Zobacz temat
 Drukuj temat
[alime19] Zagubiona tożsamość
emka1996
Dodany dnia 30-10-2014 21:40
Awatar

Ugryziony


Postów: 94
Data rejestracji: 29.02.12

Liczba ofiar: 94
Poziom: Przejazdem

Nie napiszę wiele.
Tylko tyle

że się wreszcie doczekałam!!!
Everything endseria Even the immortalseria.
 
velvet
Dodany dnia 04-11-2014 12:44
Awatar

Martwy


Postów: 3572
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3690
Poziom: Wampir

Emilciu!!!!!!!!!!!

Opowieść Freyi mnie rozwaliła....
ona i Leonardo??
nawet dla anielicy zostawić wielką miłość i czuwać nad nową rodziną dawnego ukochanego - ....... trzeba mieć samozaparcie i ..... podziwiam ją

wcale się nie dziwię, że chce urtatować Leo i jego syna tzn ich dusze bo są NIEWINNI
to Antonio nawalił, przeprowadzając swoja Vendettę nie na tych co trzeba
zresztą czasem myślę, że on by wszystkich pozabijał, wystarczy, żeby mieli kły

a wracając do rozdziału to nie podobała mi się "wizyta" Freyi i Cam u pana Giuseppe
takie grzebanie komuś we wspomnieniach nie wróży nic dobrego
mogą być konsekwencje, których nikt nie przewidział
oby nie

dodam jeszcze tylko, że fragment opowieści Freyi jest dla mnie przecudowny


Dawno, dawno temu, gdy czas jeszcze nie istniał, przestrzeń wypełniała jedynie czysta energia. Z tej właśnie energii powstały pierwsze duchowe byty – Anioły. Były nas tysiące, doskonałe połączenie siły, piękna i pokory, a każdy źródłem wiecznego światła. Nasze powołanie dokonywało się w służeniu Stwórcy i uwielbianiu Go. Nadal wspominam wypełniające mnie wówczas bezgraniczne szczęście i błogi spokój. Teraz pozostała mi już jedynie bolesna tęsknota, która jątrzy się niczym nieuleczalna rana na duszy. Pewnego razu święta harmonia została zakłócona. Narodził się bunt, a w raz z nim niewyobrażalne cierpnie i ból. Jeden z nas sprzeciwił się, a za nim podążyli następni. Wielki Upadek bezpowrotnie podzielił Anioły. Wieczne światło wielu zostało stłumione przez bezkresny mrok. Tak oto powstał nowy gatunek: Upadli.
Mój czas jednak jeszcze nie nadszedł. Wraz z współbraćmi pogrążyłam się w żalu za utraconą rodziną. Opłakiwaliśmy ich odejście, ich zdradę, a nasze łzy obficie pokryły Ziemię maleńkimi cząstkami anielskiej energii. Żałoba aniołów trwała siedem dni, wtedy też Stwórca postanowił powołać do życia doskonalszą istotę, która otrzyma prawo wyboru. I pojawił się człowiek ze swoją wolną wolą, która zapoczątkowała odwieczną wojnę Aniołów i Upadłych o nieśmiertelne dusze. Otrzymaliśmy nowe zadania, mieliśmy strzec ludzi, być ich duchowymi przewodnikami, pilnować, by nie zanurzali się w mroku. Patrzyłam na ten nowy, śmiertelny gatunek z ciekawością. Nie rozumiałam, dlaczego Stwórca umieścił tchnienie wiecznego życia w tak kruchej powłoce. Wtedy dotarło do mnie, że pomimo wielu irytujących wad i słabości macie coś, czego nigdy nie osiągnę, będąc Stróżem – wolność. Nie obchodziła mnie ta cała walka między dobrem a złem, Niebem a Piekłem, chciałam być wolna, doświadczać granic swojego istnienia i… bliskości. Anioły rzadko łączą się w pary, zostaliśmy stworzeni, by kochając, służyć. Nasze życie to nigdy niekończąca się misja, walka o wieczne szczęście podopiecznego, co oznacza wyrzeczenie się własnego. A ja prędzej wyrzekłabym się skrzydeł niż Leonarda. Nie łudziliśmy się, że uda nam się ukrywać w nieskończoność i w końcu nadszedł czas podjęcia decyzji. Chciałam dokonywać własnych wyborów, więc Stwórca pozwolił mi zejść na Ziemię i żyć pośród ludzi, być jednym z nich. Mogłam zabrać ze sobą Leonarda, ale ceną były najcenniejszy skarb - wspomnienia. W przeciwnym razie nasze dusze przeżywałyby katusze z tęsknoty za utraconym rajem, doprowadzając do obłędu. Z czystymi umysłami, stalibyśmy się niezapisanymi kartami, zabawką w rękach losu. Wiązało się to z ryzykiem, że zapominając o Niebie, zapomnimy też o sobie. Sprzeciwiłam się. Upadłam. Nie czułam bólu, jedynie przeszywające zimno tu, gdzie promieniowała iskra mojego istnienia. Ciemność okryła wszystko.


MEGA

kurcze teraz lubię Freyę jeszcze bardziej, chociaż miewa czasem ryzykowne i głupie pomysły
ale hisporia kryształów jest niesamowita
czekam co wyniknie z tego dalej, bo jak się domyślam, nie obejdzie się bez komplikacji........... Frown
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
alime19
Dodany dnia 11-11-2014 13:41
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Kochani, dziękuję za Wasze komentarze. Grin Z każdym kolejnym rozdziałem nie mogę się nadziwić, że nadal są osoby, które czytają to opowiadanie Wink
Także... cieszę się, że jesteście ze mną i moimi bohaterami. Jeszcze raz wam DZIĘKUJĘ :* :* :*

A teraz...

by uczcić 96. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości

... zapraszam do lektury kolejnego rozdziału!





LI



- Tu nic nie ma – jęknęła poirytowana Freya – Musiałaś się pomylić.
- Niemożliwe – Camilla sięgnęła po telefon i jeszcze raz sprawdziła lokalizację – Google się nie myli. Geograficzny środek Viterbo znajduje się dokładnie pod naszymi stopami – oznajmiła stanowczo.
- W sensie… w rynsztoku?
Obie dziewczyny stały pośrodku wąskiej, brukowanej uliczki, mającej wylot przy głównym placu miasteczka, poszukując czegoś, co mogłoby służyć za kryjówkę skarbu. O tej porze nie było widać żywego ducha, co akurat sprzyjało ich akcji poszukiwawczej. Ostatnie czego chciały, to wzbudzać zainteresowanie osób trzecich. Anielica pochyliła się przy kratce ściekowej, znajdującej się pół kroku przed nimi.
- Cóż… sezamie otwórz się – z zniesmaczoną miną odsunęła właz kanalizacyjny, który nie stawiał większego oporu – Która pierwsza?
- Chyba żartujesz! Zabawa w Indianę Jonesa to twój pomysł, więc najpierw ty. Poza tym z nas dwóch to ty masz super moce i jesteś nieśmiertelna.
- Niech ci będzie – zgrabnymi ruchami Freya wśliznęła się w prostokątny otwór, nurkując w ciemność.
- Daj znać, jak coś znajdziesz! – blondynka przykucnęła nad włazem, modląc się w duchu, by nie musiała iść w ślady towarzyszki.
- W porządku, mam światło, możesz zejść – zawołało echo.
- Świetnie. Nie wierzę, że to robię – Camilla niechętnie podwinęła rękawy jasnego swetra i, starając się nie dotykać wilgotnych i brudnych krawędzi, ostrożnie zaczęła schodzić po żelaznej drabince.
- Jeszcze trochę – zachęcał znajomy głos.
Dziewczyna naliczyła dwadzieścia szczebli nim jej stopy stanęły na twardym, stabilnym podłożu. Nie ociągając się, podążyła do źródła nikłego, błękitnego światła, którego kula unosiła się w niewytłumaczalny sposób tuż nad głową Upadłej.
- Przydatna sztuczka, prawda?
- Znalazłaś coś oprócz ohydnego zapachu, pajęczyn i szczurów?
- Korytarze zapewne ciągną się pod Viterbo kilometrami, ale skoro ten cały Google twierdzi, że centrum Enklawy znajduje się dokładnie tu, szukamy tutaj, poniżej wejścia – anielica uważnie rozglądała się dokoła.
- Nie możesz jakoś magicznie przywołać kryształu?
- A wyglądam na Copperfielda? – mruknęła rozdrażniona.
Camilla powstrzymała się od komentarza i zaczęła telefonem oświetlać ściany. Że też dała się wciągnąć w tę całą maskaradę. Utknęła w ciemnym, śmierdzącym kanale ściekowym, stojąc w błocie niewiadomego pochodzenia, szukając, czegoś, co nawet nie miała pojęcia jak wygląda, i co w ogóle nie było jej do szczęścia potrzebne.
- Zobacz, Camillo, tu coś jest! – rozradowana Freya zdekoncentrowała się i tworzone przez nią światło zgasło – Ups, wybacz – szybko naprawiła swój błąd i błękitna kula znów zawisła w powietrzu wbrew prawom fizyki.
Znalezisko upadłej okazało się poluzowaną cegłą, lekko wystającą ze ściany. Gdy przetarła jej zewnętrzny brzeg, ukazał się rząd wyrytych, dziwnych oznaczeń.
- To starożytne pismo czarodziejów – wyjaśniła anielica.
- Możesz je odczytać.
- Niestety, tylko czarodziej czystej krwi posiada tę umiejętność.
- Sylvia… – Camilla poczuła ucisk tęsknoty na wspomnienie ciotki.
- Będziemy musiały sobie inaczej poradzić – wysunęła obruszaną cegłę i wsunęła dłoń w ostów w ścianie – Chodź tu – mruknęła do siebie, wyciągając na pozór zardzewiałą, prostokątną kasetkę wielkości tabliczki czekolady.
- Błagam, powiedz, że to jest to i, że możemy stąd już wyjść.
- Zaraz się przekonamy – przetarła zakurzone wieczko, odsłaniając kolejne niezrozumiałe znaki i otwór mechanizmu zamykającego – Jeżeli nasz klucz pasuje…
- Klucz pana Giuseppe – poprawiła ją Camilla.
O dziwo, pomimo sporej warstwy kurzu, po paru próbach, zamek wydał z siebie oczekiwane przez dziewczyny kliknięcie.
- Nie spodziewałam się, że będzie tak… - Freya otworzyła skrzyneczkę i utkwiła wzrok w jej wnętrzu.
- Pusto.
- Nie, nie, przecież to niemożliwe! Musi coś tu być! – Upadła potrząsała szkatułką.
- Zastanówmy się, nie wygląda, żeby ktoś przed nami otwierał to pudełko.
- Nie bez klucza.
- W takim razie… nie mam pojęcia, co więcej mogłybyśmy teraz zrobić – westchnęła z rezygnacją – Czekaj, jeżeli kryształ zniknął, czy to oznacza, że Viterbo nie jest już chronione?!
- Teoretycznie tak by to działało, ale doskonale wyczuwam jego energię. Viterbo nie utraciło statusu Enklawy, kamień na sto procent znajduje się w mieście.
- W takim razie go znajdziemy.
- Wątpię, los nam nie sprzyja – anielica ze złością cisnęła zardzewiałą skrzynką w błotnisty szlam.
- Spokojnie Freyo, potraktuj naszą dzisiejszą porażkę jak kolejną zagadkę do rozwiązania – próbowała pocieszyć towarzyszkę, w nadziei, że poszukiwania na chwilę obecną zostaną zawieszone – Obiecałam, że ci pomogę i zamierzam dotrzymać słowa. Musimy ochłonąć, przeanalizować wszystko, czego się dowiedziałyśmy i połączyć elementy w logiczną całość.
- Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać – prychnęła.
- Faktycznie, jeżeli wskazówki wyrzuca się w błoto – przecisnęła się w wąskim korytarzu obok Upadłej i sięgnęła po wyrzucony pojemnik i leżącą obok niego cegłę – Wydaje mi się, że widziałam wcześniej podobne pismo, tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzie.
- Kamień spadł mi z serca – odcięła się, czym przeważyła szalę anielskiej cierpliwości i wyprowadziła Camillę z równowagi.
- Wiesz Freyo, wyobraź sobie, że nie jesteś jedyną istotą we wszechświecie, która miała paskudny dzień. Mam za sobą spotkanie ze stukniętą wampirzycą, tak na marginesie ex Alexa, mega kłótnię z nim samym o moją ewentualną nieśmiertelną przyszłość, włamałam się do mieszkania i umysłu swojego szefa, a na deser urządziłam sobie nocne zwiedzanie śmierdzących kanałów w towarzystwie marudnej Upadłej, która nie potrafi wykrzesać z siebie ani krzty wdzięczności! Czy nie uważasz, że to odrobinę za dużo wrażeń na raz dla jednego śmiertelnika?! - dała upust skumulowanej frustracji.
- Chyba masz rację – westchnęła, lekko zmieszana – Wybacz, czasami zapominam, że jesteś tylko człowiekiem.
Odpowiedziało jej mordercze spojrzenie szmaragdowych oczu.
- A zatem… wracamy do punktu wyjścia? – anielica wskazała wąską drabinkę wiodącą na powierzchnię.
- Tak, nie zamierzam spędzić tu całej nocy. Tylko najpierw uwiecznimy, to co znalazłyśmy i posprzątamy po sobie – sfotografowała tajemnicze pismo zdobiące szkatułkę i cegłę, po czym wsunęła każdy element na właściwe mu miejsce – Miejmy nadzieję, że nasza wizyta tutaj pozostanie niezauważona.
- Myślisz, że ktoś jeszcze szuka kryształu? – Freya wydawała się totalnie zaskoczona taką perspektywą.
- Skoro go tu nie ma, to chyba jasne – z wyraźną ulgą zaczęła wspinać się po mokrych szczeblach.
- Jak moje włosy? – anielica wygładziła lśniące kosmyki.
- O wiele lepiej niż moje ubranie – skwitowała cierpko Camilla – Fuj!
- I co teraz?
- Muszę wziąć prysznic i zrobić pranie – powąchała swój jeszcze do niedawna kremowy sweterek – Bezwzględnie!
- Chodzi mi o kryształ, masz jakiś pomysł?
- Powinnaś szczerze porozmawiać z Marco – ruszyła powolnym krokiem w stronę domu.
- A co on ma z tym wspólnego?
- Sporo, w końcu jest wnukiem Leonarda.
- A ty znowu swoje – prychnęła poirytowana, doganiając towarzyszkę – Wyraźnie wyczuwam anielską energię kamienia, musi być na terenie miasteczka. Wygląda na to, że będę musiała wcielić w życie własne, sprawdzone metody. Choćbym miała sprawdzić dom po domu, cegłę po cegle, znajdę go.
- Zapewne trochę to potrwa – zauważyła dziewczyna.
- Zawsze mogę bardziej przycisnąć główne źródło informacji w postaci Strażnika Enklawy.
- Obiecałaś, że zostawisz pana Giuseppe w spokoju!
- Cóż… jestem tylko Upadłą – wzruszyła niewinnie ramionami.
- Lepiej porozmawiaj z Marco.
- Coś się tak uparła?!
- Mówiłam ci, że gdzieś widziałam to pismo czarodziejów.
- I co z tego?
- Pewnego razu szukałam informacji o Viterbo i w antykwariacie natknęłam się na stary dziennik. Był podpisany L. Travitto. Jak się później okazało, należał do dziadka Marco. Przeglądając go, znalazłam kilka wzmianek o Alexie, widocznie przyjaźnił się z Leonardo. Nie udało mi się odczytać całego tekstu, pismo częściowo wyblakło, paru stron brakowało i… niektóre fragmenty pokryto właśnie takimi dziwnymi symbolami – podsunęła Frey pod nos telefon ze zdjęciami, które zrobiła w tunelu – Z tego, co mi dziś opowiedziałaś, Leonardo zakładał enklawy z Ephriamem. Zatem istnieje prawdopodobieństwo, że nauczył się od czarodzieja sekretnego języka i, używając go, zapisał coś ważnego w dzienniku.
- Jeśli nawet Leo znał miejsce ukrycia kryształu w Viterbo i je wyjawił w swoich zapiskach, nie odczytamy ich. Potrzebujemy czystej krwi czarodzieja, który zechce z nami współpracować, a takiego ze świecą szukać.
- Zostaw to na mojej głowie.
- No tak, Alex! – klasnęła entuzjastycznie w dłonie – Jak to dobrze mieć u swojego boku wampira, który je ci z reki!
- Taaa… podpytam go, jak tylko zacznie się do mnie znów odzywać. Może nastąpi to jeszcze w tym wcieleniu.
- Kłótnia?
- Konfrontacja odmiennych zapatrywań na wspólną przyszłość.
- Kłótnia.
- Armagedon. Powiedziałam coś… boję się, że mi nie wybaczy.
- Kocha cię, a prawdziwa miłość wybacza, chociaż czasami to mocno boli. Pamiętaj o tym.
- Ty też, zwłaszcza podczas rozmowy z Marco.
- Camillo…
- Nie, Freyo – przerwała jej - Dziennik Leonarda jest teraz w rękach Marco. Mam nadzieję, że nie włamiesz się do niego i nie okradniesz jak pana Giuseppe, tylko potraktujesz poważnie. To naprawdę wspaniały przyjaciel. Po tym, co przeszedł, zasługuje na odrobinę szczerości. Zwłaszcza od ciebie.

***


- Jesteś pewien, że to dobry plan? – Marco zatrzasnął kratę wąskiego pomieszczenia wydzielonego w jednym z zaułków podpiwniczenia domu Alexa.
- Jeśli chodzi o magię, niczego nie jestem pewien. Jeżeli zaklęcie rzuca niedoświadczona Upadła, wszystko może pójść nie tak – wampir sprawdził wytrzymałość starej kłódki – Powinno wystarczyć. Pod warunkiem, że czar zadziała.
- Nie ufasz tej znajomej czarownicy?
- Nie ufam żadnej czarownicy.
- W takim razie… przydałby się plan awaryjny – chłopak przysiadł na jakimś zakurzonym pudle, przecierając zmęczoną twarz.
- Nie mamy na to czasu. Potrzebujemy informacji o systemie ochrony Zakonu, taka okazja raczej się nie powtórzy.
- A co jeżeli…
- Będziemy się tym martwić później – Alex wyraźnie nie był w nastroju do dyskusji.
- Twój dom, twoje zasady, stary. Ale Camilli by się to nie spodobało.
- Dlatego nie zamierzam jej nic mówić i tobie radzę to samo, w przeciwnym razie nasz mały zakładnik będzie miał towarzystwo – zagroził.
- Spokojnie, milczę jak zaklęty – wykonał gest zamykania ust i wyrzucania kluczyka.
- Dlaczego kobiety nie są tak bezkonfliktowe?
- Bo to wbrew ich naturze – Włoch uśmiechnął się szeroko – Wiesz, że będziesz miał przechlapane, jeśli Camilla odkryje, że przetrzymujesz w piwnicy zakładnika.
- Nie dowie się.
- Skąd ta pewność?
- Bo jej tu nie będzie. – ponownie obejrzał całe pomieszczenie, upewniając się, że prowizoryczne zabezpieczenia spełniają swoją funkcję - Gotowe. Pamiętaj, że oświetlenie wymaga naładowania akumulatora.
- Jak to, nie będzie jej?! – podążył za wychodzącym z podziemi przyjacielem.
- Przecież znasz Camillę, wiesz, co myśli o naszych działaniach przeciwko Zakonowi. Zatem chyba oczywiste, że należy się jej pozbyć – zawzięta mina wskazywała jednoznacznie, że dyskusja z wampirem nie wchodzi w grę.
- Cóż… jeżeli mam być szczery…
- Możesz sobie darować.
- Trzeba przyznać jej rację, przynajmniej częściowo. Jakby nie było, w końcu planujemy porwanie, które Zakon bez dwóch zdań potraktuje jak zaproszenie do otwartej wojny. Nic dziwnego, że Camilla się boi – usprawiedliwiał przyjaciółkę.
- Dlatego zamierzam oszczędzić jej i nam niepotrzebnego stresu.
- Niby jak?
- Już moja w tym głowa. Wierz mi, urok osobisty wampira potrafi zdziałać cuda – oznajmił pewny siebie nieśmiertelny.
- Biedna Cam – nie kryjąc zmęczenia, Marco opadł na wygodny fotel – A zatem podsumujmy cały plan.
- Tak, jak ustaliliśmy: ty i Freya zajmiecie się czarodziejem. Macie niecały tydzień, żeby zdobyć potrzebne informacje. Wykorzystajcie zamieszanie związane z obchodami Samhain, przy odrobinie szczęścia, nikt w Zakonie nie zauważy chwilowego zniknięcia naszego Harrego Pottera – wyliczał kolejne etapy – Natomiast ja… postaram się okiełznać swojego hiperaktywnego anioła i przy okazji zorganizować zaplecze militarne na decydujące starcie.
- To dość ogólnikowy schemat działania – zauważył sceptycznie chłopak – Mam nadzieję, że obędzie się bez zbędnej przemocy i ofiar – wątpił w powodzenie ich misji.
- Przygotowałem Freyę na każdy scenariusz, ale i tak miej na nią oko, w końcu kobiety mają wrodzoną tendencję do przesadnych reakcji – zauważył cierpko – Aha, jeszcze jedno: błagam, postarajcie się w miarę możliwości nie zdemolować mi domu! I pod żadnym pozorem nie zostawcie mi trupa w szafie!
- Trupa? - Camilla wpatrywała się w zaskoczonych Alexa i Marco, których rozmowa pochłonęła tak bardzo, że nie zauważyli powrotu dziewczyny – Czyjego trupa?
- Cześć, dobrze się składa, że wróciłaś! – Marco posłał przyjaciółce promienny uśmiech, automatycznie rozluźniając atmosferę – Właśnie tłumaczyłem Alexowi, że powinien przyjść na moją imprezę Halloweenową w oryginalnym kostiumie. Oryginalnym, czyli innym niż wampirzy. Popierasz mnie, prawda?! – chłopak zignorował morderczy wzrok gospodarza.
- Yyy… jasne – mruknęła niepewnie Camilla – Robisz imprezę z okazji Halloween?
- Zgadza się, w najbliższy piątek w klubie. Chyba nie muszę dodawać, że jesteście oboje zaproszeni, oczywiście w przebraniu. Czas odkurzyć pelerynę, stary! – klepnął Alexa w ramię, licząc, że ten zrozumie aluzję i tym samym wybrną z niewygodnego tematu – Przyjdziecie, prawda?
- Jasne! – zawołała entuzjastycznie blondynka
- Zobaczymy – rezerwa w głosie wampira momentalnie ostudziła jej entuzjazm i przypomniała o wcześniejszej kłótni.
Wyczuwając napięcie między dwójką przyjaciół, zwiastujące rychłą eksplozję, Włoch postanowił dać im odrobinę prywatności.
- Zatem… jesteśmy umówieni – cmoknął Camillę w policzek, po czym wymienił męski uścisk ręki z kumplem – Miłej nocy, gołąbeczki! – krzyknął, zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna odniosła wrażenie, że wraz z Marco dom opuściła cała pozytywna energia. Utkwiła wyczekujące spojrzenie w ukochanym.
- I jak tam poszukiwania? – z pozoru obojętny ton przerwał niezręczną ciszę.
- Poszukiwania?
- No wampira, który cię przemieni. Sądząc to stanie twojej garderoby, masz za sobą intensywny wieczór – dopowiedział kąśliwie.
Rzeczywiście, wizyta w kanałach pod Viterbo pozostawiła nieciekawe ślady w postaci ciemnych plam.
- Och, to… - zawahała się – Pomagałam w czymś Freyi. Widzę, że nadal jesteś zły.
- Zły? Ależ skąd! Zły to spore niedopowiedzenie! Powinienem teraz…
- Przepraszam! Naprawdę, przepraszam! Nawet nie wiesz, jak mi głupio – śmiało podeszła do chłopaka, usadawiając mu się wygodnie na kolanach – Posłuchaj, Alex… to co powiedziałam… ja tak wcale nie myślę! Nie wiem, dlaczego to zrobiłam… Ok, wiem – przyznała, czując, że się rumieni – Chciałam cię wkurzyć za Michelle.
- Nie przemieniłem jej.
- Ale… ona powiedziała…
- Camillo, dlaczego wierzysz jej zamiast mnie?
- Bo masz tyle sekretów, tajemnic, chociażby ta wielka pajęczyna na zwykle nienagannej fryzurze – przeczesała dłonią czarne kosmyki.
- Ach, to… cóż… - zmieszał się – Pomagałem w czymś Marco – mruknął wymijająco.
- O tym właśnie mówię – westchnęła – Ja tylko chciałabym być częścią ciebie, twojego życia i tego całego świata po drugiej stronie mocy – wyznała szczerze.
- Jesteś – zapewnił.
- Nieprawda, nie czuję tego – szepnęła łamiącym się głosem.
- A jako wampir byś poczuła?
- Wcale nie pragnę przemiany.
- Szybko zmieniasz zdanie – twarz Alexa rozjaśnił figlarny uśmiech – A szkoda, bo liczyłem na porządną kolację – przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował w miejsce na szyi, gdzie rytmicznie pulsowało przyspieszone tętno.
- Mówię poważnie. Ostatnie czego mi teraz potrzeba, to para kłów i ślinotok na widok każdego żywego stworzenia. Przecież mogłabym zaatakować na przykład Francescę albo Marco. Albo nawet ciebie!
- Bardzo, bardzo, bardzo mało prawdopodobne.
- Wcale nie, przecież nowonarodzone wampiry mają ogromną siłę.
- Siła fizyczna to zaledwie maleńka część pakietu nieśmiertelności i nie ma żadnych szans w starciu z prawie tysiącletnim doświadczeniem.
- Założymy się? – ostatni raz rzuciła ukochanemu wyzwanie.
- Sprytne – delikatnie pocałował dziewczynę w nos – Ale moja odpowiedź nadal brzmi: nie.
- Dlaczego? Podaj chociaż jeden logiczny argument.
- Podam ci nawet dwa. Po pierwsze, nie chcesz tego. A po drugie, nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia ucichnie – położył dłoń na sercu Camilli – Wiesz, że każdy człowiek ma własny rytm tętna? Własną, niepowtarzalną melodię. Twoja muzyka rozświetla moją duszę, dlatego ono musi bić, rozumiesz?
W odpowiedzi wtuliła się w silne ramiona, marząc, by pozostać w nich na zawsze. Gdzieś w głowie zakołatała natrętna myśl, że wcześniej czy później, w ten czy inny sposób jej życie śmiertelnika dobiegnie końca.
- W porządku? – chłodna dłoń dotknęła jej policzka.
- Mhm.
- Powiedziałaś wcześniej, że chcesz być częścią mojego świata.
- Tak – popatrzyła wprost na emanujące niezwykłą mocą szare oczy partnera.
- Musisz zatem spełnić jeden warunek, który nie ma nic wspólnego z nieśmiertelnością. Zaufaj mi, Camillo.
- Ufam ci.
- Nie. Proszę cię o bezgraniczne, bezwarunkowe i niepodważalne zaufanie, bez względu na wszystko. Na to, co zrobię lub powiem, nawet jeżeli będzie się to kłócić z twoimi zasadami, światopoglądem czy oczekiwaniami. W zamian obiecuję ci… Nie, przysięgam ci, że nigdy nie wykorzystam tego zaufania, żeby cię skrzywdzić. Zdaję sobie sprawę, że wiele moich decyzji nie znajdzie u ciebie poparcia. Ale chcę, żebyś wiedziała, że w każdym wyborze, którego dokonuję, chodzi o ciebie. O nas. A więc… spróbujesz mi zaufać?
- Tak – szybko otarła rękawem swetra łzy wzruszenia.
- Miło to słyszeć – odgarnął kosmyki jasnych włosów i złożył czułe pocałunki na obu rozpromienionych policzkach – Pojechałabyś ze mną w pewne miejsce? – zapytał nieoczekiwanie.
- Dokąd?
- Niespodzianka. Wiesz, zaufanie i te sprawy – puścił oko.
- Ok, kiedy wyjeżdżamy?
- A ile czasu potrzebujesz na spakowanie? – zerknął na zegarek.
- Chwilę, wystarczy kwadrans – podekscytowana zerwała się na równe nogi – Tylko jeszcze wezmę prysznic, przebiorę się, uczeszę i… kocham cię – wspięła się na palce, by pocałować ukochanego wampira.



By tradycji stało się za dość, oczekujemy wraz z Alexem na Wasze komentarze i opinie. jezorek

Music: https://www.youtu...KcaB7baqLQ ♥ ♥ ♥
Edytowane przez alime19 dnia 11-11-2014 13:44
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
velvet
Dodany dnia 12-11-2014 12:19
Awatar

Martwy


Postów: 3572
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3690
Poziom: Wampir

Emilio

Mój komentarz tym razem nie będzie standardowyAngry
wybaczPfft

1. Co otrzymamy mając do dyspozycji dwie zdesperowane: upadłą anielicę + dziewczynę z anielskim rodowodem? = latanie po kanałach.... FUJ

2. Czego można się spodziewać po upadłej, która nie znalazła tego, co miała w planie znaleźć?

odp. najprawdopodobniej kolejne napaści na dotychczasowe źródło informacji (czyt. pana Giuseppe)


3. Co mówi wampir, który kręci i nie chce odpowiadać na niewygodne pytania?

odp.
Proszę cię o bezgraniczne, bezwarunkowe i
niepodważalne zaufanie


4. Co robi zazdrosna anielica bliska utraty zmysłów z zazdrości o wyżej wymienionego wampira?

odp. Rzuca kawałkami o jego byłej???? odmienionej???? stukniętej!!! i nadgorliwej wampirzycy, bo chce się dowiedzieć prawdy

5. Co z tego wszystkiego wyniknie?
Czy wampir mówi prawdę co do przemiany stukniętej wampirzycy nielubianej przez ala anielicę? Czy upadła dokona kolejnej napaści na dotychczasowe źródło informacji? Czy informacje, które wyciągnie od jakiegoś tam kolejnego źródła zaprowadzą ja do kolejnego kanału??

odp. możemy się domyślać, a i tak pewnie się dowiemy z lektury następnych rozdziałów.... hehe



to był jak najbardziej subiektywny, bardziej żartem niż serio pseudo komentarz w stylu 5 kluczowych pytań do rozdziału.
I niech się jaśnie wampir Alex nie wścieka, bo wcale nie miałąm na celu go obrazić ani NIC w ten deseńFrown

p.s. możesz robić takie quizy dla czytelników ze znajomości rozdziału, czyli nic innego jakak czytać ze zrozumieniem????

Najbardziej niepoważnie jak umiem czekam na następną odsłonę, tzn rozdział xD
Edytowane przez velvet dnia 12-11-2014 12:23
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
alime19
Dodany dnia 14-11-2014 22:03
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

" Proście, a będzie wam dane;
szukajcie, a znajdziecie;
kołaczcie, a otworzą wam."


Pytajcie, a odpowiedzą wam ... Wink

5. Co z tego wszystkiego wyniknie?
Czy wampir mówi prawdę co do przemiany stukniętej wampirzycy nielubianej przez ala anielicę? Czy upadła dokona kolejnej napaści na dotychczasowe źródło informacji? Czy informacje, które wyciągnie od jakiegoś tam kolejnego źródła zaprowadzą ja do kolejnego kanału??


Co wyniknie?
Oczywiście wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji i przygód, zwycięstw i porażek, radości i smutków, spotkań i rozstań, narodzin i śmierci ... itd. Wink

Czy wampir mówi prawdę?
Kodeks rycerza obejmuje prawdomówność.xD

Czy Freya napadnie na pana Giuseppe?
Nie. Ona nie. xD

Czy informacje, które wyciągnie od jakiegoś tam kolejnego źródła zaprowadzą ja do kolejnego kanału??

Ponownie: nie.

p.s. możesz robić takie quizy dla czytelników ze znajomości rozdziału, czyli nic innego jakak czytać ze zrozumieniem????


Ha, ha, ha - świetny żart Grin
Edytowane przez alime19 dnia 14-11-2014 22:04
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
alime19
Dodany dnia 01-01-2015 19:42
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

HAPPY NEW YEAR!


Kochani, przed nami kolejny rok niczym niezapisana karta w księdze losu zachęca do podejmowania wyzwań i zapełnienia jej jak największą liczbą niezapomnianych wrażeń. Na ten Nowy Rok życzę Wam wiary, że marzenia mogą się spełniać i odwagi, by je realizować. Pragnę również gorąco Wam podziękować za to... że po prostu jesteście. Bez Was pisanie tego opowiadania nie miałoby sensu. Dziękuję za każdy komentarz, opinię, każdy zastrzyk weny Wink A sobie życzę wytrwałości w pisaniu, oby właśnie w tym roku udało się zakończyć "Zagubioną tożsamość" Wink


Na dobry początek tego 2015 roku wrzucam nowy rozdział Wink Z góry uprzedzam, że jest ... Alex Grin

Miłej lektury smile

LII


Nowy dzień powitał Włochy słoneczną pogodą i czystym, błękitnym niebem. Camilla obudzona pierwszymi promieniami przetarła zaspane oczy i przeciągnęła się na fotelu pasażera. Siedzący za kierownicą Alex, uśmiechnął się tajemniczo, nie odrywając wzroku od drogi. Wyruszyli niemal natychmiast po tym, jak chłopak zaproponował wyjazd. Oczywiście, jak na rasowego wampira przystało, nie wyjawił celu podróży. Pytany o to, mruczał jedynie coś o niespodziance i kwestii zaufania, więc Camilli nie pozostawało nic innego, jak kolejny raz uzbroić się w anielską cierpliwość. Do tej pory cały czas kierowali się na północ autostradą A13, dopiero kilka kilometrów przed Padwą zjechali z trasy z prawo. Chłopak był wyraźnie zadowolony z zaciekawienia swojej towarzyszki, która na daremnie próbowała odgadnąć, dokąd jadą. Gdy zatrzymali się na przydrożnej stacji paliw, dziewczyna wyczuła w powietrzu delikatną woń morskiej bryzy.
- Zmęczona? – z troską podał Camilli kubek świeżo zaparzonej kawy – Już niedaleko.
- Jedziemy nad morze, prawda? Czuję jego zapach – oznajmiła podekscytowana.
- Masz dobry nos jak na człowieka. Rzeczywiście, jesteśmy blisko wybrzeża – w końcu Alex potwierdził jej przypuszczenia – Za niecałą godzinę będziemy na miejscu.
- Czyli gdzie?
- Tam, gdzie, cytując Byrona, budowle wynurzają się z fal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki * – rzucił enigmatycznie, płynnie włączając się do ruchu.
- Byron? Masz na myśli tego Lorda Byrona?
- Innego nie znałem.
- Znaliście się? Osobiście?
- Cóż, w XIX wieku nikt nie słyszał o Internecie, więc znajomości zawierało się tradycyjnie.
- Czy on też był… no wiesz… taki jak ty?
- Przystojny, czarujący, inteligentny, szarmancki i uwodzicielski? Owszem.
- Pytałam, czy był wampirem.
- Chciałbym zaprzeczyć lub potwierdzić, ale rozumiesz… żelazne zasady Rady, by tajemnice nocnych istot nie wychodziły na światło dzienne
- On żyje?!
- Camillo, błagam, pomyśl logicznie. Czy ktoś z takim talentem i osobowością jak Byron mógłby żyć w ukryciu?
- Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
- Zatem właśnie udzieliłaś sobie odpowiedzi – tradycyjnie zakończył niewygodny temat w „alexowym” stylu.
- Wampiry – mruknęła dziewczyna pod nosem i już zamierzała powiedzieć, co myśli o tej całej Radzie Świata Nocy, gdy jej wzrok padł na tabliczkę z nazwą miasta, którego granice właśnie przekroczyli.
- Wenecja! – zawołała entuzjastycznie – Poważnie, Wenecja?
- W końcu każdy wampir ma w duszy iskierkę romantyzmu, ale wiesz… niech to zostanie między nami – porozumiewawczo puścił oczko.
- No tak, żelazne zasady Rady – zacytowała ukochanego.
- Dokładnie.

W momencie, kiedy zostawili samochód na jednym ze strzeżonych parkingów na obrzeżach miasta i wypożyczyli gondolę, Camilla wreszcie uwierzyła, że to nie sen. Następne godziny spędzone na zwiedzaniu Wenecji z Alexem w roli osobistego przewodnika były wprost magicznym przeżyciem. Wampir zasypywał dziewczynę przeróżnymi opowieściami i anegdotami, fundując jej prawdziwą podróż w czasie i przestrzeni. Mimo pokonanych kilometrów, zmęczenie zeszło na dalszy plan. Zwiedzili okolice placu św. Marka, a pogoda dopisała na tyle, że ze szczytu Kampanili mogli podziwiać nie tylko panoramę miasta i laguny, lecz również rysujące się w oddali ośnieżone Alpy. Po zasłużonym krótkim odpoczynku w kawiarni Florian ponownie przenieśli się na gondolę, ponieważ Camilla koniecznie chciała przepłynąć pod osławionym Mostem Westchnień. Chociaż historia Il Ponte dei Sospiri, którą Alex nie omieszkał przytoczyć ze wszystkimi realistycznymi szczegółami, miała niewiele wspólnego z romantyczną legendą, wampir i tak zarobił obowiązkowy pocałunek, w miejscu, które ponoć zapewniało parom wieczną miłość.
Opłynąwszy ważniejsze turystyczne trasy, wczesnym popołudniem dotarli do hotelu Luna Baglioni. Jak się okazało Alex miał akurat odbyć jakieś super ważne biznesowe spotkanie, ale obiecał Camilli, że to nie koniec wrażeń zapierających dech w piersiach. Ponieważ umówili się dopiero na kolację, dziewczyna postanowiła wykorzystać wolny czas na kupno pamiątek dla przyjaciół. Na szczęście hotel, w którym się zatrzymali, znajdował się tuż przy placu św. Marka, nie obawiała się więc, że zabłądzi w labiryncie bliźniaczych uliczek.
Chociaż pakowała się w ekspresowym tempie, szósty zmysł słusznie podpowiedział jej, by do sportowej torby wrzucić jedną z sukienek – tak na wszelki wypadek. Powiesiła wyprasowaną przed chwilą kreację, po czym zabrała się za pakowanie zakupionych upominków. Gdy już wszystko ułożyła i zabezpieczyła przed ewentualnymi uszkodzeniami w podróży, zerknęła na zegarek. Alex zarezerwował stolik w hotelowej restauracji na dwudziestą, a dopiero dochodziła osiemnasta. Zamierzała właśnie zadzwonić do Marco i zapytać o przygotowania do imprezy z okazji Halloween, kiedy przypomniała sobie o fiolce z tajemniczym płynem spoczywającej gdzieś na dnie kosmetyczki. Idealna okazja, by wypróbować magiczny eliksir. Usiadła wygodnie na puszystym dywanie, potrząsnęła delikatnie ozdobną buteleczką i otworzyła korek. Ostrożnie naniosła przezroczystą kropelkę na opuszek palca. Płyn nie miał żadnego zapachu, jedynie zdawał się lekko mienić w świetle zachodzącego słońca. Camilli pozostało mieć nadzieję, że Freya nie poczęstowała ją jakąś trucizną. Upadła ostrzegała, żeby nie przedawkować eliksiru. Dziewczyna westchnęła i, nie wiedząc dokładnie jak zaaplikować sobie cudowną esencję, ostatecznie po prostu zlizała iskrzącą się kroplę z palca. Ku swojemu zaskoczeniu, poczuła śladowy posmak wanilii, migdałów i… cynamonu. Subtelna słodycz z nutą orientu. W oczekiwaniu na spektakularny efekt przywrócenia pamięci poprzednich wcieleń rozluźniła się, przymknęła powieki i wyrównała oddech. Wsłuchała się w miarowe uderzenia serca, które rozchodziły się echem w jej ciele, niemal przekraczając barierę skóry. Całe wnętrze dziewczyny wypełniło przyjemne ciepło, a umysł wychwytywał coś na kształt niezrozumiałych szeptów. Chciała otworzyć oczy, lecz nim uniosła powieki, ukazała jej się feeria barw tak nasyconych, że aż niemożliwe, by istniały w realnym świecie. Straciła poczucie miejsca i czasu. Zdawało jej się, że unosi się w przestrzeni i może poszybować, dokąd tylko zechce. Pragnęła poznać historię swojego istnienia od początku. Gdy tylko o tym pomyślała, oblało ją światło tak jasne i ciepłe, lecz mimo intensywności nie oślepiające. Było wszędzie. Naokoło Camilli i w niej, wypełniając ją spokojem, szczęściem i miłością. Oddałaby wszystko, żeby dzielić tę chwilę z Alexem.

***


Lokal INSONNIA mieścił się w zaułku jednej z uliczek odchodzących z placu św. Marka. Popalone żarówki w szyldzie wyłączyły połowę liter z nazwy, co z pewnością nie zachęcało przechodniów do wejścia. Zresztą, nie był to klub dla każdego. Kute z żelaza pokaźne drzwi zabezpieczone zostały potężnym zaklęciem, które wpuszczało do środka jedynie istoty nadprzyrodzone. Alex swobodnie pokonał kilkanaście stopni prowadzących do podpiwniczenia przerobionego na stylowo urządzoną knajpkę.
- Oto i nasz Alex Wielki! Nareszcie, już wszyscy czekają – wysoki, szczupły blondyn wstał od baru i ruszył w stronę wampira.
- Nate! Szmat czasu! – serdecznie uściskał przyjaciela.
- Zaledwie chwila w wieczności. Dobrze cię widzieć, chociaż wolałbym inne okoliczności.
- Sporo się tu zmieniło – brunet rozejrzał się po pomieszczeniu – Ostatnim razem drinki serwowano tam.
- W latach sześćdziesiątych. Pamiętasz, jak Sylvia krytykowała wzór obić na narożnikach? Ponoć były babcine, a sprowadziłem je prosto z Węgier.
- Faktycznie, były nieco… staroświeckie.
- Raczej oldschoolowe – roześmiali się – A tak przy okazji, słyszałem o Sylvii, że … odeszła. Przykro mi.
- Dzięki.
- Jeśli czegoś potrzebujesz… czegokolwiek – podsunął Alexowi szklankę whiskey.
Wampir wychylił trunek jednym haustem.
- Tak się składa, że aktualnie najbardziej potrzebuję twoich znajomości.
- Zatem chodźmy - wskazał najbardziej oddaloną część sali.
Przy złączonych dwóch stołach w zacienionym, odgrodzonym ażurowym parawanem kącie zasiadały same wampiry.
- Alex, oto przedstawiciele najbardziej wpływowych europejskich klanów. Fabrizio z Włoch – wskazał pierwszego mężczyznę o najciemniejszym odcieniu bladej karnacji – Victor z Rosji, Wladimir z Rumunii, Klaus z Niemiec i oczywiście Madame Clairmont z Francji. I na deser moja skromna osoba, która reprezentuje Zjednoczone Królestwo – z promiennym uśmiechem zakończył prezentację – Panie i panowie, oddaję głos Alexandrowi.
- Poprosiłem o to spotkanie, ponieważ chcę was ostrzec – od razu przeszedł do sedna - Każdy z obecnych tu w jakiś sposób ucierpiał w wyniku działań Zakonu Odkupienia. Każdy z nas tracił coś… lub kogoś. Najwyższy czas powiedzieć dość. Jesteśmy nieśmiertelni, potężni i dumni. Nie możemy pozwolić, by ktokolwiek… nie… nie możemy pozwolić, by człowiek trzymał w garści naszą przyszłość. Wieki temu stanowiliśmy potęgę. Ludzie drżeli na samo wspomnienie istot nocy, a teraz? Ukrywamy się, walczymy o przetrwanie. Chcę cieszyć się moją nieśmiertelnością i nie pozwolę, by jeden człowiek decydował o moim losie. Zamierzam wypowiedzieć Zakonowi Odkupienia otwartą wojnę. Nie proszę was o pomoc, nie proszę, byście narażali siebie i swoich braci dla mnie. Proszę, żebyście w duchu rozważyli, jak zachowalibyście się na moim miejscu. Liczę, że gdyby zaistniała taka potrzeba…
- Będziemy walczyć! – Wladimir uderzył pięścią w stół – Wampiry z Rumunii są wojownikami.
- Jeżeli Zakon wyśle swoich wojowników do Niemiec, staniemy w obronie naszego terytorium.
- Śmiałe hasła, tylko co na to Rada? – Fabrizio odważył się zadać kluczowe pytanie.
- Nie jest żadną tajemnicą, że Lothar nie przejmuje się niczym, co bezpośrednio nie tyczy się jego panowania w Świecie Nocy. Nie zamierzam prosić go o pozwolenie, ani tym bardziej o pomoc – uniósł się Alex.
- Spokojnie, mój drogi Alexandrze – stonowany głos Madame Clairmont ugasił nieco emocje – Wiemy, że masz uraz do Rady po tragedii, która spotkała Gratusa.
- Mój ojciec nie ma z tym nic wspólnego – odciął się brunet – A tak na marginesie, moja droga Madame, ród Clairmontów jest na tyle liczny i potężny, że już dawno powinien objąć przywództwo we Francji. Może wreszcie nadszedł odpowiedni czas?
- Obawiam się, że dopóki Michelle jest w Radzie…
- Rada nie lubi działań za placami. Prędzej wydadzą wyrok na swoich za zdradę, niż włączą się do walki z Zakonem - Fabrizio nie ustępował.
- Przypominam wszystkim, że ojciec Antonio jest zwykłym człowiekiem. Jedynie zaklęcie powstrzymuje jego proces starzenia. Nie ma żadnych super mocy. Można go zabić jak każdego innego śmiertelnika i… tę kwestię biorę na siebie – Alex uparcie obstawał przy swoim.
- Victorze, jakie jest twoje stanowisko? – Nate próbował zapanować na wymykającą się spod kontroli dyskusją.
- Obecnie mamy dość wewnętrznych konfliktów i wolałbym nie opowiadać się po żadnej ze stron. Jeżeli walki przeniosą się na nasze terytorium, oczywiście będziemy zmuszeni do interwencji. Do tego czasu pozostaniemy neutralni.
- Rozumiem, dziękuję. Cóż… moja decyzja również nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Alexa od wieków uważam za rodzinę. Wiele mu zawdzięczam, gdyby nie on i Gratus, nie byłoby mnie tu dziś. Bez wahania złożyłbym swoją wieczność w jego rękach, dlatego w starciu z Antonio stanę u twojego boku, bracie – obwieścił uroczystym tonem
- Walka ramię w ramię z takim przyjacielem jest prawdziwym zaszczytem, Nathanielu.
- A zatem wiemy już na czym stoimy – blondyn krótko podsumował wampirzą naradę.
- Un momento! Kiedy chcesz zaatakować Zakon? – Włoch utkwił wyczekujące spojrzenie w Alexie – Takie przedsięwzięcie wymaga opracowania szczegółowego planu
- Zgadza się, Fabrizio. Mam już plan, który właśnie jest realizowany – zerknął wymownie na zegarek.
- Jak to?!
- Według moich założeń równo za miesiąc Zakon Odkupienia przeprowadzi wybory nowego przywódcy.
Deklaracja Alexa wywołała konsternację wśród zebranych. Najwyraźniej nieśmiertelni przywykli już do odmierzania czasu w wiekach bądź dekadach, a nie tygodniach.
- To czyste szaleństwo! Nawet jeśli nie zginiecie z ręki Antonio, zabije was Rada za wszczynanie buntu.
- Nie sądziłem, że włoski klan okaże się klanem tchórzy.
- Spokojnie, Alex, nie potrzebujemy nowych wrogów – Nathaniel upomniał przyjaciela.
- Scandalo! Nie pozwolę znieważać moich braci, tak samo jak nie pozwolę na dziecinne przepychanki z Zakonem na moim terenie – wzburzony Włoch wstał od stołu, dorzucając wiązankę dosadnych przekleństw – Nie będzie żadnej rewolty na mojej ziemi, nie pozwalam! Wyraziłem się jasno?!
- Tak – Alex ze stoickim spokojem podszedł do Fabrizia i w ułamku sekundy zanurzył swoją dłoń w klatce piersiowej temperamentnego wampira. Pozbawione serca ciało bezwładnie gruchnęło na podłogę.
- Uprzedzałem, że nie będę prosił o pozwolenie – skwitował chłodno morderca – Nikogo.
- Mon Dieu, mój kostium! – zdegustowana Madame Clairmont przerwała pełną napięcia chwilę. Wszyscy spojrzeli na szkarłatne krople kalające idealną biel eleganckiego żakietu kobiety.
- Zapłacimy za czyszczenie – zaproponował Nate – A tymczasem… wezwę ekipę sprzątającą – zniknął na moment na zapleczu.
- Alexandrze, zatem pozostajemy przy dotychczasowych uzgodnieniach – Victor skinął głową na pożegnanie.
- Rumunia czeka na konkretne zadania – Wladimir uścisnął zakrwawioną dłoń Alexa bez cienia obrzydzenia.
- Rozsądne posunięcie. Ta włoska paplanina zaczynała mnie irytować – tragedia Fabrizia widocznie nie zrobiła na Klausie najmniejszego wrażenia – Ratujesz honor wampirów, masz więc i moje całkowite poparcie – podążył dystyngowanym krokiem do wyjścia.
- Wolałabym opuszczać to miejsce bez śladów krwi.
- Madame… – Alex próbował odgadnąć intencje wampirzycy, lecz ta ubiegła go, obdarzając pocałunkami w oba policzki – Nie masz pojęcia, jak bardzo przypominasz mi Gratusa. Mój klan wyczekuje twoich dyspozycji.
- Merci, Madame Clairmont – ukłonił się z szacunkiem.
Kiedy zaproszeni przedstawiciele wampirzych rodów opuścili Insonnię, a dyskretni pracownicy zajęli się zwłokami, Nate w końcu dał upust kipiącym emocjom.
- Do diabła, Alex, kompletnie ci odbiło! Mordujesz głowę włoskiego klanu przy tylu świadkach i to w moim lokalu! Co się z tobą dzieje!
- Zdradziłby nasze plany Radzie przy pierwszej lepszej okazji. Nie mogłem do tego dopuścić.
- Pięknie! – prychnął zdenerwowany blondyn – Jak zawsze wszystko załatwiasz siłą.
- Cel uświęca środki. Któraś ze stron musi ponieść ofiary, daję słowo, że następnym razem będzie to Zakon – sięgnął po serwetkę, by zetrzeć zasychającą na rękach krew.
- I co teraz?
- Zyskaliśmy poparcie najbardziej wpływowych wampirów w Europie. Pora na watahy.
- Chyba powinienem lojalnie ostrzec Kaspara.
- Spotkam się z nim jutro w Riquewihr.
- Jutro powiadasz… mhm… - odgarnął spadające na czoło jasne kosmyki – Czyli przed nami cała noc na polowanie jak za dawnych czasów! Znam pewne świetne miejsce, w którym…
- Posłuchaj, Nate… nie przyjechałem do Wenecji sam.
- Och! – błękitne oczy z ledwo dostrzegalnymi fioletowymi refleksami rozpromieniły się – Żaden problem, może pójść z nami. Z przyjemnością ją poznam. Chyba, że nie lubisz patrzeć, jak się pożywia.
- Camilla jest człowiekiem.
- Och – Nathaniel nie krył zaskoczenia – Człowiekiem, powiadasz. To trochę komplikuje nasze plany.
Ostrzegawcze spojrzenie szarych oczu przeszyło wampira na wskroś.
- Nie miałem niczego złego na myśli. Ale nadal uważam, że powinieneś się pożywić i uspokoić emocje, żebym miał jeszcze okazję poznać twojego człowieka żywego.
- Wszystko w swoim czasie.

***


Camilla siedziała przy zarezerwowanym stoliku i z niepokojem zerkała na wyświetlacz telefonu. Do tej pory nie zdarzało się, żeby Alex spóźniał się bez uprzedzenia. Nie mogła pozbyć się przeczucia, że wydarzyło się coś złego. Eksperyment z eliksirem Freyi nie przyniósł spektakularnego efektu, dziewczyna nie odzyskała pamięci z żadnego z poprzednich wcieleń, chociaż samo doświadczenie świetlistej energii było niesamowitym przeżyciem, niczym kąpiel w oczyszczającym źródle.
Już miała zadzwonić do ukochanego i upewnić się, że wszystko w porządku, kiedy poczuła w piersi dziwny, zimny uścisk. Zupełnie jakby połknęła kawałek lodu. Czyżby była to uboczna reakcja zażycia magicznej substancji wątpliwego pochodzenia? W następnej chwili intuicja Camilli kazała jej natychmiast wyjść przed budynek hotelu. Ponieważ główne drzwi prowadziły na przystań dla gondoli, skierowała się do bocznych, którymi wnoszono zamówienie. Gdy tylko je uchyliła, usłyszała, że ktoś wzywa pomocy. Tuż przy wylocie uliczki na plac św. Marka, wbrew zakazowi poruszania się pojazdów, zaparkowała dostawcza furgonetka. Kilka kroków przed samochodem, szarpało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich, młody chłopak z wyraźnym amerykańskim akcentem, starał się odepchnąć napastnika i to on ostatkiem sił wzywał pomocy.
Dziewczyna nie czekając na dalszy rozwój wypadków, połączyła się z numerem alarmowym. Zaczęła dyspozytorowi relacjonować całe zdarzenie, gdy napadnięty Amerykanin dostrzegł ją i w tym samym momencie oberwał silny cios w brzuch.
- Hej, zostaw go! Policja już tu jedzie! – krzyknęła i niewiele myśląc, podbiegła do walczących mężczyzn.
- Pomóż mi! – wycharczał poszkodowany, próbując za wszelką cenę chwycić się Camilli. Z samochodu wysiadł jednak kolejny napastnik i bez problemu wciągnęli pobitego chłopaka do wnętrza furgonetki, odpychając dziewczynę tak mocno, że gdyby nie pojawienie się w ostatniej chwili silnych wampirzych ramion, jej próba akcji ratunkowej z pewnością miałaby finał na oddziale intensywnej terapii.
- Alex?
- Boże, Camillo, nic ci nie jest? Co tu się stało?
- Nie wiem – bezradnie próbowała poukładać sobie całe zajście. Ciągle miała przed oczami przerażoną twarz porwanego. Nawet nie zauważyła, że płacze.
Wokół zaczęli zbierać się ludzie, a syreny policyjnych wozów stawały się coraz donośniejsze.
Pół godziny później, po złożeniu wyczerpujących zeznań, dziewczyna zatrzasnęła drzwi hotelowego pokoju i wtuliła się w ukochanego.
- Nadal nic z tego nie rozumiem. Kim był ten chłopak i dlaczego go porwano?
- Słyszałaś, co powiedział detektyw. Prawdopodobnie zadarł z lokalną mafią, a to nie przelewki.
- Wątpię, mafia nie bawi się w porywanie turystów. Prędzej od razu by go zastrzelili.
- Na miłość boską, Camillo… o mało nie zginęłaś. I to z mojej winy.
- Przecież ciebie tam nie było.
- Właśnie. Obiecałem, że będę cię chronił, ale nie ułatwiasz mi zadania – spojrzał z wyrzutem w szmaragdowe, zapłakane oczy – Co ci w ogóle przyszło do głowy, żeby mieszać się w bójkę obcych mężczyzn?!
- Nie wiem… po prostu poczułam, że muszę pomóc temu chłopakowi. Trudno to wyjaśnić – westchnęła, wzruszając ramionami – On miał w sobie coś… nie wiem. Jego aura wezwała mnie.
- Widzisz aury? – wampir dobrze wiedział, że dostrzeganie aury przez anioły oraz inne nadprzyrodzone istoty było zupełnie normalne, nawet sam kiedyś uczył ją tego, ale Camilla jako człowiek nie powinna robić tego tak automatycznie.
- Nie zupełnie, raczej je wyczuwam, a przynajmniej wyczuwałam tę. Poczułam, że ktoś mnie potrzebuje. Co byś zrobił na moim miejscu?
- Chyba nie powinniśmy porównywać swoich sił. Na pewno nic ci nie jest?
- Nie.
- Krwawisz – odgarnął kosmyki włosów z szyi dziewczyny.
- O nie! – dotknęła skaleczenia – Mój naszyjnik! Zabrał mój naszyjnik!
- Porywacz?
- Nie, ten chłopak! Chwycił mnie za ramię, a potem tamci go odciągnęli, to musiało stać się wtedy!
- Właśnie dlatego nie warto narażać się dla obcych.
- Nie bądź złośliwy, przecież nie ukradł go celowo.
- Raczej marne szanse, że go odzyskasz.
- Trudno, to tylko naszyjnik – głupio było jej przyznać, że wisiorek ze skrzydłami miał dla niej ogromne znaczenie, a teraz bez niego czuła się dosłownie ograbiona z resztek swojej anielskości – Chyba powinnam zdezynfekować ranę, mimo że to tylko powierzchowne otarcie – zamierzała pójść po apteczkę, ale wampir uwięził ją w szczelnym uścisku.
- Pozwól mi się tym zająć – szepnął kusząco hipnotycznym głosem.
Uśmiechnęła się nieśmiało i przechyliła lekko głowę, odsłaniając skaleczenie na szyi. Cała jej miłość zawarła się w tym drobnym geście oddania. Ufała wampirowi bezgranicznie, że potrafi ujarzmić swą mroczną naturę. I składając w ofierze najcenniejszy dar, wierzyła, że ukochany nigdy nie nadużyje tego zaufania i nie złamie danego słowa. Przymknęła powieki, gdy chłodne usta dotknęły rozpalonej skóry. Przyjemnie mrowienie rozeszło się po ciele, a puls momentalnie przyspieszył. Na sekundę sparaliżował ją przeszywający ból w miejscu pocałunku, jednak minął tak szybko jak się pojawił. Chciała coś powiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle. Uniosła powieki i ściany pokoju zawirowały, kolory zlały się w jedną nieokreśloną plamę. Zupełnie jak po zażyciu eliksiru Freyi, z tą drobną różnicą, że teraz nie była sama. Wyraźnie wyczuwała w swojej świadomości obecność Alexa. Był w każdej komórce jej ciała, w każdym uderzeniu serca, każdym oddechu. Świat zewnętrzny przestał istnieć, granice czasu i przestrzeniu ulotniły się niczym kamfora. Ludzkie ciało eksplodowało na miliardy cząsteczek, a każda z nich emanowała niezwykłą jasnością, tętniła potężną, nieziemską energią. Rozmazane kolory zaczęły powoli nabierać ostrości, odsłaniając obraz anioła. Ale nim Camilla zdołała sięgnąć tej postaci, obraz zatarł się, ukazując po chwili ciemnowłosego bladego mężczyznę. Wampira. Cała świetlista energia została wessana przez przytłaczającą, ciemną, brudną aurę i dziewczyna doznała przerażającego uczucia wydzierania z kogoś życia. Ociekające krwią serce zabiło po raz ostatni, a z anielskiej duszy wyrwał się krzyk bólu.
- Camillo, obudź się! – wampir potrząsnął bezwładnym ciałem – Camillo!
- Ty... – w końcu wyrwała się w koszmarnej wizji.
- Już dobrze, to tylko sen – wyszeptał kojąco.
- Nie. Ty… ty mnie ugryzłeś.
- Wszystko w porządku, oddychaj. Spójrz na mnie i oddychaj.
Spojrzała. Najpierw prosto w zatroskaną parę nienaturalnie szarych, wręcz srebrnych oczu, a potem na usta naznaczone szkarłatem.
- Lepiej?
- Muszę do łazienki – zerwała się na równe nogi i w ostatniej chwili zdążyła pochylić się nad muszlą, zwracając pozostałości posiłków i całą negatywną energię, która przemocą wdarła się do jej duszy.
Gdy torsje ustały, ostatkiem sił podeszła do umywalki, by doprowadzić się do względnego porządku, przynajmniej zewnętrznie. Wyszczotkowała żeby, umyła twarz zimna wodą i skupiła się na swoim lustrzanym odbiciu. Namoczyła ręcznik i przyłożyła go do rany na szyi. Nie krwawiła, ale ślady po kłach miały brzydką fioletowo-czerwoną obwódkę.
- W porządku? – rozległo się ciche pukanie do drzwi.
- Tak, ale nie wchodź. Chcę zostać sama – wyszeptała, wiedząc, że Alex i tak doskonale ją słyszy. Co on jej zrobił? Ugryzienie może i nie zagrażało życiu, ale czuła się okropnie. Jak wrak człowieka. Oparła policzek o chłodne kafelki, pozwalając ciału osunąć się na posadzkę.

Poranek swobodnie zaglądał w okna weneckiego hotelu Luna Baglioni, zachęcając gości do wczesnej pobudki i opuszczenia murów budynku. Camilla przewróciła się na drugi bok, uciekając od światła słonecznego. Wyssana z energii, nie miała najmniejszej ochoty robić niczego, poza spaniem. Jednak odgłos miarowych kroków, działał na nią bardziej irytująco niż najgłośniejszy budzik. Niechętnie podniosła się do pozycji siedzącej, uświadamiając sobie, że ubrana jest tylko w bieliznę. Automatycznie podciągnęła kołdrę, zasłaniając się po ramiona. Zaspana przeczesała palcami splątane włosy, powoli zbierając wydarzenia minionego wieczoru w logiczną całość.
- Dzień dobry, jak się czujesz? – Alex przysiadł na krawędzi łóżka z tacą pełną apetycznych przysmaków – Przyniosłem śniadanie. Na pewno umierasz z głodu.
- Dzięki, nie trzeba było – na widok świeżych owoców żołądek dziewczyny przypomniał głośno o swoim istnieniu.
- Powinnaś coś zjeść.
- Bez obaw, po jednym ugryzieniu nie nabawię się anemii – skwitowała gorzko, odsuwając od siebie poduszkę, na której widniała zaschnięta plama krwi.
- Camillo, posłuchaj…
- Nie, ty posłuchaj – zacisnęła pieści na pościeli - Nie chcę, żebyś znowu to zrobił.
- Masz na myśli…
- Dobrze wiesz, co mam na myśli. Nie chcę być gryziona, nie chcę jeść ani nie chcę tu być! – wyrzuciła jednym tchem.
- Świetnie, bo zaraz wyjeżdżamy – ciepło i troska zniknęły z oblicza wampira.
- Wracamy do domu?
- Nie.
- Znowu sekrety?
- Znowu brak zaufania? – chłód Alexa w jakiś sposób krępował dziewczynę i sprawiał fizyczny ból, poczuła nieprzyjemne ciarki na skórze – Masz pół godziny, zaczekam na ciebie recepcji – oznajmił tonem wypranym z emocji, zostawiając Camillę w pustej sypialni.


*) Wędrówki Childe Harolda, Lord Byron, 1812

Muzycznie: https://www.youtu...qlbNgQQgtY
Edytowane przez alime19 dnia 01-01-2015 19:49
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 04-01-2015 22:56
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

OMG! Emilko, to jest wspaniałe. A te zagadki sprawiają, że chcę więcej i więcej, no i jeszcze oczywiście więcej Alexa, ach, podoba mi się jak jest taki brutalny smile
Życzę weny smile
P.S. u mnie też nowiutki rozdział smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
velvet
Dodany dnia 07-01-2015 16:38
Awatar

Martwy


Postów: 3572
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3690
Poziom: Wampir

Emilio

Antonio stał się nieobecnym bohaterem rozdziału
zastanawia mnie tylko "głupota"Alexa .... przecież ona ma multum ochrony a sam nie lata z mieczem między wampirami, więc jak Alex WIELKI chce go dorwać i zabić????

poza tym niech pomyśli tak - Antonio nie poluje na niego jakoś nadgorączkowo
gdyby zginał to jego następca na celownik wzią łby właśnie Alexa!!!!!!!!!!!!!!!!
i co wtedy??

dobrze że chociaz poznalismy Nata
przyjaciel to jest teraz to co potrzebuje Alex najbardziej
może N zdoła mu wyperswadować szalone polowanie na Antonia

widzę że Sylvia byłą szeroko lubiana wśród nadnaturalnej społeczności
tym bardzi j jej brakuje
phhhhhhhhhhhhhhhhhhh

ciekawa jestem o co chodziło z tym chłopakiem wciąganym do furgonetki
ta sprawa jakoś mi śmierdzi.............Cool

C gryzziona przez Alexa nawet we śnie?????????????????????
to zdecydowanie mnie bawisad
a może nie?>?
vhyhba by jej krzywdy nie zrobił co??
ale tak dziabnąć jak nie chce się zamknąć to dla samoobronyAngry

ok już zmykam i nic nie mówię
czekam na next


i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
LENA27
Dodany dnia 14-05-2017 02:31
Człowiek


Postów: 4
Data rejestracji: 14.05.17

Liczba ofiar: 4
Poziom: Przejazdem

Droga Emilio od kilku lat jestem twoja wielbicielką.Twoje opowiadanie jest świetne oraz historia Alexa i Cam wprost pochłania.Pozdrawiam i oczywiście czekam na ciąg dalszy.

LENA27
 
alime19
Dodany dnia 07-07-2017 08:29
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Kochani,

I'm back!


Po ponad 2-letniej przerwie Pfftnajwyższy czas się zebrać i dokończyć historię Alexa i Camilli. Spokojnie, poniższy rozdział nie jest ostatnim, ani nawet przedostatnim. Zapewniam, że zanim pojawi się ostateczny napis The End, upłynie jeszcze wiele krwi Angry
Nie wiem, czy po tak długiej mojej nieobecności jeszcze ktoś tu zagląda, niemniej...
zapraszam do lektury i zachęcam do podzielenia się Waszymi opiniami w komentarzach Wink


Inspiracja muzyczna: Ville Valo - Olet Mun Kaikuluotain do posłuchania tutaj ---> https://www.youtu...JfeC66K534

LIII

Ośnieżone szczyty Alp kontrastowały ze stalowym odcieniem pochmurnego nieba. Po przekroczeniu włosko-szwajcarskiej granicy ciepła toskańska jesień stała się jedynie wspomnieniem, ustępując pola przeszywającym podmuchom mroźnego górskiego wiatru, który momentami niósł ze sobą drobniutkie płatki śniegu. Camilla szczelniej otuliła się swetrem i naciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie. Pomimo przenikliwego chłodu zamierzała wykorzystać przerwę w podróży nie tyle na ludzkie potrzeby, co zaczerpnięcie świeżego powietrza i oczyszczenie umysłu. Zanim wymeldowali się z hotelu Luna Baglioni dziewczyna przejrzała poranną prasę w nadziei, że znajdzie informacje dotyczące porwania, które wydarzyło się na jej oczach poprzedniego wieczoru. Niestety nie znalazła najmniejszej wzmianki ani w kronice kryminalnej, ani wśród ogłoszeń o osobach zaginionych. Nie zgadzała się też z najprostszym założeniem Alexa, że chłopak zapewne zadarł z lokalnym światkiem przestępczym, czym ściągnął na siebie brutalną zemstę. Od momentu, kiedy usłyszała w swoim umyśle rozpaczliwe wołanie o pomoc i poczuła wręcz wewnętrzny przymus, by skierować się do źródła tak silnego impulsu mentalnego, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ofiara napaści emanowała nikłą nadprzyrodzoną energią. Zatem albo był to efekt uboczny eksperymentu z eliksirem od Freyi, albo uprowadzenie miało coś wspólnego z wcześniejszymi napadami, o których wspominał Rufus. I właśnie do brata Camilla zamierzała zwrócić się w sprawie zaginionego, ponieważ wydawał się jedyną osobą, którą zainteresowałby los nieznajomego nieszczęśnika. Gdy tylko opuścili z Alexem wyspiarską część Wenecji i przesiedli się z wynajętej taxi acqueo do czekającej na strzeżonym parkingu sportowej czarnej hondy, wysłała aniołowi wiadomość, żeby nie martwił się jej nieobecnością, gdyż wzięła krótki urlop u pana Giuseppe i wyjechała na kilka dni z Viterbo. Zapewniła, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i obiecała, że spotka się z nim zaraz po powrocie. Rufus – świadomy doskonale, że jego siostra opuściła gwarantującą bezpieczeństwo enklawę w towarzystwie potępionego wampira – odesłał w ciągu kilku sekund powściągliwe, a zarazem wymowne: ”Niech Bóg ma Cię w opiece”. Czytając odpowiedź w typowym „rufusowym” stylu, dziewczyna uśmiechnęła się w duchu. Uprzedzenia anioła zwykle traktowała ze sporą dozą rezerwy, ale czy wrogie nastawienie wysłannika Niebios względem Alexa było zupełnie bezpodstawne? W mgnieniu oka pamięć przywołała obraz, który Camilla ujrzała w swoim umyśle, kiedy połączyła się ze świadomością wampira. Nie tylko zobaczyła morderstwo dokonywane przez ukochanego, ale także odebrała falę mrocznych emocji. Samo wspomnienie dzikiej satysfakcji z odebrania komuś życia w sposób tak brutalny wystarczyło, by pusty żołądek blondynki wykonał nieprzyjemne salto.
Po wjechaniu na terytorium Szwajcarii Alex zapowiedział postój na najbliższym parkingu, więc Camilla z niecierpliwością wypatrywała zjazdu z autostrady. Miejscem odpoczynku okazał się mały skwer z krętymi alejkami i drewnianymi ławkami, zlokalizowany przy stacji paliw. Wampir podjechał do kolejki kierowców oczekujących na wolny dystrybutor. Dziewczyna wykorzystała okazję, by rozprostować nogi. Deszczowa aura zapędziła większość podróżnych do przydrożnej restauracji, jednak Camilli jesienny chłód wcale nie przeszkadzał. Rześkie powietrze pomagało ukoić wewnętrzny niepokój i zebrać myśli. Spacerowała wolno, nie zważając na kałuże. Pierwszy raz w życiu miała majestatyczne Alpy dosłownie na wyciągniecie ręki. Natura z dumą prezentowała swoje piękno i potęgę, lecz to nie ona stanowiła prawdziwe zagrożenie.
Większość ludzi wplecionych w monotonię codzienności skrycie marzy o jakimś impulsie albo zrządzeniu losu, które przerwałyby błędne koło i nadałyby ich istnieniu głębszy sens, doprawiając je sporą dozą przygody i szczyptą tajemnicy. Ostatnie tygodnie nauczyły Camillę, że życie przeciętnego śmiertelnika nie mającego bladego pojęcia o nadprzyrodzonym świecie, który wbrew pozorom istnieje w tej samej czasoprzestrzeni ze światem „normalnym”, nie jest wcale takie złe. Przeciwnie – niewiedza może być słodkim błogosławieństwem gwarantującym w miarę bezpieczną egzystencję. Masywne alpejskie szczyty trwające niezmiennie od tysięcy lat otaczały filigranową postać dziewczyny. Wobec niepojętej mocy, która je wypiętrzyła i ukształtowała, kruche ludzkie istnienie jawiło się niczym mikroskopijny pyłek, niczym tchnienie w bezkresie wieczności. Jaki cudem zatem Camilla łudziła się, że uda jej się powstrzymać wiszącą w powietrzu wojnę z Zakonem Odkupienia?
Ojciec Antonio, przywódca Zakonu, powinien ponieść karę. Ta kwestia nie podlegała żadnym wątpliwościom. Nadużył władzy wobec rodziny Traviatto. Wydał rozkaz zabicia Leonardo, ponieważ ten ośmielił się sprzeciwić polityce swojego zwierzchnika. Anioł zrezygnował najpierw ze służby dla Antonio, potem oddał również skrzydła. Niestety, nie dane mu było wieść ludzki żywot. Z Zakonu się nie odchodzi. Zakon nie wybacza. Przekonał się o tym ziemski syn Leonarda, który zapłacił głową, za czyny anielskiego ojca. Jednak Antonio na tym nie poprzestał. Własnoręcznie odebrał życie siostrze Marco, a jemu samemu jawnie groził. Bez znaczenia był fakt, że Olivia współpracowała z Zakonem. Każde wypowiedzenie posłuszeństwa jego przywódcy traktowano jak zdradę, a zdrajców należało likwidować.
Wojna wypowiedziana Zakonowi była wojną krwi. Marco pragnął pomścić śmierć członków rodziny, Alex chciał zemsty za unicestwienie Gratusa – wampira, który podarował mu wieczność. Camiila przyznawała słuszność racji zarówno Marco, jak i Alexowi, ale miała również świadomość rozkładu sił w tym pojedynku. Szanse przeżycia wampira, Upadłej i kilku śmiertelników w starciu z całą potęgą Zakonu zrzeszającego anioły, czarodziejów oraz trzydziestu trzech Rycerzy – wojowników z zaświatów, których przeklęta broń zsyłała każdą istotę w najgłębsze czeluści Piekła – równały się zeru. Czy tylko ona dostrzegała tę dysproporcję? Każda wojna jest okupiona morzem niewinnej krwi, ofiary zawsze ponoszą obie strony. Czy Sylvia po to oddała życie, by Viterbo zamieniło się w plac bitwy? Nigdy nie zapomni ostatnich słów czarodziejki. Tylko miłość ocali Alexa. Teraz dziewczyna zrozumiała ukryte znaczenie tego proroctwa. Jedynie miłość może stawić czoło złu i pokonać je. Musi wierzyć, że jako Stróż ochroni serce i duszę podopiecznego. Tak zostało jej zapisane przy Stworzeniu i zrobi wszystko, by to przeznaczenie wypełnić.
Camilla potrzebowała cudu. Cudu, który przekona Alexa, aby zrezygnował z zaatakowania Zakonu. Cudu, który sprawi, ze Ojciec Antonio zostawi Viterbo i mieszkańców enklawy w spokoju. Cudu, dzięki któremu Freya odnajdzie tajemniczy kryształ Ephriama, uwolni duszę ukochanego Leonarda i tym samym odpokutuje swój Upadek. Wszyscy potrzebowali cudu, aby zaprowadzić pokój między Światłem a Ciemnością. Na szczęście Camilla była reinkarnacją Anioła Stróża, a anioły są specjalistami od cudów.

***
Riquewihr. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to maleńkie miasteczko w Alzacji stanowiło cel kilkugodzinnej podróży Alexa i Camilli. Chociaż od samego rana, jeszcze zanim opuścili Wenecję, napięcie między tą dwójką wywołane wcześniejszym ugryzieniem wampira z każdą minutą niepokojąco wzrastało, całą drogę pokonali w grobowej ciszy. Aby ukoić wzburzone emocje, dziewczyna nałożyła słuchawki iPoda i wybrała relaksującą muzykę, jednak każdy, nawet najdelikatniejszy ruch głowy powodował tępy ból po lewej stronie szyi, a ten w połączeniu z dokuczliwym pulsowaniem w skroniach, nie pozwalał zapomnieć o wydarzeniach poprzedniego wieczoru. Niewielką ulgę odczuła dopiero, kiedy znacznie zwolnili i wjechali w wąskie uliczki malowniczego miasta. Już na pierwszy rzut oka Riquewihr miało bogatą historię, sięgającą zapewne średniowiecza, o czym świadczył zachowany mur obronny wraz z bramą warowną. Wybrukowany labirynt wąskich dróg biegł między kolorowymi kamieniczkami wzniesionymi metodą budownictwa ryglowego, co stanowiło istną perłę dawnej architektury. Alex gwałtownie zahamował przy jednopiętrowym domu, stojącym w znacznym odseparowaniu od zwartej zabudowy. Budynek charakteryzował się intensywnie błękitnymi okiennicami rozwartymi między uginającymi się od donic wypełnionych bujnymi ziołami parapetami. Zza niewysokiego ogrodzenia wylewało się morze różnorakiej roślinności, od pnącego bluszczu i winorośli, po nieśmiało przeciskające się przez drewniane sztachety płotu polne kwiaty. Widok dość niecodzienny, przynajmniej pod koniec października. Uwagę Camilli natychmiast przykuł wypłowiały mosiężny szyld, zawieszony przy bramce wejściowej.
- Divination… charme… rite et formule magique – z trudem odczytała fragment zniszczonego napisu.
- Wróżby, zdejmowanie i rzucanie uroków, magiczne rytuały i zaklęcia – rozszyfrował Alex z nienagannym francuskim akcentem.
- Poważnie? – dziewczyna zaczynała wątpić w przytomność swojego umysłu.
- Niestety… pełen pakiet usług hokus-pokus pod jednym dachem niemal zawsze oznacza Armagedon. Powinni tego zakazać nawet w świecie ludzi – kierowca nie kryjąc niezadowolenia, wysiadł i obszedł pojazd, żeby otworzyć drzwi towarzyszce.
- Co to za miejsce? – Camilla rozejrzała się z zaciekawieniem dookoła. Świadomie nie przyjęła szarmancko wyciągniętej pomocnej dłoni wampira.
- Dowiesz się w swoim czasie.
- No tak, dzień bez tajemnic dniem straconym – odruchowo poprawiła apaszkę zasłaniającą ugryzienie na szyi. Dla pewności, że rana jest dobrze ukryta, zebrała rozpuszczone włosy i przerzuciła je przez lewe ramię.
- Wchodź śmiało, ja wezmę nasze rzeczy – bez żadnych wyjaśnień zabrał się za wyciąganie bagaży.
Delikatnie popchnięta metalowa furtka pisnęła niczym płochliwe zwierzątko i posłusznie ustąpiła. Ledwie Camilla przekroczyła próg posesji, została uwięziona w żelaznym uścisku muskularnych ramion.
- Witaj, malutka! Nareszcie jesteście! – rozbrzmiał znajomy głos.
- Kaspar!? – z radością przytuliła dawno niewidzianego przyjaciela – To naprawdę ty!
- Alex nie powiedział ci, że tu będę?
- Cóż… - zerknęła przez ramię na zbliżającego się bruneta – ostatnio niewiele mi mówi.
- No wiesz, image tajemniczego i mrocznego nieśmiertelnego zobowiązuje – skwitował lekko Kaspar i uścisnął rękę kumpla. – Co tak długo?
- Były pewne komplikacje. Jak widzisz, nie jestem sam.
- Widzę, widzę – wilkołak nie wypuszczał dziewczyny z uścisku – Nie mógłbym nie zauważyć twojej piękniejszej i sympatyczniejszej połowy. Nie uszło też mej uwadze, że tym razem podróżujesz jako pasażer a nie bagaż.
- Niestety – mruknął wampir – Dobra, dość tych sentymentów, wchodźcie do środka – poinstruował towarzyszy.
- Chwileczkę! Czy zasady dobrego wychowania nie mówią, że zapraszanie gości należy do gospodarza domu – w progu stanęła kobieta średniego wzrostu o jasnych włosach sięgających liii brody, postrzępionych niczym u psotnego chochlika. Błękitne oczy wpatrywały się chłodno w dwójkę nowych przybyszów, a usiana drobnymi piegami twarz nie zdradzała żadnych emocji.
- A zatem niech formalnościom stanie się zadość. Bądź pozdrowiona, Ariano! Me serce raduje się, że łaskawy los znów przywiódł mnie w twe progi – Alex ukłonił się według dworskiej etykiety.
- Szczerze wątpię w te słowa, ale miejmy to już za sobą - posłała mężczyźnie kpiący uśmiech.
- Ariano, poznaj Camillę – Kaspar przerwał niezręczną ciszę – Camillo, Ariana jest strażniczką Riquewihr, enklawy na terenie Francji.
- Strażniczka? Jak pan Giuseppe w Viterbo? – wyciągnęła dłoń na powitanie – Miło cię poznać.
- Widzę, że zostałaś wtajemniczona. Dobrze, bo wiele nam to ułatwi. – kobieta odwzajemniła powitalny gest i aż uniosła brwi ze zdumienia – Ty… Twoja aura! – wyszeptała drżącym głosem, a z wcześniej zarumienionych policzków w ułamku sekundy odpłynęła krew, upodabniając okrągłą twarz do przestraszonej maski. - Niemożliwe… Nigdy czegoś takiego nie spotkałam.
- Błagam, darujmy sobie to całe szarlataństwo! Po kilkuset kilometrach za kierownicą jestem zmęczony i spragniony.
Ariana nie zwracała najmniejszej uwagi na szyderstwa wampira. Przeciwnie, jeszcze bardziej wzmocniła uścisk, by nawiązać duchowe połączenie z nowo poznaną dziewczyną.
- Kim jesteś?
Camillę przeszedł dziwny dreszcz. Odniosła wrażenie, że coś muska jej wewnętrzną barierę, usiłując wejrzeć nie tyle w głąb umysłu, co duszy. Czy strażnikom wolno robić takie rzeczy? Bynajmniej nigdy nie odczuła takiej ingerencji ze strony pana Giuseppe. Wzdrygnęła się odruchowo.
- Ja… - zawahała się z odpowiedzią. Przez myśl przemknęło jej ostrzeżenie z dzieciństwa, by nie ufać nieznajomym.
- Człowiekiem. Moim człowiekiem – zaintonował złowrogo Alex i mocnym szarpnięciem rozdzielił obie kobiety – Koniec przedstawienia.
- Uważaj wampirze, nie zapominaj, po co tu przybyłeś – syknęła odepchnięta strażniczka.
- Przeklęte wiedźmy – prychnął zniesmaczony.
- Przepraszam – uśmiechnęła się lekko zawstydzona blondynka – Nie szukamy wrogów, tych mamy aż nadto.
- W porządku. Zdaje się, że nieuprzejmość to cecha gatunkowa większości krwiopijców.
- Tylko tych głodnych i wkurzonych – sprostował brunet.
- Wejdźcie, musimy sporo omówić – Ariana odpuściła dalsze utarczki słowne i ostatecznie zaprosiła wszystkich do środka.
- Przyjechaliście w samą porę, zaraz będzie obiad – oznajmił Kaspar, po czym bez najmniejszego skrępowania pomaszerował prosto do przestronnego salonu, gdzie czekał już nakryty stół.
Dom okazał się znacznie większy, niż można by przypuszczać, oglądając jedynie zewnętrzną fasadę. Wnętrze wykończone zostało czystym drewnem, które nadawało swoisty klimat. Pozorny nadmiar mebli i bibelotów układał się w harmonijną i przytulną całość. I ten zapach. W powietrzu tańczyły aromaty ziół, kwiatów i orientalnych przypraw. Istna magia.
- Przygotowałam wam narożny pokój na poddaszu, możecie zanieść tam swoje rzeczy – zaproponowała gospodyni gościom.
- Zajmę się tym – Alex chwycił torby i udał się we wskazanym kierunku.
- Na pewno dobrze się czujesz? – ciepły ton Ariany wyrażał autentyczną troskę - Nie zrozum mnie źle, ale nie wyglądasz najlepiej.
- To była długa podróż. Potrzebuję… skorzystać z łazienki.
- Naturalnie. Proszę, to tamte drzwi pod schodami. I jeszcze jedno… przepraszam, że byłam taka nachalna. Zazwyczaj nie przekraczam osobistych granic, ale w twoim przypadku… zaskoczyłaś mnie.
- Ty mnie również – dziewczyna z trudem odwzajemniła serdeczny uśmiech – Wybacz, pójdę się odświeżyć.
Camilla umyła ręce i opłukała twarz chłodną wodą, licząc, że zmyje i zmęczenie, i upiorną bladość. Ostrożnie odwinęła apaszkę i z ulgą stwierdziła, że ślad po ugryzieniu Alexa odrobinę się zmniejszył. Delikatnie przemyła ranę i ponownie ukryła ją pod szalem. Na koniec przeczesała zwilżonymi palcami włosy, nadając fryzurze odpowiedni kształt.
Kiedy wróciła do salonu, wszyscy siedzieli już przy stole.
- Zapraszamy, pewnie umierasz z głodu. Nałóż sobie, na co masz tylko ochotę – zachęcała Ariana – Wszystko jest domowej roboty, według starych receptur przekazywanych w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie, a produkty pochodzą z naturalnych upraw od lokalnych rolników. Bon appétit!
Alex szarmancko odsunął krzesło po swojej prawej stronie, lecz Camilla wybrała przeciwne miejsce, obok Kaspara.
- Malutka, koniecznie spróbuj ragoût z jagnięciny – sięgnął po aromatyczny gulasz sowicie przyprawiony świeżym rozmarynem – Ariano, jesteś mistrzynią kuchni – przyznał szczerze.
- Miło mieć takich gości.
- Nietrudno zadowolić żołądek wilkołaka – wtrącił ironicznie brunet, sięgając po butelkę białego wina sygnowaną etykietą z nazwą Riquewihr wydrukowaną gotycką czcionką.
- W przeciwieństwie do wampira, który woli wysysać życie ze słabszych, żeby zaspokoić kapryśne żądze – skwitowała ostro strażniczka – Twój człowiek ledwie trzyma się na nogach i idę o zakład, że twoja w tym zasługa. Czyż nie mam racji, moja droga?
Cała trójka utkwiła wzrok w zażenowanej dziewczynie, czekając na potwierdzenie lub zaprzeczenie rzuconego oskarżenia. Tego tylko brakowało, żeby jej osobiste relacje z Alexem zastąpiły danie główne.
- Czy wydaje mi się, czy mój niezawodny wilczy nos wyczuwa wczorajsze pieczone udka? – Kaspar z typowym sobie urokiem rozładował nieprzyjemne napięcie i odwrócił uwagę od niewygodnego tematu.
- Niesamowite! – nawet na Arianie tak wyczulone zmysły zrobiły wrażenie – Została tylko jedna porcja i to szczelnie zamknięta, ale w nagrodę odgrzeję ci ją.
- Jesteś kochana.
- Dziękuję – szepnęła Camilla bezgłośnie do przyjaciela.

Po obfitym, nieprzyzwoicie przepysznym posiłku Ariana nalegała na odpoczynek na świeżym powietrzu i degustację lokalnego wina, jednak panowie z miejsca zaczęli się szykować do wyjścia.
- Już się zbieracie? Nie za wcześnie? A może chcecie wymigać się od zmywania? – po raz pierwszy tego popołudnia pozwoliła sobie na żartobliwy ton.
- Jak zauważyłaś, przyjechaliśmy tu w konkretnym celu. Czas załatwić, co jest do załatwienia, a potem … zobaczymy – zarządził enigmatycznie Alex, po czym stanowczym gestem ujął Camillę po ramię i poprowadził ją w stronę dwuskrzydłowych, oszklonych drzwi będących wejściem na tyły ogrodu.
- Czego ode mnie chcesz? Nadeszła pora karmienia? – zirytowana wyszarpnęła rękę z bolesnego uścisku.
- O to się nie martw, zjem na mieście.
- W takim razie nie jestem ci do niczego potrzebna – zamierzała wyminąć wampira i pomóc gospodyni w uprzątnięciu stołu, ale ponownie znalazła się w pułapce.
- Musimy porozmawiać – zniżył głos do szeptu – Uważaj na Arianę, nie ufaj jej.
- Niby dlaczego?
- Bo to czarownica, a one zawsze są fałszywe.
- Powiedział cnotliwy wampir – zripostowała, śmiało mierząc się z lodowatym spojrzeniem szarych tęczówek.
- Posłuchaj, Camillo – w głosie Alexa zabrzmiała nuta rezygnacji – Nie chcę się kłócić.
- A to ci nowość!
- Proszę, posłuchaj mnie chociaż ten jeden raz. Jesteśmy po tej samej stronie.
- Skoro tak, po co te wszystkie sekrety?! Co planujesz? Dlaczego nie powiedziałeś, że jedziemy do Wenecji, a potem tutaj?
- Żeby Cię chronić! – podniósł głos, ale strażniczka i wilkołak kurtuazyjnie nie zwracali uwagi na ich utarczki, a nawet przeszli do kuchni, by dać im więcej prywatności.
- Chronić?! Przed kim? Przed Kasparem?
- Nie bądź śmieszna.
- W takim razie, co mi zagraża? Zakon? A może sam Ojciec Antonio, który w równym stopniu zaślepiony zemstą, co wampir, którego tak bardzo nienawidzi. – nie ustępowała.
- Uważaj, aniele – warknął ostrzegawczo.
- To ty uważaj, bo póki co, to ty stanowisz dla mnie zagrożenie i to twoje kły zostawiły ślad na mojej szyi! – nie powstrzymała wzbierającej się od rana fali gniewu.
- Dość! – brutalnie chwycił blondynkę za ramiona – Dokończymy tę rozmowę w domu. Teraz muszę załatwić pewną sprawę z Kasparem. A ty… uspokój się. – chłodną dłonią uniósł podbródek blondynki, siłą zmuszając, by na niego patrzyła - Twoja aura iskrzy jak neon w Las Vegas, a nie jesteśmy w Viterbo. Jeśli masz choć odrobinę instynktu samozachowawczego, posłuchasz mnie i będziesz uważać w towarzystwie Ariany. Panuj nad swoją anielskością i nie pozwól jej się dotknąć – oznajmił wypranym z emocji tonem.
- Ale…
- Nie Camillo, nie ma żadnego „ale”. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem pojutrze opuścimy Riquewihr, wrócimy do domu i dokończymy tę rozmowę bez świadków. Zgoda?
- A mam inne wyjście? – dziewczyna wzięła kilka głębszych oddechów i otarła rękawem mokre od łez policzki.
- Kaspar, możemy już jechać – zawołał przyjaciela, który w mgnieniu oka narzucił skórzaną motocyklową kurtkę.
- Wrócimy najszybciej jak się da, żebyście za bardzo za nami nie tęskniły – dobry humor nie opuszczał wilkołaka – Nie martw się, malutka, będę miał na niego oko – wskazał na zdenerwowanego Alexa, który ze zniecierpliwienia podrzucał kluczyki do auta.
- Nie wątpię, ale miej też na oku swoje serce – dziewczyna uściskała Kaspara na pożegnanie. Zaskoczony wzrok wampira był dowodem na to, że wychwycił zawoalowaną aluzję do morderstwa w Wenecji. Teraz zapewne będzie zachodził w głowę, skąd ona o tym wie. Veritas in sanguinis est. Prawda jest we krwi i zwłaszcza wampir nie powinien o tym zapominać.
Odgłosy odjeżdżającego spod domu samochodu i donośnego warkotu motocykla wyrwały Camillę z zamyślenia. Przysiadła na miękkiej sofie i przytuliła miękką poduchę ozdobioną kolorowymi frędzlami.
- Wiesz, dokąd pojechali?
- Mhm, załatwić jakieś tam męskie sprawy – czarownica wzruszyła obojętnie ramionami.
- Niech zgadnę, Alex wyrwie ci serce albo wyssie całą krew, albo jedno i drugie, jeżeli piśniesz chociaż słowo.
- Chyba w marzeniach – prychnęła zdegustowana.
- Nie boisz się go?
- Co za pytanie. Nie boje się ani Alexa, ani żadnego innego wampira – zapewniła stanowczo Ariana – Znam mnóstwo sposobów, żeby uprzykrzyć nieumarłym ich wieczną egzystencję i nasz wojowniczy Alex doskonale o tym wie. Poza tym znajdujemy się na terenie enklawy i wszyscy podlegamy określonym prawom. A ty, Camillo, boisz się?
Dziewczyna z zakłopotaniem odwróciła wzrok i utkwiła spojrzenie w zdjęciach ozdabiających ścianę kominkową. Fotografie pochodziły z różnych czasów, miejsc i przedstawiały różne osoby. Tylko na kilku Ariana była rozpoznawalna, uśmiechała się w towarzystwie przyjaciółek, krewnych, a może innych czarownic. Camilli wiele leżało na sercu i chętnie odbyłaby szczerą rozmowę, zwłaszcza z kimś, przed kim nie musiałaby udawać, że jej ukochany jest zwykłym chłopakiem. Zastanawiała się, ile może strażniczce wyjawić. Gdyby nie ostrzeżenia, by jej nie ufać… Czy obawiała się Alexa? Przemiana naznaczyła jego serce piętnem ciemności, spojrzenie grafitowych tęczówek czasami zamieniało się w spojrzenie krwiożerczej bestii. Od niemal tysiąca lat w duszy tego młodego mężczyzny toczył się zacięty pojedynek rycerza z demonem. I jedyne czego się Camilla w związku z Alexem obawiała, to tryumfu mrocznego demona. Ale dopóki będzie ona Stróżem rycerza, nie pozwoli mu polec.
- Camillo? – Ariana delikatnie potrząsnęła ramieniem zamyślonej dziewczyny – Nie zrozum mnie źle, nie chcę się narzucać…
- Zastanawiałam się nad twoim pytaniem – wyznała szczerze – Boję się wielu rzeczy… Są też osoby, które budzą we mnie paniczny lęk – ujrzała w myślach twarz o Ojca Antonio – Ale jeśli chodzi o Alexa… powierzyłabym mu nie tylko własne życie, ale także serce i duszę.
- Czyli to ugryzienie…? – wskazała na zawiązaną z fantazją apaszkę.
- Przypadek.
- Cieszy mnie taka odpowiedź – kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie, a na piegowatej twarzy zajaśniała ulga – Niemniej, gdybyś zmieniła zdanie i potrzebowała pomocy, pamiętaj, że istnieje wiele technik obronnych i chętnie cię ich nauczę.
- Dziękuję, kto wie, może kiedyś skorzystam z twojej propozycji – Camilla rozważała zaproponowanie strażniczce roli nauczycielki magii dla Franceski. Rady doświadczonej czarownicy z pewnością pomogłyby opanować przyjaciółce dar mocy. Pozostawała jeszcze inna sprawa, która nurtowała dziewczynę, od momentu, gdy przekroczyła próg tego domu – Mogłabym cię zapytać o coś osobistego? – zaczęła niepewnie.
- Jasne.
- Odniosłam wrażenie, że ty i Alex nie przepadacie za sobą.
- Rzeczywiście, nie da się tego ukryć.
- Więc, jeżeli nie jest to tajemnicą…
- A co powiedział ci o mnie pan wampir?
- Nic. Nie wiedziałam nawet, dokąd jedziemy, ani u kogo się zatrzymamy. Dlatego zaskoczył mnie ten dystans miedzy wami.
- Nie będę owijać w bawełnę, gdyby Alex nie potrzebował pomocy mojej i moich sióstr w mocy, jego noga nie stanęłaby ani w moim domu, ani w Riquewihr.
W oczekiwaniu na opowieść czarownicy, Camilla wygodniej usadowiła się na sofie i skupiła całą uwagę na rozmówczyni.
- Nie wiem, ile powinnam Ci powiedzieć – westchnęła, szukając odpowiednich słów – To dość zagmatwana historia, w której uczucia przeplatane są bólem i śmiercią.
- Czy ty i Alex ? No wiesz…
- Co?! Oczywiście, że nie! – zaprzeczyła zmieszana sugestią romansu z wampirem – W ogóle nie chodzi o mnie. Riquewihr zyskało status enklawy wiele wieków temu. Od niemal pięciuset lat jego strażniczkami są kobiety z mojej rodziny. Niestety, moja prapraprapra…babka okazała się niegodna tego zaszczytu. Przyczyniła się do złamania przymierza ludźmi a istotami mroku, zdradziła swój ród i enklawę. Obie strony poniosły ofiary, a krew na rękach mojej poprzedniczki naznaczyła piętnem kolejne pokolenia, także i mnie. Osobiście jestem zdecydowaną przeciwniczką konfliktów. Uważam, że każda istota ma prawo do życia w pokoju i nikt nie powinien nikomu tego prawa odbierać. Dlatego, kiedy przyjechaliście, kiedy poczułam twoją aurę i zobaczyłam owiniętą szyję, aż się we mnie zagotowało.
- Myślałaś, że…
- Byłam pewna – kontynuowała rozemocjonowana kobieta – To byłoby takie… w jego stylu. Znalezienie śmiertelnika z taką aurą jest niemal niemożliwe, dlaczego nie miałby wykorzystać tak cennej krwi, z tak potężnym ładunkiem energetycznym.
- Nie przesadzaj, Ariano. Zapewniam, że nie mam w sobie nic magicznego – przerwała jej lekko speszona Camilla.
- Nonsens. Magia, to… taka iskra, którą każda istota w sobie nosi. Nie jest ani dobra, ani zła, wszystko zależy w jakiej intencji zostanie użyta. I to ta niepozorna iskra, odpowiednio podsycona, potrafi przeobrazić się w płonącą pochodnię. Uwierz mi, Camillo, zwykle bez większych problemów potrafię każdego przejrzeć. Taką aurę jak twoja widzę po raz pierwszy i daleko jej do ludzkiej aury. Próbujesz ją maskować, ale cóż… raczej nie masz w tym doświadczenia. W dodatku Alex strzeże cię jak oka w głowie. I skoro nie rzucił na ciebie uroku, kto wie, może faktycznie chodzi o … miłość. Także… jesteś dla mnie zagadką i mam skrytą nadzieję, że pewnego dnia poznam jej rozwiązanie.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Nie mów nic. Nie musisz się mnie obawiać. Obiecałam Alexowi pomoc i chociaż w głębi serca nie popieram walki z Zakonem, jest to jedyny sposób przy przywrócić honor mojej rodzinie i nie tylko zadość uczynić Alexowi, ale również spłacić dług wobec niego.
- Jaki dług? Chodziło o twoją praprapra…babkę, nie jesteś mu nic winna.
- Owszem, jestem. Alex miał pełne prawo zabić ówczesną strażniczkę za zdradę, ale darował jej życie. Gdyby nie okazał tej łaski, nie miałaby potomków. Zawdzięczam mu życie. – to wyznanie rzucało zupełnie inne światło na motywy czarownicy. Niemniej usłyszana przed chwilą opowieść niewiele dziewczynie wyjaśniła.
- Wybacz, Ariano, ale obawiam się, że coś mi umknęło. Co zrobiła twoja babcia, że wywołała aż taki gniew Alexa?
- Na to pytanie, moja droga, powinien odpowiedzieć twój wampir. To już jego historia, ale jeżeli chcesz, opowiem ci inną. Masz ochotę na spacer?
- Z przyjemnością – zaciekawiona Camilla szybko narzuciła sweter i wyszła za strażniczką na chłodne wieczorne powietrze.

***

Czarna honda z piskiem opon skręciła w zjazd na leśną drogę i zaparkowała tuż za ścigaczem Suzuki. Kierowca wysiadł i podążył w głąb lasu, kierując się zapachem wilka. Okrągła tarcza księżyca otaczała jasną poświatą niewielką polanę porośniętą kępami paprociami. Za dwie doby pełnia. Tego oku przypada akurat w obchody Samhain. Wielowiekowy żywot nauczył wampira, że pełnia w połączeniu z równonocą może oznaczać kłopoty, zwłaszcza, że istoty nadprzyrodzone są wyjątkowo wyczulone na mistyczne procesy przyrody. Bezszelestnie podszedł do stojącego w blasku miesiąca wilkołaka w ludzkiej postaci. Tylko osobniki czystej krwi panowały nad przemianą.
Kaspar spojrzał nienawistnie na wampira i bez ostrzeżenia wymierzył mu prawy sierpowy. Trzask łamanej kości spłoszył siedzącą na pobliskim drzewie sowę.
- Odbiło ci?! – Alex otarł wyciekającą z nosa ciemną, gęstą krew – Za co?
- Za bycie dupkiem! – warknął napastnik.
- A konkretnie? – sprawnie nastawił nos.
- Za Camillę!
- Daj spokój, to tylko jedno ugryzienie.
- Nie mówię o jej szyi, ale o tym, jak ją traktujesz.
- Niby jak?
- Nie tak, jak rycerz powinien traktować swoją damę. Ten smutek w jej spojrzeniu, powinienem wbić ci za to kołek w…
- Wystarczy! – burknął Alex – To nie twoja sprawa!
- Owszem, nie moja. Tak samo jak angażowanie się w wojnę, która mnie nie dotyczy. Dalej chcesz się licytować?
- No tak, przecież zawsze to wampir musi być „tym złym”? Tak, mam kły i gryzę, nie wypieram się, ale… Camilla też święta nie jest!
- Przy tobie nikt by nie był! Stary, posłuchaj. To Camilla, twoja Camilla! Ta Camilla, którą szukałeś przez wieki. Nareszcie los dał wam szansę, odnalazłeś ją, a ona nie dość, że jakimś cudem znosi ciebie w wersji a là Dracula, to jeszcze cię kocha. Nie bądź idiotą i nie zmarnuj tego.
Zrezygnowany Alex przysiadł na pniu powalonego drzewa.
- Pewnie masz rację, ale…
- Żadne „ale”. Mam rację i kropka. Co się z wami dzieje?
- To wszystko przez Zakon.
- Chcesz powiedzieć, że Antonio jest przyczyną kryzysu w waszym związku?
- Wiesz, co zamierzam. Nie mogę pozwolić, by po tym, co spotkało Gratusa, Sylvię i rodzinę Marco, Antonio spał spokojnie. Najwyższy czas, by zapłacił za zbrodnie.
- Nawet za cenę bezpieczeństwa naszych rodzin?
- Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeżeli połączymy siły, zlikwidujemy go zanim dojdzie do otwartego konfliktu. Nie zginie nikt po naszej stronie – przekonywał brunet.
- Braliśmy udział w niejednej wojnie, nigdy wszystko nie idzie zgodnie z planem – zauważył rozsądnie Kaspar – Co na to Camilla?
- A jak ci się wydaje? W swojej naiwności wierzy, że w Viterbo będziemy po wsze czasy bezpieczni, a Antonio dozna amnezji i zapomni o naszym istnieniu.
- Przecież pakt miedzy Zakonem a Radą obowiązuje, nie widzę powodu, by w enklawie coś wam groziło.
- Mamy być zatem więźniami i ciągle oglądać się przez ramię?
- Przejrzałem materiały, które mi przesłałeś. Taki atak ma szansę powodzenia tylko wtedy, gdybyśmy poznali plany podziemi Zakonu, rozmieszczenie korytarzy, przejść i systemów zabezpieczeń. Jak zamierzasz je zdobyć?
- Mraco i Freya nad tym pracują. Z tego, co wiem, idzie im całkiem nieźle. Zdołali dotrzeć do kogoś, kto takie informacje posiada – wampir uśmiechnął się tajemniczo.
- I niby jak nakłonią tego kogoś do współpracy?
- Dyplomacją.
- Już to widzę – ton Kaspara zdradzał jego sceptyczne nastawienie – Skontaktowałem się z przywódcami watah w Europie. Nie wszyscy podzielają twój entuzjazm. W razie gdyby doszło do otwartej wojny, większość stanie u naszego boku, ale na dzisiejsze spotkanie przybędzie tylko mój kuzyn z Normandii.
- Dobre i to. A według ciebie, jakie mamy szanse?
- To zależy od taktyki i liczebności tej naszej … krucjaty.
Grymas bólu przemknął po twarzy Alexa na dźwięk tego określenia. Wiele jego ludzkich wspomnień wyblakło, jednak nawet dziesięć wieków to za mało, by zapomnieć o okolicznościach, w których przyjął dar czy też przekleństwo nieśmiertelności. Gdyby nie oczekiwania ojca – pana majątku St. Neots, by pierworodny i jedyny potomek wziął udział w wyprawie krzyżowej, i wrócił z niej nie tylko żywy, ale i zwycięski, najprawdopodobniej Alexander de Clare zasiliłby szeregi walecznych lecz śmiertelnych rycerzy tamtych czasów, których los rozpłyną się bez śladu w nurtach burzliwej historii. Tak, ziemski ojciec Alexa, Richard de Clare, był tym, zainicjował potępioną tułaczkę syna. Umiejętnie odepchnął bolesne obrazy przeszłości i wrócił do słów przyjaciela.
- Za innych ręczyć nie mogę, ale ja w to wchodzę – mężczyźni uścisnęli dobie ręce – Chociaż proponowałbym dopracować szczegóły naszych działań po ewentualnej likwidacji Antonia.
- Da się zrobić.
- Nie ciesz się zawczasu – pohamował entuzjazm wampira – Becky prosiła, bym ci przekazał, że jeżeli zauważy jakikolwiek ubytek w moim futrze, problem Antonia będzie dla ciebie niczym w porównaniu z jej furią.
- No tak, subtelna Becky…
- Uważaj, Alex – Kaspar spojrzał wymownie na przyjaciela – Obaj mamy wiele do stracenia. Porozmawiaj z Camillą, jest twoim Stróżem, to także jej walka.
- Ona nie rozumie...
- Więc jej powiedz.
- Co?
- Powiedz jej wszystko. Prawdę i tylko prawdę. – usiadł obok wampira - Powiedz jej o Riquewihr, o Gratusie i o Elisavecie. Otwórz się przed nią w końcu. Wtedy zrozumie.
- A jeśli nie? Jeśli mnie znienawidzi?
- Nie znam się na aniołach, ale jeżeli oddała dla ciebie skrzydła, jeżeli z każdym wcieleniem jej dusza tęskni za tobą, jeżeli poszła po Ciebie do Zakonu i stawiła czoło Antonio, to nie ma takiej siły, by się od ciebie odwróciła. Daj szansę sobie i wam.
Alex zamierzał rzucić jakiś mocny kontrargument, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Odnalezienie Camilli w tym wcieleniu było błogosławieństwem, na które z pewnością nie zasługiwał. Po raz pierwszy od wielu stuleci bał się, że przeklęta bestia, która się w nim czai, przejmie pełną kontrolę. Rycerz polegnie, a ciemność wchłonie ostatnie, ukryte na dnie nie bijącego serca, iskry człowieczeństwa, tlące się jedynie dla Anioła Stróża.
Edytowane przez alime19 dnia 07-07-2017 08:53
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
velvet
Dodany dnia 08-07-2017 14:48
Awatar

Martwy


Postów: 3572
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3690
Poziom: Wampir

No nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czy ja śnię i Alex zesłał mi sen o nowym rozdziale, a Kaspar trącił w rękę ogonem, żebym kliknęła w zagubioną tożsamość?
nieeeeeeeeeee........... nie tym razem... miałam informacje z pierwszej ręki............... no w końcu kiedyą TRZEBA, nie?

No to się dzieje............
Oj Alexiu mój słodki - ten atak na Ao i Zakon to iście posrany pomysł -----> przepraszam za słownictwo i tak użyłam wersji ultra light, bo inaczej się nie dało
Kaspar ma rację...... wojna to przegrana i nie myśl sobie, że straty będą po stronie Zakonu i Antonia
NIEEEEEEEEEEEEE!!!
Zabraniam, po prostu zabraniam
Pomyśl o rodzinie Kaspara, jego kuzynach i innych wilkołakach
Pomyśl o Nathanie, wszystkich innych Marco, Freyi, itp
Nie wliczając przypadkowych niewinnych ludziach - wiem, oonie cię nie obchodzą, ale mnie tak!!!!!!!

Mam inny pomysł.
Zamknąć w odgradzanej celi Antonio i Alexa i niech się dogadają.
To będzie trudne, ale nie niemożliwe.
Zaręczam jako "terapeutka" znająca obie sprawy i oba stanowiska.

CZy ja już mówiłąm, że UWIELBIAM Kaspara?
Za tą jego niekończącą się radość, rozsądny charakter, wilczy węch, długie pióra, skórzaną kurtkę i za to że jest głosem rozsądku Alexa? A jak trzeba to i przełożyć potrafi.
No i oczywiście za nieposkromiony wilczy apetyrt. Haha
I ze potrafi Alexa postawić do pionu - tym razem za Camillę i ślepe parcie do wojny z Zakonem....

P.S.
Emilciu, powiedz Kasparowi, że chętnie ugotuję mu obiad. Niestety wegetariański, ale za to z dużą ilością gorrrrrąąccccego sera i innych pyszności. A potem DESER.
Czekam na odpowiedź.

Oczywiście Alex potem pozmywaxD

No i zapomniałąbym wspomnieć onowych postaciach

Ariana czarownica.... hmmmm
Ciekawe, ciekawe
Za jedną rzecz już ją lubię
Otóż jasnowłosa czarownca przedstawiła przepis na kuchnię idealną - rodzinne przepisy, lokalne produkty i wszystko gotwane wg starych procedur , czyli prawdziwe SLOW FOOD -----> no skoro Kaspar nie mógł się opanowaćsmile to dla mnie to najlepsza rekomendacja
Edytowane przez velvet dnia 08-07-2017 14:59
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
alime19
Dodany dnia 09-07-2017 08:55
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Gosiu, wiedziałaś, że wilkołaki mogą lewitować? Nie? Ja też nie, ale po Twoim komentarzu Kaspar dosłownie unosi się metr nad ziemią z radości.

CZy ja już mówiłąm, że UWIELBIAM Kaspara?
Za tą jego niekończącą się radość, rozsądny charakter, wilczy węch, długie pióra, skórzaną kurtkę i za to że jest głosem rozsądku Alexa? A jak trzeba to i przełożyć potrafi.
No i oczywiście za nieposkromiony wilczy apetyrt. Haha


No i niemożliwe stało się możliwe... w końcu najwięcej pochlebstw zebrał nie Alex, tylko ktoś inny Grin
A co do propozycji obiadu... Kaspar merda ogonem i ślinka już mu kapie... nie ma zastrzeżeń do dań wege, tylko oby porcja była XXXL i solidnie doprawiona xD

Kaspar ma rację...... wojna to przegrana i nie myśl sobie, że straty będą po stronie Zakonu i Antonia


Po tych słowach moje życie nie będzie lekkie. Alex chyba się obraził, bo nikt go nie popiera, i rzuca komentarze w stylu:
"Marni śmiertelnicy nic nie rozumieją..." itp, itd. Angry

Mam inny pomysł.
Zamknąć w odgradzanej celi Antonio i Alexa i niech się dogadają.


I like it! jezorek Panowie na pewno spotkają się twarzą w twarz, ale póki co, nie widzę nawet cienia szansy na zażegnanie konfliktu. Żaden z nich nie ustąpi, bo obaj to uparciuchy i to właśnie ich łączy. A właściwie... łączy ich jeszcze coś, ale o tym w kolejnych rozdziałach. Angry Tak, jestem okrutna, zła i podła ... Nie będzie pojednania, za to pojedynek gwarantowany. xDAngry

A co do Ariany... w następnym rozdziale będzie o niej więcej.

Także Gosiu, dziękuję za komentarz.love Wkrótce wrzucę kolejny rozdział, co prawda jeszcze go nie zaczęłam, ale liczę że do urlopu uda mi się uda, a urlop za 2 tygodnie smile
Edytowane przez alime19 dnia 09-07-2017 08:57
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
emka1996
Dodany dnia 17-08-2017 20:38
Awatar

Ugryziony


Postów: 94
Data rejestracji: 29.02.12

Liczba ofiar: 94
Poziom: Przejazdem

przyznam się szczerze że musiałam sobie przypomnieć ostatnie rozdziały! ale szczerze się stęskniłam smile
Everything endseria Even the immortalseria.
 
LENA27
Dodany dnia 26-08-2017 23:55
Człowiek


Postów: 4
Data rejestracji: 14.05.17

Liczba ofiar: 4
Poziom: Przejazdem

Droga Emilio przyznam,że rozdział pochłonęłam tak szybko,że nie zauważyłam kiedy się skończył był mega wciągający.Czekam na ciąg dalszy pozdrawiam love_you:P
LENA27
 
kitty222
Dodany dnia 27-10-2017 11:56
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 761
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1811
Poziom: Człowiek

Po dwóch latach nieobecności, coś mnie podkusiło żeby tu zaglądnąć. Wchodzę i proszę co widzę? Widzę nowy rozdział, który pochłonęłam od razu. Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością.

Zapraszam także do przeczytania mojego starego ale odświeżonego opowiadania https://www.wattp...ser/EJ4071

Emilko czekam niecierpliwie, na dalszy ciąg smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
alime19
Dodany dnia 24-12-2017 11:56
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Kochani, w ten wyjątkowy i magiczny czas spieszę do Was z nowym rozdziałem!

Muzyczne inspiracje smile
LeAnn Rimes Can't fight the moonligth https://www.youtu...wOHE9UyYPw
Imagine Dragons Whatever it takes https://www.youtu...nRhHuVDu0c

LIV


Na mapie Francji oznaczono Riquewihr niepozornym czarnym punktem, mniejszym od główki szpilki, jednak historia miasteczka okazała się równie barwna, co jego średniowieczne kamienice. Camilla ze szczerym zainteresowaniem wsłuchała się w opowieść swojej osobistej przewodniczki po dawnych dziejach Enklawy. Rodzina Ariany od pokoleń strzegła tego malowniczego skrawka Alzacji, zatem kobieta doskonale orientowała się w zawiłych losach mieszkających tam ludzi, wampirów, czarowników oraz innych istot stanowiących nadzwyczaj oryginalną mniejszość rasową.
Obecnie miasteczko przygotowywało się do obchodów święta Samhain, znanego bardziej pod komercyjną nazwą Halloween. Wąskie brukowane uliczki zastawione były straganami z lokalnymi wyrobami, fasady domów zdobiono jesiennymi kompozycjami kwiatów, liści i wszelakich darów przyrody, a dookoła unosił się upojny zapach przypraw i magii. Camilla poddała się świątecznemu nastrojowi, zrobiła drobne zakupy pamiątkowe, wybrała też upominki dla przyjaciół.
Październikowe słońce chyliło się ku zachodowi, zegar na wieży kościelnej nieubłaganie odmierzał kolejne kwadranse. Może sprawił to nadmiar barwnych anegdot opowiedzianych przez Strażniczkę, a może zmęczenie podróżą i stres, ale Camilla w pewnym momencie poczuła coś w rodzaju niezwykle bolesnego déjà vu. Labirynt wiekowych ulic był jej znajomy niczym rozkład alejek w Central Parku. Zwolniła kroku, odłączając się od Ariany. Otaczające ją cienie złowieszczo się wydłużały, próbując schwytać w pułapkę. Pulsowanie w skroniach przybierało na sile i odbierało zdolność logicznego myślenia. Instynktownie dziewczyna podążyła za głosem podświadomości. Hipnotyczny letarg opuścił ją jednak momentalnie, gdy poczuła, że ktoś zdecydowanym ruchem chwyta jej przedramię.
- Camillo, nie słyszałaś, jak cię wołałam? – czarownica wydawała się zaniepokojona – Wszystko w porządku?
- Przepraszam… zamyśliłam się i straciłam cię z oczu – wydukała drżącym głosem. Uporczywy ból w skroniach stał się odrobinę bardziej znośny, ale nadal utrudniał zebranie myśli. To miejsce… to miasto… Riquewihr… coś tu było nie tak.
- Bez obrazy, ale nie wyglądasz najlepiej. Jesteś bledsza niż wampir.
- Dziwnie się czuję.
Ariana dotknęła badawczo policzków i dłoni Camilli.
- No pięknie, przemarzłaś do szpiku kości. Tego tylko brakuje, żeby mój gość się rozchorował. Ale spokojnie, wiem, czego ci trzeba.

Chwilę później obie siedziały w przytulnej knajpce, ogrzewając się aromatyczna korzenną herbatą ze sporą dawką rumu. W lokalu zajętych było tylko parę stolików, zdecydowana większość tubylców i turystów poddała się gorączce przygotowań do zbliżającego się święta.
- W tym roku mamy podwójne szczęście, bo w wigilię Samhain przypada również pełnia – Ariana wyrwała towarzyszkę z zamyślenia – Granica miedzy światem materialnym a duchowym będzie wyjątkowo cienka, a to nie zdarza się często.
- Już mam ciarki – Camilla szczelniej otuliła się swetrem.
- Czyżby za dużo wrażeń na jeden dzień?
- Może…, chociaż biorąc pod uwagę ostatnie miesiące mojego życia powinnam się już przyzwyczaić. Ale czasami nadal trudno mi w to wszystko uwierzyć.
- A konkretnie?
- No wiesz, w cały ten nadprzyrodzony świat, czary, anioły, wampiry, wilkołaki, wojowników z mieczami, którzy polują na moich przyjaciół. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam zwykłym człowiekiem ze zwykłymi problemami typu egzaminy końcowe czy wybór studiów i znalezienie pracy, a teraz… kiedy rano wychodzę z domu, zastanawiam się, czy będzie mi dane wrócić i czy będę miała do czego wracać. I do kogo. – upiła łyk herbaty – Wszystko zaczęło się tego feralnego dnia, kiedy moja mama miała wypadek…
Camilla streściła Arianie pobieżnie ostatnie pięć miesięcy: śmierć matki, przyjazd do Viterbo, poznanie Alexa, Marco i jego rodziny a także sprawę z Zakonem. Zgrabnie pominęła drobny szczegół dotyczący swojego anielskiego pochodzenia. Chociaż znała Strażniczkę raptem parę godzin, podjęła ryzyko, by z jej pomocą rozwiać swoje wątpliwości dotyczące sfery nadnaturalnej. A gdy wreszcie wyrzuciła z siebie dręczące ją obawy, poczuła wzbierający wewnętrzny spokój.
- Może zabrzmi to dość infantylnie, ale doskonale cię rozumiem – z błękitnych oczu kobiety biła autentyczna szczerość – Ja i moje dwie siostry byłyśmy nastolatkami, kiedy nasi rodzice zginęli. Magia może być bardzo niebezpieczna, zwłaszcza, jeśli czerpie się moc z mrocznych źródeł. Ale to opowieść na inną okazję. Kiedy zostałyśmy same, musiałyśmy zdecydować, każda za siebie, którą drogą pójść. Najstarsza Lavinia zrezygnowała z daru, wyrzekła się mocy, by związać się z kimś, kto nie toleruje takich jak my.
- To znaczy czarownic?
- To znaczy istot nadprzyrodzonych. Nie ma znaczenia, po które stronie stoisz. Podejrzewam, że chętnie zapolowałby nawet na archanioły, by pozbawić ich skrzydeł – podsumowała lodowatym tonem.
- Zapolowałby?
- Owszem, Lavinia związała się z Łowcą. Człowiekiem pracującym dla Zakonu, którego zadaniem jest namierzanie istot nadprzyrodzonych i ich likwidacja lub, w przypadku potężniejszych stworzeń, wydanie w szpony Wojowników Zakonu.
Mimowolnie Camilla przywołała w pamięci Olivię. Łowczyni zaatakowała Alexa w jego własnym domu, ale gdy doszło do konfrontacji z wrogiem, ostatecznie opowiedziała się po stronie przyjaciół Marco i pomogła w ucieczce z Zakonu, co kosztowało ją życie. Bardzo łatwo osądzać jest innych, kiedy nie znamy motywów ich działań. Olivia zgodziła się pracować dla Antonio, by chronić najbliższych, by jej brat nie podzielił losu ojca i dziadka.
- Każdy sam wybiera własną drogę i nie wszystkich można uratować – Strażniczka powróciła do opowieści – Lavinia urodziła córeczkę, ale nie dane jej było nacieszyć się macierzyństwem. Zachorowała i odeszła, kiedy mała miała trzy lata. Widziałam siostrzenicę jeden jedyny raz. Na pogrzebie.
- Przykro mi.
- Jeśli poszła w ślady ojca, może tak jest lepiej. Czasami warto zaufać przeznaczeniu.
- A druga siostra?
- Agnes miała zdecydowanie więcej szczęścia. Poślubiła ukochanego ze szkolnych czasów, osiedli w małym angielskim miasteczku, gdzie mieszkają z już nastoletnią córką Katie i wspólnie prowadzą magiczny rodzinny biznes.
- Magiczny biznes?
- Widzisz Camillo, w naszej rodzinie każda kobieta otrzymuje specyficzny dar, który może przyjąć i rozwijać lub porzucić. Agnes jest specjalistką od talizmanów, amuletów i wszelkich przedmiotów mocy działających ochronnie czy też przynoszących szczęście i czego tam dusza zapragnie. Moją dziedziną są eliksiry. Chcesz kogoś w sobie rozkochać, albo zapomnieć o nieszczęśliwej miłości, czy też pozbyć się kurzajek? Żaden problem. Wystarczy odpowiednie składniki wrzucić do kotła, zamieszać i voilà! Każde pragnienie mogę zamknąć w szklanej buteleczce.
- I to naprawdę działa?
- Jasne! Przecież sam Bóg powiedział wyraźnie: proście, a będzie wam dane. Wiara przenosi góry, jeśli uwierzysz, nie ma rzeczy niemożliwych – Ariana emanowała pewnością siebie.
- Już gdzieś to słyszałam.
- Niepisaną tradycją, praktykowaną od czasów Ephriama, jest przekazywanie roli Strażnika Enklawy najstarszemu potomkowi. Od kiedy pamiętam marzyłam, aby pewnego dnia stanąć na straży Riquewihr. Czułam, że to moje miejsce i moje powołanie. I tak też się stało.
- Przeznaczenie.
- Mhm. Każda istota pojawia się na tym świecie w określonym celu. Żyjemy, aby odkryć i wypełnić nasze powołanie. Tylko w ten sposób osiągamy prawdziwe szczęście i nadajemy sens naszej egzystencji.
- W zasadzie zgadzam się z tobą, Ariano. Szkoda tylko, że czasami owa ścieżka przeznaczenia jest bardzo wyboista.
- Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Ale spójrz na siebie. – czarownica sięgnęła po dzbanek uzupełniła filiżanki gorącym naparem – Zostałaś wtajemniczona przez jedną z najpotężniejszych czarodziejek, stanęłaś oko w oko z przywódcą Zakonu, mieszkasz z wampirem i nie dość, że nadal żyjesz, to nie potrzebujesz leczenia psychiatrycznego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jesteś na właściwej drodze. Zaufaj mi, wiem, co mówię.
- Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł opracowania podręcznika dla początkujących w stylu „Instrukcja obsługi wampira” albo „Wszystkie nadprzyrodzone stworzenia i jak je rozpoznać”?
Donośny śmiech Strażniczki wypełnij wnętrze kawiarni.
- Masz poczucie humoru, Camillo. Zaczynam cię lubić.
- Ale ja mówiłam poważnie!
- W takim razie, wracajmy do domu. Pokażę ci coś.


Po powrocie Camilla skierowała się na poddasze do pokoju gościnnego, który gospodyni przydzieliła jej i Alexowi. Nieobecność mężczyzn pomimo dość późnej pory odrobinę rozczarowała dziewczynę. I chociaż doskonale rozumiała, że wizyta w Enklawie służyła określonemu celowi i nie chodziło tu o przyjacielskie spotkanie, miło by było gdyby pan wampir poświęcił odrobinę swojego nieskończonego czasu … towarzyszce /partnerce / aniołowi stróżowi? Coraz częściej łapała się na tym, że nie potrafiła określić, jaki właściwie był jej „status” w życiu Alexa. Przerażało ją poczucie osamotnienia w tym całym nadprzyrodzonym chaosie. Zerknęła na wyświetlacz telefonu. Żadnych wiadomości ani połączeń. Powstrzymała pokusę zadzwonienia do ukochanego. Trzymała się nadziei, że towarzystwo Kaspara uchroni porywczego wampira od ewentualnych kłopotów i powstrzyma od wyrywania kolejnych serc.
Dla poprawy samopoczucia wzięła gorący prysznic, po czym wciągnęła na siebie wygodne legginsy i t-shirt zakupiony na stoisku z gadżetami na Halloween.
Ciepła woda spotęgowała nieprzyjemny ucisk w skroniach. Herbata z rumem okazała się krótkotrwałym remedium, więc zanim ból zaatakował pełną siłą, Camilla sięgnęła do kosmetyczki po tabletki z ibuprofenem. Wiedziona instynktem zamiast opakowania leku, chwyciła fiolkę z eliksirem Freyi, nabrała odrobinę płynu na opuszek palca i włożyła do ust. Słodko-korzenny smak wzmagał apetyt na więcej, więc powtórzyła czynność dwukrotnie. W sumie zażyła trzy krople eliksiru. O dwie więcej, niż zaleciła Freya. Kilka uderzeń serca później, ból głowy był tylko nieprzyjemnym wspomnieniem, upiornie blada skóra nabrała zdrowego kolorytu, policzki zaróżowiły się subtelnie, cienie pod oczami zbladły, a szmaragdowe oczy rozbłysły energią.
Dziewczyna jak na skrzydłach zbiegła na dół, gdzie zastała Arianę porządkującą spiżarnię.
- Potrzebujesz pomocy?
- Widzę, że lepiej się czujesz.
Camilla nie chciała wzbudzać nadmiernego zainteresowania, więc tylko wzruszyła obojętnie ramionami.
- Zwykły prysznic też potrafi zdziałać cuda.
- Takim razie pozwól za mną – poprowadziła dziewczyną w stronę rzeźbionych dębowych drzwi usytuowanych obok schodów na poddasze. – Wejdź proszę – gestem zaprosiła gościa.
Oczom Camilli ukazało się przestronne pomieszczenie na planie pięciokąta urządzone w dość niekonwencjonalny sposób. Każda pięciu ścian od podłogi aż po sufit była regałem, na którego półkach piętrzyły się opasłe tomiszcza w skórzanych oprawach, woluminy lub też dziwne przedmioty służące zapewne do magicznych rytuałów. Po środku stał okrągły stół przykryty czarnym obrusem z wyhaftowanym srebrną nicią pentagramem
- Witaj w magicznym sercu tego domu. – Ariana pstryknęła palcami i zapłonęły świece ukryte w kunsztownych lampionach – lubię nazywać ten pokój gabinetem czarownicy. To szczególne miejsce, chronione zaklęciami, więc nikt bez zaproszenia nie ma tu wstępu.
- Wow, teraz dopiero mam ciarki – dziewczyna podniosła wzrok na sufit będący malowidłem ozdobionym dziesiątkami kryształów, które niczym prawdziwe gwiazdy odbijały płomienie świec. – Jak w Hogwarcie.
- Widzę, że jesteś pod takim samym wrażeniem jak Dymitr, mój narzeczony – Strażniczka podeszła do zdjęcia stojącego na jednym z regałów. Prosta drewniana ramka okalała portret mężczyzny około czterdziestki o poważnym chłodnym spojrzeniu brązowych oczu. Surowości obliczu dodawał wyraźny zarost i podłużna blizna na lewym policzku. – Pokochał to miejsce od pierwszego wejrzenia i uwielbia tu pracować.
- Też jest… no wiesz…
- Czarownikiem? Owszem, chociaż woli określenie badacz mocy. Akurat wyjechał, by przeprowadzić pewne doświadczenia w terenie, ale obiecał pojawić się na Samhain, więc jest szansa, że się poznacie. Jeśli tylko zostaniecie na uroczystościach.
- Chciałabym, ale to już zależy od Alexa.
- Czyżby? – jasne brwi Ariany powędrowały do góry – My żywi nie powinniśmy pozwalać nieumarłym za nas decydować. W przeciwnym razie poprzewraca się im w głowach. Zwłaszcza krwiopijcom, którym wydaje się, że ładna powierzchowność i hipnotyzujący błysk w oku rzucą im cały świat do stóp. Co to, to nie! – dała się ponieść frustracji – Nieważne… wróćmy do tego, co istotne. Zostawiam ci do dyspozycji tę skarbnicę wiedzy. Znajdziesz tu odpowiedzi na wiele dręczących cię pytań.
- Od czego mam zacząć?
- Zdaj się na intuicję – poradziła Strażniczka Enklawy – To kompendium wiedzy o praktycznie wszystkich gatunkach nadprzyrodzonych. Ta część poświęcona jest wampirom. Każdą z tych książek czytałam co najmniej dwa razy, mimo to… Cóż, może tobie bardziej poszczęści się w zgłębianiu wampirzej natury. Ostrzegam jedynie przed otwieraniem tej gabloty – podeszła do stojącego w rogu pokoju wąskiego regału. Znajdujące się tam zbiory zabezpieczono nie tylko szklanymi drzwiczkami, lecz również ozdobną kratą z kutego żelaza. – Zamknięcie nie jest bezcelowe. Zebrałam tu najpotężniejsze Księgi Cieni i nie polecam ich lektury laikom. Co prawda przeciętny człowiek nieparający się magią, nie potrafiłby rzucić żadnego z tych zaklęć, ale w przypadku kogoś z twoją aurą, wolałabym nie ryzykować. Nie chcemy dodatkowych kłopotów, prawda Camillo?
- Jasne – podekscytowana dziewczyna wodziła wzrokiem po opasłych tomach – Znajdę tu coś o Zakonie?
- Oczywiście – podsunęła sobie trzystopniowy podest i wspięła się na górę – Po tej stronie mamy Zakon Odkupienia, a po przeciwnej, dla równowagi, wszystko, co dotyczy Rady Najwyższej. A tu gdzieś - z gracją wręcz nietypową dla zaokrąglonej sylwetki zeskoczyła z podestu i podeszła do sterty książek piętrzących się w nieładzie na biurku – Mam! Obowiązujący Kodeks Świata Mroku, ale pewnie Alex już cię z nim zapoznał.
- Tak się składa, że nie.
- W takim razie masz sporo do nadrobienia, ale nie martw się na zapas. Nie musisz pochłaniać tych tomiszczy w jedną noc. Większość dostępnych tu pozycji, oprócz tych z zakazanej listy, to standardowe wyposażenie biblioteczki każdej szanującej się wiedźmy. Założę się, że w zbiorach Sylvii znajdziesz te i dużo cenniejsze źródła. No i polecam przyjrzeć się zbiorom twojego wampira. Gratus kolekcjonował cenne… okazy, także książkowe.
Ostatnie zdanie Ariana wypowiedziała dość osobliwym tonem i Camilla już zamierzała dopytać ją o osobliwą pasję stwórcy Alexa, lecz czarownica stanowczo ucięła temat.
- O szczegółach opowie ci twój pan wampir. A teraz zostawię cię samą – skierowała się do wyjścia – Życzę owocnych poszukiwań. Gdybym była potrzebna, wypowiedz moje imię trzy razy.
Dziewczyna skinęła głową w geście podziękowania. Dziesiątki pytań cisnęły się na usta. Tak wiele książek, a tak mało czasu. Czy zdąży przynajmniej pobieżnie przewertować cały zbiór, zanim Alex zdecyduje o wyjeździe. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że nie uda jej się wybłagać przedłużenia pobytu w Riquewihr z tak błahego powodu, jak zapoznanie się z księgozbiorem czarownicy. Nie w przypadku Alexa, który najchętniej trzymałby Camillę w złotej klatce lub pod kloszem, żeby... No właśnie, zupełnie nie pojmowała ukrytych motywów wampira. Chce ją chronić, czy może uważa, że jako człowiek jest niegodna wtajemniczenia. Przy najbliższej okazji wydobędzie z niego całą prawdę i tylko prawdę. Teraz chciała wiedzieć jedno.
- Jakie mamy szanse, Ariano? - Zatrzymała kobietę w progu.
- Szanse?
- W walce z Antonio.
Skonsternowane spojrzenie Strażniczki zdradzało więcej niż starannie dobrane słowa.
- Będę z tobą szczera, Camillo. Jeżeli dojdzie do otwartej wojny z Zakonem i wystąpią przeciwko niemu wszystkie istoty mroku na czele z Radą, szanse będą wyrównane. Jeżeli do tej walki stanie tylko Alex wspierany garstką przyjaciół, cóż… na jego miejscu modliłabym się o bardzo szybką śmierć dla siebie i swoich towarzyszy broni, bo są znacznie gorsze rzeczy, które Antonio może im zgotować. Bez poparcia Rady Najwyższej i potężnej armii nikt nie powinien porywać się na Zakon.
- W takim razie mamy dwa wyjścia: albo odwiedziemy Alexa od tej całej akcji obalenia Antonio, albo znajdziemy na naszego wroga haczyk, który pozwoli nam wygrać.
- Haczyk? Na ojca Antonio? Zapomnij, Camillo.
- Każdy ma trupa w szafie. No wiesz, wstydliwy sekret, słabą stronę i tak dalej…
- Nie Antonio. Uwierz mi, nie jesteś pierwszą osobą, która na to wpadła. O przywódcy Zakonu Odkupienia można powiedzieć wiele, można go popierać lub nienawidzić, ale trzeba przyznać jedno. To naprawdę odpowiedni człowiek, na odpowiednim miejscu.
- Zatem spróbujmy zawrzeć sojusz.
- Sojusz?
- Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że uniknięcie wojny jest większym zwycięstwem niż jej wygrana okupiona ofiarami, więc…
- Camillo, moim skromnym zdaniem, nie ma takiej siły na tym świecie, ani takiej magii we Wszechświecie, która sprawiłaby, że Alex i Antonio uścisną sobie dłonie i złożą broń. Chociaż… może gdybyśmy wysłały Antonio taką koszulkę – wskazała na nowy t-shirt dziewczyny – Kto wie…
- Mówię poważnie, Ariano! Spróbujmy zasugerować Alexowi zawarcie pokoju z Zakonem. Sama dziś powiedziałaś, że nie ma rzeczy niemożliwych. Co z twoją wiarą? Ponoć góry przenosi.
- Od każdej reguły są wyjątki. Ale jeżeli chcemy dokonać niemożliwego, spróbujmy przynajmniej zyskać trochę czasu i opóźnić krucjatę twojego nadpobudliwego wampira.
- Wchodzę w to.
- Mam już pewien plan i za kilka godzin wcielę go w życie, ale póki co… ciii – na znak tajemnicy położyła palec na ustach – Niech magia Samhain i moc pełni nam sprzyja.
***

Magiczny księgozbiór Strażniczki Enklawy okazał się znacznie bardziej przystępny niż wskazywał na to wygląd pomieszczenia utrzymany w stylu alchemicznego gabinetu z XVIII wieku. Pochłonięta lekturą Camilla nawet nie zerknęła na zegarek. Zależało jej, aby przynajmniej pobieżnie przejrzeć jak najwięcej manuskryptów. Głęboka czerń nocy ustępował pierwszym szarościom nowego dnia, gdy dziewczyna usadowiła się wygodnie w miękkim fotelu. Na zagraconym biurku znalazła pożółkły wolumin, pokryty starannymi kolorowymi szkicami i symbolami identycznymi, jak te, na które natrafiła, poszukując razem z Freyą kryształu Ephriama. Fragmenty dziennika Leonardo Traviatto również pokrywały takie znaki. Według słów Upadłej jedynie czarodzieje czystej krwi są w stanie posługiwać się swoim alfabetem, ale przecież Strażniczka również mogła się go nauczyć. A skoro ma w swoich zbiorach tekst w języku czarodziejów, powinna umieć go odczytać. Jeżeli tak jest, uda się przetłumaczyć zapiski dziadka Marco i rozszyfrować tekst wyryty na szkatułce znalezionej pod Viterbo. Słowa Ariany okazały się prorocze. Wizyta w bibliotece naprawdę mogła rozwiązać niektóre problemy. Walcząc z opadającymi ze zmęczenia powiekami, Camilla zastanawiała się nad treścią znalezionego woluminu.
Z niespokojnego snu o walczących ze sobą aniołach i błąkaniu się po labiryncie ulic Riquewihr wyrwało dziewczynę mocne pukanie do drzwi.
- W porządku, maleńka? – wyraźnie zaniepokojony Kaspar zajrzał do gabinetu.
- Przepraszam, nie słyszałam cię. Musiałam zasnąć. – przetarła powieki i przeciągnęła się.
- Sadząc po galopie twojego serca, śniły ci się okropne rzeczy.
- No tak, istoty nadprzyrodzone i te wasze moce – przewróciła oczami – Z naturą nie wygrasz.
- Wybacz, nie podsłuchiwałem, po prostu… Fajna koszulka – twarz wilkołaka ozdobił promienny uśmiech.
- Chyba wolę świętować Halloween w wersji light & happy. Widziałam też coś, co na pewno spodobałoby się twoim młodym wilczkom. Później możemy podejść na to stoisko, ale najpierw zobacz, co znalazłam. – gestem zaprosiła przyjaciela do biblioteki. – No nie stój tak w progu, podejdź tu.
- Nie mogę – wzruszył bezradnie ramionami – Widzisz te znaki na podłodze?
Dopiero teraz dziewczyna zwróciła uwagę, że na drewnianych listwach wyścielających pomieszczenie wyryte są jakieś symbole.
- To zaklęcia ochronne. Gabinet Ariany jest magicznie chroniony. Ja ani Alex nie mamy tu wstępu, nie można również niczego stąd wynieść. Wiedziałem, że tu jesteś, ale kiedy twój puls wpadł w szaleńcze tempo, wolałem się upewnić, że nic ci nie grozi. Gdyby pod moją opieką spadł ci choć włos z głowy…
- Po twoją opieką? – Camilla odłożyła wolumin na jego miejsce i podeszła do Kaspara – Gdzie jest Alex?
- Ariana poprosiła go…
- Błagam, chociaż ty mnie nie okłamuj – weszła mężczyźnie w słowo – Niech zgadnę, Alex knuje swój misterny plan ataku na Zakon i próbuje przeciągnąć na swoja stronę czarownice, a ty masz być moją niańką. Mam rację?
- Zależy, jak na to spojrzeć – Kaspar próbował wybrnąć z niezręcznej sytuacji – Ariana naprawdę poprosiła go o pomoc w przygotowaniach do jutrzejszych obchodów Samhain, ale faktycznie potrzebuje również magicznego wsparcia w wiadomej sprawie.
- A co ty sądzisz o planach Alexa? Chcesz tej wojny? – przeszywające spojrzenie pary szmaragdowych oczu uniemożliwiało wymiganie się od odpowiedzi.
- I tak, i nie. – wyznał w końcu mężczyzna. Z ciężkim westchnieniem opadł w róg miękkiej kanapy i poklepał miejsce obok siebie. Z pogodnej zazwyczaj twarzy zniknął zawadiacki uśmiech.
- Nie zrozum mnie źle Camillo, zdaję sobie sprawę z ceny, jaką przyjdzie nam zapłacić. Żyję już trochę na tym świecie, brałem udział w niejednej bitwie i widziałem sceny, których nigdy nie zapomnę.
- Mimo to, popierasz ten pomysł.
- Ta wojna jest nieunikniona. Polityka Antonio ma na celu unicestwienie wszystkich stworzeń świata mroku. Zakon nie jest zainteresowany pokojowym współistnieniem gatunków, chociaż nie mówi o tym otwarcie, tylko prowadzi cichą grę podjazdową. Wojownicy Zakonu likwidują każdą napotkaną istotę mroku, nawet jeśli nie dopuściła się ataku na człowieka. Wiesz, co to oznacza? Nadejdzie dzień, w którym zaatakują moją rodzinę. Może nie będzie to za miesiąc, czy za rok, ale tak się stanie. Nadejdzie też dzień, w którym Antonio znajdzie pretekst do wkroczenia do Enklaw, a ciąg dalszy możesz sobie wyobrazić. I uwierz mi, nie nastąpi to w kolejnych dekadach czy wiekach, lecz miesiącach. Żeby wygrać, musimy być przygotowani. A najlepiej byłoby, gdybyśmy zaskoczyli wroga i zaatakowali pierwsi.
- Rozmawiałam wczoraj z Arianą. Według niej bez zaangażowania Rady nasze szanse są marne. Więc skoro z góry jesteśmy skazani na porażkę, może powinniśmy jednak rozważyć zaniechanie rzucenia Zakonu na kolana.
- Błagam cię, Camillo, miejże odrobinę wiary w nas. Walczyłem u boku Alexa w bitwach, których nie mieliśmy prawa przeżyć, i co? Najwyżej mamy parę blizn więcej, które, jak mawia moja Becky, tylko dodają uroku bohaterom. Miej wiarę, malutka! – przyjacielsko szturchnął Camillę.
- Wiarę powiadasz… Postaram się, obiecuję, ale pod jednym warunkiem – widząc, że wilkołak stanowczo trzyma stronę wampira, dziewczyna postanowiła wcielić w życie pomysł, który akurat przyszedł jej do głowy.
- Zaczynam się bać.
- I słusznie. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
- Tak.
- A przyjaciel to ktoś, na kogo zawsze możemy liczyć, zgadza się?
- Mhm.
- Zatem nie powinniśmy odwracać się od przyjaciół, zwłaszcza, kiedy oferują nam pomoc, której rozpaczliwie potrzebujemy, mam rację?
- Yyy… - mina Kaspara przypominała zdezorientowane szczenię, które straciło z oczu swojego pana.
- Powiem wprost. Chcę być częścią waszej wojny, waszego planu i wszystkiego, co się z tym wiąże. I nie wciskaj mi kitu, że najbardziej pomogę, jeżeli nie będę przeszkadzać, bo do pamiątek z wizyty w uroczym Riquewihr dorzucę gustowną narzutę z wilkołaczej skóry. Czy wyraziłam się jasno?
- Jak słońce… w zenicie… nad równikiem.
- Cieszę się, że się zgadzamy. A zatem… jak mogę wam pomóc?- Camilla starała się ukryć satysfakcję ze swojego małego zwycięstwa.
- Cóż… najlepiej będzie, jeżeli przedyskutujemy podział zadań wspólnie z Alexem i Arianą, wiesz… jak przyjaciele i towarzysze broni, prawda?
- W porządku. Kiedy spodziewamy się ich powrotu z wojennej narady?
- Cóż, znając zamiłowanie Alexa do towarzystwa czarownic, załatwiłby sprawę w pięć minut, ale nasza Strażniczka może mieć inne plany.
Antyczny zegar wahadłowy stojący w rogu salonu wybił kwadrans po siedemnastej. Wieczorne niebo przybrało barwę głębokiego granatu. Kaspar podszedł do okna i utkwił wzrok gdzieś w oddali.
- O czym myślisz? – Camilla stanęła obok przyjaciela.
- Jutro szczyt pełni, a ja jestem wilkołakiem. Myślę o tym, jak to wspaniale biec przed siebie, czując na ciele poświatę miesiąca. Tego nie da się opisać słowami. Jak w tej piosence Can’t fight the moonlight… - zanucił – Deep in the dark you’ll surrender your heart...
- LeAnn Rimes. Nie widzę przeciwwskazań.
- Ale…
- Wiem, wiem, masz nie spuszczać mnie z oka.
- Mniej więcej.
- W takim razie pójdźmy na kompromis. Co powiesz na wieczorny spacer po lesie w blasku księżyca?
- No nie wiem…
- Proszę, mam już dość siedzenia w czterech ścianach i rozmyślania o Zakonie. Przyda nam się odrobina świeżego powietrza. Poza tym Alex nie musi o niczym wiedzieć.
- Najpierw coś zjedz. Przesiedziałaś w bibliotece całą noc i pół dzisiejszego dnia, ominęły cię wszystkie posiłki.
- Mam lepszy pomysł. Przygotuję nam prowiant i zrobimy sobie nocny piknik. Co ty na to?
- Nich ci będzie – uniósł ręce w geście kapitulacji - Tylko zmień koszulkę.
- Daj mi dziesięć minut i wychodzimy – zarządziła i uradowana uściskała przyjaciela, po czym w niemal nadnaturalnym tempie zabrała się za przygotowania do nocnej eskapady.
***

Z plecakiem wypełnionym prowiantem Camilla ostrożnie podążała wąską leśną ścieżką za Kasparem. Zachmurzenie stopniowo się rozwiewało i coraz częściej widoczne były spore połacie rozgwieżdżonego nieba. Wilgotne powietrze potęgowało zapachy drzew, żywicy i runa. Po dobrej godzinie intensywnego marszu przystanęli na rozstaju dróg.
- Jeżeli nadal będziemy kierować się na północ, tędy pod górę – mężczyzna wskazał trasę – dojdziemy do fajnego punktu widokowego. A jeżeli odbijemy na wschód, za jakieś pół godziny trafimy na wartki strumień z małym wodospadem. Wybieraj.
- Co powiesz na trasę dwa w jednym? Najpierw wdrapiemy się na górę, a w drodze powrotnej odbijemy wcześniej, odpoczniemy przy strumieniu i wrócimy tutaj. – nowe pokłady energii nie pozwalały ustać Camilli w miejscu. Kiedy przebierała się przed wyjściem, zażyła kolejną porcję eliksiru Freyi. Po chwili zniknęło zmęczenie i wszelkie oznaki nieprzespanej nocy czy wielogodzinnego ślęczenia nad książkami. Cokolwiek wchodziło w skład mikstury, nie mogło być trucizną, skoro dawało takie efekty.
- I to mi się podoba, malutka! – zawołał entuzjastycznie, po czym zaczął zdejmować ubranie.
- Co ty wyprawiasz? – wykrzyknęła lekko zażenowana dziewczyna.
- Chyba nie myślisz, że pokonam taką trasę w ludzkim wcieleniu. A poza tym, zew natury i te sprawy… sama rozumiesz – mrugnął porozumiewawczo i ściągnął podkoszulek, nucąc LeAnn Rimes.
- Mogę zobaczyć…przemianę? – zapytała nieśmiało.
- Jasne, nie mam kompleksów – wzruszył obojętnie ramionami – Rozbieram się z czysto technicznych. Wolę stanąć nagi przed tobą, niż świecić tyłkiem przed całym Riquewihr w drodze powrotnej.
- Nie krępuje cię to?
- Chyba nie jest ze mną aż tak źle – naprężył mięśnie klatki piersiowej – Sama przyznaj, że mam lepszą opaleniznę niż Alex.
- Proszę, zostaw przynajmniej bieliznę.
Rozebrany do bokserek Kaspar złożył swoje ubranie za najbliższym krzakiem paproci i stanął w blasku księżyca. Srebrzysta poświata okryła śniade ciało z niemal rytualnym namaszczeniem, co dla Camilli było magicznym widokiem. Wtem proporcje mężczyzny zaczęły się zmieniać. Kości kończyn dolnych kurczyły się, kręgosłup wygiął się w półłuk, wymuszając przyjęcie pozycji podpartej rękoma. Znajome rysy twarzy także ulegały deformacji, a całej przemianie towarzyszył tak przerażający odgłos przestawianych stawów i łamanych kości, że Camilla nie zdołała powstrzymać łez. Transformacja człowieka w zwierzę była tyleż fascynująca, co straszna. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciel nie wydał nawet westchnienia, które świadczyłoby, jak bardzo bolesny proces przechodził. Wszystko działo się błyskawicznie. Po kilkunastu sekundach naprzeciwko oniemiałej blondynki stał dorodny basior o puszystej szaro-brązowej sierści, wielkością przewyższający dwa dorosłe wilki. Brązowe wcześniej oczy rozświetlone magią przemiany przybrały ciepły odcień miody. Stworzenie nocy wpatrywało się w stojącego przed nim kruchego człowieka i czekało na reakcję. Bezszelestnie podeszło do niego, wchłaniając znajomy zapach.
Camilla powoli przykucnęła, by znaleźć się twarzą na wysokości łba wilkołaka. Ostrożnie wyciągnęła przed siebie drżącą dłoń i dotknęła puszystego futra.
- Boże, to było wspaniałe a ty jesteś… piękny – łzy nadal spływały jej po policzkach. Podrapała Kaspara za uszami niczym domowego psiaka, a ten w odpowiedzi warknął z zadowoleniem.
Pokonywanie leśnych traktów w towarzystwie wilkołaka okazało się dziecinnie łatwe. I chociaż wszelkie próby prześcignięcia Kaspara lub schowania się przed nim spełzły na niczym, były świetną zabawą. Niezawodny instynkt zwierzęcia sprawdził się lepiej niż kompas, więc bez problemu w krótkim czasie dotarli do punktu widokowego na szczycie wzniesienia. Przed nimi rozpościerała się zapierająca dech w piersiach panorama okolicy. Na dole, u stóp zalesionych wzgórz spoczywało Riquewihr. Rozświetlone o tej porze domostwa i ulice sprawiały, że Enklawa wabiła czarodziejskim blaskiem niczym urokliwa pocztówka. Camilla żałowała, że nie zabrała dobrej jakości aparatu, by uwiecznić ten moment i swojego towarzysza. Swoją drogą ciekawe, czy wilkołaki wychodzą na zdjęciach?
Po przerwie spożytkowanej na opróżnianie prowiantu ruszyli w drogę powrotną. Schodzenie w dół z pustym plecakiem nie wymagało większego wysiłku. Trzeba było jedynie uważać na wilgotną miejscami ściółkę grożącą poślizgnięciem. Wilk-przewodnik miał na uwadze ludzką niezdarność, więc starał się tak prowadzić podążającego za nim człowieka, by zniwelować ryzyko ewentualnego wypadku i kontuzji.
Dochodziła północ, kiedy Camilla usłyszała szum płynącej wody. Ostrożnie pokonała pas bujnych krzewów i jej oczom ukazał się wartki potok. Wilkołak płynnym susem przeskoczył na drugi brzeg i zaczął chłeptać wodę.
- W porządku, zatrzymajmy się tu. Odpocznę troszkę, a ty… pobiegaj po okolicy i naciesz się pełnią, ok? – zaproponowała dziewczyna.
W odpowiedzi Kaspar wskoczył na najbliższy głaz i zawył tak donośnie, że zapewne usłyszano go w Riquewihr.
- Rozumiem, że się zgadzasz.
Basior zniknął w labiryncie drzew. Camilla ostrożnie stąpała po omszonych kamieniach i przykucnęła tuż przy spienionym nurcie. Nabrała w dłonie zimną wodę i uniosła do ust. Natychmiast poczuła orzeźwienie w rozgrzanym długim marszem ciele. Podniosła się i ruszyła wzdłuż strumienia. Z każdym krokiem coraz wyraźniej słyszała huk spadającej wody. Po kilkunastu metrach stanęła na górze wodospadu. Wąską ścieżką zaczęła schodzić w jego dół. Uskok terenu nie był wyskoki, jednak piętrzące się na trasie spadu głazy, potęgowały szum przelewających się hektolitrów. Gdy udało jej się dotrzeć na dół, wyszukała odpowiednie miejsce, by aparatem telefonu uchwycić piękno natury. Chętnie wróciłaby tutaj za dnia, żeby zrobić zdjęcia lepszej jakości. Gdyby tylko Alex zgodził się zostać w Riquewirh parę dni dłużej…
Kątem oka Camilla zauważyła ruch w pobliskich zaroślach. Na pewno nie spowodował go wiatr. Może to zając lub lis szukający wodopoju. Dziewczyna wytężyła słuch, ale szum wodospadu zagłuszał wszystkie dźwięki. Włączyła latarkę w telefonie i skierowała światło w podejrzane miejsce. Krzewy ponownie się poruszyły i oczom Camilli ukazał się… wilk. Albo krzyżówka wilka z psem. Albo… wilkołak. Stworzenie przewyższało wzrostem wilki, które widziała w programach przyrodniczych, jednak nie dorównywało wielkością Kasparowi. Całe futro było czarne, jedyny kolorystyczny akcent stanowiły krwistoczerwone oczy, przesycone żądzą mordu i skierowane wprost na Camillę.
- Boże… - głos uwiązł jej w gardle. Czy Kaspar usłyszałby stąd jej krzyk? Powoli, krok po kroku, zaczęła się cofać.
- Spokojnie, już sobie idę… to twoje terytorium – szeptała w stronę wroga, licząc, ze jako istota nadprzyrodzona jest w stanie ją zrozumieć. W odpowiedzi usłyszała złowrogi warkot i zwierzę zaczęło się zbliżać.
- Nie, nie… odejdź – plecami przywarła do pnia drzewa. Pod nogami spostrzegła sporej wielkości gałąź, której ewentualnie mogłaby użyć do obrony. Gdyby tylko zdążyła po nią sięgnąć i miała dość siły, by zmierzyć się z takim przeciwnikiem.
- Cholera, Kaspar, gdzie jesteś? – uświadomiła sobie, że cała drży i płacze, i jest zdana tylko na siebie. Chyba większe szanse miałaby w walce z Antonio.
Dziki basior niespiesznie zbliżał się do osaczonej ofiary. Doskonale wyczuwał zapach strachu pomieszany z wonią…czegoś nie z tego ziemskiego świata. Czegoś nowego i… niesamowicie pysznego. Aura przerażonego stworzenia pulsowała mu przed oczami jak neon, wabiła jak czerwona płachta byka. Słyszał galopujący puls i szum napędzanej strachem posoki. I wiedział, że było warto. Było warto poddać się eksperymentowi, z góry skazanemu na porażkę. Warto było przecierpieć ból przemiany. Warto było dla tego momentu. Dla tego smaku. I wtedy ruszył.
W płonących czerwienią oczach Camilla dostrzegła determinację i… cierpienie. Wiedziała, że napastnik nie odpuści. Czas płynął jak w zwolnionym tempie. Instynktownie schyliła się po gałąź w chwili, kiedy wilk zaatakował. Zamachnęła się nieporadnie, ale trafiła basiora w pysk. Rozległ się skowyt. Zyskała kilka sekund, stanęła pewnie na nogach, cały czas ściskając gałąź w pogotowiu. Nie czuła skaleczeń od szorstkiej kory na wewnętrznych stronach dłoni. Czarna postać nieubłaganie się zbliżała, nic sobie nie robiąc z narzędzia obrony. Była gotowa do kolejnego uderzenia, gdy straciła równowagę, zahaczając o wystający konar. Upadła na plecy, a wilk skoczył. Dziewczyna z całej siły zaciskała w obu rękach gałąź, która była teraz jej jedyną obroną przed szczęką pełną ostrych, białych kłów. Ciężar napastnika dodatkowo obezwładniał ofiarę. Camilli zaczynało brakować tchu. Pod naporem szczęki zwierzęcia, gałąź niebezpiecznie zbliżała się do jej gardła. Czuła zapach padliny z pyska wilkołaka, spieniona ślina kapała jej na twarz.
- Nie rób tego, nie rób… - powtarzała jak zaklęcie.
Trzymany przez Camillę konar pękł na dwoje. Wypuściła kawałki drewna i w ostatnim desperackim odruchu osłoniła rekami twarz. Ugryzienie wydawało się nieuniknione, jednak zamiast bólu wbijających się kłów, zniknął cały ciężar napastnika. W ułamku sekundy Kaspar zrzucił czarnego wilka przygniatającego Camillę. Oba basiory walczyły zacięcie kilka metrów od dziewczyny. Mniejszy nie dawał za wygraną, mimo że parę razy został przygwożdżony do ziemi. Tempo ciosów rozmywało się w mroku nocy. Szaro-brązowy wilk odciągał przeciwnika jak najdalej w zarośla.
Dopiero teraz Camilla odzyskiwała świadomość swojego ciała. Spojrzała na poranione dłonie silnie pachnące żywicą. Na potylicy rósł pokaźny guz, efekt uderzenia głową o podłoże przy upadku. Jednak najgorszy ból emanował z lewego przedramienia. Z przerażeniem podwinęła zakrwawiony rękaw bluzy. Od łokcia niemal po nadgarstek widniało ogromne zadrapanie. Rana zadana przez wilkołaka. Każdy, kto obejrzał przynajmniej jeden film fantasy, wiedział, jakie skutki niosą takie zranienia. Bezwładnie osunęła się na podłoże i ostatnie, co zobaczyła, to wirujące w zawrotnym tempie korony drzew.
Dotyk czegoś wilgotnego i ciepłego na policzkach przywracał Camillę do przytomności. Po paru mrugnięciach wróciła ostrość widzenia i rozpoznała łeb Kaspara, delikatnie trącający ją nosem.
- Nic ci nie jest? – ostrożnie podniosła się i spróbowała usiąść. Zakręciło jej się w głowie i skrzywiła się z bólu.
Wilk przysiadł obok i smutno zaskamlał. Dziewczyna dostrzegła krwawy ślad na jego barku.
- O Boże, Kaspar… - chciała dotknąć przyjaciela, lecz ten odsunął się. Okrążył przyjaciółkę i zaczął ją obwąchiwać.
- Nie jest tak źle, tylko nabiłam sobie guza, kiedy upadłam – z ulgą stwierdziła, że rana na głowie nie krwawi.
Nos wilka zatrzymał się przy krwawiącym zadrapaniu.
- To nic takiego, prawda? – z trudem powstrzymywała łzy.
Kaspar chwycił delikatnie zębami krawędź bluzy Camilli, nakazując, by wstała. Z trudem dziewczyna podniosła się na nogi i wolnym krokiem ruszyła za przyjacielem.
***

Zniecierpliwiony wymuszoną uprzejmością Alex czekał aż dostąpi zaszczytu audiencji u Strażniczki Enklawy. Przez ostatnie godziny pokornie znosił rolę wampira na posyłki i asystenta czarownicy w przygotowaniach do obchodów Samhain. Pomagał w wystroju miasteczka i w transporcie zaopatrzenia, cały czas znosząc trajkotanie Ariany. Mówi się, że cel uświęca środki. Mimo to, obiecał sobie w duchu, że jeszcze się za to odegra.
Kiedy w końcu on i Strażniczka zasiedli naprzeciwko siebie w jednej z miejscowych knajpek, postanowił przejść do sedna.
- Liczę na wasze wsparcie. Nie muszę ci chyba przypominać, ile wieków płonęły stosy, na których ginęły twoje siostry i bracia. Z rozkazu Antonio.
- Nie, nie musisz.
- Zatem, mam twoje wsparcie? – zapytał wprost.
- Tak, masz moje wsparcie – odważnie patrzyła wampirowi w oczy – Tylko moje.
- Co mi z mocy jednej czarownicy? W dodatku śmiertelnej? – uniósł się.
- Jeśli nie chcesz…
- Nie tak się umawialiśmy!
- Przeciwnie. Przypomnę ci, mój drogi wampirze, że obiecałam spotkać się z tobą i z moimi siostrami, żeby przedyskutować udział czarownic w twoim planie ataku na Zakon. Po wiekach płonących stosów, moje siostry doceniają spokój, w jakim teraz żyją, a ja nie mam prawa prosić, by się go wyrzekły. – oznajmiła stanowczo Ariana – Mogę decydować tylko za siebie. Moje sumienie nakazuje mi pomoc tobie, w ramach zadośćuczynienia za… przeszłość. Przyjmij zatem, co ci ofiaruję, albo odejdź i walcz sam.
- Świetnie, mogłem się tego spodziewać. – syknął brunet ze złością. – Moja wizyta tutaj to strata czasu.
- Z takim nastawieniem nigdy nie pokonasz Antonio.
- To się jeszcze okaże – zaczął zbierać się do wyjścia.
- Twoja duma wpędzi cię do grobu na wieki wieków amen. I nie tylko ciebie.
- Uważaj, wiedźmo… - warknął gniewnie.
- Mężczyźni… - skupiła wzrok na towarzyszu, który w ułamku sekundy chwycił się za głowę i jęknął. – Uspokój się i siadaj. I przestań zachowywać się jak przedszkolak.
- Mogę cię za to zabić.
- Jasne, dobry pomysł. Zabij Strażniczkę w jej własnej Enklawie! Daj Antonio pretekst, a nie będziesz miał po co wracać do Viterbo. Chyba, że na pogrzeb przyjaciół.
- Czego ode mnie chcesz? Sama twoja pomoc nie wystarczy, a skoro inne czarownice wolą chować głowy w piasek…
- Może już czas, żebyś zaczął zbierać wsparcie „słabych śmiertelników”? Nie zapominaj, że Antonio nie może skierować swoich Wojowników przeciwko ludziom. Może walczyć z każdą istotą mroku, ale nie wolno mu skrzywdzić człowieka. Dlatego nie lekceważ tych „maluczkich”, którzy od wieków dają schronienie wam, „potężnym nieśmiertelnym”.
- Niech zgadnę, rozmawiałaś z Camillą?
- Z tą sympatyczną dziewczyną, której aura jaśnieje jak Gwiazda Betlejemska, i która dałaby się za ciebie pokroić? Owszem, ja z nią rozmawiałam. Szkoda, że nie można tego samego powiedzieć o tobie.
- No tak, kobieca solidarność. – westchnął, przewracając oczami.
- No tak, samczy upór – odcięła się Ariana.
- Niech zgadnę, mam teraz wysłuchać twojego pouczającego kazania.
- Nie, Alexie, dam ci tylko jedną radę: w jedności siła. Nie zapominaj o tym.
- Szkoda, że nie wszystkie czarownice tak uważają.
- Mylisz się. Jeżeli zajdzie taka konieczność moje siostry będą walczyć, ale za pokój, a nie dla zemsty. Jeśli chcesz wygrać tę wojnę, wampirze, potrzebujesz nie armii z nadprzyrodzonymi mocami, lecz szczęścia. Miej czyste serce, szczerą intencję, kieruj się miłością, a kto wie… może Bóg albo Wszechświat cię wysłucha.
Słowa Strażniczki docierały do Alexa jak z oddali. Rzadko zdawał się na swoją intuicję czy tak zwane przeczucie, ale teraz wyraźnie coś było nie tak. Zerknął na wyświetlacz telefonu. Żadnych wiadomości ani nieodebranych połączeń.
- Mówię co ciebie!
- Wybacz, muszę zadzwonić – wybrał numer Camilli. Automatyczny głos oznajmił, że abonent ma wyłączony telefon lub znajduje się poza zasięgiem.
- Coś się stało?
- Camilla nie odbiera. – spróbował ponownie.
- Biorąc pod uwagę twoje ostatnie zachowanie, nie zdziwiłabym się, gdyby nie chciała z tobą rozmawiać.
- To nie w jej stylu, spróbuję złapać Kaspara – przystawił aparat do ucha – Jest sygnał, ale też nie odbiera.
- Może poszli się przejść. Camilla całą noc przesiedziała w mojej bibliotece, może chciała rozprostować nogi. Na terenie Enklawy jest bezpieczna.
- Nie znasz jej, kłopoty to jej specjalność.
- Nie dramatyzuj, z Kasparem nic jej nie grozi.
- Nie był bym tego taki pewien, on je jej z ręki jak domowy piesek. Pokazali mi już co potrafią w duecie, kiedy jechałem do Teufen na spotkanie z Radą.
- Poczekaj, ja spróbuję się do nich dodzwonić – wyszukała w torebce swój telefon i bezskutecznie próbowała połączyć się z wilkołakiem – Spróbujmy za parę minut, może wrócą.
- Nie, lepiej od razu sprawdźmy, co się stało. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale czuję, że z Camillą jest coś nie tak… nie umiem tego wyjaśnić, ale… - szukał odpowiednich słów, by opisać podszept intuicji.
- Wracajmy do domu – zdenerwowanie udzieliło się również Arianie. Doskonale wiedziała, co Alex miał na myśli. Jeżeli między wampirem a jego żywicielem wywiązuje się emocjonalna więź, obie strony są w stanie komunikować się na poziomie astralnym. Dawca krwi staje się wtedy Źródłem nazywanym też Kielichem, a wampir przyjmuje rolę Protektora. Ta wyjątkowa duchowa więź pozwala obu stronom wzajemnie odczuwać skrajne emocje, a w nielicznych przypadkach nawet komunikować się pozawerbalnie. Dlatego nie mogła zbagatelizować przeczuć Alexa.


Zachęcam do dzielenia się wrażeniami i komentowaniasmile

Życzę Wam magicznych Świąt pełnych miłości i spokoju oraz... wielu dobrych tekstów do czytania
love

https://www.youtu...E7-eR0eZso
Edytowane przez alime19 dnia 24-12-2017 15:39
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
LENA27
Dodany dnia 01-02-2018 18:59
Człowiek


Postów: 4
Data rejestracji: 14.05.17

Liczba ofiar: 4
Poziom: Przejazdem

Emilio!Rozdział super bardzo mi się podobał i nie byłabym sobą gdybym nie zapytała kiedy ciąg dalszy.Nie mogę się doczekać kiedy Camilla sobie coś przypomni z poprzednich wcieleń.Pozdrawiam Wink
LENA27
 
alime19
Dodany dnia 03-02-2018 09:10
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Leno, dziękuję za komentarz. Cieszę się, że jeszcze ktoś tutaj zagląda i zostawia po sobie ślad. Wink Dobrze wiedzieć, że mam dla kogo pisać jezorek

Nie mogę się doczekać kiedy Camilla sobie coś przypomni z poprzednich wcieleń.


Tak, wszyscy na to czekamy, a ona sama szczególnie. Niestety, nie każde wspomnienie będzie przyjemne i nie w każdym będzie nasz przystojny Alex... Jedno jest pewne, eliksir Freyi ma moc Angry

Jestem też bardzo ciekawa, czy któryś z Czytelników zastanawia się, czy przypadkiem Camilla po obrażeniach zadanych przez obcego wilkołaka... nie zacznie się przemieniać GrinAngry Nie wiem, kto byłby bardziej zaskoczony... Wy czy... Alex Grin
Kto wie...
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
LENA27
Dodany dnia 04-02-2018 01:38
Człowiek


Postów: 4
Data rejestracji: 14.05.17

Liczba ofiar: 4
Poziom: Przejazdem

Doga Emilio,jesteś świetna i twoje opowiadanie jest świetne.Więc proszę ciebie bardzo nie kończ pisać bo chyba umrę z ciekawości.Życzę dużo weny buziaki dla ciebie oraz czekam na kontynuację.
LENA27
 
velvet
Dodany dnia 18-02-2018 12:22
Awatar

Martwy


Postów: 3572
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3690
Poziom: Wampir

Jestem i Ja... po długiej zwłoce, ale za to z komentarzem.

Już miałam pisać że też chcę na piknik z Kasparem, nie musi być pod osłoną nocy... aż tu...hmmm
No nie wierzę, żeby Cam stała się wilkołaczycą.
Chociaż warczenie na Alexa ... oj coś czuję, że często by warczała. Rzucanie się z pazurami na jego ego również byłoby uzasadnione. Nawet mile widziane.

Co ten Alex taki narwany?
No wiem, Antonio ... zły... szalony... zabijac... wampiry... czarownice... wilkołaki... nie odpuszczać nawet tym dobrym - tego nie lubimy
Żadna strona nie odpuści, więc w końcu dojdzie do starcia...
tylko tak naprawdę po części i jedni i drudzy mają rację

Ale na ślepe zabijanie wszystkich to na pewno się nie zgodzę... phhh
najlepsze by były negocjacje i wypracowanie kompromisu, ale ........ nie będę kończyć. wiadomo co i jak

Ariana jest mądra i ma rację, nie szastając życiem swoich, tylko dlaczego Alex nie może tego zrozumieć?

A teraz formalnie:

Żądam odpowiedzi od Antonio - dlaczego nie odczepi się od ogarniętych wilkołaków, czarownic i zakochanych wampirów?
Tych mega złych niech sobie sądzi i odpłaca pięknym za nadobne, ale od reszty wara.

i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
Przeskocz do forum:
CMS: PHP Fusion v.7 (Easy) | Licencja: GNU Affero GPL | Online: | Reklama: Kontakt53,011,762 Unikalnych wizyt