Zobacz temat
 Drukuj temat
[alime19] Zagubiona tożsamość
alime19
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 05-07-2011 16:37
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Witam, postanowiłam zamieścić tutaj fragment mojego opowiadania, które piszę od jakiegoś czasu. To mój pierwszy "literacki" i niewymuszony tekst, zatem proszę o szczere opinie, komentarze, uwagi oraz radyWink

Miłej lektury

I


Zastanawialiście się kiedyś, jakie są rodzaje ciemności?
Ciemności po zgaszeniu światła - mrok wypełniający pomieszczenie. Po kilku chwilach oczy się przyzwyczajają i można dostrzec znajdujące się w nim przedmioty.
Ciemność nieprzeniknionego gęstego lasu – cień skrywający tajemnicę, a jednocześnie dający schronienie i pozwalający przetrwać jego mieszkańcom.
Ciemność będąca jedynym światem niewidomego. Jednak światem oswojonym i przyjaznym dzięki tysiącom zapachów, dźwięków i smaków rejestrowanych pozostałymi zmysłami.

Camilla wyróżniała te i inne odmiany ciemności. Wiedziała też, że otaczający ją mrok nie podlegał żadnej znanej jej kategorii. Był nieprzenikniony i przytłaczający, a przez to zabójczy. Czarna nicość otaczała filigranową sylwetkę dziewczyny z każdej strony. Camilla biegła, co sił w nogach. Galopujące serce dotrzymywało kroku, a płuca krztusiły się pobieranymi łapczywie haustami powietrza. Uciekała i goniła jednocześnie. Gdzieś w zakamarkach umysłu słyszała szepczący głos podświadomości, który powtarzał jak mantrę: Biegnij! Nie poddawaj się, uda ci się! Jeszcze tylko chwila.... I wtedy upadła. Nie było czasu, by myśleć, co dalej. Coś ją złapało i siłą wdzierało się do jej środka. Nic nie widziała, czuła jednak przerażający ból i potężną siłę, która próbowała wydrzeć z niej życie i duszę. Proszę, niech to się skończy! Nie mam siły, dłużej nie wytrzymam....Boże... – Camilla szeptała w myślach błagalną modlitwę. Nagle poczuła w swojej piersi przenikliwy chłód. Nie mogła oddychać. Wyobraziła sobie lodowate dłonie próbujące zamknąć jej trzepoczące serce w żelaznym uścisku. Resztki nadziei prysły niczym mydlane bańki. Nic i nikt jej nie pomoże, przestała się szarpać. Już wiedziała – za chwilę umrze. Znowu. Ostatkiem sił otworzyła usta do niemego krzyku. Nieee........
Edytowane przez alime19 dnia 23-04-2012 15:47
 
Karass
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 05-07-2011 16:51
Awatar

Ugryziony


Postów: 349
Data rejestracji: 02.07.11

Liczba ofiar: 336
Poziom: Człowiek

Zaczyna się ciekawie Grin Pisz dalej, zobaczymy co z tego wyjdzie Grin
img860.imageshack.us/img860/5731/tumblrlxcve5v4gr1qdz3mz.gif
 
Kait
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 05-07-2011 17:18
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 814
Data rejestracji: 25.04.11

Liczba ofiar: 1819
Poziom: Człowiek

Fajne. Wink
Pisz dalej .
lh5.googleusercontent.com/-z7iELUFYPWQ/TYXdQrEVPWI/AAAAAAAAAWE/X5tmopBUR5s/s1600/StEl1.gif


Elena: “Stefan, if this is you, you’ll be OK. I love you, Stefan. Hold on to that. Never let that go.”
 
unikatowaaa
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 05-07-2011 17:49
Awatar

Martwy


Postów: 1338
Data rejestracji: 06.02.11

Liczba ofiar: 2976
Poziom: Wampir

Zapowiada się super ^^ Czekam na kolejny rozdział Grin
i45.tinypic.com/4ftuso.png


No Promises! Pieguskowy ILLU Forever ♥
 
zagubione-czlowieczenstwo.blogspot.co.uk
Evil
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 05-07-2011 18:13
Awatar

Martwy


Postów: 1903
Data rejestracji: 29.12.10

Liczba ofiar: 1846
Poziom: Człowiek

fajnie się zaczyna, ciekawe, ale trochę krótkie :/
24.media.tumblr.com/tumblr_m6cn35H5pN1qb9td9o1_500.gif
Smiler, Lovatic, Potterhead & Gleek.
The Hunger Games. ♥
 
https://twitter.com/#!/FascinatedByAll
Grapemousse
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 05-07-2011 18:25
Awatar

Ugryziony


Postów: 335
Data rejestracji: 08.04.11

Liczba ofiar: 287
Poziom: Człowiek

Zaczyna się bardzo ciekawie i tajemniczo. Czekam na kolejny rozdział smile
img24.imageshack.us/img24/48/wdqe.jpg
 
alime19
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 07-07-2011 16:21
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Dzięki za przeczytanie i komentarze smile Oto ciąg dalszy I rozdziału.


Nieee........
Camilla siedziała wyprostowana na łóżku. Oczy miała szeroko otwarte, oddychała szybko, była cała spocona, a po jej policzkach spływały łzy. Przez chwilę wpatrywała się tępo przed siebie. Pozwalała, by zmysły rejestrowały bodźce z zewnątrz, dzięki czemu szybko odzyskała świadomość miejsca i czasu. Wysłużona lampka nocna rzucała blade światło na mały pokój. Na podłodze obok łóżka leżała mapa turystyczna. Dziewczyna odetchnęła. Drżącą ręką sięgnęła do stolika po szklankę wody. Chłodne łyki szybko ją orzeźwiły. Otarła twarz z potu i łez. Znowu ten koszmar.
Wygląda na to, że nigdy się od niego nie uwolnię. Nawet przeprowadzka na Księżyc czy do innej galaktyki nic nie da. Po prostu super. – pomyślała z dozą ironii.
Mimo otwartego okna czuła duchotę. Najchętniej wskoczyłaby teraz pod zimny prysznic, ale nie chciała budzić śpiącej na tym samym piętrze ciotki. Podeszła do stojącego w rogu pokoju biurka. Na monitorze laptopa migała koperta – symbol nowej wiadomości. Kliknęła. Po chwili strona się załadowała, a Camilla mimowolnie uśmiechnęła. Przyszedł mail od jej przyjaciółki Nicole. Szybko pochłonęła kolejne linijki obszernego tekstu, wzięła głęboki oddech i zabrała się za odpisywanie.
Z Nicole przyjaźniły się od prawie dziesięciu lat, czyli od czasu, gdy przeprowadziła się z mamą do Nowego Jorku. Może nie nadawały dosłownie na tych samych falach, ale były sobie bliskie. Mimo różnych zainteresowań spędzały razem mnóstwo czasu i znały się jak łyse konie. Camilla bardzo za nią tęskniła, więc ciepłe słowa w mailu dodały jej otuchy i pocieszyły. Czuła się prawie tak, jakby przyjaciółka właśnie ją przytuliła. Poczuła ciepło gdzieś głęboko w środku i kilka łez spadło na klawiaturę. Pisząc wiadomość, Camilla skierowała swoje myśli ku mamie. Do niedawna najbliższej jej osobie. Anna Montgomery w kręgu znajomych uchodziła za sympatyczną, ale rzeczową pielęgniarką. Jako samotna matka dosłownie stawała na głowie, żeby zapewnić godne życie sobie i córce. W wirze pracy na zmiany czasami zapominała o tym, co w życiu powinno być najważniejsze. Jednak mimo przelotnych nieporozumień czy kłótni, miała dobry kontakt z Camillą. Tak, mama z pewnością pełniła swój zawód z powołaniem i niezaprzeczalnie była dobrym człowiekiem i matką. Była. Bo od miesiąca nie żyje. Jak to mówią, wypadki chodzą po ludziach, a Camilla nie czuła się na tyle dobrze, by przywoływać teraz wspomnienia tamtych dni. Od chwili, gdy policja zabrała ją ze szkoły i poinformowała o wypadku, żyła jak w letargu. Rodzice Nicole pomogli jej załatwić wszelkie formalności i wzorowo wspierali w zaistniałej sytuacji. Co prawda, formalnie przekroczyła już granicę pełnoletności, jednak na coś takiego zdecydowanie nigdy nie jest się dostatecznie dojrzałym. Tydzień po pogrzebie adwokat mamy poinformował dziewczynę, że szuka jej mieszkająca we Włoszech daleka ciotka od strony babki, niejaka Sylvia Santos. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. Poznanie dalekiej krewnej początkowo budziło wątpliwości. Ostatecznie jednak Camilla dziękowała losowi, że nie została sama jak palec. Dodatkowo głos rozsądku podpowiadał, że nawet mimo stypendium nie da rady uczyć się i utrzymać mieszkania, które wynajmowały z mamą. Zatem przystała na propozycję ciotki Sylvii, by wyjechać do niej na jakiś czas.
Dziecko, potrzebujesz teraz dużo czasu, żeby nabrać do wszystkiego dystansu i poukładać sobie na nowo życie. Zasługujesz na odpoczynek, a ja chcę być dla ciebie wsparciem. No i chciałabym cię bliżej poznać. Pozwól mi na to, potem zrobisz, co zechcesz. Zawsze możesz wrócić. – słowa Sylvii rozbrzmiały ponownie w głowie dziewczyny. Odepchnęła falę wspomnień i spojrzała na ekran komputera. Gotowy mail do Nicole czekał na odesłanie. Szczegółowo odpowiedziała na liczne pytania przyjaciółki o podróż, pierwsze wrażenia z pobytu u ciotki i samopoczucie. Z ulgą kliknęła „wyślij”. Poczuła się bardzo zmęczona. Było po trzeciej, więc postanowiła położyć się i spróbować zasnąć. Jutro stawi czoła wszystkim zmartwieniom i wyzwaniom nowego miejsca.
Edytowane przez alime19 dnia 23-04-2012 15:53
 
Kathi
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 07-07-2011 18:41
Awatar

Ugryziony


Postów: 433
Data rejestracji: 26.03.11

Liczba ofiar: 403
Poziom: Człowiek

Bardzo ciekawa fabuła,bardzo dobrze opisane. Czekam na ciąg dalszy smile
i1288.photobucket.com/albums/b487/asienae/Beznazwy_zpse7f0a814.png

my heart is beating in a different way
 
unikatowaaa
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 07-07-2011 19:03
Awatar

Martwy


Postów: 1338
Data rejestracji: 06.02.11

Liczba ofiar: 2976
Poziom: Wampir

Bardzo mi się podoba , czekam na kolejny rozdział ; )
i45.tinypic.com/4ftuso.png


No Promises! Pieguskowy ILLU Forever ♥
 
zagubione-czlowieczenstwo.blogspot.co.uk
Evil
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 07-07-2011 19:10
Awatar

Martwy


Postów: 1903
Data rejestracji: 29.12.10

Liczba ofiar: 1846
Poziom: Człowiek

ciekawe, czekam na następny rozdział Grin
24.media.tumblr.com/tumblr_m6cn35H5pN1qb9td9o1_500.gif
Smiler, Lovatic, Potterhead & Gleek.
The Hunger Games. ♥
 
https://twitter.com/#!/FascinatedByAll
Kathyy
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 07-07-2011 19:18
Awatar

Pozbawiony krwi


Postów: 766
Data rejestracji: 04.04.11

Liczba ofiar: 676
Poziom: Człowiek

opowiadanie na prawdę bardzo fajne smile super opisane emocje smile mogę być fanką ?
i45.tinypic.com/2m3n1h1.png

'if we cease to believe in love, why would we want to live?'

all by pineapple97
 
alime19
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 09-07-2011 14:20
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Nie spodziewałam się tak pozytywnych komentarzy, dzięki Wam bardzo i buziaki dla Was :*
Kolejny rozdział pojawi się wkrótce, już mam szkic, muszę tylko dopracowaćWink

Kathyy jesteś pierwszą oficjalną fanką Pfft
 
marste22
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 09-07-2011 14:38
Awatar

Martwy


Postów: 3236
Data rejestracji: 20.05.11

Liczba ofiar: 3124
Poziom: Wampir

Bardzo fajne opowiadanie jezorek miło się czyta jezorek czekam na wiecej jezorek oraz zapraszam do mojego opowiadania - Reguły Gry smile
Edytowane przez marste22 dnia 09-07-2011 14:38
i46.tinypic.com/2mmsrpi.png
 
alime19
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 11-07-2011 16:41
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Zamieszczam drugi rozdział mojego opowiadania, mam nadzieję, że się Wam spodobaWink


II


- Dzień dobry! Widzę, że ranny ptaszek z ciebie. – Sylvia powitała siostrzenicę z uśmiechem i zerknęła na stary wahadłowy zegar stojący w rogu. Mimo że było jeszcze przed siódmą, wdzierający się przez otwarte okna upał zaczynał dawać się nieprzyjemnie we znaki. Wszystkie pomieszczenia wypełniał blask porannego słońca. Camilla zbiegła radośnie po schodach wprost do ogromnego salonu, który pełnił jednocześnie funkcję jadalni.
- Dzień dobry, ciociu! I kto tu wstaje o świcie? – zapytała, zatrzymując w progu kuchni.
- Cieszę się, że jesteś w dobrym humorze. Jak się spało w nowym pokoju? Śniło ci się coś? Wiesz, jest taki przesąd, że pierwszy sen na nowym miejscu jest proroczy.
Słysząc te słowa, Camilla dosłownie czuła, jak cały poranny entuzjazm z niej wyparowuje. Nie zamierzała okłamywać ciotki, nawet w błahych sprawach. W końcu zależało jej na nawiązaniu dobry kontakt w jedyną żyjącą krewną. Ale zwierzanie się z dręczących koszmarów w drugim dniu wizyty nie stanowiło najlepszego początku zacieśniania rodzinnych więzów. A już w żadnym wypadku nie mogła pozwolić, by kobieta postrzegała ją jako zeschizowaną nastolatkę z zaburzeniami. Zatem zgrabnie wygładziła niewygodne wspomnienie minionej nocy:
- Dwunastogodzinny lot wyraźnie dał mi w kość. Kilka razy się budziłam i żadnego snu nie pamiętam. Poza tym, minie trochę czasu, nim przyzwyczaję się do zmiany strefy czasowej – na potwierdzenie swoich słów ziewnęła.
- W takim razie musisz zjeść pożywne śniadanie. Nie wiem, co lubisz, ale właśnie smażę placuszki z jabłkami. Jeżeli wolisz coś lżejszego, to tu są warzywa i wędliny na kanapki – kobieta wskazała talerze stojące na kredensie. Całą kuchnię wypełniała symfonia przeróżnych zapachów i aromatów, aż dziewczyna poczuła skurcz żołądka. Wczoraj była wykończona i prawie nic nie tknęła.
- Zwykle jem płatki z mlekiem, ale te placki pachną tak bosko, że nie mogę odmówić.
W domu Camilla rzadko jadała rodzinne śniadania. Najczęściej mama budziła ją do szkoły, by zaraz potem jechać w pośpiechu na dyżur do szpitala. Gdy zaś miała na popołudniową zmianę, odsypiała zarwane noce i niedospane poranki. Zatem wspólne posiłki zdecydowanie należały do rzadkości. Teraz, kiedy nastolatka zasiadła do stołu z prawie obcą osobą, o dziwo czuła się zupełnie nieskrępowana i swobodna. Zupełnie tak, jakby podświadomie znały się całe życie.
- A więc Camillo, jakie masz plany na dziś?
- Nic konkretnego. – przełknęła kęs - Chcę dokończyć rozpakowanie walizki i plecaka. Potem chciałabym wyskoczyć na miasto. Muszę w końcu lepiej poznać okolicę i się zaklimatyzować.
Na te słowa oczy Sylvii rozbłysły dziwnym blaskiem. Mieszaniną nadziei i czegoś jeszcze.
- W takim razie mam dla ciebie propozycję. Na bagaże przyjdzie jeszcze pora. O dziewiątej zaczynam pracę w cukierni. Jeśli chcesz, mogę cię podwieźć do centrum. Wyjdziemy wcześniej, więc pokażę ci to i owo po drodze. To zbyt mała miejscowość, żeby się zgubić, a jednocześnie za duża na nudę. Co ty na to?
- Super, w takim razie biegnę na górę się przygotować.
Na szczęście Camilla zdecydowanie nie spędzała przed lustrem długich godzin. Jej ubiór miał być po prostu wygodny. Biorąc pod uwagę tutejsze temperatury, ubrała krótkie jeansowe szorty, biały bawełniany top na ramiączkach, rozczesała sięgające ramion włosy i zebrała je w niedbały koczek nad karkiem. Do tego obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne i odrobina błyszczyku. Z dna walizki wyciągnęła delikatne sandałki na płaskiej podeszwie – zakup specjalnie na ten wyjazd. Do swojej pakownej torebki wrzuciła portfel, komórkę, kilka drobiazgów i aparat cyfrowy. Zgodnie z planem zamierzała wykorzystać cały dzień na zapełnienie karty pamięci zdjęciami tego - jak mawiała przed wyjazdem jej przyjaciółka – „uroczego włoskiego zadupia.”
Miasteczko Viterbo było maleńką, nic nie znaczącą kropką na mapie turystycznej Włoch. I ta kropka stawała się powoli nowym domem Camilli. Droga do centrum trwała niecałe piętnaście minut. Sylvia w czasie jazdy starała się jak najdokładniej opisać mijane miejsca. Serce miasta stanowił prostokątny plac z pomnikiem pośrodku. Wokół niego toczyło się życie mieszkańców. Tutaj znajdowały się liczne kawiarenki, bary, sklepy z pamiątkami, administracja miasta i punkty usług. Z tegoż placu, zupełnie jak promienie słoneczne, rozchodziły się wąskie brukowane uliczki. Cukiernia cioci Sylvii znajdowała się właśnie na rogu jednej z takich ulic. Camilla szła spokojnym krokiem przez rynek. Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. W powietrzu unosił się aromat kawy, bazylii, oregano i innych przypraw. Słyszała gwar rozmów prowadzonych przez mieszkańców zasiadających przy zewnętrznych stolikach restauracji. Gdy otworzyła oczy, zdawało jej się, że poczuła i dostrzegła niemal namacalną aurę tajemniczości i magii miasteczka. To było najpiękniejsze „zadupie”, jakie mogła sobie wymarzyć.
Aparat w ekspresowym tempie zapełniał się zdjęciami. Dziewczyna chciała uwiecznić każdy szczegół Viterbo, który oddawał jego wyjątkowość, jakby bała się, że cały czar pryśnie. Spacerkiem przemierzała labirynt wąskich uliczek. Niektóre kończyły się ślepymi zaułkami, lecz mimo faktu, że nikt jej nie towarzyszył, nie czuła lęku ani zagrożenia. W Nowym Jorku byłoby to nie do pomyślenia. Na końcu jednej z takich alejek ujrzała ogromne podwórze, otoczone zwartym szykiem piętrowych ceglanych kamienic, po środku którego stała kamienna studnia. Zniszczony daszek i zardzewiały czerpak do wody jednoznacznie zdradzały sędziwy wiek obiektu. Jednak w promieniach zachodzącego słońca obiekt wyglądał wprost idyllicznie. Jak na starych obrazach lub pocztówkach. Camilla postanowiła wykorzystać resztki pamięci aparatu. Obeszła studnię tak, by słońce znalazło się za jej plecami. Pstryk. Gotowe. Jeszcze raz dla pewności. Wtem spostrzegła, że rzucany przez jej sylwetkę cień, nie jest jedynym ludzkim konturem. Padające pod katem światło zdradzało, że za nią ktoś stoi. Wstrzymała oddech. Przez chwilę zaświtała jej myśl, że jedyne wyjście z tego zaułka znajduje się za jej plecami. Tak, jak i ewentualne zagrożenie. Wtedy usłyszała przyjazny śmiech. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła patrzącego na nią z nieskrywaną ciekawością chłopaka. Był wysoki, miał ciemną południową karnację, gęste czarne włosy uformowane w drobne loki sięgające szyi. Po chwili niezręcznej ciszy odezwał się:
- Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć, ale jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś z robił zdjęcia tej ruinie i to z takim przejęciem. – tu wskazał ręką na starą studnię - Ciebie też wcześniej nie widziałem. Pewnie jesteś tutaj nowa, w przeciwnym razie na pewno bym cię pamiętał. A tak poza tym, przepraszam za moje maniery. Jestem Marco.
Camilla pomału wychodziła z lekkiego szoku. Zupełnie obcy chłopak (tak na marginesie całkiem atrakcyjny) zaczepia ją na środku ulicy (a raczej podwórka), traktuje jak dobrą znajomą i zalewa potokiem słów. W duchu dziękowała matce za zmuszanie do dodatkowych lekcji języka w jednym z centrum kultury młodzieżowej Nowego Jorku. Teraz przynajmniej zrozumiała większą część wypowiedzi Włocha. Odwzajemniła uśmiech i uścisnęła wyciągniętą w powitalnym geście dłoń chłopca.
- Mam na imię Camilla i faktycznie jestem nowa. To mój drugi dzień we Włoszech.
- W takim razie wszystko przed nami.
Widząc zdumienie i zmieszanie na twarzy turystki, pospieszył z wyjaśnieniami:
- To nie miało zabrzmieć tak, jak zabrzmiało. Po prostu chciałem ci zaproponować, że mógłbym pokazać ci miasto. Jak już wspomniałem, mieszkam tu od urodzenia i znam Viterbo jak własną kieszeń. Jeżeli lubisz robić zdjęcia, pokażę ci obiekty znacznie bardziej zasługujące na uwagę, niż ten staroć.
Taka bezpośredniość i oczywiste zainteresowanie chłopaka trochę dziewczynę krępowało. Nie była pewna, czy po ostatnich przejściach jest gotowa rzucić się w wir nowych znajomości. Może jednak potrzebowała jakiejś odskoczni.
- Skąd wiesz, że nie mam już przewodnika?
- Bo go nie widzę. – rozejrzał się dookoła - A tak w ogóle, gdzie się zatrzymałaś?
Camilla bez zbędnych szczegółów wyjaśniła, że spędza wakacje u ciotki. Słysząc jej nazwisko Marco rozpromienił się.
- Naprawdę jesteś siostrzenicą pani Sylvii? Nigdy nie wspominała o rodzinie w Stanach, ale jest bardzo miła, a jej ciasta i desery...nieziemskie. Zresztą pewnie wiesz lepiej niż ja. Dlatego mamy tylko jedną cukiernię. Inna nie miałaby szans przy wypiekach twojej cioci.
Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, czy to możliwe, aby wszyscy znali się w tym mieście. Marco wyrwał ją z zadumy:
- To co, zgadzasz się skorzystać z usług nieoficjalnego przewodnika Viterbo?
Czysty entuzjazm i boski uśmiech Włocha sprawiły, że wszystkie wątpliwości się rozwiały.
- W porządku, zgadzam się. Nawet więcej, myślę, że to będzie ciekawe doświadczenie. Ale pod warunkiem, że nie sprawię ci kłopotu. Na pewno masz mnóstwo zajęć, a przecież ktoś kiedyś wymyślił to – Camilla wyciągnęła właśnie z torby składaną mapę. Marco wywrócił z ironią oczami, wyrwał z rąk dziewczyny mapę i .... wrzucił ją do pobliskiego kosza.
- Katastrofa – przeczesał dłonią opadające na czoło loki - Widać, że początkująca z ciebie turystka. Ale masz szczęście, że spotkałaś właśnie mnie. Jutro pracuję na porannej zmianie. Spotkajmy się więc o trzynastej w cukierni twojej cioci. Przynajmniej się nie zgubisz. – szturchnął dziewczynę zaczepnie.
Podczas tej krótkiej rozmowy szli spokojnym marszem i nim się Camilla spostrzegła, z powrotem przemierzali centrum. Czas biegł tu rzeczywiście innym tempem. Pożegnała uroczego chłopaka z nieodpartym wrażeniem, że będzie to owocna znajomość. Mimo zaledwie jednej godziny spędzonej razem, wyczuwała, że jest zwyczajnie......dobry. Tak, to określenie najbardziej do niego pasowało.
Edytowane przez alime19 dnia 23-04-2012 16:57
 
Karass
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 12-07-2011 12:26
Awatar

Ugryziony


Postów: 349
Data rejestracji: 02.07.11

Liczba ofiar: 336
Poziom: Człowiek

Rozdział jest super.! Ciekawe jak potoczą się losy Camilli i Marco Grin
img860.imageshack.us/img860/5731/tumblrlxcve5v4gr1qdz3mz.gif
 
marste22
#16 Drukuj posta
Dodany dnia 12-07-2011 14:08
Awatar

Martwy


Postów: 3236
Data rejestracji: 20.05.11

Liczba ofiar: 3124
Poziom: Wampir

Bardzo fajny rozdział jezorek Marco ah Marco już mi się podoba Grin czekam na więcej jezorek
i46.tinypic.com/2mmsrpi.png
 
alime19
#17 Drukuj posta
Dodany dnia 20-07-2011 16:28
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Dzięki za wszystkie opinie, cieszę się, że w ogóle ktoś czyta te moje "wypociny" jezorek Jako, że piękna pogoda wyciąga mnie z domu, ciężko mi znaleźć czas na kolejne rozdziały, mimo że głowa pełna pomysłów. Zatem po wielu staraniach nadałam ostateczny kształt 3 rozdziałowi.
Zapraszam do czytania!


III


Następne dwa dni upłynęły pod hasłem turystycznej aktywności nasyconej typową, luźną, wakacyjną atmosferą. Zupełnie jak w komediach familijnych z Chevy Chasem ( z obniżonym poziomem amerykańskiego humoru). Godziny spędzone u boku Marco sprawiały, że Camilla coraz bardziej przekonywała się do stylu życia południowej Europy. Zero pośpiechu, zero narzekania, problemy i smutki zamknięte w zakamarkach pamięci. Spokojne spacery zacisznymi uliczkami mogłyby stać się jej nowym hobby. Chłopak okazał się nie tylko wspaniałym przewodnikiem, lecz także duszą towarzystwa. Z pasją opowiadał o rodzinnych stronach, bez posmaku nudy i monotonii. Cierpliwie odpowiadał na każde pytanie i wyraźnie było widać, że również świetnie się bawi.
Zazwyczaj Camilla traktowała nowo poznane osoby z dystansem, jednak w tym przypadku instynktownie czuła, że uroczy Włoch jest godny zaufania. A fakt, że także ciocia Sylvia z entuzjazmem aprobowała tą znajomość, tylko to potwierdzał. Ogół ostatnio doświadczonych pozytywnych przeżyć sprawiły, że Camilla szybko zaklimatyzowała się w Viterbo i zaczęła pełną piersią oddychać atmosferą leniwego miasteczka. Biorąc chłodny prysznic w sobotni poranek, zdała sobie sprawę, że odkąd tu przyjechała, codziennie się uśmiecha. Przestała rozpamiętywać problemy i zaczęła z nadzieją czekać kolejnego dnia. Nawet usłyszała od ciotki, że jej aura mieni się kolorami niczym tęcza. Cokolwiek znaczyły te słowa, w stu procentach pokrywały cię z prawdą. Odnosiła wrażenie, jakby budziła się z emocjonalnego, duchowego letargu.
Wyszła z kabiny prysznicowej, podeszła do umywalki i przetarła dłonią mokre lustro. Ujrzała uśmiechniętą dziewczynę z zaróżowionymi policzkami, otoczoną obłokiem pary wodnej.
- Jestem w raju i nawet nie musiałam umierać, żeby tu trafić – szepnęła do swojego odbicia.
Z zadumy wyrwał ją dźwięk komórki. Wytarła wilgotne ręce i odczytała wiadomość: „Nie zapomnij o dzisiejszym wieczorze. Przyjadę po ciebie o dwudziestej. Marco.” Jak mogłaby zapomnieć?! Woch zaprosił ją wczoraj na imprezę, żeby poznała jego znajomych. Nie mogła odmówić. Zresztą przed śmiercią mamy każdy weekend spędzała z Nicole w jednym z modnych klubów. Mimo że nie uważała się mistrzynię parkietu czy duszę towarzystwa, lubiła poruszać się w rytm muzyki i czuć wibracje otaczających dźwięków. Tanecznym krokiem podeszła do szafy i szybkim spojrzeniem zlustrowała jej zawartość. Wybór kreacji zostawi na popołudnie. Ubierając domowy zestaw, czyli wygodne rybaczki i tshirt, usłyszała jakiś podejrzany hałas. Gdy zeszła na dół, zorientowała się, że salon jest pusty. Podeszła do kuchennego okna i zobaczyła ciotkę w ogrodzie, która siłowała się z zamkiem starej szopy. Wyszła na zewnątrz, by jej pomóc.
- Zaczekaj ciociu, pomogę ci – zawołała w momencie, gdy drzwi w końcu ustąpiły.
- Dobrze, że już wstałaś. Chcę ci coś pokazać. To tak jakby niespodzianka, więc udawaj zaskoczenie – jeśli Sylvia starała się wzbudzić ciekawość siostrzenicy, z całą pewnością osiągnęła cel.
Camilla zajrzała do środka, nie wiedząc, czego się spodziewać. Pomieszczenie kryło się w półmroku, jedynym źródłem światła stanowiło słońce wdzierające się otwartymi do połowy drzwiami. Wszędzie porozstawiane były różne kosze, pudła, sprzęt ogrodowy i inne starocie. Z sufitu zwisało kilka potłuczonych żarówek. Każdą rzecz, z wyjątkiem narzędzi, przykrywał gruby dywan kurzu. Największą część przestrzeni zajmowało „coś” przykryte czarną plandeką. Sylvia wyczuła zdziwienie i uchwyciła pytające spojrzenie dziewczyny.
- No odkryj!- zachęciła.
Dziewczyna złapała ostrożnie brzeg maty i delikatnym ruchem pociągnęła ją na bok. Gdy tuman kurzu opadł, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- Wow, samochód – wydukała z niedowierzaniem – I to nie byle jaki. Piękny, błękitny kabriolet. Lata sześćdziesiąte? Dlaczego nim nie jeździsz, tylko tym starym fiatem z zacinającą się klapą bagażnika?
- To długa historia. Poprzedni właściciel sprzedał mi go razem z tym domem. Niestety, mimo swojej urody nie jest ekonomiczny i trzeba dużo lać do baku. Poza tym jestem emocjonalnie związana z moim fiatem. Za to widzę, że na tobie od razu wpadł w oko, więc... może być twój.
- Jak to mój!? Nie mogę przyjąć takiego prezentu, jest zdecydowanie zbyt cenny. Naprawdę to nie w porządku – Camillę ogarnęło niezręczne skrępowanie. Mieszkała u ciotki niespełna tydzień, a tu coś takiego. To, delikatnie mówiąc, dziwne.
- Nie w porządku jest to, że auto stoi od lat zamknięte w szopie niszczeje. Wbrew pozorom nie jest takim ideałem, jak sobie wyobrażasz. Mężczyzna, który go kupił, dużo na niego narzekał i z ulgą się pozbył balastu. Moim zdaniem nie miał do niego ani serca, ani cierpliwości. Spójrz praktycznie, potrzebujesz jakiegoś środka transportu. Swoim wysłużonym fiatem jeżdżę do pracy, więc nie możesz za każdym razem czekać, aż cię gdzieś podwiozę. I nie przesadzaj z jego wartością. Trzeba wymienić akumulator, opony i wszystkie płyny, ale cała reszta jest ogólnie w dobrym stanie. Więc jak, zaopiekujesz się nim?
Kto normalny mógłby odmówić, mając tyle szczęścia? Camilla w tej chwili czuła się dokładnie jak bohaterka bajki dla dzieci, która przypadkiem trafia do zaczarowanej krainy, gdzie spełniają się wszystkie marzenia. Niezaprzeczalnie była zakłopotana, ale z drugiej strony nie chciała sprawić przykrości cioci, która prawie stawała na głowie, żeby amerykańska siostrzenica czuła się u niej jak w domu. W tej sytuacji mogła powiedzieć tylko jedno.
- Dziękuję – podeszła do Sylvii i ją uściskała – Ale zawrzyjmy umowę. Postaram się znaleźć pracę i pokryć wszystkie wydatki związane z naprawą i uruchomieniem tego cuda.
Kobieta przytaknęła z uśmiechem.
- Dobrze, skarbie. Tak się składa, że mój znajomy jest mechanikiem i dziś wieczorem spotykam się z jego żoną, więc przy okazji wypytam o szczegóły i rozsądną cenę.
Na te słowa Camilla przypomniała sobie o wieczornych planach. Powinna poinformować, że umówiła się z Marco.
- Wychodzisz ciociu wieczorem?
- Tak, czy to jakiś problem?
- Skądże, tylko widzisz.......Marco zaprosił mnie na imprezę, żebym poznała jego przyjaciół i...
- Dziewczyno, czy ty prosisz mnie o pozwolenie?
Camilla uśmiechnęła się nieśmiało.
- Daj spokój, nie musisz mnie pytać o wszystko. Jesteś przecież pełnoletnia, do tego są wakacje. Powinnaś się dobrze bawić i poznawać nowych ludzi. A Marco jest dobrym i uczciwym chłopcem, znam go od małego i cieszę się, że się przyjaźnicie. Poza tym musiałabym być straszną egoistką każąc ci siedzieć w domu, gdy ja wychodzę. Zatem idź i baw się dobrze. A jutro mi wszystko opowiesz.
Słysząc szczerą wypowiedź, dziewczyna była coraz bardziej rozpromieniona i szczęśliwa. Ucałowała opiekunkę, a ponieważ dochodziło dopiero południe, postanowiła zająć się swoim autem. Odkurzenie i wyczyszczenie wnętrza zajęło ładnych parę godzin. Wraz z nastaniem wczesnego wieczoru, dziewczyna wróciła do pokoju, poświęcają się przygotowaniom do imprezy. Pobyt w brudnej, zakurzonej szopie wymusił kolejny prysznic. Nad wyborem ubrania zastanawiała się, jak zwykle, tylko chwilę. Do jeansów rurek założyła czarny top z falbanką i ozdobna aplikacją. Nie marnowała czasu na misterne układanie fryzury, wysuszyła włosy i pozwoliła im opaść na ramiona. Jeszcze tylko odrobina tuszu, błyszczyk i ulubione perfumy. Oceniła swoje odbicie w lustrze i .... zabrakło małego elementu. Podeszła do komody, wysunęła pierwszą szufladę i wyjęła szkatułkę z biżuterią. Sięgnęła po ulubione kolczyki mamy. Delikatne i dyskretne okrągłe perły otoczone srebrną ażurową koronką. Gdy je zakładała, w myślach usłyszała głos matki: „Wszystko ma swoją cenę i nic w życiu nie dostajemy za darmo. Nigdy o tym nie zapominaj”. Camilla poczuła ciarki na plecach i aż podskoczyła na głos donośnego klaksonu samochodu Marca.
- Zdecydowanie za dużo wrażeń, a dzień się jeszcze nie skończył. Weź się w garść! – strofowała się w duchu.
Słysząc ponowne trąbienie, złapała torebkę i szybko ruszyła do wyjścia.
Dojazd do centrum zajął im niecały kwadrans. Z tego, co mówił Marco klub „Fantasma” zajmował parter jego rodzinnej kamienicy. W czasach świetności otwierano go codziennie i przynosił dochody pozwalające spokojnie utrzymać się przeciętnej rodzinie. Z biegiem lat coraz mniej turystów odwiedzało Viterbo, a jego młodzi mieszkańcy najczęściej emigrowali do większych miast, jak Florencja czy Sienna. Po śmierci ojca Marco sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej. Chłopak i jego siostra musieli szukać pracy na własną rękę i w konsekwencji „Fantasma” była teraz czynna tylko w weekendy, ale mimo to miała swoich stałych bywalców.
Camilla stanęła przed wejściem klubu, próbując odgadnąć panujący tam klimat. Masywne mosiężne drzwi pokryte misternymi zdobieniami i wykuta w żelazie nazwa lokalu nie miały w sobie krzty nowoczesności. Okna parteru dodatkowo przysłonięte zostały grubymi welurowymi storami i przepuszczały zaledwie namiastkę przyciemnionego światła z wewnątrz. Marco szarpnął klamkę i gestem dżentelmena zaprosił towarzyszkę do środka.
Oczom dziewczyny ukazało się przestronne, ale przytulne pomieszczenie, którego strop podtrzymywały rzeźbione kolumny. Naprzeciw wejścia znajdował się bar, za którym stał niezbyt wysoki, lecz dobrze zbudowany mężczyzna. Marco od razu ich sobie przedstawił.
- Camillo, poznaj Nicka. Pracuje tu od wielu lat, to właśnie on nauczył mnie fachu barmana.
Nick skinął przyjaźnie głową i uścisnął dłoń dziewczyny.
- Miło mi cię poznać, Camillo. Cieszę się, że w końcu pojawia się u nas nowa i zarazem piękna twarz. Mam nadzieję, że spędzisz tu miło czas.
Camilla odwzajemniła serdeczny uśmiech i rozejrzała się po sali. Nie było tłoku, ale większość stolików była zajęta. Centralne miejsce pod ścianą zajmował niewielki podest, na którym stało stare pianino i mikrofon. Mała scena. W odległym końcu stał stół bilardowy. Tak, to miejsce z pewnością diametralnie różniło się od klubów, w których bywała z Nicole. Jednak przyjazna atmosfera unosiła się w powietrzu. Marco, ciekaw pierwszego wrażenia, zapytał:
- No i jak? Co o tym myślisz?
- To naprawdę nastrojowe i klimatyczne miejsce. Ktoś występuje tu na żywo? – jej wzrok zatrzymał się na scenie.
- Każdy, kto chce pochwalić się swoim talentem. Zaraz kogoś takiego poznasz. – odparł tajemniczo - Muszę na chwilę pójść na zaplecze. W tym czasie Nick zrobi ci pyszny koktajl i usiądź proszę przy tamtym stoliku, dobrze? – wskazał miejsce w rogu sali.
Barman z typową zawodową zwinnością napełnił wysoką szklankę różowym napojem, ozdobił plasterkiem cytryny i wetknął przezroczystą słomkę, by po paru sekundach obsługiwać już klientów w drugim końcu baru. Camilla chwyciła szklankę, zamierzając usiąść przy wskazanym przez Marco stoliku. Wyraźnie poczuła silnie owocowy aromat napoju, aż przymknęła powieki. Skupiona na zapachu odwracając się od lady barowej, zderzyła się z kimś.
- Kurczę, przepraszam. Niezdara ze mnie, nie zauważyłam....- wydukała zdenerwowana.
Jej wzrok padł na ofiarę nieuwagi – wysokiego bruneta o ostrych rysach twarzy i bladej cerze, wyraźnie kontrastującej z kolorem włosów. Niczym w zwolnionym tempie widziała jak nieznajomy przenosi wzrok ze swojej eleganckiej atłasowej koszuli w kolorze ciemnego fioletu, ozdobionej co najmniej połową słodkiego koktajlu i plasterkiem cytryny, po czym spogląda wprost na nią. W szarych głębokich oczach nieznajomego dostrzegła kaskadę emocji – od zdziwienia, niedowierzania, przez coś nieokreślonego do czystej nienawiści. Chciała jeszcze raz przeprosić, ale słowa uwięzły jej w gardle. Usiłowała też za wszelką cenę nie roześmiać się na widok nieestetycznej broszki z kawałka cytrusa. To by zdecydowanie pogorszyło sprawę. W końcu poszkodowany się odezwał:
- Brawo! Po prostu świetnie! Zobacz, co narobiłaś – krzyknął z agresją, wskazując plamę, której rzeczywiście nie można było nie zauważyć.
- Naprawdę nie chciałam – szepnęła zdumiona takim wybuchem złości.
- Taki masz patent na podryw? Jeśli tak, to uwierz mi, nie działa i jest żałosny! – dalej ją atakował.
- Słucham?! Myślisz, że zrobiłam to celowo? – chwilowy strach Camilli zmienił się teraz we frustrację – Nikogo nie zamierzałam podrywać, a już na pewno nie ciebie! Możesz wierzyć lub nie, ale mam o wiele lepszy gust.
Brunet nie odrywał wzroku od zielonych oczu dziewczyny, które w tym momencie płonęły złością. Chwilę elektryzującego napięcia przerwało nadejście Marco w towarzystwie rudowłosej dziewczyny.
- O Alex, widzę, że poznałeś już moją przyjaciółkę Camillę – zwrócił się Marco do wysokiego mężczyzny, zupełnie nie wyczuwając ciężkiej atmosfery.
- Chłopie, skąd ty bierzesz takich przyjaciół – odparł z sarkazmem Alex.
Camilla stała jak zamurowana, kompletnie nie wiedziała, jak się zachować. W dodatku nie mogła przestać się gapić na tego furiata. Najchętniej powiedziałaby, co o nim myśli, lecz poczuła uścisk dłoni. Towarzysząca Włochowi kobieta odezwała się do niej:
- Chodź, usiądziemy. – ciągnąc za sobą blondynkę, swobodnie krzyknęła w stronę baru - Jak zwykle miło cię widzieć, Alex!
Kiedy zajęły miejsca w zacisznym rogu Sali, nieznajoma przedstawiła się:
- Jestem Francesca. Przyjaźnię się z Marco i jego siostrą. Wiesz, Marco dużo o tobie opowiadał. Naprawdę zostawiłaś Nowy Jork i cały „wielki świat”, żeby zamieszkać tutaj?
- Tak jakoś wyszło – Camilla nie chciała być nieuprzejma, ale po zajściu przy barze nie miała ochoty na zwierzenia.
- Kim on jest? – zapytała Francescę, kątem oka spoglądając w stronę chłopaków, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali. Doskonale wiedziała, co, a raczej, kto jest tematem ich dyskusji. Wzrok Franceski również podążył w tamtym kierunku.
- Alex? To kumpel Marco, znają się praktycznie od zawsze. Co się właściwie wydarzyło zanim podeszliśmy? Wygląda na nieźle wkurzonego.
Camilla streściła ostatnie kilka minut, pomijając kompromitującą wymianę zdań. Włoszka przyjęła to bez rewelacji.
- Rzeczywiście Alex jest czasami dziwny i jego towarzystwo może na pierwszy rzut oka wydawać się .....trudne, ale zazwyczaj zachowuje w porządku, zwłaszcza w stosunku do płci przeciwnej – tu dziewczyna mrugnęła porozumiewawczo – Nie przejmuj się tak, pewnie wstał lewą nogą, każdemu się zdarza. – pocieszała.
Widząc, że humor Camilli nie poprawia się, zapytała:
- Lubisz muzykę? Zagram coś specjalnie dla ciebie, tylko się rozchmurz – po tych słowach chwyciła leżącą na sąsiednim krześle gitarę, wyszła na scenę, a salę wypełnił spokojna, rytmiczna melodia, przynosząca ukojenie nerwów. Chwilę później dosiadł się Marco z nowym koktajlem. Uśmiechnął się przepraszająco i o nic nie pytał. A Pan Agresywny, jak Camilla nazwała Alexa w myślach, zniknął bez śladu. Reszta wieczoru upłynęła bez niespodzianek. Towarzystwo Franceski i Marco skutecznie rozproszyło ponure myśli.
Gdy chłopak odwiózł ją do domu, było już po północy. Wszystkie pomieszczenia spowijał mrok. Sylvia najwyraźniej jeszcze nie wróciła od znajomych. Camilla ułożyła się do snu. Samotność przywołała niechciane obrazy minionego dnia. Mimo zmęczenia dziewczyną targały sprzeczne emocje. Po omacku otworzyła nocną szafkę i wyciągnęła buteleczkę ze środkiem nasennym, przepisanym kilka lat wcześniej jako remedium na dręczące koszmary. Połknęła jedną tabletkę i położyła się na łóżku. W oczekiwaniu na działanie lekarstwa skupiła się na własnym oddechu. Siłą wyobraźni uniosła się i poszybowała wprost w objęcia ciemności.
Edytowane przez alime19 dnia 23-04-2012 18:22
 
marste22
#18 Drukuj posta
Dodany dnia 20-07-2011 17:12
Awatar

Martwy


Postów: 3236
Data rejestracji: 20.05.11

Liczba ofiar: 3124
Poziom: Wampir

Bardzo ciekawy rozdział Grin Podoba mi się i to bardzo smile Czekam na więcej smile
i46.tinypic.com/2mmsrpi.png
 
Karass
#19 Drukuj posta
Dodany dnia 20-07-2011 19:53
Awatar

Ugryziony


Postów: 349
Data rejestracji: 02.07.11

Liczba ofiar: 336
Poziom: Człowiek

Rozdział jest cudowny <3 Coś mi się wydaję, że ten cały Alex będzie tym złym. Czekam na następny rozdział .smile
img860.imageshack.us/img860/5731/tumblrlxcve5v4gr1qdz3mz.gif
 
alime19
#20 Drukuj posta
Dodany dnia 27-07-2011 17:08
Awatar

Martwy


Postów: 1660
Data rejestracji: 08.06.11

Liczba ofiar: 1651
Poziom: Człowiek

Oto rozdział czwarty! Dedykuję go wszystkim, którzy czytają i zostawiają ślad w postaci komentarza jezorek


IV


Pobudka po dniu pełnym wrażeń, zakończonym dawką silnego leku nasennego (zażytego o zdecydowanie zbyt późnej porze) nie należy do łatwych czynności. Camilla była świadoma, że już nie śpi, nie pozwalała jednak unieść się powiekom. Skupiła się na oddechu i rytmie uderzeń swojego serca. Dotarło do niej, że jest ułożona w tej samej pozycji, co przed zaśnięciem. Zmusiła się siłą woli do poruszenia zdrętwiałymi stopami i dłońmi. Poczuła mrowienie. Po kilku lub kilkunastu minutach otworzyła oczy i uniosła głowę. Spojrzenie utkwiła w stojącym na nocnej szafce budziku. Minęło południe. Normalnie wyskoczyłaby z łóżka jak oparzona, lecz w tej chwili miała wrażenie, że każda komórka jej ciała pracuje w zwolnionym tempie. Nadludzkim wręcz wysiłkiem podniosła się z łóżka i zeszła do kuchni. Na stole leżała kartka z wiadomością. Dziewczyna zmarszczyła czoło i skupiła się na treści, gdy usłyszała otwierające się drzwi wejściowe. Po chwili ujrzała bujną czuprynę cioci.
- Mój Boże, już myślałam, że jesteś chora. Zaglądałam do twojego pokoju rano, ale spałaś tak głęboko, że odpuściłam sobie dobudzenie cię i zostawiłam notkę, że wychodzę. Dobrze się czujesz? – zapytała z troską.
- Mhm, ale chyba jeszcze nie odespałam wczorajszego wieczoru.
- Jesteś pewna? Wyglądasz bardzo blado i słabo. Nic cię nie boli? – kobieta nie ustępowała.
Camilla uśmiechnęła się niepewnie i pomyślała, że zimny prysznic powinien pomóc.
- Pójdę do łazienki, muszę się trochę ogarnąć – stwierdziła.
Zabiegi toaletowe rzeczywiście miały w sobie jakąś zbawienną moc, bo po nich dziewczyna odzyskała pełnię sił witalnych, a i wizualnie prezentowała się o niebo lepiej.
Sylvia odetchnęła z ulgą, widząc poprawę u siostrzenicy. Na stole czekał posiłek i wielki kubek gorącej kawy.
- Mmm... Tego mi było trzeba – powiedziała i dołączyła do kobiety.
Ciotka dotrzymywała jej towarzystwa, wertując lokalną gazetę. Kiedy kanapki zniknęły z talerza, zapytała:
- A jak w ogóle minął wczorajszy wieczór? Nic nie mówisz.
Camilla obiecała sobie, że spojrzy na minione wydarzenia z dużą dozą dystansu. Ogólnie rzecz biorąc, dobrze się bawiła, towarzystwo dopisało i poznała fajne osoby. Miała nawet wrażenie, że z Francescą mogłyby stworzyć zgrany przyjacielski duet. Zatem było mnóstwo powodów do zadowolenia. Zdała więc relację Sylvii z pobytu w Fantasmie, oczywiście z pominięciem „drobnego” incydentu przy barze. Nie zamierzała nigdy więcej wracać do tego zajścia, bo przecież jakie jest prawdopodobieństwo, że spotka ponownie tego całego Alexa? Cóż... jakby się nad tym zastanowić... Nic z tego! Dopiła kawę i uznała ten rozdział za bezpowrotnie zamknięty.
Kobieta wydawała się usatysfakcjonowana miłymi wrażeniami dziewczyny. Poinformowała ją, że jutro rano przyjedzie mechanik i postara się na miejscu doprowadzić niebieski kabriolet do stanu użyteczności.
Wczesnym popołudniem Sylvia zaszyła się z książką w ogrodzie, a Camilla z nudów zaczęła wertować gazetę. Jej wzrok przykuło małe ogłoszenie na ostatniej stronie. Ktoś poszukuje pracownika do pomocy w sklepie. Może to nie wymarzona posada, ale by się przydała. Ponieważ było to jedyne ogłoszenie w dziale „Zatrudnię”, dziewczyna postanowiła od razu spróbować. Prawdę mówiąc, nie liczyła, że się dodzwoni, w końcu była niedziela. Po kilku sygnałach odebrał zachrypnięty mężczyzna, sądząc po głosie w wieku ciotki. Rozmowa przebiegła szybko, ale w życzliwej atmosferze. Okazało się, że nadawca anonsu jest właścicielem sklepu z artykułami wyposażenia wnętrz i już czwarty raz zamieszcza ogłoszenie, bo poprzedni kandydaci się nie sprawdzili. Camilla pomyślała przelotnie, jak można nie sprawdzić się w takiej pracy. Cóż...najwyraźniej można. Starszy pan zaprosił ją jutro na rozmowę. No, to już połowa sukcesu.
Ponieważ sprawa ewentualnego zatrudnienia miała rozstrzygnąć się dopiero nazajutrz, dziewczyna wróciła do swojego pokoju. Pozbierała porozrzucane ubrania i zaniosła je do prania. Zaścieliła łóżko i z wyrzutami sumienia spojrzała na laptopa. Najwyższy czas skontaktować się z Nicole. Ostatnie dni mijały tak szybko, w domu spędzała niewiele czasu, nie licząc snu. Jak tak dalej pójdzie, straci przyjaciółkę. Jedyną. I kogo obchodzi, że dzielą je tysiące kilometrów. Wiele by dała za jedno spotkanie i rozmowę. Ale w tej sytuacji.... Otworzyła folder ze zdjęciami, zaczęła je przeglądać i wybierać te, które za chwile wyśle do Nowego Jorku. Po kilkunastu minutach wpatrywania się w fotografie miała wrażenie, że ze zdjęciami jest coś nie tak. Czegoś tu brakuje. Poczuła silny ból głowy i dała sobie spokój.
- Zaraz zwariujesz! To zwyczajne zdjęcia, sama je robiłaś i nie doszukuj się drugiego dna, bo go nie ma, Jeszcze moment, a zaczniesz odwiedzać psychiatrę. – szepnęła cichutko. Nie powinna być taka przewrażliwiona.

Sklep z artykułami dekoracyjnymi mieścił się kilkanaście metrów od placu głównego Viterbo. Camilla nie miała problemu z odnalezieniem adresu, ciotka jak zwykle służyła pomocą i wytłumaczyła, w która uliczkę skręcić. Coraz częściej miała wrażenie, że Sylvia jest dla niej za dobra. Dlatego bardzo liczyła na tą pracę. Nie chciała być dłużej obciążeniem dla krewnej, chociażby finansowym. Dodatkowym entuzjazmem napawał ją fakt, że mechanik po wstępnych oględzinach jej wozu wydał nadzwyczaj optymistyczny werdykt. Chyba ktoś tam na górze nad nią czuwa. Ta myśl umocniła jej wiarę w siebie, gdy stanęła przed drzwiami sklepu. Po krótkiej chwili odważyła się wejść.
Zaskoczył ją ogrom pomieszczenia, porównywalny z przeciętną szkolną salą gimnastyczną. Całość składała się z dwóch kondygnacji. Część parterową zajmowały przeróżne przedmioty, służące ozdobie mieszkań i innych wnętrz. Wszystko było poukładane na stołach, regałach, komodach i tworzyło wręcz bajkową kompozycję. Za ladą sprzedawcy znajdowały się mosiężne spiralne schody prowadzące na piętrowy poziom. Tamta część zdominowana została labiryntem regałów wypełnionych książkami. Czyżby mieściła się tam księgarnia lub biblioteka?
Z zaplecza wyłoniła się twarz starszego, około sześćdziesięcioletniego, pana. Półokrągłe okulary, elegancko przystrzyżona siwa broda i wąsy oraz szeroki uśmiech natychmiast wzbudzały sympatię. Mężczyzna podszedł do gościa i się przedstawił.
- Witam, jestem Giuseppe Galbari a to mój skromny sklepik. Zapewne umawialiśmy się w sprawie pracy.
- Tak. Nazywam się Camilla Montgomery i dzwoniłam do pana wczoraj. Nie sądziłam, że oferta jest jeszcze aktualna.
- Niestety, nie tak łatwo dziś znaleźć dobrego pracownika. Wiele lat pracowała tu dziewczyna o imieniu Marta, ale gdy jej matka zachorowała, wyjechała, by się nią zaopiekować. Nie wiem, kiedy będzie mogła wrócić, a ja mam już swoje lata i potrzebuję pomocnika. Powiedz mi, moja droga, masz jakieś doświadczenie w tym kierunku?
Standardowe pytanie pracodawcy, wielokrotnie ćwiczone z Nicole na lekcjach. To zdecydowanie ten moment, kiedy możesz się wykazać i przekonać do siebie przyszłego szefa.
- W okresie liceum pracowałam dorywczo w czasie wakacji w sklepie odzieżowym i potrafię obsługiwać kasę fiskalną. Poza tym, jeśli chodzi o urządzanie wnętrz, to niech pan mi wierzy, wiele przetestowałam na swoim pokoju. I co najważniejsze, moja mama nigdy nie dostała z tego powodu zawału, więc chyba nie wypadało najgorzej – odpowiedziała z przekonaniem.
- W takim razie, nie widzę żadnych przeciwwskazań, abym nie mógł dać ci szansy. – odparł Giuseppe –Twoje zadanie polega na sprzedaży i doradztwie klientom, a także na dbaniu o ekspozycję i utrzymaniu czystości.
Camilla próbowała opanować narastający entuzjazm i zadała nurtujące ją od wczoraj pytanie:
- Co się stało z poprzednimi osobami, które pan zatrudnił?
- Nic się nie stało, zrezygnowali. Chyba nie mieli serca ani cierpliwości do tego nieskomplikowanego zajęcia – spojrzał dziewczynie głęboko w oczy – Ale mam przeczucie, że tym razem dobrze wybrałem.
Camilla od razu pomyślała, że starszy pan zdecydowanie daje się ponieść bujnej wyobraźni, ale z drugiej strony rozumiała, że ten sklepik jest zapewne całym jego światem i bardzo o niego dba.
Po dopełnieniu niezbędnych formalności Giuseppe oprowadził nową pracownicę po sklepie, starając się jak najdokładniej wszystko wyjaśnić. Jak inne lokale użytkowe w Viterbo, także dobytek pana Galbari czynny był w dwóch porach – od dziewiątej do trzynastej, po czym następowała przerwa do siedemnastej, a potem wieczorna pora otwarcia, do dwudziestej pierwszej. Dziwny system, ale miał też swoje zalety. Camilla wykorzystywałaby przerwę choćby po to, aby zjeść obiad czy załatwić coś na mieście. Ponieważ do razu zajęła się powierzonymi jej obowiązkami, postanowiła telefonicznie poinformować ciocię o późniejszym powrocie.
Popołudniowa zmiana minęła nie wiadomo kiedy i nadszedł czas zamknięcia sklepu. Mimo że zapadł już zmrok, powietrze pozostało przyjemnie ciepłe. Ulice nadal tętniły życiem i gwarem rozmów. Sylvia mieszkała na obrzeżach Viterbo, więc Camilla miała spory kawałek do przejścia. Dom ciotki stał przy brukowanej wąskiej alei, otoczonej naturalnym „płotem” w postaci drzew owocowych i krzewów. Gdy dziewczyna pokonała ostatni zakręt drogi, ujrzała kontury znajomego budynku. Dostrzegła także, że przed furtką oprócz starego fiata stoi zaparkowana czarna sportowa honda civic.
- Zapewne ciocia ma gości, chociaż dziwne, że nic o nich nie wspomniała. Widocznie to niezapowiedziana wizyta – pomyślała otwierając furtkę.
W miarę zbliżania się do budynku słyszała coraz wyraźniej wzburzone głosy. Kłótnia. Nie, to niemożliwe. Sylvia zdecydowanie nie należała do nerwowych czy kłótliwych osób, wręcz przeciwnie. Ale krzyki nie cichły, a jeden z nich należał bez wątpienia do ciotki.
Camilla stała kilka minut przed drzwiami, mimo że sprzeczka była głośna, nie zdołała wychwycić konkretnych słów. Zastanawiała się, czy wypada wejść. W końcu tam mieszkała. Chociaż była niemal pewna, że kobieta nie życzyłaby sobie, by ta sytuacja miała świadków. Nagle zapanowała martwa cisza.
- To chyba odpowiedni moment – dziewczyna dodała sobie w myślach otuchy, chwyciła klamkę i poczuła, że drzwi się otwierają bez jej inwencji. Stanęła twarzą w twarz z....Alexem!
- Niemożliwe. To jakiś koszmar – pomyślała, patrząc w znajome zimne oczy. Czuła, że jej puls przyspiesza, zupełnie jak po zastrzyku adrenaliny. Po kilku sekundach wykrztusiła:
- Co ty do cholery robisz.....tutaj?!
- Wychodzę – odparł beznamiętnie, po czym sprawnie i bezdotykowo ją wyminął, kierując się do furtki.
Camilla nie zamierzała tego tak zostawić, wtedy jej wzrok padł na Sylvię. Kobieta bynajmniej nie wyglądała na przestraszoną. Przeciwnie, kipiała złością. Odgłos ruszającego z impetem samochodu wyrwał ją z zamyślenia. Odruchowo obejrzała się, ale dostrzegła tylko tuman kurzu unoszący się nad drogą. Zamknęła z trzaskiem drzwi i podeszła do ciotki.
- Wszystko w porządku? Czego chciał od ciebie ten facet?
- Przepraszam, nie powinnaś tego wszystkiego oglądać, to zwykła...burzliwa wymiana zdań. A on....on mnie jeszcze przeprosi, zobaczysz – stopniowo uchodził z niej gniew.
- Ale ja słyszałam, jak krzyczał na ciebie! To jest prawie jak napaść, którą powinnaś zgłosić na policję – Camilla nie dawała za wygraną.
- Chyba przesadzasz. Ludzie czasami się kłócą, tak już na tym świecie jest. To naprawdę nic poważnego. Lepiej opowiedz mi o pierwszym dniu pracy – Sylvia starała się zmienić temat. Było jasne, że nic więcej nie powie, przynajmniej teraz.
- Właściwie nie ma o czym opowiadać, to w końcu pierwszy dzień. Szef wydaje się miły, nie ma tłumu klientów, pełen relaks.
- W takim razie zjedz coś, na pewno umierasz z głodu.
- Raczej z ciekawości, czego chciał od ciebie Alex – pomyślała Camilla i dodała na głos – Później coś zjem, jestem zmęczona i chciałabym wziąć prysznic.
Po tych słowach poszła na górę. Szybko się rozebrała i weszła do łazienki. Gorąca woda rozluźniła spięte mięśnie. Jednak myśli krążyły wokół jednego tematu: Alexa. Bezwarunkowo musi się dowiedzieć, o co kłócił się z ciotką i skąd ją w ogóle zna. Co łączyło Sylvię – pięćdziesięcioletnią, sympatyczną kobietę z o połowę młodszym gburowatym i agresywnym chłopakiem? Przyjaźń? Mocno naciągane.
Prysznic przyniósł ukojenie, ale mimo to Camilla była poirytowana i wkurzona. Na Alexa – za całokształt, na ciotkę – że nie chciała jej powiedzieć prawdy, na siebie – że reagowała na tego faceta właśnie w tak intensywny i niekontrolowany sposób. I chodziło jej nie o całą paletę negatywnych emocjonalnych odczuć, tylko fizjologiczną reakcję ciała – zupełnie... jakby ono pragnęło tego kontaktu. Nonsens. Ale i tak odkryje, o co w tych tajemnicach chodzi. I nawet wiedziała, kto udzieli jej odpowiedzi na wszystkie pytania.
Edytowane przez alime19 dnia 23-04-2012 21:44
 
Przeskocz do forum:
CMS: PHP Fusion v.7 (Easy) | Licencja: GNU Affero GPL | Online: | Reklama: Kontakt59,077,382 Unikalnych wizyt