny wyjechał. Przyjaźniliśmy się.
- Czy któreś z was wie co się dzieje z Sereną? - zapytał Danny zmieniając temat.
- Nie. Zniknęła - powiedział Jake.
- Byłam w jej kryjówce, nie ma tam nic - dodała Rebecca.
- Czyli Serena rozpłynęła się w powietrzu. Tak samo jak Crystal i mój ojciec - podsumowałam.
- Ale w mieście jest moja matka i chce żebym zmieniła się demona - powiedziała Nikki.
- Nic nie zrobi, zaklęcie jest dobrze ukryte.
- A co jeśli je znajdzie? - spytała z przerażeniem moja przyjaciółka.
- Nie znajdzie - zapewniłam ją.
Rozległo się pukanie. Rebecca od razu zniknęła.
- Proszę - krzyknęłam.
Do pokoju weszła ciocia.
- Mel, Peter przyszedł, czeka na zewnątrz.
- Powiedział czego chce? - zapytałam.
- Nie, pospiesz się.
- Zaraz zejdę.
Ciocia wyszła.
- Peter? Czego może chcieć? - spytała zaskoczona Nikki.
- Nie wiem, w sklepie dziwnie się zachowywał. Idziecie czy nie?
- Może lepiej zostaniemy - powiedział Danny.
- Ostatnie czego chcę to zostać sama z Peterem.
- No to idziemy z Tobą - rzucił Jake.
Wszyscy zeszliśmy na dół i wyszliśmy na zewnątrz.

Edytowane przez kitty222 dnia 11-07-2014 17:32
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
Dodany dnia 02-02-2014 13:40
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Oczywiście, tradycyjnie przegapiłam nowy rozdział Pfft Ale wygląda na to, że komentuję pierwsza Wink

"Stara miłość nie rdzewieje..." hmm... coś w tym jest, wiem z własnego doświadczenia, ale zachowanie Petera rzeczywiście było podejrzane. Mel powinna słuchać intuicji i trzymać się od niego z daleka. Zresztą... sama przyznała, że go nigdy nie kochała i, że jej przeznaczeniem jest Jake love I niech tak pozostanie zlamane serce

Danny... bardzo go lubię, i normalnie no mogę czytać, że jest tak nieszczęśliwy i przybity Pfft Zakochał się, ale to uczucie nie wróży mu nic dobrego. To niesprawiedliwe!!!
Mam nadzieję, że znajdzie jakieś wyjście ze swojej trudnej sytuacji.

Jestem ogromnie ciekawa, czego Peter chce od Mel. Wątpię, żeby miał dobre zamiary Frown

Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy jezorek
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 11-07-2014 17:40
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Ten rozdział dedykuję:
<3 Mojej kuzynce Anicie, za to że mnie wspiera i chętnie czyta moje opowiadania, dzięki czemu mam po co pisać smile
<3 Emilce, której opowiajędanie czytam z zapartym tchem i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy smile




Rozdział XLI

Wszyscy wyszliśmy na zewnątrz. Noc była dosyć chłodna, a ja nie wzięłam kurki. Trudno, pomyślałam. Zeszłam z ganku i podeszłam do Petera, który stał przy samochodzie, za drzewami.
- Pet, co ty tu... - nie zdążyłam dokończyć, bo zamknął mi usta pocałunkiem.
Za nim zdążyłam jakkolwiek zareagować Jake znalazł się przy mnie i tak odepchnął Petera, że ten wylądował na masce swojego grafitowego suzuki vitara. Następne co się wydarzyło wprawiło mnie w szok: Peter wyszczerzył kły, zacharczał i rzucił się na Jake'a. Kiedy zobaczyłam jak mój ukochany leży przygwożdżony do ziemi, otrząsnęłam się. Spojrzałam na Peta i pomyślałam: ból. Skutek był natychmiastowy: stoczył się z Jake'a i zwijał się z cierpienia, które było efektem moich czarów. Jake pozbierał się z trawnika, kucnął przy embrionie Petera i skręcił mu kark.
- Co ty... - wyszeptałam przerażona.
- Nic mu nie będzie. Jest wampirem. Przeżyje - wyszeptał Jake - chodź, zabierzemy go do mnie - powiedział do Danny'ego.
Anioł kiwnął głową i ruszył za wampirem, który już niósł bezwładne ciało mojego ex-chłopaka. Jake pojechał samochodem Peta, a Danny Jake'a. Kiedy zniknęli dopiero wtedy byłam w stanie spojrzeć na Nikki. Była kompletnie skołowana. W końcu odzyskałam panowanie nad sobą. Weszłam do domu, powiedziałam cioci, że jedziemy do Jake'a, wzięłam kluczyki i kurtkę i wybiegłam ciągnąc za sobą moją przyjaciółkę do samochodu. Odezwała się kiedy wyjechałyśmy z podjazdu.
- Peter? Wampirem? Ale jak? - pytała, jeszcze w szoku.
- Jakiś inny wampir dał Petowi swoją krew, a potem go zabił, przez co narodził się na nowo jako wampir. Żeby dopełnić przemiany, sam musiał się napić ludzkiej krwi - wyjaśniłam.
- Zabił kogoś? - spytała Nikki bardziej piskliwym głosem.
- Nie wiem, ale całkiem możliwe - odpowiedziałam.
- Kto mógł zrobić Petowi coś takiego?
- Dowiemy się jak się obudzi.
- Ile to może potrwać?
- Wszystko w swoim czasie.
Dwadzieścia minut później byłyśmy już pod domem Jake'a. Weszłyśmy do domu i skierowałyśmy się od razu do salonu skąd było słychać rozmowy. Peter leżał nie przytomny na kanapie, a nad nim debatowali Jake i Danny.
- Tak myślisz? - zapytał Danny.
- Tak, przecież oprócz mnie nie ma innych wampirów w mieście, a ja na pewno tego nie zrobiłem. Dziwię się że jest tak opanowany. Może mieć co najmniej kilka godzin - odpowiedział Jake.
- Serena albo Crystal? - spytałam.
-Tylko one przychodzą mi do głowy - powiedział mój ukochany.
- Ale przecież zniknęła - wtrąciła się Nikki.
- To nie znaczy, że nie ma jej w mieście. Fernis jest pełne zakamarków gdzie mogła się ukryć - kontynuował Jake.
- Tylko po co któraś z nich miałaby przemieniać Peta w wampira? - zapytał Danny.
- Jeśli to Crystal to dla zabawy, pewnie stworzyła już pełno wampirów na świecie, ale jeśli to Serena, to może mieć w tym swój interes.
- Dowiemy się jak obudzi się Peter - powiedziałam.
Usidłam na niskim stoliku przy kanapie i przyjrzałam się swojemu byłemu chłopakowi. Wyglądał tak spokojnie kiedy spał. Brązowe włosy opadały mu na twarz, mięśnie twarzy miał rozluźnione, a przez lekko otwarte usta widać było śnieżno białe zęby. Zmienił się przez przemianę. Ostatnio, kiedy go widziałam miał małą blizna na policzku - pamiątka po nie udanej wspinaczce po drzewie z przed półtora roku - teraz już nie było po niej śladu. Spotkałam go dzisiaj rano, czemu się nie zorientowałam, że nie jest już człowiekiem. Zapiekły mnie oczy, więc wstałam i wyszłam do kuchni. Oparłam się o blat i nim spostrzegłam, po policzkach pociekły mi łzy. Sekundę potem poczułam czyjąś dłoń, to był Jake, który starł mi słoną kroplę z policzka.
- Mogę cię o coś spytać? - zaczął.
Kiwnęłam głową.
- Dlaczego rozstaliście się z Peterem?
Spojrzałam na niego. Sprawdziłam jego nastrój, nie był zły, a w jego oczach była ciekawość.
- Rok temu, po śmierci mamy i Jerry'ego przeszłam załamanie nerwowe. Brałam leki, miałam spotkania z psychologiem. Nie mogłam się pozbierać. Potrzebowałam wsparcia, ale Peter tego nie rozumiał. Byłam w żałobie kilka miesięcy, dla niego to było za wiele. W wakacje zerwał ze mną pod pretekstem, że się zmieniłam. On nie wie jak to jest stracić bliskich. Ma ojca, matkę, brata. Wszystko co mi odebrano - rozpłakałam się.
Jake mnie przytulił.
- Ale to, że nie jesteśmy już razem nie znaczy, że źle mu życzę. Nie chciałam tego dla niego, nie chciałam go mieszać w świat nadprzyrodzony - wyszlochałam.
- Wiem, Skarbie wiem, ale nie mogłaś nic na to poradzić, to nie Twoja wina - szeptał mi do ucha Jake.
Czułam od niego bijącą miłość i troskę. Byłam dla niego wszystkim i naprawdę się martwił o mnie.
Nagle zesztywniałam. Poczułam mieszaninę emocji Petera: strach, niepewność poczucie winy i złość.
- Obudził się - powiedziałam wyrywając się z objęć Jake'a.
Poszłam szybkim krokiem do salonu. Danny stał przy wejściu, tuż za nim stała Nikki. Peter siedział na kanapie i ciężko oddychał. Miał wzrok wbity w podłogę. Chciałam do niego podejść, ale Jake mnie zatrzymał.
- Jest niebezpieczny - powiedział.
- Ja bardziej - odpowiedziałam mijając go.
- To nowonarodzony, kieruje się instynktem.
- To przynieś mu trochę krwi, masz przecież jakieś zapasy.
- Nie zostawię cię nawet na sekundę z nim.
Przewróciłam oczami. Spojrzałam na Danny'ego i Nikki.
- Moglibyście?
Kiwnęli głowami i wyszli.
Wolnym krokiem podeszłam do Petera.
- Pet? Jak się czujesz? - spytałam.
- Mel? Co... co się ze mną dzieje? Czym... czym ja się stałem? - wyjąkał.
- Jesteś wampirem. Przykro mi - powiedziałam.
- Wampirem, ale przecież... - zaczął.
Nagle jego oczy zapłonęły rządzą krwi. Machnęłam ręką i przygwoździłam go do kanapy. Do salonu wrócili Danny i Nikki z dwoma woreczkami krwi i wtedy po Peterze nie było śladu, był tylko groźny drapieżnik pragnący pożywienia. Jake wziął woreczki od anioła i podszedł do Peta.
- Cofnij czar - zwrócił się do mnie.
Zrobiłam to niechętnie.
Peter mógł się w końcu ruszyć. Szybko chwycił woreczki i sprawnie je opróżnił.
- Lepiej? - spytał go Jake.
Peter pokiwał głową.
- Kto ci to zrobił? - spytałam.
- Ja... Nie wiem. Było ciemno. Ktoś... Ktoś zaatakował mnie od tyłu. Potem obudziłem się i chciałem jednego...
- Krwi - dokończyła Nikki.
- Tak.
Nagle Jake zesztywniał. Peter po chwili też.- Ktoś jedzie - powiedział mój ukochany.
Podeszłam do okna. Było ciemno więc dopiero po chwili zobaczyłam światła samochodu. Starałam się skupić na celu, żeby rozszyfrować uczucia kierowcy, ale było to dopiero możliwe kiedy podjechał pod dom. Stanęłam jak wryta kiedy zobaczyłam kto wysiada z samochodu. Crystal spojrzała na dom i zniknęła. Odwróciłam się do drzwi salonu gdzie właśnie stała.
- Crystal - powiedział Jake zbliżając się do siostry.
- Witaj braciszku. Widzę, że masz ciekawe towarzystwo: czarownica, anioł, pół-demon i wampir. Mam nadzieję, że podoba wam się moje dzieło - spojrzała znacząco na Petera.
- Ty mu to zrobiłaś?! - zalała mnie fala wściekłości. Od razu pomyślałam: ból i w efekcie wampirzyca zaczęła zwijać się z bólu na podłodze. Pociekły jej łzy. Jake podszedł do mnie zaczął szeptać żebym się uspokoiła, ale go nie posłuchałam. Wyładowywałam się na Crystal. Wiła się i krzyczała. W pewnym sensie sprawiało mi to przyjemność.
- Mel, przestań. Nie możesz dać się ponieść emocjom - powiedziała Rebecca. Przedarła się do mojego rozsądku. Przerwałam czar. Crystal ciężko dyszała, kiedy powoli podnosiła się z podłogi.
- No, jesteś całkiem... groźna - powiedziała.
- Mogę być gorsza - zapewniłam ją.
- W to nie wątpię - odrzekła wstając na równe nogi.
- Po co przyszłaś? - spytał ją Jake.
- Chciałam się pożegnać za nim wyjadę.
- Wyjeżdżasz? - Jake był w lekkim szoku.
- Tak. Sereny nie ma więc jestem wolna - powiedziała opierając się o framugę drzwi.
- Jak to nie ma? - zapytała Rebecca.
- Widzę, że marnie pilnujecie swojego terenu. Wyjechała kilka dni temu.
- Odpuściła? - zapytał Jake.
- Serena? Ona nigdy nie odpuszcza. Uznała, że musi znaleźć inną drogę do Twojego serca braciszku. Pojechała szukać sposobu na odzyskanie czegoś co straciła kilkaset lat temu.
- Czyli? - odezwałam się.
- Swojego człowieczeństwa. Chce znowu być człowiekiem.
- To bez sensu. Przecież przemiany w wampira nie można cofnąć - po raz pierwszy odezwał się Danny.
- Nie prawda. Serena trafiła na ślad czegoś co pozwoli jej wrócić jako człowiek.
- Lekarstwo na wampiryzm? - spytałam.
- Nie. Czar. Ale on przepadł całe wieki temu. Razem z pierwszą czarownicą - odezwała się Rebecca.
- Ponoć istnieje. Według Sereny zaklęcie jest w miejscu, zwanym Kolebką Wampirów. Nie wiem co to, bo nie wnikałam w to. Ważne że teraz mogę robić co chce - powiedziała Crystal odwracając się.
- A mój ojciec? - zapytałam.
- Nie martw się. Nie zobaczysz go więcej - zapewniła mnie - aha i jeszcze jedno - wyjęła coś zza płaszcza i rzuciła tym, a potem zniknęła.
Poczułam strach, ale ni mój. Odwróciłam się w stronę jego źródła, którym okazał się Peter. W jego piersi był wbity kołek. To tym rzuciła Crystal. Wszyscy zamarliśmy kiedy Pet osunął się na podłogę i się już nie poruszył.



Czekam na wasze komentarze smile
Edytowane przez kitty222 dnia 11-07-2014 17:41
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
Dodany dnia 15-07-2014 17:21
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Po pierwsze:
pięknie dziękuję za dedyk :*


Po drugie:
bycie wampirem wcale nie jest takie super Grin
To, że nie podlegają upływowi czasu, nie oznacza, że są nieśmiertelne - patrz przykład Petera Angry

Takiego zwrotu akcji zupełnie się nie spodziewałam, myślałam, że raczej będzie marudził Mel, żeby do niego wróciła itp. itd...

A tu został przemieniony! Nie miał szczęścia nacieszyć się nowymi mocami, bo... został zabity. W sensie na Amen Beczy Nie żebym go jakoś specjalnie lubiła, ale... mimo wszystko tak jakoś szkoda mi go Pfft

Najbardziej jednak niepokoi mnie Serena, a raczej jej zapędy, by odzyskać człowieczeństwo. Czyżby naprawdę chciała na powrót stać się zwykłym człowiekiem? Czy wtedy zyskałaby uczucie Jake'a? Poza tym człowieczeństwo to nie to samo co bycie człowiekiem w aspekcie natury. Historia zna wiele przykładów ludzi pozbawionych człowieczeństwa...
dlatego też uważam, że choćby Serena odnalazła czar, nie uda jej się zdobyć Jake'a, ale... nie uprzedzajmy faktów.
Ciekawe, co teraz czeka naszych bohaterów? Niby wróg opuścił miasto, ale czy będą mogli odetchnąć?

Po trzecie:
tradycyjnie czekam na kolejne rozdziały tego oraz drugiego opowiadania i życzę mnóstwa wakacyjnej weny jezorek

Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 12-11-2014 00:07
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Bez zbędnych wstępów smile


Rozdział XLII

Było ciemno i pusto. Byłam sama. Szłam powoli leśną drogą patrząc w ciemność przed sobą. Nie wiedziałam co jest celem mojej wędrówki, po prostu szłam. Byłam ubrana w białą suknię, a długie blond włosy miałam rozpuszczone. W pewnym momencie poczułam wilgoć pod stopami. Spojrzałam w dół i ujrzałam czerwień na stopach i sukni. Schyliłam się i dotknęłam palcami cieczy. Krew. Stałam w kałuży krwi. Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. Szłam po śladach krwi. Suknia z każdym kolejnym krokiem przybierała szkarłatny kolor. Szłam i szłam aż czerwień na mojej sukni sięgnęła pasa. Krwi było coraz więcej. W pewnej chwili zatrzymałam się. I moim oczom ukazało się źródło szkarłatnej cieczy. Stos ludzi, trupów. Moja mama, Jerry, pan Peens, większość mieszkańców miasteczka, Nikki, Carly, ciocia Caroline, mój ojciec, Peter i Jake. Nagle zerwał się silny wiatr. Drzewa niebezpiecznie się kołysały. Rozbrzmiał się czyjś głos:
- To Ty ich zabiłaś. To przez Ciebie nie żyją!

Obudziłam się natychmiast. Byłam mokra od potu, serce waliło mi jak młot, miałam przyspieszony oddech.
To tylko sen, to był tylko zły sen, powtarzałam sobie w duchu próbując się uspokoić.
- Znowu koszmar? - spytała Rebecca.
Kiwnęłam głową.
- To już dwa miesiące. Melody, powinnaś coś z tym zrobić - powiedziała mi.
- Ale co? To tylko sen.
- Mówisz tak za każdym razem. Nie uważasz że to dziwne, że dzień w dzień od śmierci Petera śni ci się ten sam sen?
Miała racje, to było dziwne. Peter zginął w Dzień Świstaka z ręki Crystal. Pamiętam to jak dziś. Kołek wystający z jego martwego i zimnego ciała. W jednej chwili zamienił się w trupa. Długo przy nim płakałam. Kiedy w końcu się od niego odsunęłam Jake i Danny zabrali ciało, a ja i Nikki siedziałyśmy same w salonie mojego ukochanego i opłakiwałyśmy zmarłego przyjaciela. Chłopców nie było 3 godziny. Gdy wrócili powiedzieli że musieli upozorować wypadek i doszczętnie spalić samochód w raz z ciałem. W ten sposób żaden lekarz nie mógł odkryć prawdziwej przyczyny śmierci, ani że Peter zginął jako wampir.
Pogrzeb odbył się dwa dni później. To co zostało z Petera skremowano i spalono, a urnę z popiołem złożono do rodzinnego grobowca. Byłam tam, czułam tą rozpacz wokół mnie. Smutek innych ludzi wpływał na mnie i pogłębiał mój. Nie chciałam wciągać Petera do świata nadprzyrodzonego, mimo to że się kiedyś rozstaliśmy nie życzyłam mu źle, a teraz go już nie ma. Jego rodzina wyjechała z miasteczka. Dobrze, niech uciekają z tego przeklętego miejsca.
Lilith odpuściła, na razie. Z tego co wiem cały czas szuka zaklęcia, więc Nikki ma spokój. Proponowałam jej, żeby przekonała ojca, żeby opuścili Fernis, ale powiedziała, że matka i tak ją znajdzie, a po za tym nie chce opuszczać miasta i zostawiać tu wszystkiego. Rozumiem jej postawę. Sama nie raz zastanawiałam się czy nie namówić ciotki do wyprowadzki z miasta, ale nie mogę wyjechać. Po śmierci Petera Jake namawiał mnie do wyjazdu, ale widząc mój upór odpuścił. Tu mam wszystko, całe życie. Nie potrafiłabym się od tak po prostu odciąć.
Danny kręcił się to tu to tam. Sprawdzał co jakiś czas czy czar demonów dalej jest na cmentarzu i zawsze tam był. Mieszkał u Jake'a, ale rzadko tam przebywał w ciągu dnia. Do mnie też przychodził, ale to były z reguły krótkie wizyty. Czasami bywał u Nikki. Mówił, że dlatego, żeby sprawdzić czy jej demoniczna część się odzywa, ale zawsze była sobą. Myślę, ze Danny po prostu lubi przebywać z moją przyjaciółką. Cieszy mnie to.
Serena i Crystal faktycznie wyjechały. W mieście i w okolicach nie było po nich śladu. Mój ojciec też się nie odzywał. O ile nie martwiłam się, że Crystal wróci o tyle zastanawiałam się gdzie jest Serena. Wszyscy się nad tym zastanawialiśmy i puki co nie wiemy nic.
- Ziemia do Mel, halo! - krzyczała Rebecca.
Od razu sprowadziła mnie do pokoju. Spojrzałam na zegarek, była 4 nad ranem. Na dole było słychać krzątającą się ciocię Caroline. Zaraz wyjdzie z domu. Ostatnio dosyć wcześnie zaczynała dyżury w szpitalu.
- Jestem, przepraszam, zamyśliłam się - powiedziałam mrugając i trąc oczy.
- Może powinnaś się jeszcze przespać. Do szkoły masz jeszcze trochę czasu - odezwała się Rebecca kojącym głosem. Głosem zatroskanej matki.
- Nie, nie zasnę już - opadłam bezradnie na poduszki.
- To może zadzwoń po Jake'a - zaproponowała - przy nim zasypiasz bez problemu.
Bliskość mojego ukochanego działa na mnie kojąco.
- Nie mogę. Nie ma go w mieście. Pojechał uzupełnić zapasy krwi - odrzekłam smutno.
- No to już nie wiem - powiedział duch.
- Ciii - uciszyłam ją.
Usłyszałam na dole trzask drzwi, dźwięk przekręconego zamka, a po chwili za oknem ryczenie silnika, który ucichł po kilkunastu sekundach. Natychmiast wyskoczyłam z łóżka i poszłam do łazienki pod prysznic. Musiałam otrząsnąć się z tego koszmaru. Gorąca woda zmyła ze mnie cały stres i ukoiła nerwy. Postałam tak jeszcze trochę po czym wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem. stanęłam przed szafą i otworzyłam ją. Chwilę zastanawiałam się co ubrać. Mój wybór padł na fioletowy sweter zapinany na guziki, białą bluzkę z koronką przy dekolcie, a z komody wyjęłam jeansy. Założyłam wybrany zestaw, do tego zdecydowałam się na trampki. Usidłam przy toaletce i zaczęłam rozczesywać włosy.
Ciszę panującą w sypialni przerwała Rebecca.
- Brakuje mi tego - odezwała się szeptem.
- Czego? - spytałam patrząc na jej odbicie w lustrze.
- Życia - odpowiedziała po chwili wahania.
Związałam włosy w koński ogon na czubku głowy i odwróciłam się do niej.
Chciałam coś powiedzieć, ale jakoś wszystko wydawało mi się nie na miejscu. Po dłuższej ciszy zaryzykowałam i zapytałam:
- Jakie ono było?
- Moje życie?
Kiwnęłam głową.
- Było idealne, przez kilka lat. Za nim mój ojciec umarł miałam wszystko. Ojciec był zamożny. Urodę odziedziczyłam po mamie. Z tego co wiem była niezwykle piękna. Kiedy poznałam prawdę znienawidziłam go. Wszystko się zmieniło w dniu w którym poznałam Johna. Zakochaliśmy się sobie, a potem pobraliśmy. Jakiś czas później urodziłam synka, Brady'ego i znowu wszystko było idealne. Byłam szczęśliwa jak nigdy. Miałam rodzinę, moc, przyjaciół. Nikt nie wiedział, że jestem czarownicą, nawet mój mąż. Księgi ukrywałam w domu. Łatwo było strzec tajemnicy, ufał mi. Żyłam w bajce.
Niestety, każda bajka ma jakieś zakończenie. W 1712 roku odkryto ślady magii w Salem. Okazało się, że w mieście była też inna czarownica i to ona się zdradziła. Używała czarów w biały dzień. Popełniła błąd, za który i tak potem zapłaciła. Zorganizowano kolejne polowanie na czarownice. Złapano kilka kobiet, które podejrzewano o czary, chociaż nigdy nie posiadały magii. Trafiono też na mój ślad. Przypomnieli sobie, że moja matka spłonęła na stosie za uprawianie czarów, i jako że byłam jej córką też posiadłam moc. Nie mogłam uciec. Jedyne co to mogłam jeszcze ocalić rodzinę. Pierwszy raz użyłam czarów na mężu. Rzuciłam zaklęcie hipnotyzujące i kazałam wyjechać z Salem na zawsze zapominając o tym kim byłam. Gdy upewniłam się, że nikt za nimi nie jedzie, że nikt ich nie ściga podpaliłam księgi i powiesiłam się.
Jedyne co ludzie znaleźli to szczątki domu i moje spalone ciało. Nawet nie miałam pogrzebu, tylko skrępowali mojego trupa i zakopali bym nigdy się nie odrodziła. Jakby to było możliwe - prychnęła.
- Przez 300 lat - kontynuowała po chwili ciszy - obserwowałam każdego Cartera, począwszy od mojego synka, który wyrósł na wspaniałego mężczyznę i zmarł przeżywszy życie najlepiej jak potrafił, kończąc na Tobie. Nigdy nie sądziłam, że któreś z was będzie korzystać z magii. Kiedy Serena cię uwięziła zobaczyłam u niej moja księgę. Nie chciałam, żeby Carterowie odzyskali moc.
- Przykro mi - powiedziałam.
- Nie szkodzi - uśmiechnęła się blado - jesteś pierwszą osobą, z którą rozmawiam od chwili mojej śmierci.
- Nie spotkałaś swojej mamy po tamtej stronie? - spytałam.
- Nie, pewnie też gdzieś się błąka. Umarła w straszny sposób, wątpię, żeby dokończyła swoje sprawy - powiedziała smutno.
- Nie szukałaś jej?
- Szukałam, ale zaświaty są większe niż ten świat. To nie kończący się labirynt, ciężko spotkać kogoś znajomego. Raczej spotykam tych, których nigdy nie widziałam na oczy, a z nimi też nie da się rozmawiać, bo tułają się w letargu.
- Mnie też to czeka? - spytałam nie patrząc jej w oczy.
- Nie wiem Mel. Naprawdę nie wiem. Nawet jako duch, śmierć jest dla mnie największą zagadką - mówiąc to zniżyła się tak, żeby spojrzeć mi w oczy.
Nie czułam jej emocji, ale widziałam ból w jej oczach. Miała 20 lat kiedy umarła. Zrobiło mi się smutno. Tak, śmierć to największa zagadka świata.
Wstałam z krzesła i wyszłam z pokoju. Drewniane schody skrzypiały za każdym razem jak naciskałam na deski. Tak, domy był stary, ale mama mówiła, że po odejściu taty przeszedł generalny remont. Schody były odnawiane, ale nie wymieniane.
Zeszłam na sam dół i skierowałam się do kuchni. Zajrzałam do lodówki i moją uwagę przykuła nutella. Posmarowałam kremem dwie kromki, usiadłam w kuchni przy stole i zaczęłam powoli jeść. Dochodziła 6 rano. Za oknem już świtało. Siedziałam i przegryzałam kanapkę kęs po kęsie. Nie chciałam myśleć o historii Rebecci. Smutna opowieść dziewczyny, która wiele przeszła. Rozumiałam ją. Ja też przeszłam przez swoje własne piekło. O ile dalej nim nie szłam. Rebecca nie pojawiła się, może wolała zostać sama. Nie wiem.
Zjadłam śniadanie, pozmywałam naczynia i poszłam do salonu przeglądnąć notatki do szkoły, żeby nie myśleć i poranku. Moja pierwsza lekcja to historia. Przez ostatnie dwa miesiące mieliśmy zastępstwo. Do tej pory uczył nas ojciec Petera, ponieważ wyjechał po śmierci syna mieli zatrudnić nowego nauczyciela. Dzisiaj pojawi się w szkole. Zastanawiałam się kto to będzie.

Dochodziła siódma. Wstałam z kanapy, schowałam notatki do torby, założyłam skórzaną kurtką i wyszłam z domu. Na zewnątrz było czuć poranny chłód, ale słońce zaczynało podwyższać temperaturę. Postanowiłam pójść do szkoły na nogach. Nie czułam się na siłach, żeby prowadzić samochód. Spacerek zajął mi pół godziny. Szłam powoli przez szkolny parking gdy usłyszałam, ze ktoś mnie woła.
- Mel, poczekaj - krzyczała Nikki.
Odwróciłam się w jej stronę. Biegła przez trawnik koło parkingu.
- Cześć - przywitałam się.
- Hej, też nie możesz spać? - spytała łapiąc oddech.
- Nie, od dwóch miesięcy - odpowiedziałam.
- Ja też. Nawet leki nasenne nie działają.
Skierowałyśmy się do wejścia do szkoły. Miałyśmy dużo czasu do rozpoczęcia lekcji, więc się nie spieszyłyśmy.
- Mi tylko obecność Jake'a pomaga zasnąć, ale nawet mimo to mam koszmary - westchnęłam.
- Jak myślisz, czym to jest spowodowane?
- Nie wiem - odpowiedziałam.
Ostatnio to najczęstsze słowa w moim życiu. Po prostu nie wiem nic.
Weszłyśmy do szkoły i od razu skierowałyśmy się do mojej szafki. Korytarz świecił pustkami.Tylko kilka osób przemknęło obok nas.
- Może to jakaś trauma czy coś - stwierdziła moja przyjaciółka.
- Możliwe - przyznałam. Też o tym myślałam.
- Nie ma na to jakiegoś zaklęcia? - spytała Nikke po chwili zastanowienia.
- Nie - zaśmiałam się - nie ma zaklęcia przeciwko traumie po czyjejś śmierci, sprawdzałam.
- No to już nie wiem jak z tym walczyć - oparła się bezradnie plecami o szafki.
Ja swoją otworzyłam, zostawiłam torbę z książkami, wzięłam tylko podręcznik i notatnik do historii, zatrzasnęłam metalowe drzwiczki i spojrzałam na moją przyjaciółkę.
- Może musimy to po prostu przeczekać, może samo minie - powiedziałam.
- Naprawdę w to wierzysz? - spojrzała na mnie.
Oderwała się od szafki i poszłyśmy kawałek w głąb korytarza do szafki Nikki.
- Staram się w to wierzyć - stwierdziłam.
Zatrzymałyśmy się przy rzędzie metalowych szafek. Moja przyjaciółka otwarła swoją i zrobiła to samo co ja przy swojej.
- Przyznaj się, nie wychodzi ci to - powiedziała zamykając szafkę.
- Nie, ale gdyby nie Jake byłoby ze mną dużo gorzej. Mam wsparcie - wzruszyłam ramionami.
- Rozumiem cię, gdyby nie.. - nagle urwała rumieniąc się.
- Gdyby nie kto? - spojrzałam na nią znacząco. Nagle się podenerwowała i zawstydziłam.
- Nikt - powiedziała odwracając się i ruszając w stronę sali historycznej.
Biegiem ją dogoniłam.
- Nikki, za późno już. Gadaj - naciskałam.
Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- No dobra. Przez ostatnie dwa miesiące pomagał mi Danny.
- Nasz Danny? Naprawdę? - uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że odwiedzał ją.
- Tak. Przychodził do mnie w nocy, rozmawiał, uspokajał. Naprawdę mi pomógł - rzekła.
Zarumieniła się bardziej. Poczułam od niej przyjemne wewnętrzne ciepło. Szczęście i coś jeszcze.
- Tylko pomógł? Nikki, czy aby mi czegoś nie mówisz? - wiedziała, ale musiałam to od niej usłyszeć.
- No dobra. Zakochałam się w nim - uśmiechnęła się mimo wszystko. Ja też.
- Naprawdę? Nikki to wspaniale - przytuliłam ją.
- Ojej, nie sądziłam, że się tak ucieszysz - powiedziała zaskoczona.
- Oczywiście, że się cieszę - puściłam ją - powiedziałaś mu?
- Nie, boję się - przyznała spuszczając znak. Czułam jej strach.
- Powinnaś z nim porozmawiać i to jak najszybciej.
- Wiem, potrzebuję trochę czasu.
- Ok, rozumiem - uśmiechnęłam się.
- Ciekawe kto będzie nas teraz uczył historii? - zmieniła temat. Nie miała już ochoty gadać o Dannym, przynajmniej na razie.
- Nie wiem, ale zaraz się przekonamy. Za chwilę będzie dzwonek - odpowiedziałam patrząc na zegarek.
Przedarłyśmy się przez zatłoczony korytarz do klasy. Weszłyśmy do sali i zajęłyśmy nasze miejsca z tyłu. Zadzwonił dzwonek. Wszyscy usiedli i rozmawiali między sobą. Tak jak my zastanawialiśmy się kto nas teraz będzie uczył skoro ojciec Peta wyjechał.
Nagle drzwi się otworzyły, szmery rozmów ucichły. Do sali weszła kobieta, średniego wzrostu, miała długie blond loki. Ja i Nikki spojrzałyśmy na siebie. Nie możliwe. Kobieta podeszła do tablicy i napisała swoje nazwisko na tablicy po czym się odwróciła w stronę uczniów. Nieziemsko błękitnymi oczami ogarnęła wzrokiem klasę.
- Dzień dobry. Nazywam się Lilith First i będę was teraz uczyć.



O co wy na to?? smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
Dodany dnia 15-11-2014 22:01
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Ten rozdział był bardzo... refleksyjny Beczy
Śmierć Petera odbiła się na wszystkich. Frown
Melody i Nikki nie mogą spać, koszmary Mel naprawdę przyprawiają o gęsią skórkę.
Ojciec Pete'a odszedł z pracy...
Historia Rebecky była bardzo wzruszająca i naprawdę mi się spodobała.

Oczywiście końcówka była dla mnie największym zaskoczeniem Angry
Lilith jako nauczycielka??? Angry Zapewne zwiastuje to nie małe kłopoty xD

Uwielbiam takie niespodzianki, sprawiają, że nie mogę się już doczekać następnego rozdziału.jezorek
Zatem życzę duuużo weny! Grin
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 01-02-2015 16:25
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Dzisiejszy rozdział jest urodzinową niespodzianką dla moich fanów. Urodzinową bo dwa lata kończy mój blog www.moj-malutki-kawalek-swiata.blogspot.com
A także ten otóż 43 rozdział dedykuję moim ukochanym fankom: Anicie (catchupthedreams) i Emilce (alime19) smile Dziękuję wam dziewczyny bo dzięki wam mam dla kogo tworzyć :*


Rozdział XLIII

Rozejrzałam się po klasie. Chłopcy byli wpatrzeni w Lilith jak w obrazek. Dziewczyny natomiast były wstrząśnięte widokiem naszej nowej nauczycielki, a ja i Nikki zamarłyśmy. Lilith stała przy tablicy jak każdy zwykły nauczyciel, a była demonem z krwi i kości.
- Co ona tu robi? - zapytała szeptem Nikki.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziałam jej.
- Dobrze - powiedziała Lilith ogarniając wzrokiem całą klasę - z tego co mi wiadomo macie teraz zacząć omawiać Wojnę Secesyjną. Z zewnątrz kraj był całością. Od wewnątrz natomiast wyglądało to inaczej. Był podzielony na Północ czyli Unię i Południe czyli Konfederację. Jest rok 1860. Wybory do parlamentu wygrywa partia republikańska...
- Musi odejść, nie może tu być - szeptała do mnie Nikki.
- Nie odejdzie dopóki nie odzyska zaklęcia - odpowiedziałam.
- To co zrobimy? - spytała Nikki.
- Jeszcze nie wiem - odrzekłam.
- Panno Carter - upomniałam mnie Lilith.
- Słucham - odpowiedziałam odruchowo.
- No chyba nie, skoro nie słyszałaś pytania - mówiąc to spojrzała na mnie groźnie.
- Przepraszam, mogłaby Pani powtórzyć? - spytałam najgrzeczniej jak potrafiła,
- Skoro muszę. Kto wygrał wybory prezydenckie w 1860 roku? - powiedziała.
- Abraham Lincoln - odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Dobrze. Ale następnym razem uważaj, bo może nie być tak łatwo - ostrzegła.
Kiwnęłam głową. W jej słowach była ukryta groźba. Czułam jej satysfakcje.
Lilith kontynuowała wykład.
Przez resztę lekcji siedziałam w milczeniu. Zastanawiałam się jaki Lilith ma plan. Jak zamierza zdobyć zaklęcie.

Po lekcjach zamiast wrócić do domu, pojechałyśmy z Nikki do domu Jake'a. Nie wiedziała czy już wrócił, czy nie. Wolałam być u niego niż u siebie. Gdy tylko wysiadłam z samochodu poczułam obecność Jake'a. Serce natychmiast zabiło mi mocniej. Tak bardzo pragnęłam znaleźć się w jego ramionach. Tak bardzo go kochałam i tak bardzo za nim tęskniłam.
Nie czekając na przyjaciółkę pobiegłam do domu i wpadłam do salonu. Na kanapie siedział Danny, a Jake stał koło kominka. Gdy mnie zobaczył od razu znalazł się przy mnie obejmując mnie. Po raz pierwszy tego dnia poczułam się naprawdę dobrze.
- Tęskniłem za Tobą Skarbie - wyszeptał mi do ucha.
- Ja za Tobą też - odpowiedziałam wtulając się do niego mocniej.
Nikki przeszła obok nas i usiadła na fotelu. Jak najdalej Danny'ego. Czułam to napięcie między nimi. Ich uczucia nie były dla mnie tajemnicą.
Odsunęłam się od Jake'a i poszłam usiąść na kanapie. Mój ukochany zrobił to samo.
- Musimy wam z Nikki coś opowiedzieć - odezwałam się i opowiedziałam chłopakom o Lilith.
Ich reakcja była taka jak przewidziałam. Byli zdziwieni.
- W jaki sposób chce zdobyć zaklęcie? Ucząc w szkole? - spytał Jake.
- Nie wiem co jej chodzi po głowie. Wiem tylko, że chce odzyskać czar. Tak bardzo, że weszła w nasze życie - popatrzyłam znacząco na Nikki.
- Może w ten sposób chce zdobyć zaklęcie. Będzie wywierać na was presję, aż same oddacie czar, żeby odeszła - powiedział Danny.
W sumie, ma to sens, pomyślałam.
- Ale ona chce żebym odeszła razem z nią. Ja nie chcę być sukkubem - powiedziała Nikki.
- I nie będziesz, nie oddamy Cię - pocieszyłam przyjaciółkę.
- Musimy zniszczyć czar - odezwał się Czułam jego narastający gniew i troskę. Czyżby naprawdę coś czuł do Nikki?
- Jak? - spytał Jake.
- Muszę z kimś porozmawiać. Spotkamy się niebawem - powiedział wstając.
- Z kim? - zapytała Nikki.
- Wszystko wam później wyjaśnię - powiedział i wyszedł.
A potem nie czułam nic, jakby zniknął.
- Gdzie on poszedł? - wykrztusiłam.
Jake tylko wzruszył ramionami.
Nie wiem co Danny zamierza, i ta niewiedza mnie niepokoiła.
- Nie ma sposobu żeby zniszczyć ten czar. Magia demonów jest potężna. To moc pierwotna, a na taką potęgę nie ma sposobu na ziemi - powiedziała Rebecca nagle się pojawiając.
- Świetnie - stwierdziła Nikki zakrywając twarz rękami.
- Nikki, znajdziemy sposób, obiecuję - pocieszałam ją.
- Eh, jestem zmęczona. Wrócę do domu - wstała i poszła w stronę drzwi.
- Do zobaczenia - krzyknęłam za nią, ale mi nie odpowiedziała,
- Jesteś pewna? - spytał Jake Rebeccę.
- Tak, absolutnie - odpowiedziała i zniknęła.
Jake spojrzał na mnie pytająco. Zastanawiał się co się dzieje z moja prababką.
- Nie wiem, wydaje mi się, ze tęskni za życiem - stwierdziłam wstając.
- Rozumiem ją, też tęsknię za życiem - powiedział mój ukochany.
- Jak to? Przecież żyjesz - powiedziałam zatrzymując się koło kominka.
- To nie życie. To egzystencja. Wieczność jest bezsensu - mówiąc to podszedł do mnie.
- O czym marzysz? - spytałam nie odwracając się.
- Chciałbym spędzić z Tobą resztę swojego życia. Chciałbym zasypiać i budzić się przy Tobie. Pragnę być z Tobą w każdy możliwy dla człowieka sposób. Gdybym mógł stać się znowu człowiekiem ożeniłbym się z Tobą, mielibyśmy gromadkę dzieci, a potem wnuków, zestarzelibyśmy się razem - powiedział poważnym głosem, a potem prychnął - lecz tak nie będzie, niestety,
Nic na to nie odpowiedziałam bo co mogłabym powiedzieć. Przecież nie ma sposobu, żeby Jake stał się znowu człowiekiem. Chwila, przecież jest i Serena go szuka. Nie wiem czy to prawda, czy nie, ale spróbuję. Skoro Jake nie chce przemienić mnie w wampira, to zamienię go w człowieka.
Nie powiedziałam mu o swoim pomyśle, tylko odwróciłam się i pocałowałam go. Tak bardzo go teraz pragnęłam. Odwzajemnił pocałunek gorąco i namiętnie. Teraz liczyliśmy się tylko my. Włożyłam mu ręce pod koszulkę, on wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Zdjęłam z niego koszulkę, a on delikatnie rozpiął mój sweter, a potem ściągnął ze mnie top. Całował mnie po całym ciele: policzki, usta, szyja, dekolt. Każdy jego pocałunek był wyrazem miłości i pragnienia. Wkrótce potem spodnie i bielizna wylądowała na podłodze i nie dzieliło nas już nic. Byliśmy jednością, nasze dusze się połączyły. Byłam szczęśliwa w jego objęciach. Reszta świata już nie istniała, byliśmy tylko my.

Zbliżała się północ. Jake spał w najlepsze. Wstałam ostrożnie z łóżka, żeby go nie obudzić, ale nie udało mi się. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Dokąd się wybierasz? - spytał całując mnie po szyi.
- Ja... - już zapomniałam co chciała zrobić, pieszczota zaczęła mnie pochłaniać, ale poczułam coś co sprawiło, że otrzeźwiałam.
- Danny wrócił - powiedziałam.
Jake niechętnie mnie puścił i sam wstał.
- Znalazł sobie moment - stwierdził podnosząc z podłogi ubrania.
- Mieszka tu, ma prawo tu przebywać kiedy chce - powiedziałam ubierając się.
- Tak, ale było tak romantycznie - powiedział uwodzącym głosem.
- Skarbie, będziemy mieli mnóstwo czasu, żeby do tego wrócić. Obiecuję - podeszłam do Jake'a i pocałowałam go w policzek - są rzeczy ważne i ważniejsze - powiedziałam wychodząc z sypialni. Mój ukochany ruszył tuż za mną.
Danny stał w salonie spoglądając przez okno.
- Gdzie byłeś? - spytałam podchodząc do niego.
- Kilka pieter wyżej. Musiałem porozmawiać z Archaniołami - odpowiedział nie patrząc na mnie,
- Z Archaniołami? - zdziwiłam się.
- No tak, tylko boska moc jest w stanie pokonać diabelską potęgę - stwierdził Jake.
- I czego się dowiedziałeś? - chciałam wiedzieć.
- Że istnieje sposób, żeby zniszczyć ten czar, ale jest bardzo ryzykowny - odpowiedział Danny.
- Jak bardzo? - zapytał Jake.
- Śmiertelnie.
Zakryłam usta dłonią.
Danny podszedł do stolika na którym leżała mała skrzyneczka i otworzył ją. W środku na czerwonym aksamicie leżał nóż. Srebrne ostrze ze słotą rękojeścią. Na ostrzu widniały anielskie runy. Nie znałam ich.
- To sztylet św. Michała. Długo z nim negocjowałem za nim się zgodził użyczyć mi go. Wbiję go w kartkę z zaklęciem i w ten sposób je zniszczę. Tak potężna moc może mnie zabić, dlatego taką broń posiadają tylko Archaniołowie - powiedział Danny beznamiętnym głosem.
- Zginiesz? Nie możesz - powiedziałam podchodząc do niego.
- Ja to mogę zrobić - zaoferował się Jake.
Spojrzałam na niego przerażona.
- Nie możesz. Nawet dotyk może Cię poparzyć, a jak weźmiesz sztylet do ręki to spłoniesz. Tylko anioł może dzierżyć niebiańskie ostrze. Dlatego tylko ja mogę to zrobić - wytłumaczył Danny,
- Nie zgadzam się - odezwałam się.
- Nie masz tu nic do powiedzenia Mel. Ty wiesz co czuję. Wiesz, że zakochałem się w Nikki i dlatego zrobię wszystko, żeby była bezpieczna, nawet umrę za nią - powiedział Danny.
W jego głosie było słychać pewność siebie i zdeterminowanie. Czułam, że naprawdę kocha Nikki. Poruszył Niebo, żeby znaleźć sposób jak ją ocalić.
- Dobrze, ale sprawa dotyczy Nikki, dlatego musimy z nią o tym porozmawiać - powiedziałam.
- Nikki się nie zgodzi - stwierdził Danny.
- Mel ma rację. Nikki musi wiedzieć - odezwał się Jake - pojedziemy do niej z samego rana. Zrozumie Twoją decyzję jak jej powiesz co czujesz.
Danny patrzył na nas. Toczył wewnętrzną walkę. Wiedział, że mamy racje.
- Dobrze - zgodził się w końcu Danny.



Zapraszam na www.moj-malutki-k...
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
Dodany dnia 01-02-2015 18:00
Awatar

Martwy


Postów: 1658
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1649
Poziom: Człowiek

Gratuluję urodzin bloga! I dziękuję za dedykację smile
Nie ma to jak nowiutki rozdział po pracowitym dniu Grin

Zabieram się za lekturę jezorek

Lilith jako nauczycielka....hmmm... przynajmniej chłopcy są zadowoleni Angry

Oczywiście chodzi o zdobycie czaru. Na szczęści jest sposób, by go zniszczyć, tylko... no właśnie, trzeba zapłacić najwyższą cenę. Frown Dlaczego zawsze trafia na tych dobrych? Ja się nie zgadzam, żeby Danny poświęcił życie. Niech znajdą inny sposób. Niech Michał to zrobi AngryGrin

No i jeszcze druga sprawa....

Jake człowiekiem? Shock Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić Pfft

Mój ulubiony fragment:
Tak bardzo go teraz pragnęłam. Odwzajemnił pocałunek gorąco i namiętnie. Teraz liczyliśmy się tylko my. Włożyłam mu ręce pod koszulkę, on wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Zdjęłam z niego koszulkę, a on delikatnie rozpiął mój sweter, a potem ściągnął ze mnie top. Całował mnie po całym ciele: policzki, usta, szyja, dekolt. Każdy jego pocałunek był wyrazem miłości i pragnienia. Wkrótce potem spodnie i bielizna wylądowała na podłodze i nie dzieliło nas już nic. Byliśmy jednością, nasze dusze się połączyły. Byłam szczęśliwa w jego objęciach. Reszta świata już nie istniała, byliśmy tylko my.


♥ ♥ ♥


Czekam na ciąg dalszyjezorek

Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 27-10-2017 12:02
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Moi Drodzy,
Oficjalnie kończę pisanie opowiadań na forum. Ale nie płaczcie. Odświeżona i trochę zmieniona wersja opowiadania Zew Przeznaczenia będzie pojawiać się https://www.wattp...ser/EJ4071
Jeśli chodzi o Miłość w mroku, nie wiem kiedy do niego wrócę, ale wrócę na pewno smile

Miłego czytania smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
Przeskocz do forum:
CMS: PHP Fusion v.7 (Easy) | Licencja: GNU Affero GPL | Online: | Reklama: Kontakt40,783,061 Unikalnych wizyt