Zobacz temat
 Drukuj temat
[alime19] Zagubiona tożsamość
emka1996
Dodany dnia 30-10-2014 21:40
Awatar

Ugryziony


Postów: 93
Data rejestracji: 29.02.12

Liczba ofiar: 93
Poziom: Przejazdem

Nie napiszę wiele.
Tylko tyle

że się wreszcie doczekałam!!!
Everything endseria Even the immortalseria.
 
velvet
Dodany dnia 04-11-2014 12:44
Awatar

Martwy


Postów: 3570
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3688
Poziom: Wampir

Emilciu!!!!!!!!!!!

Opowieść Freyi mnie rozwaliła....
ona i Leonardo??
nawet dla anielicy zostawić wielką miłość i czuwać nad nową rodziną dawnego ukochanego - ....... trzeba mieć samozaparcie i ..... podziwiam ją

wcale się nie dziwię, że chce urtatować Leo i jego syna tzn ich dusze bo są NIEWINNI
to Antonio nawalił, przeprowadzając swoja Vendettę nie na tych co trzeba
zresztą czasem myślę, że on by wszystkich pozabijał, wystarczy, żeby mieli kły

a wracając do rozdziału to nie podobała mi się "wizyta" Freyi i Cam u pana Giuseppe
takie grzebanie komuś we wspomnieniach nie wróży nic dobrego
mogą być konsekwencje, których nikt nie przewidział
oby nie

dodam jeszcze tylko, że fragment opowieści Freyi jest dla mnie przecudowny


Dawno, dawno temu, gdy czas jeszcze nie istniał, przestrzeń wypełniała jedynie czysta energia. Z tej właśnie energii powstały pierwsze duchowe byty – Anioły. Były nas tysiące, doskonałe połączenie siły, piękna i pokory, a każdy źródłem wiecznego światła. Nasze powołanie dokonywało się w służeniu Stwórcy i uwielbianiu Go. Nadal wspominam wypełniające mnie wówczas bezgraniczne szczęście i błogi spokój. Teraz pozostała mi już jedynie bolesna tęsknota, która jątrzy się niczym nieuleczalna rana na duszy. Pewnego razu święta harmonia została zakłócona. Narodził się bunt, a w raz z nim niewyobrażalne cierpnie i ból. Jeden z nas sprzeciwił się, a za nim podążyli następni. Wielki Upadek bezpowrotnie podzielił Anioły. Wieczne światło wielu zostało stłumione przez bezkresny mrok. Tak oto powstał nowy gatunek: Upadli.
Mój czas jednak jeszcze nie nadszedł. Wraz z współbraćmi pogrążyłam się w żalu za utraconą rodziną. Opłakiwaliśmy ich odejście, ich zdradę, a nasze łzy obficie pokryły Ziemię maleńkimi cząstkami anielskiej energii. Żałoba aniołów trwała siedem dni, wtedy też Stwórca postanowił powołać do życia doskonalszą istotę, która otrzyma prawo wyboru. I pojawił się człowiek ze swoją wolną wolą, która zapoczątkowała odwieczną wojnę Aniołów i Upadłych o nieśmiertelne dusze. Otrzymaliśmy nowe zadania, mieliśmy strzec ludzi, być ich duchowymi przewodnikami, pilnować, by nie zanurzali się w mroku. Patrzyłam na ten nowy, śmiertelny gatunek z ciekawością. Nie rozumiałam, dlaczego Stwórca umieścił tchnienie wiecznego życia w tak kruchej powłoce. Wtedy dotarło do mnie, że pomimo wielu irytujących wad i słabości macie coś, czego nigdy nie osiągnę, będąc Stróżem – wolność. Nie obchodziła mnie ta cała walka między dobrem a złem, Niebem a Piekłem, chciałam być wolna, doświadczać granic swojego istnienia i… bliskości. Anioły rzadko łączą się w pary, zostaliśmy stworzeni, by kochając, służyć. Nasze życie to nigdy niekończąca się misja, walka o wieczne szczęście podopiecznego, co oznacza wyrzeczenie się własnego. A ja prędzej wyrzekłabym się skrzydeł niż Leonarda. Nie łudziliśmy się, że uda nam się ukrywać w nieskończoność i w końcu nadszedł czas podjęcia decyzji. Chciałam dokonywać własnych wyborów, więc Stwórca pozwolił mi zejść na Ziemię i żyć pośród ludzi, być jednym z nich. Mogłam zabrać ze sobą Leonarda, ale ceną były najcenniejszy skarb - wspomnienia. W przeciwnym razie nasze dusze przeżywałyby katusze z tęsknoty za utraconym rajem, doprowadzając do obłędu. Z czystymi umysłami, stalibyśmy się niezapisanymi kartami, zabawką w rękach losu. Wiązało się to z ryzykiem, że zapominając o Niebie, zapomnimy też o sobie. Sprzeciwiłam się. Upadłam. Nie czułam bólu, jedynie przeszywające zimno tu, gdzie promieniowała iskra mojego istnienia. Ciemność okryła wszystko.


MEGA

kurcze teraz lubię Freyę jeszcze bardziej, chociaż miewa czasem ryzykowne i głupie pomysły
ale hisporia kryształów jest niesamowita
czekam co wyniknie z tego dalej, bo jak się domyślam, nie obejdzie się bez komplikacji........... Frown
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
alime19
Dodany dnia 11-11-2014 13:41
Awatar

Martwy


Postów: 1656
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1647
Poziom: Człowiek

Kochani, dziękuję za Wasze komentarze. Grin Z każdym kolejnym rozdziałem nie mogę się nadziwić, że nadal są osoby, które czytają to opowiadanie Wink
Także... cieszę się, że jesteście ze mną i moimi bohaterami. Jeszcze raz wam DZIĘKUJĘ :* :* :*

A teraz...

by uczcić 96. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości

... zapraszam do lektury kolejnego rozdziału!





LI



- Tu nic nie ma – jęknęła poirytowana Freya – Musiałaś się pomylić.
- Niemożliwe – Camilla sięgnęła po telefon i jeszcze raz sprawdziła lokalizację – Google się nie myli. Geograficzny środek Viterbo znajduje się dokładnie pod naszymi stopami – oznajmiła stanowczo.
- W sensie… w rynsztoku?
Obie dziewczyny stały pośrodku wąskiej, brukowanej uliczki, mającej wylot przy głównym placu miasteczka, poszukując czegoś, co mogłoby służyć za kryjówkę skarbu. O tej porze nie było widać żywego ducha, co akurat sprzyjało ich akcji poszukiwawczej. Ostatnie czego chciały, to wzbudzać zainteresowanie osób trzecich. Anielica pochyliła się przy kratce ściekowej, znajdującej się pół kroku przed nimi.
- Cóż… sezamie otwórz się – z zniesmaczoną miną odsunęła właz kanalizacyjny, który nie stawiał większego oporu – Która pierwsza?
- Chyba żartujesz! Zabawa w Indianę Jonesa to twój pomysł, więc najpierw ty. Poza tym z nas dwóch to ty masz super moce i jesteś nieśmiertelna.
- Niech ci będzie – zgrabnymi ruchami Freya wśliznęła się w prostokątny otwór, nurkując w ciemność.
- Daj znać, jak coś znajdziesz! – blondynka przykucnęła nad włazem, modląc się w duchu, by nie musiała iść w ślady towarzyszki.
- W porządku, mam światło, możesz zejść – zawołało echo.
- Świetnie. Nie wierzę, że to robię – Camilla niechętnie podwinęła rękawy jasnego swetra i, starając się nie dotykać wilgotnych i brudnych krawędzi, ostrożnie zaczęła schodzić po żelaznej drabince.
- Jeszcze trochę – zachęcał znajomy głos.
Dziewczyna naliczyła dwadzieścia szczebli nim jej stopy stanęły na twardym, stabilnym podłożu. Nie ociągając się, podążyła do źródła nikłego, błękitnego światła, którego kula unosiła się w niewytłumaczalny sposób tuż nad głową Upadłej.
- Przydatna sztuczka, prawda?
- Znalazłaś coś oprócz ohydnego zapachu, pajęczyn i szczurów?
- Korytarze zapewne ciągną się pod Viterbo kilometrami, ale skoro ten cały Google twierdzi, że centrum Enklawy znajduje się dokładnie tu, szukamy tutaj, poniżej wejścia – anielica uważnie rozglądała się dokoła.
- Nie możesz jakoś magicznie przywołać kryształu?
- A wyglądam na Copperfielda? – mruknęła rozdrażniona.
Camilla powstrzymała się od komentarza i zaczęła telefonem oświetlać ściany. Że też dała się wciągnąć w tę całą maskaradę. Utknęła w ciemnym, śmierdzącym kanale ściekowym, stojąc w błocie niewiadomego pochodzenia, szukając, czegoś, co nawet nie miała pojęcia jak wygląda, i co w ogóle nie było jej do szczęścia potrzebne.
- Zobacz, Camillo, tu coś jest! – rozradowana Freya zdekoncentrowała się i tworzone przez nią światło zgasło – Ups, wybacz – szybko naprawiła swój błąd i błękitna kula znów zawisła w powietrzu wbrew prawom fizyki.
Znalezisko upadłej okazało się poluzowaną cegłą, lekko wystającą ze ściany. Gdy przetarła jej zewnętrzny brzeg, ukazał się rząd wyrytych, dziwnych oznaczeń.
- To starożytne pismo czarodziejów – wyjaśniła anielica.
- Możesz je odczytać.
- Niestety, tylko czarodziej czystej krwi posiada tę umiejętność.
- Sylvia… – Camilla poczuła ucisk tęsknoty na wspomnienie ciotki.
- Będziemy musiały sobie inaczej poradzić – wysunęła obruszaną cegłę i wsunęła dłoń w ostów w ścianie – Chodź tu – mruknęła do siebie, wyciągając na pozór zardzewiałą, prostokątną kasetkę wielkości tabliczki czekolady.
- Błagam, powiedz, że to jest to i, że możemy stąd już wyjść.
- Zaraz się przekonamy – przetarła zakurzone wieczko, odsłaniając kolejne niezrozumiałe znaki i otwór mechanizmu zamykającego – Jeżeli nasz klucz pasuje…
- Klucz pana Giuseppe – poprawiła ją Camilla.
O dziwo, pomimo sporej warstwy kurzu, po paru próbach, zamek wydał z siebie oczekiwane przez dziewczyny kliknięcie.
- Nie spodziewałam się, że będzie tak… - Freya otworzyła skrzyneczkę i utkwiła wzrok w jej wnętrzu.
- Pusto.
- Nie, nie, przecież to niemożliwe! Musi coś tu być! – Upadła potrząsała szkatułką.
- Zastanówmy się, nie wygląda, żeby ktoś przed nami otwierał to pudełko.
- Nie bez klucza.
- W takim razie… nie mam pojęcia, co więcej mogłybyśmy teraz zrobić – westchnęła z rezygnacją – Czekaj, jeżeli kryształ zniknął, czy to oznacza, że Viterbo nie jest już chronione?!
- Teoretycznie tak by to działało, ale doskonale wyczuwam jego energię. Viterbo nie utraciło statusu Enklawy, kamień na sto procent znajduje się w mieście.
- W takim razie go znajdziemy.
- Wątpię, los nam nie sprzyja – anielica ze złością cisnęła zardzewiałą skrzynką w błotnisty szlam.
- Spokojnie Freyo, potraktuj naszą dzisiejszą porażkę jak kolejną zagadkę do rozwiązania – próbowała pocieszyć towarzyszkę, w nadziei, że poszukiwania na chwilę obecną zostaną zawieszone – Obiecałam, że ci pomogę i zamierzam dotrzymać słowa. Musimy ochłonąć, przeanalizować wszystko, czego się dowiedziałyśmy i połączyć elementy w logiczną całość.
- Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać – prychnęła.
- Faktycznie, jeżeli wskazówki wyrzuca się w błoto – przecisnęła się w wąskim korytarzu obok Upadłej i sięgnęła po wyrzucony pojemnik i leżącą obok niego cegłę – Wydaje mi się, że widziałam wcześniej podobne pismo, tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzie.
- Kamień spadł mi z serca – odcięła się, czym przeważyła szalę anielskiej cierpliwości i wyprowadziła Camillę z równowagi.
- Wiesz Freyo, wyobraź sobie, że nie jesteś jedyną istotą we wszechświecie, która miała paskudny dzień. Mam za sobą spotkanie ze stukniętą wampirzycą, tak na marginesie ex Alexa, mega kłótnię z nim samym o moją ewentualną nieśmiertelną przyszłość, włamałam się do mieszkania i umysłu swojego szefa, a na deser urządziłam sobie nocne zwiedzanie śmierdzących kanałów w towarzystwie marudnej Upadłej, która nie potrafi wykrzesać z siebie ani krzty wdzięczności! Czy nie uważasz, że to odrobinę za dużo wrażeń na raz dla jednego śmiertelnika?! - dała upust skumulowanej frustracji.
- Chyba masz rację – westchnęła, lekko zmieszana – Wybacz, czasami zapominam, że jesteś tylko człowiekiem.
Odpowiedziało jej mordercze spojrzenie szmaragdowych oczu.
- A zatem… wracamy do punktu wyjścia? – anielica wskazała wąską drabinkę wiodącą na powierzchnię.
- Tak, nie zamierzam spędzić tu całej nocy. Tylko najpierw uwiecznimy, to co znalazłyśmy i posprzątamy po sobie – sfotografowała tajemnicze pismo zdobiące szkatułkę i cegłę, po czym wsunęła każdy element na właściwe mu miejsce – Miejmy nadzieję, że nasza wizyta tutaj pozostanie niezauważona.
- Myślisz, że ktoś jeszcze szuka kryształu? – Freya wydawała się totalnie zaskoczona taką perspektywą.
- Skoro go tu nie ma, to chyba jasne – z wyraźną ulgą zaczęła wspinać się po mokrych szczeblach.
- Jak moje włosy? – anielica wygładziła lśniące kosmyki.
- O wiele lepiej niż moje ubranie – skwitowała cierpko Camilla – Fuj!
- I co teraz?
- Muszę wziąć prysznic i zrobić pranie – powąchała swój jeszcze do niedawna kremowy sweterek – Bezwzględnie!
- Chodzi mi o kryształ, masz jakiś pomysł?
- Powinnaś szczerze porozmawiać z Marco – ruszyła powolnym krokiem w stronę domu.
- A co on ma z tym wspólnego?
- Sporo, w końcu jest wnukiem Leonarda.
- A ty znowu swoje – prychnęła poirytowana, doganiając towarzyszkę – Wyraźnie wyczuwam anielską energię kamienia, musi być na terenie miasteczka. Wygląda na to, że będę musiała wcielić w życie własne, sprawdzone metody. Choćbym miała sprawdzić dom po domu, cegłę po cegle, znajdę go.
- Zapewne trochę to potrwa – zauważyła dziewczyna.
- Zawsze mogę bardziej przycisnąć główne źródło informacji w postaci Strażnika Enklawy.
- Obiecałaś, że zostawisz pana Giuseppe w spokoju!
- Cóż… jestem tylko Upadłą – wzruszyła niewinnie ramionami.
- Lepiej porozmawiaj z Marco.
- Coś się tak uparła?!
- Mówiłam ci, że gdzieś widziałam to pismo czarodziejów.
- I co z tego?
- Pewnego razu szukałam informacji o Viterbo i w antykwariacie natknęłam się na stary dziennik. Był podpisany L. Travitto. Jak się później okazało, należał do dziadka Marco. Przeglądając go, znalazłam kilka wzmianek o Alexie, widocznie przyjaźnił się z Leonardo. Nie udało mi się odczytać całego tekstu, pismo częściowo wyblakło, paru stron brakowało i… niektóre fragmenty pokryto właśnie takimi dziwnymi symbolami – podsunęła Frey pod nos telefon ze zdjęciami, które zrobiła w tunelu – Z tego, co mi dziś opowiedziałaś, Leonardo zakładał enklawy z Ephriamem. Zatem istnieje prawdopodobieństwo, że nauczył się od czarodzieja sekretnego języka i, używając go, zapisał coś ważnego w dzienniku.
- Jeśli nawet Leo znał miejsce ukrycia kryształu w Viterbo i je wyjawił w swoich zapiskach, nie odczytamy ich. Potrzebujemy czystej krwi czarodzieja, który zechce z nami współpracować, a takiego ze świecą szukać.
- Zostaw to na mojej głowie.
- No tak, Alex! – klasnęła entuzjastycznie w dłonie – Jak to dobrze mieć u swojego boku wampira, który je ci z reki!
- Taaa… podpytam go, jak tylko zacznie się do mnie znów odzywać. Może nastąpi to jeszcze w tym wcieleniu.
- Kłótnia?
- Konfrontacja odmiennych zapatrywań na wspólną przyszłość.
- Kłótnia.
- Armagedon. Powiedziałam coś… boję się, że mi nie wybaczy.
- Kocha cię, a prawdziwa miłość wybacza, chociaż czasami to mocno boli. Pamiętaj o tym.
- Ty też, zwłaszcza podczas rozmowy z Marco.
- Camillo…
- Nie, Freyo – przerwała jej - Dziennik Leonarda jest teraz w rękach Marco. Mam nadzieję, że nie włamiesz się do niego i nie okradniesz jak pana Giuseppe, tylko potraktujesz poważnie. To naprawdę wspaniały przyjaciel. Po tym, co przeszedł, zasługuje na odrobinę szczerości. Zwłaszcza od ciebie.

***


- Jesteś pewien, że to dobry plan? – Marco zatrzasnął kratę wąskiego pomieszczenia wydzielonego w jednym z zaułków podpiwniczenia domu Alexa.
- Jeśli chodzi o magię, niczego nie jestem pewien. Jeżeli zaklęcie rzuca niedoświadczona Upadła, wszystko może pójść nie tak – wampir sprawdził wytrzymałość starej kłódki – Powinno wystarczyć. Pod warunkiem, że czar zadziała.
- Nie ufasz tej znajomej czarownicy?
- Nie ufam żadnej czarownicy.
- W takim razie… przydałby się plan awaryjny – chłopak przysiadł na jakimś zakurzonym pudle, przecierając zmęczoną twarz.
- Nie mamy na to czasu. Potrzebujemy informacji o systemie ochrony Zakonu, taka okazja raczej się nie powtórzy.
- A co jeżeli…
- Będziemy się tym martwić później – Alex wyraźnie nie był w nastroju do dyskusji.
- Twój dom, twoje zasady, stary. Ale Camilli by się to nie spodobało.
- Dlatego nie zamierzam jej nic mówić i tobie radzę to samo, w przeciwnym razie nasz mały zakładnik będzie miał towarzystwo – zagroził.
- Spokojnie, milczę jak zaklęty – wykonał gest zamykania ust i wyrzucania kluczyka.
- Dlaczego kobiety nie są tak bezkonfliktowe?
- Bo to wbrew ich naturze – Włoch uśmiechnął się szeroko – Wiesz, że będziesz miał przechlapane, jeśli Camilla odkryje, że przetrzymujesz w piwnicy zakładnika.
- Nie dowie się.
- Skąd ta pewność?
- Bo jej tu nie będzie. – ponownie obejrzał całe pomieszczenie, upewniając się, że prowizoryczne zabezpieczenia spełniają swoją funkcję - Gotowe. Pamiętaj, że oświetlenie wymaga naładowania akumulatora.
- Jak to, nie będzie jej?! – podążył za wychodzącym z podziemi przyjacielem.
- Przecież znasz Camillę, wiesz, co myśli o naszych działaniach przeciwko Zakonowi. Zatem chyba oczywiste, że należy się jej pozbyć – zawzięta mina wskazywała jednoznacznie, że dyskusja z wampirem nie wchodzi w grę.
- Cóż… jeżeli mam być szczery…
- Możesz sobie darować.
- Trzeba przyznać jej rację, przynajmniej częściowo. Jakby nie było, w końcu planujemy porwanie, które Zakon bez dwóch zdań potraktuje jak zaproszenie do otwartej wojny. Nic dziwnego, że Camilla się boi – usprawiedliwiał przyjaciółkę.
- Dlatego zamierzam oszczędzić jej i nam niepotrzebnego stresu.
- Niby jak?
- Już moja w tym głowa. Wierz mi, urok osobisty wampira potrafi zdziałać cuda – oznajmił pewny siebie nieśmiertelny.
- Biedna Cam – nie kryjąc zmęczenia, Marco opadł na wygodny fotel – A zatem podsumujmy cały plan.
- Tak, jak ustaliliśmy: ty i Freya zajmiecie się czarodziejem. Macie niecały tydzień, żeby zdobyć potrzebne informacje. Wykorzystajcie zamieszanie związane z obchodami Samhain, przy odrobinie szczęścia, nikt w Zakonie nie zauważy chwilowego zniknięcia naszego Harrego Pottera – wyliczał kolejne etapy – Natomiast ja… postaram się okiełznać swojego hiperaktywnego anioła i przy okazji zorganizować zaplecze militarne na decydujące starcie.
- To dość ogólnikowy schemat działania – zauważył sceptycznie chłopak – Mam nadzieję, że obędzie się bez zbędnej przemocy i ofiar – wątpił w powodzenie ich misji.
- Przygotowałem Freyę na każdy scenariusz, ale i tak miej na nią oko, w końcu kobiety mają wrodzoną tendencję do przesadnych reakcji – zauważył cierpko – Aha, jeszcze jedno: błagam, postarajcie się w miarę możliwości nie zdemolować mi domu! I pod żadnym pozorem nie zostawcie mi trupa w szafie!
- Trupa? - Camilla wpatrywała się w zaskoczonych Alexa i Marco, których rozmowa pochłonęła tak bardzo, że nie zauważyli powrotu dziewczyny – Czyjego trupa?
- Cześć, dobrze się składa, że wróciłaś! – Marco posłał przyjaciółce promienny uśmiech, automatycznie rozluźniając atmosferę – Właśnie tłumaczyłem Alexowi, że powinien przyjść na moją imprezę Halloweenową w oryginalnym kostiumie. Oryginalnym, czyli innym niż wampirzy. Popierasz mnie, prawda?! – chłopak zignorował morderczy wzrok gospodarza.
- Yyy… jasne – mruknęła niepewnie Camilla – Robisz imprezę z okazji Halloween?
- Zgadza się, w najbliższy piątek w klubie. Chyba nie muszę dodawać, że jesteście oboje zaproszeni, oczywiście w przebraniu. Czas odkurzyć pelerynę, stary! – klepnął Alexa w ramię, licząc, że ten zrozumie aluzję i tym samym wybrną z niewygodnego tematu – Przyjdziecie, prawda?
- Jasne! – zawołała entuzjastycznie blondynka
- Zobaczymy – rezerwa w głosie wampira momentalnie ostudziła jej entuzjazm i przypomniała o wcześniejszej kłótni.
Wyczuwając napięcie między dwójką przyjaciół, zwiastujące rychłą eksplozję, Włoch postanowił dać im odrobinę prywatności.
- Zatem… jesteśmy umówieni – cmoknął Camillę w policzek, po czym wymienił męski uścisk ręki z kumplem – Miłej nocy, gołąbeczki! – krzyknął, zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna odniosła wrażenie, że wraz z Marco dom opuściła cała pozytywna energia. Utkwiła wyczekujące spojrzenie w ukochanym.
- I jak tam poszukiwania? – z pozoru obojętny ton przerwał niezręczną ciszę.
- Poszukiwania?
- No wampira, który cię przemieni. Sądząc to stanie twojej garderoby, masz za sobą intensywny wieczór – dopowiedział kąśliwie.
Rzeczywiście, wizyta w kanałach pod Viterbo pozostawiła nieciekawe ślady w postaci ciemnych plam.
- Och, to… - zawahała się – Pomagałam w czymś Freyi. Widzę, że nadal jesteś zły.
- Zły? Ależ skąd! Zły to spore niedopowiedzenie! Powinienem teraz…
- Przepraszam! Naprawdę, przepraszam! Nawet nie wiesz, jak mi głupio – śmiało podeszła do chłopaka, usadawiając mu się wygodnie na kolanach – Posłuchaj, Alex… to co powiedziałam… ja tak wcale nie myślę! Nie wiem, dlaczego to zrobiłam… Ok, wiem – przyznała, czując, że się rumieni – Chciałam cię wkurzyć za Michelle.
- Nie przemieniłem jej.
- Ale… ona powiedziała…
- Camillo, dlaczego wierzysz jej zamiast mnie?
- Bo masz tyle sekretów, tajemnic, chociażby ta wielka pajęczyna na zwykle nienagannej fryzurze – przeczesała dłonią czarne kosmyki.
- Ach, to… cóż… - zmieszał się – Pomagałem w czymś Marco – mruknął wymijająco.
- O tym właśnie mówię – westchnęła – Ja tylko chciałabym być częścią ciebie, twojego życia i tego całego świata po drugiej stronie mocy – wyznała szczerze.
- Jesteś – zapewnił.
- Nieprawda, nie czuję tego – szepnęła łamiącym się głosem.
- A jako wampir byś poczuła?
- Wcale nie pragnę przemiany.
- Szybko zmieniasz zdanie – twarz Alexa rozjaśnił figlarny uśmiech – A szkoda, bo liczyłem na porządną kolację – przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował w miejsce na szyi, gdzie rytmicznie pulsowało przyspieszone tętno.
- Mówię poważnie. Ostatnie czego mi teraz potrzeba, to para kłów i ślinotok na widok każdego żywego stworzenia. Przecież mogłabym zaatakować na przykład Francescę albo Marco. Albo nawet ciebie!
- Bardzo, bardzo, bardzo mało prawdopodobne.
- Wcale nie, przecież nowonarodzone wampiry mają ogromną siłę.
- Siła fizyczna to zaledwie maleńka część pakietu nieśmiertelności i nie ma żadnych szans w starciu z prawie tysiącletnim doświadczeniem.
- Założymy się? – ostatni raz rzuciła ukochanemu wyzwanie.
- Sprytne – delikatnie pocałował dziewczynę w nos – Ale moja odpowiedź nadal brzmi: nie.
- Dlaczego? Podaj chociaż jeden logiczny argument.
- Podam ci nawet dwa. Po pierwsze, nie chcesz tego. A po drugie, nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia ucichnie – położył dłoń na sercu Camilli – Wiesz, że każdy człowiek ma własny rytm tętna? Własną, niepowtarzalną melodię. Twoja muzyka rozświetla moją duszę, dlatego ono musi bić, rozumiesz?
W odpowiedzi wtuliła się w silne ramiona, marząc, by pozostać w nich na zawsze. Gdzieś w głowie zakołatała natrętna myśl, że wcześniej czy później, w ten czy inny sposób jej życie śmiertelnika dobiegnie końca.
- W porządku? – chłodna dłoń dotknęła jej policzka.
- Mhm.
- Powiedziałaś wcześniej, że chcesz być częścią mojego świata.
- Tak – popatrzyła wprost na emanujące niezwykłą mocą szare oczy partnera.
- Musisz zatem spełnić jeden warunek, który nie ma nic wspólnego z nieśmiertelnością. Zaufaj mi, Camillo.
- Ufam ci.
- Nie. Proszę cię o bezgraniczne, bezwarunkowe i niepodważalne zaufanie, bez względu na wszystko. Na to, co zrobię lub powiem, nawet jeżeli będzie się to kłócić z twoimi zasadami, światopoglądem czy oczekiwaniami. W zamian obiecuję ci… Nie, przysięgam ci, że nigdy nie wykorzystam tego zaufania, żeby cię skrzywdzić. Zdaję sobie sprawę, że wiele moich decyzji nie znajdzie u ciebie poparcia. Ale chcę, żebyś wiedziała, że w każdym wyborze, którego dokonuję, chodzi o ciebie. O nas. A więc… spróbujesz mi zaufać?
- Tak – szybko otarła rękawem swetra łzy wzruszenia.
- Miło to słyszeć – odgarnął kosmyki jasnych włosów i złożył czułe pocałunki na obu rozpromienionych policzkach – Pojechałabyś ze mną w pewne miejsce? – zapytał nieoczekiwanie.
- Dokąd?
- Niespodzianka. Wiesz, zaufanie i te sprawy – puścił oko.
- Ok, kiedy wyjeżdżamy?
- A ile czasu potrzebujesz na spakowanie? – zerknął na zegarek.
- Chwilę, wystarczy kwadrans – podekscytowana zerwała się na równe nogi – Tylko jeszcze wezmę prysznic, przebiorę się, uczeszę i… kocham cię – wspięła się na palce, by pocałować ukochanego wampira.



By tradycji stało się za dość, oczekujemy wraz z Alexem na Wasze komentarze i opinie. jezorek

Music: https://www.youtu...KcaB7baqLQ ♥ ♥ ♥
Edytowane przez alime19 dnia 11-11-2014 13:44
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
velvet
Dodany dnia 12-11-2014 12:19
Awatar

Martwy


Postów: 3570
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3688
Poziom: Wampir

Emilio

Mój komentarz tym razem nie będzie standardowyAngry
wybaczPfft

1. Co otrzymamy mając do dyspozycji dwie zdesperowane: upadłą anielicę + dziewczynę z anielskim rodowodem? = latanie po kanałach.... FUJ

2. Czego można się spodziewać po upadłej, która nie znalazła tego, co miała w planie znaleźć?

odp. najprawdopodobniej kolejne napaści na dotychczasowe źródło informacji (czyt. pana Giuseppe)


3. Co mówi wampir, który kręci i nie chce odpowiadać na niewygodne pytania?

odp.
Proszę cię o bezgraniczne, bezwarunkowe i
niepodważalne zaufanie


4. Co robi zazdrosna anielica bliska utraty zmysłów z zazdrości o wyżej wymienionego wampira?

odp. Rzuca kawałkami o jego byłej???? odmienionej???? stukniętej!!! i nadgorliwej wampirzycy, bo chce się dowiedzieć prawdy

5. Co z tego wszystkiego wyniknie?
Czy wampir mówi prawdę co do przemiany stukniętej wampirzycy nielubianej przez ala anielicę? Czy upadła dokona kolejnej napaści na dotychczasowe źródło informacji? Czy informacje, które wyciągnie od jakiegoś tam kolejnego źródła zaprowadzą ja do kolejnego kanału??

odp. możemy się domyślać, a i tak pewnie się dowiemy z lektury następnych rozdziałów.... hehe



to był jak najbardziej subiektywny, bardziej żartem niż serio pseudo komentarz w stylu 5 kluczowych pytań do rozdziału.
I niech się jaśnie wampir Alex nie wścieka, bo wcale nie miałąm na celu go obrazić ani NIC w ten deseńFrown

p.s. możesz robić takie quizy dla czytelników ze znajomości rozdziału, czyli nic innego jakak czytać ze zrozumieniem????

Najbardziej niepoważnie jak umiem czekam na następną odsłonę, tzn rozdział xD
Edytowane przez velvet dnia 12-11-2014 12:23
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
alime19
Dodany dnia 14-11-2014 22:03
Awatar

Martwy


Postów: 1656
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1647
Poziom: Człowiek

" Proście, a będzie wam dane;
szukajcie, a znajdziecie;
kołaczcie, a otworzą wam."


Pytajcie, a odpowiedzą wam ... Wink

5. Co z tego wszystkiego wyniknie?
Czy wampir mówi prawdę co do przemiany stukniętej wampirzycy nielubianej przez ala anielicę? Czy upadła dokona kolejnej napaści na dotychczasowe źródło informacji? Czy informacje, które wyciągnie od jakiegoś tam kolejnego źródła zaprowadzą ja do kolejnego kanału??


Co wyniknie?
Oczywiście wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji i przygód, zwycięstw i porażek, radości i smutków, spotkań i rozstań, narodzin i śmierci ... itd. Wink

Czy wampir mówi prawdę?
Kodeks rycerza obejmuje prawdomówność.xD

Czy Freya napadnie na pana Giuseppe?
Nie. Ona nie. xD

Czy informacje, które wyciągnie od jakiegoś tam kolejnego źródła zaprowadzą ja do kolejnego kanału??

Ponownie: nie.

p.s. możesz robić takie quizy dla czytelników ze znajomości rozdziału, czyli nic innego jakak czytać ze zrozumieniem????


Ha, ha, ha - świetny żart Grin
Edytowane przez alime19 dnia 14-11-2014 22:04
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
alime19
Dodany dnia 01-01-2015 19:42
Awatar

Martwy


Postów: 1656
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1647
Poziom: Człowiek

HAPPY NEW YEAR!


Kochani, przed nami kolejny rok niczym niezapisana karta w księdze losu zachęca do podejmowania wyzwań i zapełnienia jej jak największą liczbą niezapomnianych wrażeń. Na ten Nowy Rok życzę Wam wiary, że marzenia mogą się spełniać i odwagi, by je realizować. Pragnę również gorąco Wam podziękować za to... że po prostu jesteście. Bez Was pisanie tego opowiadania nie miałoby sensu. Dziękuję za każdy komentarz, opinię, każdy zastrzyk weny Wink A sobie życzę wytrwałości w pisaniu, oby właśnie w tym roku udało się zakończyć "Zagubioną tożsamość" Wink


Na dobry początek tego 2015 roku wrzucam nowy rozdział Wink Z góry uprzedzam, że jest ... Alex Grin

Miłej lektury smile

LII


Nowy dzień powitał Włochy słoneczną pogodą i czystym, błękitnym niebem. Camilla obudzona pierwszymi promieniami przetarła zaspane oczy i przeciągnęła się na fotelu pasażera. Siedzący za kierownicą Alex, uśmiechnął się tajemniczo, nie odrywając wzroku od drogi. Wyruszyli niemal natychmiast po tym, jak chłopak zaproponował wyjazd. Oczywiście, jak na rasowego wampira przystało, nie wyjawił celu podróży. Pytany o to, mruczał jedynie coś o niespodziance i kwestii zaufania, więc Camilli nie pozostawało nic innego, jak kolejny raz uzbroić się w anielską cierpliwość. Do tej pory cały czas kierowali się na północ autostradą A13, dopiero kilka kilometrów przed Padwą zjechali z trasy z prawo. Chłopak był wyraźnie zadowolony z zaciekawienia swojej towarzyszki, która na daremnie próbowała odgadnąć, dokąd jadą. Gdy zatrzymali się na przydrożnej stacji paliw, dziewczyna wyczuła w powietrzu delikatną woń morskiej bryzy.
- Zmęczona? – z troską podał Camilli kubek świeżo zaparzonej kawy – Już niedaleko.
- Jedziemy nad morze, prawda? Czuję jego zapach – oznajmiła podekscytowana.
- Masz dobry nos jak na człowieka. Rzeczywiście, jesteśmy blisko wybrzeża – w końcu Alex potwierdził jej przypuszczenia – Za niecałą godzinę będziemy na miejscu.
- Czyli gdzie?
- Tam, gdzie, cytując Byrona, budowle wynurzają się z fal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki * – rzucił enigmatycznie, płynnie włączając się do ruchu.
- Byron? Masz na myśli tego Lorda Byrona?
- Innego nie znałem.
- Znaliście się? Osobiście?
- Cóż, w XIX wieku nikt nie słyszał o Internecie, więc znajomości zawierało się tradycyjnie.
- Czy on też był… no wiesz… taki jak ty?
- Przystojny, czarujący, inteligentny, szarmancki i uwodzicielski? Owszem.
- Pytałam, czy był wampirem.
- Chciałbym zaprzeczyć lub potwierdzić, ale rozumiesz… żelazne zasady Rady, by tajemnice nocnych istot nie wychodziły na światło dzienne
- On żyje?!
- Camillo, błagam, pomyśl logicznie. Czy ktoś z takim talentem i osobowością jak Byron mógłby żyć w ukryciu?
- Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
- Zatem właśnie udzieliłaś sobie odpowiedzi – tradycyjnie zakończył niewygodny temat w „alexowym” stylu.
- Wampiry – mruknęła dziewczyna pod nosem i już zamierzała powiedzieć, co myśli o tej całej Radzie Świata Nocy, gdy jej wzrok padł na tabliczkę z nazwą miasta, którego granice właśnie przekroczyli.
- Wenecja! – zawołała entuzjastycznie – Poważnie, Wenecja?
- W końcu każdy wampir ma w duszy iskierkę romantyzmu, ale wiesz… niech to zostanie między nami – porozumiewawczo puścił oczko.
- No tak, żelazne zasady Rady – zacytowała ukochanego.
- Dokładnie.

W momencie, kiedy zostawili samochód na jednym ze strzeżonych parkingów na obrzeżach miasta i wypożyczyli gondolę, Camilla wreszcie uwierzyła, że to nie sen. Następne godziny spędzone na zwiedzaniu Wenecji z Alexem w roli osobistego przewodnika były wprost magicznym przeżyciem. Wampir zasypywał dziewczynę przeróżnymi opowieściami i anegdotami, fundując jej prawdziwą podróż w czasie i przestrzeni. Mimo pokonanych kilometrów, zmęczenie zeszło na dalszy plan. Zwiedzili okolice placu św. Marka, a pogoda dopisała na tyle, że ze szczytu Kampanili mogli podziwiać nie tylko panoramę miasta i laguny, lecz również rysujące się w oddali ośnieżone Alpy. Po zasłużonym krótkim odpoczynku w kawiarni Florian ponownie przenieśli się na gondolę, ponieważ Camilla koniecznie chciała przepłynąć pod osławionym Mostem Westchnień. Chociaż historia Il Ponte dei Sospiri, którą Alex nie omieszkał przytoczyć ze wszystkimi realistycznymi szczegółami, miała niewiele wspólnego z romantyczną legendą, wampir i tak zarobił obowiązkowy pocałunek, w miejscu, które ponoć zapewniało parom wieczną miłość.
Opłynąwszy ważniejsze turystyczne trasy, wczesnym popołudniem dotarli do hotelu Luna Baglioni. Jak się okazało Alex miał akurat odbyć jakieś super ważne biznesowe spotkanie, ale obiecał Camilli, że to nie koniec wrażeń zapierających dech w piersiach. Ponieważ umówili się dopiero na kolację, dziewczyna postanowiła wykorzystać wolny czas na kupno pamiątek dla przyjaciół. Na szczęście hotel, w którym się zatrzymali, znajdował się tuż przy placu św. Marka, nie obawiała się więc, że zabłądzi w labiryncie bliźniaczych uliczek.
Chociaż pakowała się w ekspresowym tempie, szósty zmysł słusznie podpowiedział jej, by do sportowej torby wrzucić jedną z sukienek – tak na wszelki wypadek. Powiesiła wyprasowaną przed chwilą kreację, po czym zabrała się za pakowanie zakupionych upominków. Gdy już wszystko ułożyła i zabezpieczyła przed ewentualnymi uszkodzeniami w podróży, zerknęła na zegarek. Alex zarezerwował stolik w hotelowej restauracji na dwudziestą, a dopiero dochodziła osiemnasta. Zamierzała właśnie zadzwonić do Marco i zapytać o przygotowania do imprezy z okazji Halloween, kiedy przypomniała sobie o fiolce z tajemniczym płynem spoczywającej gdzieś na dnie kosmetyczki. Idealna okazja, by wypróbować magiczny eliksir. Usiadła wygodnie na puszystym dywanie, potrząsnęła delikatnie ozdobną buteleczką i otworzyła korek. Ostrożnie naniosła przezroczystą kropelkę na opuszek palca. Płyn nie miał żadnego zapachu, jedynie zdawał się lekko mienić w świetle zachodzącego słońca. Camilli pozostało mieć nadzieję, że Freya nie poczęstowała ją jakąś trucizną. Upadła ostrzegała, żeby nie przedawkować eliksiru. Dziewczyna westchnęła i, nie wiedząc dokładnie jak zaaplikować sobie cudowną esencję, ostatecznie po prostu zlizała iskrzącą się kroplę z palca. Ku swojemu zaskoczeniu, poczuła śladowy posmak wanilii, migdałów i… cynamonu. Subtelna słodycz z nutą orientu. W oczekiwaniu na spektakularny efekt przywrócenia pamięci poprzednich wcieleń rozluźniła się, przymknęła powieki i wyrównała oddech. Wsłuchała się w miarowe uderzenia serca, które rozchodziły się echem w jej ciele, niemal przekraczając barierę skóry. Całe wnętrze dziewczyny wypełniło przyjemne ciepło, a umysł wychwytywał coś na kształt niezrozumiałych szeptów. Chciała otworzyć oczy, lecz nim uniosła powieki, ukazała jej się feeria barw tak nasyconych, że aż niemożliwe, by istniały w realnym świecie. Straciła poczucie miejsca i czasu. Zdawało jej się, że unosi się w przestrzeni i może poszybować, dokąd tylko zechce. Pragnęła poznać historię swojego istnienia od początku. Gdy tylko o tym pomyślała, oblało ją światło tak jasne i ciepłe, lecz mimo intensywności nie oślepiające. Było wszędzie. Naokoło Camilli i w niej, wypełniając ją spokojem, szczęściem i miłością. Oddałaby wszystko, żeby dzielić tę chwilę z Alexem.

***


Lokal INSONNIA mieścił się w zaułku jednej z uliczek odchodzących z placu św. Marka. Popalone żarówki w szyldzie wyłączyły połowę liter z nazwy, co z pewnością nie zachęcało przechodniów do wejścia. Zresztą, nie był to klub dla każdego. Kute z żelaza pokaźne drzwi zabezpieczone zostały potężnym zaklęciem, które wpuszczało do środka jedynie istoty nadprzyrodzone. Alex swobodnie pokonał kilkanaście stopni prowadzących do podpiwniczenia przerobionego na stylowo urządzoną knajpkę.
- Oto i nasz Alex Wielki! Nareszcie, już wszyscy czekają – wysoki, szczupły blondyn wstał od baru i ruszył w stronę wampira.
- Nate! Szmat czasu! – serdecznie uściskał przyjaciela.
- Zaledwie chwila w wieczności. Dobrze cię widzieć, chociaż wolałbym inne okoliczności.
- Sporo się tu zmieniło – brunet rozejrzał się po pomieszczeniu – Ostatnim razem drinki serwowano tam.
- W latach sześćdziesiątych. Pamiętasz, jak Sylvia krytykowała wzór obić na narożnikach? Ponoć były babcine, a sprowadziłem je prosto z Węgier.
- Faktycznie, były nieco… staroświeckie.
- Raczej oldschoolowe – roześmiali się – A tak przy okazji, słyszałem o Sylvii, że … odeszła. Przykro mi.
- Dzięki.
- Jeśli czegoś potrzebujesz… czegokolwiek – podsunął Alexowi szklankę whiskey.
Wampir wychylił trunek jednym haustem.
- Tak się składa, że aktualnie najbardziej potrzebuję twoich znajomości.
- Zatem chodźmy - wskazał najbardziej oddaloną część sali.
Przy złączonych dwóch stołach w zacienionym, odgrodzonym ażurowym parawanem kącie zasiadały same wampiry.
- Alex, oto przedstawiciele najbardziej wpływowych europejskich klanów. Fabrizio z Włoch – wskazał pierwszego mężczyznę o najciemniejszym odcieniu bladej karnacji – Victor z Rosji, Wladimir z Rumunii, Klaus z Niemiec i oczywiście Madame Clairmont z Francji. I na deser moja skromna osoba, która reprezentuje Zjednoczone Królestwo – z promiennym uśmiechem zakończył prezentację – Panie i panowie, oddaję głos Alexandrowi.
- Poprosiłem o to spotkanie, ponieważ chcę was ostrzec – od razu przeszedł do sedna - Każdy z obecnych tu w jakiś sposób ucierpiał w wyniku działań Zakonu Odkupienia. Każdy z nas tracił coś… lub kogoś. Najwyższy czas powiedzieć dość. Jesteśmy nieśmiertelni, potężni i dumni. Nie możemy pozwolić, by ktokolwiek… nie… nie możemy pozwolić, by człowiek trzymał w garści naszą przyszłość. Wieki temu stanowiliśmy potęgę. Ludzie drżeli na samo wspomnienie istot nocy, a teraz? Ukrywamy się, walczymy o przetrwanie. Chcę cieszyć się moją nieśmiertelnością i nie pozwolę, by jeden człowiek decydował o moim losie. Zamierzam wypowiedzieć Zakonowi Odkupienia otwartą wojnę. Nie proszę was o pomoc, nie proszę, byście narażali siebie i swoich braci dla mnie. Proszę, żebyście w duchu rozważyli, jak zachowalibyście się na moim miejscu. Liczę, że gdyby zaistniała taka potrzeba…
- Będziemy walczyć! – Wladimir uderzył pięścią w stół – Wampiry z Rumunii są wojownikami.
- Jeżeli Zakon wyśle swoich wojowników do Niemiec, staniemy w obronie naszego terytorium.
- Śmiałe hasła, tylko co na to Rada? – Fabrizio odważył się zadać kluczowe pytanie.
- Nie jest żadną tajemnicą, że Lothar nie przejmuje się niczym, co bezpośrednio nie tyczy się jego panowania w Świecie Nocy. Nie zamierzam prosić go o pozwolenie, ani tym bardziej o pomoc – uniósł się Alex.
- Spokojnie, mój drogi Alexandrze – stonowany głos Madame Clairmont ugasił nieco emocje – Wiemy, że masz uraz do Rady po tragedii, która spotkała Gratusa.
- Mój ojciec nie ma z tym nic wspólnego – odciął się brunet – A tak na marginesie, moja droga Madame, ród Clairmontów jest na tyle liczny i potężny, że już dawno powinien objąć przywództwo we Francji. Może wreszcie nadszedł odpowiedni czas?
- Obawiam się, że dopóki Michelle jest w Radzie…
- Rada nie lubi działań za placami. Prędzej wydadzą wyrok na swoich za zdradę, niż włączą się do walki z Zakonem - Fabrizio nie ustępował.
- Przypominam wszystkim, że ojciec Antonio jest zwykłym człowiekiem. Jedynie zaklęcie powstrzymuje jego proces starzenia. Nie ma żadnych super mocy. Można go zabić jak każdego innego śmiertelnika i… tę kwestię biorę na siebie – Alex uparcie obstawał przy swoim.
- Victorze, jakie jest twoje stanowisko? – Nate próbował zapanować na wymykającą się spod kontroli dyskusją.
- Obecnie mamy dość wewnętrznych konfliktów i wolałbym nie opowiadać się po żadnej ze stron. Jeżeli walki przeniosą się na nasze terytorium, oczywiście będziemy zmuszeni do interwencji. Do tego czasu pozostaniemy neutralni.
- Rozumiem, dziękuję. Cóż… moja decyzja również nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Alexa od wieków uważam za rodzinę. Wiele mu zawdzięczam, gdyby nie on i Gratus, nie byłoby mnie tu dziś. Bez wahania złożyłbym swoją wieczność w jego rękach, dlatego w starciu z Antonio stanę u twojego boku, bracie – obwieścił uroczystym tonem
- Walka ramię w ramię z takim przyjacielem jest prawdziwym zaszczytem, Nathanielu.
- A zatem wiemy już na czym stoimy – blondyn krótko podsumował wampirzą naradę.
- Un momento! Kiedy chcesz zaatakować Zakon? – Włoch utkwił wyczekujące spojrzenie w Alexie – Takie przedsięwzięcie wymaga opracowania szczegółowego planu
- Zgadza się, Fabrizio. Mam już plan, który właśnie jest realizowany – zerknął wymownie na zegarek.
- Jak to?!
- Według moich założeń równo za miesiąc Zakon Odkupienia przeprowadzi wybory nowego przywódcy.
Deklaracja Alexa wywołała konsternację wśród zebranych. Najwyraźniej nieśmiertelni przywykli już do odmierzania czasu w wiekach bądź dekadach, a nie tygodniach.
- To czyste szaleństwo! Nawet jeśli nie zginiecie z ręki Antonio, zabije was Rada za wszczynanie buntu.
- Nie sądziłem, że włoski klan okaże się klanem tchórzy.
- Spokojnie, Alex, nie potrzebujemy nowych wrogów – Nathaniel upomniał przyjaciela.
- Scandalo! Nie pozwolę znieważać moich braci, tak samo jak nie pozwolę na dziecinne przepychanki z Zakonem na moim terenie – wzburzony Włoch wstał od stołu, dorzucając wiązankę dosadnych przekleństw – Nie będzie żadnej rewolty na mojej ziemi, nie pozwalam! Wyraziłem się jasno?!
- Tak – Alex ze stoickim spokojem podszedł do Fabrizia i w ułamku sekundy zanurzył swoją dłoń w klatce piersiowej temperamentnego wampira. Pozbawione serca ciało bezwładnie gruchnęło na podłogę.
- Uprzedzałem, że nie będę prosił o pozwolenie – skwitował chłodno morderca – Nikogo.
- Mon Dieu, mój kostium! – zdegustowana Madame Clairmont przerwała pełną napięcia chwilę. Wszyscy spojrzeli na szkarłatne krople kalające idealną biel eleganckiego żakietu kobiety.
- Zapłacimy za czyszczenie – zaproponował Nate – A tymczasem… wezwę ekipę sprzątającą – zniknął na moment na zapleczu.
- Alexandrze, zatem pozostajemy przy dotychczasowych uzgodnieniach – Victor skinął głową na pożegnanie.
- Rumunia czeka na konkretne zadania – Wladimir uścisnął zakrwawioną dłoń Alexa bez cienia obrzydzenia.
- Rozsądne posunięcie. Ta włoska paplanina zaczynała mnie irytować – tragedia Fabrizia widocznie nie zrobiła na Klausie najmniejszego wrażenia – Ratujesz honor wampirów, masz więc i moje całkowite poparcie – podążył dystyngowanym krokiem do wyjścia.
- Wolałabym opuszczać to miejsce bez śladów krwi.
- Madame… – Alex próbował odgadnąć intencje wampirzycy, lecz ta ubiegła go, obdarzając pocałunkami w oba policzki – Nie masz pojęcia, jak bardzo przypominasz mi Gratusa. Mój klan wyczekuje twoich dyspozycji.
- Merci, Madame Clairmont – ukłonił się z szacunkiem.
Kiedy zaproszeni przedstawiciele wampirzych rodów opuścili Insonnię, a dyskretni pracownicy zajęli się zwłokami, Nate w końcu dał upust kipiącym emocjom.
- Do diabła, Alex, kompletnie ci odbiło! Mordujesz głowę włoskiego klanu przy tylu świadkach i to w moim lokalu! Co się z tobą dzieje!
- Zdradziłby nasze plany Radzie przy pierwszej lepszej okazji. Nie mogłem do tego dopuścić.
- Pięknie! – prychnął zdenerwowany blondyn – Jak zawsze wszystko załatwiasz siłą.
- Cel uświęca środki. Któraś ze stron musi ponieść ofiary, daję słowo, że następnym razem będzie to Zakon – sięgnął po serwetkę, by zetrzeć zasychającą na rękach krew.
- I co teraz?
- Zyskaliśmy poparcie najbardziej wpływowych wampirów w Europie. Pora na watahy.
- Chyba powinienem lojalnie ostrzec Kaspara.
- Spotkam się z nim jutro w Riquewihr.
- Jutro powiadasz… mhm… - odgarnął spadające na czoło jasne kosmyki – Czyli przed nami cała noc na polowanie jak za dawnych czasów! Znam pewne świetne miejsce, w którym…
- Posłuchaj, Nate… nie przyjechałem do Wenecji sam.
- Och! – błękitne oczy z ledwo dostrzegalnymi fioletowymi refleksami rozpromieniły się – Żaden problem, może pójść z nami. Z przyjemnością ją poznam. Chyba, że nie lubisz patrzeć, jak się pożywia.
- Camilla jest człowiekiem.
- Och – Nathaniel nie krył zaskoczenia – Człowiekiem, powiadasz. To trochę komplikuje nasze plany.
Ostrzegawcze spojrzenie szarych oczu przeszyło wampira na wskroś.
- Nie miałem niczego złego na myśli. Ale nadal uważam, że powinieneś się pożywić i uspokoić emocje, żebym miał jeszcze okazję poznać twojego człowieka żywego.
- Wszystko w swoim czasie.

***


Camilla siedziała przy zarezerwowanym stoliku i z niepokojem zerkała na wyświetlacz telefonu. Do tej pory nie zdarzało się, żeby Alex spóźniał się bez uprzedzenia. Nie mogła pozbyć się przeczucia, że wydarzyło się coś złego. Eksperyment z eliksirem Freyi nie przyniósł spektakularnego efektu, dziewczyna nie odzyskała pamięci z żadnego z poprzednich wcieleń, chociaż samo doświadczenie świetlistej energii było niesamowitym przeżyciem, niczym kąpiel w oczyszczającym źródle.
Już miała zadzwonić do ukochanego i upewnić się, że wszystko w porządku, kiedy poczuła w piersi dziwny, zimny uścisk. Zupełnie jakby połknęła kawałek lodu. Czyżby była to uboczna reakcja zażycia magicznej substancji wątpliwego pochodzenia? W następnej chwili intuicja Camilli kazała jej natychmiast wyjść przed budynek hotelu. Ponieważ główne drzwi prowadziły na przystań dla gondoli, skierowała się do bocznych, którymi wnoszono zamówienie. Gdy tylko je uchyliła, usłyszała, że ktoś wzywa pomocy. Tuż przy wylocie uliczki na plac św. Marka, wbrew zakazowi poruszania się pojazdów, zaparkowała dostawcza furgonetka. Kilka kroków przed samochodem, szarpało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich, młody chłopak z wyraźnym amerykańskim akcentem, starał się odepchnąć napastnika i to on ostatkiem sił wzywał pomocy.
Dziewczyna nie czekając na dalszy rozwój wypadków, połączyła się z numerem alarmowym. Zaczęła dyspozytorowi relacjonować całe zdarzenie, gdy napadnięty Amerykanin dostrzegł ją i w tym samym momencie oberwał silny cios w brzuch.
- Hej, zostaw go! Policja już tu jedzie! – krzyknęła i niewiele myśląc, podbiegła do walczących mężczyzn.
- Pomóż mi! – wycharczał poszkodowany, próbując za wszelką cenę chwycić się Camilli. Z samochodu wysiadł jednak kolejny napastnik i bez problemu wciągnęli pobitego chłopaka do wnętrza furgonetki, odpychając dziewczynę tak mocno, że gdyby nie pojawienie się w ostatniej chwili silnych wampirzych ramion, jej próba akcji ratunkowej z pewnością miałaby finał na oddziale intensywnej terapii.
- Alex?
- Boże, Camillo, nic ci nie jest? Co tu się stało?
- Nie wiem – bezradnie próbowała poukładać sobie całe zajście. Ciągle miała przed oczami przerażoną twarz porwanego. Nawet nie zauważyła, że płacze.
Wokół zaczęli zbierać się ludzie, a syreny policyjnych wozów stawały się coraz donośniejsze.
Pół godziny później, po złożeniu wyczerpujących zeznań, dziewczyna zatrzasnęła drzwi hotelowego pokoju i wtuliła się w ukochanego.
- Nadal nic z tego nie rozumiem. Kim był ten chłopak i dlaczego go porwano?
- Słyszałaś, co powiedział detektyw. Prawdopodobnie zadarł z lokalną mafią, a to nie przelewki.
- Wątpię, mafia nie bawi się w porywanie turystów. Prędzej od razu by go zastrzelili.
- Na miłość boską, Camillo… o mało nie zginęłaś. I to z mojej winy.
- Przecież ciebie tam nie było.
- Właśnie. Obiecałem, że będę cię chronił, ale nie ułatwiasz mi zadania – spojrzał z wyrzutem w szmaragdowe, zapłakane oczy – Co ci w ogóle przyszło do głowy, żeby mieszać się w bójkę obcych mężczyzn?!
- Nie wiem… po prostu poczułam, że muszę pomóc temu chłopakowi. Trudno to wyjaśnić – westchnęła, wzruszając ramionami – On miał w sobie coś… nie wiem. Jego aura wezwała mnie.
- Widzisz aury? – wampir dobrze wiedział, że dostrzeganie aury przez anioły oraz inne nadprzyrodzone istoty było zupełnie normalne, nawet sam kiedyś uczył ją tego, ale Camilla jako człowiek nie powinna robić tego tak automatycznie.
- Nie zupełnie, raczej je wyczuwam, a przynajmniej wyczuwałam tę. Poczułam, że ktoś mnie potrzebuje. Co byś zrobił na moim miejscu?
- Chyba nie powinniśmy porównywać swoich sił. Na pewno nic ci nie jest?
- Nie.
- Krwawisz – odgarnął kosmyki włosów z szyi dziewczyny.
- O nie! – dotknęła skaleczenia – Mój naszyjnik! Zabrał mój naszyjnik!
- Porywacz?
- Nie, ten chłopak! Chwycił mnie za ramię, a potem tamci go odciągnęli, to musiało stać się wtedy!
- Właśnie dlatego nie warto narażać się dla obcych.
- Nie bądź złośliwy, przecież nie ukradł go celowo.
- Raczej marne szanse, że go odzyskasz.
- Trudno, to tylko naszyjnik – głupio było jej przyznać, że wisiorek ze skrzydłami miał dla niej ogromne znaczenie, a teraz bez niego czuła się dosłownie ograbiona z resztek swojej anielskości – Chyba powinnam zdezynfekować ranę, mimo że to tylko powierzchowne otarcie – zamierzała pójść po apteczkę, ale wampir uwięził ją w szczelnym uścisku.
- Pozwól mi się tym zająć – szepnął kusząco hipnotycznym głosem.
Uśmiechnęła się nieśmiało i przechyliła lekko głowę, odsłaniając skaleczenie na szyi. Cała jej miłość zawarła się w tym drobnym geście oddania. Ufała wampirowi bezgranicznie, że potrafi ujarzmić swą mroczną naturę. I składając w ofierze najcenniejszy dar, wierzyła, że ukochany nigdy nie nadużyje tego zaufania i nie złamie danego słowa. Przymknęła powieki, gdy chłodne usta dotknęły rozpalonej skóry. Przyjemnie mrowienie rozeszło się po ciele, a puls momentalnie przyspieszył. Na sekundę sparaliżował ją przeszywający ból w miejscu pocałunku, jednak minął tak szybko jak się pojawił. Chciała coś powiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle. Uniosła powieki i ściany pokoju zawirowały, kolory zlały się w jedną nieokreśloną plamę. Zupełnie jak po zażyciu eliksiru Freyi, z tą drobną różnicą, że teraz nie była sama. Wyraźnie wyczuwała w swojej świadomości obecność Alexa. Był w każdej komórce jej ciała, w każdym uderzeniu serca, każdym oddechu. Świat zewnętrzny przestał istnieć, granice czasu i przestrzeniu ulotniły się niczym kamfora. Ludzkie ciało eksplodowało na miliardy cząsteczek, a każda z nich emanowała niezwykłą jasnością, tętniła potężną, nieziemską energią. Rozmazane kolory zaczęły powoli nabierać ostrości, odsłaniając obraz anioła. Ale nim Camilla zdołała sięgnąć tej postaci, obraz zatarł się, ukazując po chwili ciemnowłosego bladego mężczyznę. Wampira. Cała świetlista energia została wessana przez przytłaczającą, ciemną, brudną aurę i dziewczyna doznała przerażającego uczucia wydzierania z kogoś życia. Ociekające krwią serce zabiło po raz ostatni, a z anielskiej duszy wyrwał się krzyk bólu.
- Camillo, obudź się! – wampir potrząsnął bezwładnym ciałem – Camillo!
- Ty... – w końcu wyrwała się w koszmarnej wizji.
- Już dobrze, to tylko sen – wyszeptał kojąco.
- Nie. Ty… ty mnie ugryzłeś.
- Wszystko w porządku, oddychaj. Spójrz na mnie i oddychaj.
Spojrzała. Najpierw prosto w zatroskaną parę nienaturalnie szarych, wręcz srebrnych oczu, a potem na usta naznaczone szkarłatem.
- Lepiej?
- Muszę do łazienki – zerwała się na równe nogi i w ostatniej chwili zdążyła pochylić się nad muszlą, zwracając pozostałości posiłków i całą negatywną energię, która przemocą wdarła się do jej duszy.
Gdy torsje ustały, ostatkiem sił podeszła do umywalki, by doprowadzić się do względnego porządku, przynajmniej zewnętrznie. Wyszczotkowała żeby, umyła twarz zimna wodą i skupiła się na swoim lustrzanym odbiciu. Namoczyła ręcznik i przyłożyła go do rany na szyi. Nie krwawiła, ale ślady po kłach miały brzydką fioletowo-czerwoną obwódkę.
- W porządku? – rozległo się ciche pukanie do drzwi.
- Tak, ale nie wchodź. Chcę zostać sama – wyszeptała, wiedząc, że Alex i tak doskonale ją słyszy. Co on jej zrobił? Ugryzienie może i nie zagrażało życiu, ale czuła się okropnie. Jak wrak człowieka. Oparła policzek o chłodne kafelki, pozwalając ciału osunąć się na posadzkę.

Poranek swobodnie zaglądał w okna weneckiego hotelu Luna Baglioni, zachęcając gości do wczesnej pobudki i opuszczenia murów budynku. Camilla przewróciła się na drugi bok, uciekając od światła słonecznego. Wyssana z energii, nie miała najmniejszej ochoty robić niczego, poza spaniem. Jednak odgłos miarowych kroków, działał na nią bardziej irytująco niż najgłośniejszy budzik. Niechętnie podniosła się do pozycji siedzącej, uświadamiając sobie, że ubrana jest tylko w bieliznę. Automatycznie podciągnęła kołdrę, zasłaniając się po ramiona. Zaspana przeczesała palcami splątane włosy, powoli zbierając wydarzenia minionego wieczoru w logiczną całość.
- Dzień dobry, jak się czujesz? – Alex przysiadł na krawędzi łóżka z tacą pełną apetycznych przysmaków – Przyniosłem śniadanie. Na pewno umierasz z głodu.
- Dzięki, nie trzeba było – na widok świeżych owoców żołądek dziewczyny przypomniał głośno o swoim istnieniu.
- Powinnaś coś zjeść.
- Bez obaw, po jednym ugryzieniu nie nabawię się anemii – skwitowała gorzko, odsuwając od siebie poduszkę, na której widniała zaschnięta plama krwi.
- Camillo, posłuchaj…
- Nie, ty posłuchaj – zacisnęła pieści na pościeli - Nie chcę, żebyś znowu to zrobił.
- Masz na myśli…
- Dobrze wiesz, co mam na myśli. Nie chcę być gryziona, nie chcę jeść ani nie chcę tu być! – wyrzuciła jednym tchem.
- Świetnie, bo zaraz wyjeżdżamy – ciepło i troska zniknęły z oblicza wampira.
- Wracamy do domu?
- Nie.
- Znowu sekrety?
- Znowu brak zaufania? – chłód Alexa w jakiś sposób krępował dziewczynę i sprawiał fizyczny ból, poczuła nieprzyjemne ciarki na skórze – Masz pół godziny, zaczekam na ciebie recepcji – oznajmił tonem wypranym z emocji, zostawiając Camillę w pustej sypialni.


*) Wędrówki Childe Harolda, Lord Byron, 1812

Muzycznie: https://www.youtu...qlbNgQQgtY
Edytowane przez alime19 dnia 01-01-2015 19:49
Zagubiona tożsamość
i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/angelwing1.png
Welcome to the inner workings of my mind
 
kitty222
Dodany dnia 04-01-2015 22:56
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 758
Data rejestracji: 05.08.11

Liczba ofiar: 1808
Poziom: Człowiek

OMG! Emilko, to jest wspaniałe. A te zagadki sprawiają, że chcę więcej i więcej, no i jeszcze oczywiście więcej Alexa, ach, podoba mi się jak jest taki brutalny smile
Życzę weny smile
P.S. u mnie też nowiutki rozdział smile
static.tumblr.com/5vlre2p/Bfilz7kn5/delena3x08.gif

"Zew Przeznaczenia" Zapraszam...

"Miłość w Mroku" Zapraszam...
 
kitty222.flog.pl
velvet
Dodany dnia 07-01-2015 16:38
Awatar

Martwy


Postów: 3570
Data rejestracji: 04.05.11

Liczba ofiar: 3688
Poziom: Wampir

Emilio

Antonio stał się nieobecnym bohaterem rozdziału
zastanawia mnie tylko "głupota"Alexa .... przecież ona ma multum ochrony a sam nie lata z mieczem między wampirami, więc jak Alex WIELKI chce go dorwać i zabić????

poza tym niech pomyśli tak - Antonio nie poluje na niego jakoś nadgorączkowo
gdyby zginał to jego następca na celownik wzią łby właśnie Alexa!!!!!!!!!!!!!!!!
i co wtedy??

dobrze że chociaz poznalismy Nata
przyjaciel to jest teraz to co potrzebuje Alex najbardziej
może N zdoła mu wyperswadować szalone polowanie na Antonia

widzę że Sylvia byłą szeroko lubiana wśród nadnaturalnej społeczności
tym bardzi j jej brakuje
phhhhhhhhhhhhhhhhhhh

ciekawa jestem o co chodziło z tym chłopakiem wciąganym do furgonetki
ta sprawa jakoś mi śmierdzi.............Cool

C gryzziona przez Alexa nawet we śnie?????????????????????
to zdecydowanie mnie bawisad
a może nie?>?
vhyhba by jej krzywdy nie zrobił co??
ale tak dziabnąć jak nie chce się zamknąć to dla samoobronyAngry

ok już zmykam i nic nie mówię
czekam na next


i1252.photobucket.com/albums/hh565/perli33/katerrbl3_zps16272c7e.png
all by me
 
LENA27
Dodany dnia 14-05-2017 02:31
Człowiek


Postów: 1
Data rejestracji: 14.05.17

Liczba ofiar: 1
Poziom: Przejazdem

Droga Emilio od kilku lat jestem twoja wielbicielką.Twoje opowiadanie jest świetne oraz historia Alexa i Cam wprost pochłania.Pozdrawiam i oczywiście czekam na ciąg dalszy.

LENA27
 
Przeskocz do forum:
CMS: PHP Fusion v.7 (Easy) | Licencja: GNU Affero GPL | Online: | Reklama: Kontakt36,195,182 Unikalnych wizyt