Zobacz temat
 Drukuj temat
[alime19] Zagubiona tożsamość
alime19
Dodany dnia 03-10-2019 12:20
Awatar

Martwy


Postów: 1661
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1652
Poziom: Człowiek

LV (Part 1)


Przedzieranie się przez leśną gęstwinę krętą ścieżką w ślad za wilkiem nie należało do łatwych zadań, zwłaszcza jeżeli próbowało się tego nocą, pod wpływem szoku po ataku dzikiego zwierzęcia i z krwawiącym przedramieniem. Camilla starała się nie zgubić przyjaciela. Miała wrażenie, że jej łomoczące ze strachu serce jest słyszalne w promieniu co najmniej kilometra. Czy bestia z czerwonymi ślepiami podąża ich tropem? Czy uda im się bezpiecznie dotrzeć do Riquewihr? Nie było czasu na zbyt długie zamartwianie się, powinni jak najszybciej opuścić ten przeklęty las.
Dziewczyna ostrożnie odchylała gałęzie zagajnika, w którym przez momentem zniknął jej towarzysz. Wnętrza dłoni piekły ją niemiłosiernie, zapewne z powodu żywicy, która przedostawała się w głąb skaleczeń. Jednak te obrażenia były niczym w porównaniu z palącym bólem przedramienia. Za ścianą poplątanych krzewów ujrzała znajome rozwidlenie dróg – miejsce, którym obierali z Kasparem trasę nocnej eskapady. Chociaż wilkołak zdążył przybrać już ludzką postać, nie tracił czujności drapieżnika. Nadprzyrodzonym wzrokiem przenikał otaczającą ich ciemność i poruszał się bezszelestnie, narzucając na siebie ukryte wcześniej ubranie.
- Boże, Camillo, przepraszam… – w ułamku sekundy doskoczył do przyjaciółki, oceniając jej obrażenia – Spójrzmy na to…
Delikatnie podwinął zakrwawiony rękaw bluzki.
- To tylko kilka zadrapań, nic takiego – wyszeptała, łamiącym się głosem – Ale… boli. Bardzo. – Kolejne łzy spływały po rozpalonych policzkach.
- Wiem, maleńka. Rany zadane przez wilkołaka podczas pełni są wyjątkowo nieprzyjemne, ale…
- Świetne.
Mężczyzna sięgnął do kieszeni po telefon komórkowy i oświetlił ranę.
- Wygląda paskudnie, ale na moje oko obejdzie się bez szwów – ciepłą dłonią otarł zapłakane policzki dziewczyny – Posłuchaj Camillo, musimy iść dalej. Jak najszybciej. Do Riquewihr.
Dziewczyna przytaknęła, powstrzymując jęk bólu.
- Pomogę ci – zaoferował Kaspar. Sprawnie ujął przyjaciółkę pod zdrowe ramię, dodając jej tym samym otuchy.
- Już nic nam nie grozi – zapewniał przekonująco.
- To dlaczego uciekamy? – nie odważyła się zadać tego pytania na głos.
Lecz to nie bestia czająca się gdzieś niedaleko napawała dziewczynę paraliżującym strachem. Krwiożerczy stwór był problemem nr 2, a nawet nr 3, biorąc pod uwagę reakcję Alexa na wydarzenia dzisiejszej nocy.
Gdy opuścili las, skierowali się polną drogą do położonego w dolinie Riquewihr. Srebrzysta poświata miesiąca rozlewała się po okolicy. Mimo późnej pory Enklawę rozświetlały liczne lampy. Camilla zatrzymała się i podciągnęła nasączony krwią rękaw, by po raz kolejny przyjrzeć się ranie.
- Potrzebujesz odpoczynku? – Zaniepokojony Kaspar natychmiast przystanął.
Camilla zaprzeczyła ruchem głowy. Wzięła głęboki oddech i odszukała spojrzenie orzechowych oczu przyjaciela.
- Potrzebuję odpowiedzi.
- Akurat teraz?
- A ile mi jeszcze czasu zostało?
- Co masz na myśli? – mimika twarzy mężczyzny wyrażała totalną konsternację.
- Najbliższy szczyt pełni wypada w Halloween...
- Samhain – sprostował – Halloween wymyślili ludzie.
- Darujmy sobie semantykę! Zostałam zraniona przez wilkołaka i chcę wiedzieć, kiedy moje słabe ludzie ciało podda się tej bolesnej anatomicznej transformacji.
Poważną dotąd twarz Kaspara rozjaśnił delikatny uśmiech.
- Nigdy – odpowiedział.
- Jak to?
- Basior, który nas zaatakował był mieszańcem. Tylko wilkołaki czystej krwi mogą przemieniać ludzi. – wyjaśnił.
- Jesteś pewien?
- Zaufaj mi, jestem jednym z nich już jakiś czas. Niech pomyślę... od urodzenia!
- Chodziło mi o to, czy jesteś pewien, że tamten był mieszańcem.
- W stu procentach. Mój nos nigdy mnie nie zawiódł.
- Dzięki Bogu! – błogie uczucie ulgi zastąpiło drażniący ucisk niepewności i Camilla, nie zważając na ból, z wdzięcznością przytuliła przyjaciela – Właśnie po raz drugi uratowałeś mi dziś życie.
- Do usług – ukłonił się teatralnie i wskazał na ścieżkę prowadzącą do Riquewihr, sugerując, by ruszyli dalej.
- Tylko nie zrozum mnie źle. Lubię wilkołaki, wilkołaki są super, a ty pod postacią wilka jesteś uroczy, ale... – szukała odpowiednich słów.
- Dobrze czujesz się we własnej skórze.
- Dokładnie, a cała ta przemiana jest...
- Nie na ludzką miarę.
- Czytasz w moich myślach!
- Dlatego właśnie Camillo, przemienianie ludzi w mieszańców jest surowo zabronione. Zarówno Zakon Odkupienia jak i Rada Najwyższa traktują je jako przestępstwo wypaczające prawa natury, za które karą jest śmierć.
Dalszą drogę do miasteczka pokonali w milczeniu. Wilkołak ani na moment nie stracił czujności, bacznie przyglądał się okolicy i nasłuchiwał, czy aby na pewno nikt za nimi nie podąża. Camilla natomiast starała się powiązać ze ostatnie wydarzenia w logiczną całość. Dlaczego została zaatakowana przez mieszańca? Czy kierował nim jedynie instynkt drapieżnika i głód? Kim był jako człowiek? Dlaczego został przemieniony? I przez kogo?
Mimo późnej pory część mieszkańców Riquewihr nadal przystrajała ulice na Samhain, w wielu oknach paliły się światła i dało się słyszeć gwar rozmów domowników. Na szczęście nikt nie zwrócił uwagi na dwoje przybyszów, których wygląd jednoznacznie wskazywał na niecodzienne przejścia. W miarę jak zbliżali się do domu Ariany, Camilla zwalniała. Od momentu, gdy przekroczyli mury Enklawy, dziewczyna zaczęła przekonywać Kaspara, by wspólnie przedstawili taką wersję zdarzeń, która nie wywoła morderczej wściekłości Alexa.
- Maleńka, okłamywanie wampira nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza w naszej sytuacji – wskazał na zabrudzone ubrania i ślady krwi – Alex nie jest ślepy, ani głuchy. Twoje galopujące serce wszystko mu zdradzi. Nie wspomnę, że oboje mamy na sobie smród tego zapchlonego kundla.
- Po czyjej jesteś stronie?!
Wilkołak posłał Camilli przepraszające spojrzenie.
- Pięknie! Ostatnie czego teraz potrzebuję, to solidarność kłów i pazurów.
- Camillo, chodzi o bezpieczeństwo. Twoje bezpieczeństwo. – próbował załagodzić nerwową sytuację.
- Błagam, przynajmniej ty oszczędź mi takich frazesów! Wszyscy wszystko robią w imię bezpieczeństwa. Alex też wypowiada wojnę Zakonowi dla bezpieczeństwa mojego, swojego, Marco i jego mamy, Viterbo i całego świata. Mam dość tej paranoi! Nie należy wszędzie dopatrywać się teorii spiskowych. Dziś mieliśmy pecha. Znaleźliśmy się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Mieszaniec mógł zaatakować każdego: leśniczego albo Czerwonego Kapturka. Tylko tyle. Koniec. Kropka. A ponieważ zamierzam odwieść Alexa od krucjaty przeciwko Antonio, nie potrzebuję kolejnego punktu zapalnego. Dlatego zaufaj mi, załatwię to po mojemu. – chwyciła przyjaciela za rękę i ruszyła w stronę furtki prowadzącej na posesję Strażniczki Enklawy.
Gdy tylko drzwi się uchyliły, w progu pojawiła się zatroskana Ariana.
- Nareszcie! Od zmysłów odchodziliśmy! Gdzie się podziewaliście?!
- Dobre pytanie – lodowaty głos wampira sprawił, że przytulna atmosfera alzackiej chaty momentalnie wyparowała.
- Spacerowaliśmy tu i tam… po okolicy – Kaspar naprawdę starał się przybrać beztroski ton.
- Spacerowaliście? Tak po prostu? W środku nocy?
Camilla miała wrażenie, że z każdym wypowiadanym przez Alexa słowem temperatura otoczenia obniżała się o kolejny stopień.
- Co się wam stało? Wyglądacie, jakbyście przedzierali się przez kolczaste zarośla, których w najbliższej okolicy raczej nie ma, albo jakby… coś was zaatakowało! – i tak już blada twarz strażniczki zbladła jeszcze bardziej.
- Mieliśmy małe komplikacje, ale to nic takiego. – ignorowanie przeszywającego spojrzenia pociemniałych z gniewu oczu wychodziło Camilli perfekcyjnie, lecz w głębi ducha ledwie panowała nad wzbierającymi emocjami.
- Śmierdzicie brudnym psem.
- Hej! – Kaspar uniósł lewe ramię i ostentacyjnie powąchał pachę – Nie ma tragedii, trochę feromonów, ale w końcu mamy pełnię.
Alex prychnął zirytowany.
- Nie mówiłem o tobie, tylko o mieszańcu, którego zapach oblepia Camillę i miesza się z jej krwią.
Dziewczyna poczuła jak rumieniec zakłopotania ozdabia jej policzki.
- Masz mi coś do powiedzenia?
Co za pytanie! Oczywiście, że ma mu coś do powiedzenia. Cały milion szczegółów! Jedyne czego pragnęła, to wtulić się w bezpieczne ramiona, zrelacjonować ostatnie wydarzenia i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze. Ale wszelkie znaki na niebie i ziemi a także wyraz twarzy Alexa wróżyły raczej Armagedon niż pokojowe wyjaśnienie całej sprawy.
- Muszę… skorzystać z łazienki. Potrzebuje prysznica i czystych ubrań – wyszeptała i zamierzała wyminąć wampira, lecz ten z nadludzką prędkością chwycił ją za ramię, wywołując falę bólu.
- Puść ją! – władczy głos Ariany wywołał migotanie oświetlenia.
Kaspar instynktownie zajął miejsce umożliwiające błyskawiczną interwencję.
- Uważaj czarownico.
- To ty uważaj, wampirze. Jesteś w moim domu, na moich prawach, nigdy o tym nie zapominaj – każde wypowiedziane przez kobietę słowo ociekało pulsującą surową mocą.
Korzystając z okazji, że uwaga Alexa skupiła się na Strażniczce, Camilla wyswobodziła rękę z niewygodnego uścisku.
- Idę doprowadzić się do porządku, a ty… - głos ugrzązł dziewczynie w gardle.
- Później. Porozmawiamy później – zarządził z mistrzowskim opanowaniem i odsunął się o krok, by umożliwić przejście - Ariana teraz pomoże opatrzyć ci rany, prawda?
- Oczywiście! Idź na górę – poinstruowała łagodnym tonem – Wezmę, co potrzeba i zaraz do ciebie przyjdę.
Resztką sił Camilla pokonywała schody prowadzące na poddasze. Była obolała, brudna, zmarznięta i marzyła, żeby opaść w błogą nicość snu. Stając na najwyższym stopniu usłyszała jeszcze, jak Alex wywleka Kaspara na zewnątrz i z hukiem zatrzaskuje drzwi. Wolała nie wyobrażać sobie kłótni wampira i wilkołaka. Póki co miała aż nadto nadprzyrodzonych wrażeń.

Fortsetzung folgt...
... bald xD
Edytowane przez alime19 dnia 03-10-2019 12:22
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
LENA27
Dodany dnia 07-10-2019 19:47
Człowiek


Postów: 5
Data rejestracji: 14.05.17

Liczba ofiar: 5
Poziom: Przejazdem

Witaj Emilio!
Nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłam no i oczywiście za przygodami Alexa i Camili. Jeśli chodzi o kolejny rozdział to oczywiście się spisałaś świetny pochłonęłam
go na raz. Alex nie żle się wkurzył na Kaspara. Ciekai mnie jak długo Alex będzie się
taki złośliwy i co z CamsadloveWink Pozdrawiam i z utęsknieniem czekam na dalszą część codziennie tu zaglądam
LENA27
 
Przeskocz do forum:
CMS: PHP Fusion v.7 (Easy) | Licencja: GNU Affero GPL | Online: | Reklama: Kontakt62,699,991 Unikalnych wizyt